Zbrodnie kapitalizmu przeciwko przyrodzie

| 1 lipca 2022
18.06.22. Protest Extinction Rebellion Youth Wrocław. Na FB czytamy:
 „Potrzebujemy sprawiedliwej transformacji energetycznej TERAZ. Uniezależnienia się od 
koncernów naftowych. Przejścia na nieemisyjne źródła energetyczne”. Fot. Krzysztof Zatycki.
18.06.22. Protest Extinction Rebellion Youth Wrocław. Na FB czytamy:
„Potrzebujemy sprawiedliwej transformacji energetycznej TERAZ. Uniezależnienia się od koncernów naftowych. Przejścia na nieemisyjne źródła energetyczne”. Fot. Krzysztof Zatycki.

Australijski socjalista Jeff Sparrow jest pisarzem, dziennikarzem i felietonistą „Guardiana”. W rozmowie z aktywistą na rzecz klimatu Martinem Empsonem opowiada o swojej książce „Crimes Against Nature—Capitalism and Global Heating” (Zbrodnie przeciwko przyrodzie – kapitalizm a globalne ocieplenie).

Czy możemy zacząć od wyjaśnienia, jak w książce traktujesz kapitalizm i przyrodę?

Po raz pierwszy zetknąłem się z ideami Karola Marksa na studiach pod koniec lat osiemdziesiątych XX w. Twierdzono wtedy, że marksizm nie ma niemal nic do powiedzenia na temat przyrody.

Gdy w późniejszym okresie wróciłem do klasycznych dzieł Marksa, dostrzegłem uderzającą oczywistość, że marksizm jest głęboko przejęty światem przyrody.

Coraz częściej ludzie zaniepokojeni zmianami klimatycznymi dostrzegają, że są one wynikiem uwarun- kowań systemowych. Jednak aby naprawdę zrozumieć problem, należy lepiej zrozumieć kapitalizm.

Dotykasz tej kwestii, omawiając, w jaki sposób kapitalizm w miarę swojego rozwoju zmienia relacje społeczne.

Nawet głęboko zaangażowanym politycznie ludziom często bardzo trudno czyta się artykuły o zmianach klimatycznych, ponieważ jest to do znudzenia porażająca lektura.

Relacja między człowiekiem a przyrodą nie jest jedynie rodzajem zwykłego przeciwieństwa – w rzeczywistości jest to rodzaj dialektycznej zależności, w ramach której ludzie i natura wzajemnie na siebie oddziałują.

Nie jest to tylko zagadnienie teoretyczne – ma ono konsekwencje polityczne. Jeśli uznamy, że człowiek od zawsze zmienia środowisko naturalne, otwiera to możliwość stworzenia nowego ekologizmu, który potencjalnie byłby szansą na ustanowienie innych, lepszych relacji z przyrodą. Tego rodzaju sposób patrzenia na kryzys klimatyczny napawa większym optymizmem.

W jaki sposób kapitalizm zmienił nasze relacje z przyrodą?

Zaszła tu fundamentalna zmiana. Jako Australijczyk jestem bardzo świadomy tego, że żyję w kraju założonym jako kolonialne państwo osadnicze. Inwazja Europejczyków miała bolesny wpływ na rdzenną ludność, która żyła w Australii przez 40 czy nawet 50 tys. lat przed osadnictwem białych.

Istniała tu kultura, która miała bardzo odmienny stosunek do przyrody. Rdzenni mieszkańcy fundamentalnie przeobrazili kontynent australijski, ale potrafili żyć w sposób, który uczynił ekosystem bogatszym i znacznie bardziej dynamicznym. Było to możliwe dlatego, że siłą napędową zmian nie była kapitalistyczna pogoń za zyskiem, lecz tradycja i kultura.

Jeśli ludzie mogli żyć tak w przeszłości, nie ma żadnego powodu, dla którego nie mieliby powtórzyć tego w przyszłości.

Po napływie białych krajobraz kontynentu zmienił się w bardzo krótkim czasie niemal nie do poznania. Żyzne niegdyś ziemie na równinach uległy ogromnej erozji.

Rdzenni mieszkańcy byli bardzo świadomi naturalnych cykli i żyli zgodnie z nimi, jednak zostały one zaburzone.

Australia nie powróci już do przedindustrialnej organizacji społeczeństwa, ale dlaczego nie możemy utrzymać trwałych relacji przypominających te, które nawiązywali rdzenni mieszkańcy przed osadnictwem białych? Niestety uniemożliwia to kapitalizm.

Dziś siłą napędową wszelkiej wytwórczości nie są zwyczaje, tradycyjne prawa ani świadomość tego, co najlepsze dla środowiska, lecz żądza zysku. Gdy do Australii sprowadzono kapitalistyczne stosunki społeczne, miały one katastrofalny wpływ na rdzenną ludność oraz na krajobraz jako całość. W książce wskazuję niektóre podobieństwa z procesem rozwoju kapitalizmu w Anglii.

Oznaczał on zupełne przemodelowanie stosunku do ziemi. Wywołał również masowe bezrobocie i wzrost przestępczości – problem, który rozwiązano, wysyłając ludzi do Australii. Tradycyjne stosunki między ludźmi z klasy pracującej z ramach angielskich wsi i regionów zostały zrujnowane przez grodzenia, czyli proceder przejmowania wspólnej dotąd ziemi przez posiadaczy ziemskich i kapitalistycznych rolników, oraz przez ustanowienie systemu pracy najemnej, a więc ekonomicznej konieczności sprzedaży swojej pracy w zamian za wynagrodzenie. Większość ludzi nie była do tego przyzwyczajona.

Podobnie przebiegało wprowadzenie kapitalizmu w Australii. Władcy kolonialni często narzekali, że rdzenni mieszkańcy nie rozumieją idei pracy za wynagrodzenie. Chwilę pracowali, a potem odchodzili. Przed nastaniem kapitalizmu rdzenni mieszkańcy cieszyli się znacznie wyższym poziomem życia. Ich związek z przyrodą był istotnym źródłem poczucia sensu. Postrzegali oni pracę najemną jako wyjątkowo pustą i bezduszną. Pomysł wykonywania pracy według wytycznych jednego nadzorcy nie miał dla nich sensu.

Narzekania australijskich władców kolonialnych do złudzenia przypominają wcześniejsze utyskiwania przemysłowców w Anglii.

Praca najemna była czymś stosunkowo nowym, a wszędzie, gdzie została narzucona, była postrzegana jako koszmar. Zmienił się sposób, w jaki ludzie rozumieli siebie jako istoty ludzkie oraz przyrodę.

W jednym z rozdziałów piszesz w fascynujący sposób o tym, jak napędzany przez przemysł motoryzacyjny kult samochodu wyparł zrównoważony transport publiczny. Inny rozdział poświęciłeś reklamie wyrobów tytoniowych, wskazując na analogię do współczesnego zaprzeczania zmianom klimatu.

Jednym z mitów, z którymi próbuję się zmierzyć, jest przekonanie, że kryzys ekologiczny jest wynikiem chciwości, lenistwa, egoizmu i głupoty zwykłych ludzi, którzy dla krótkoterminowych korzyści są gotowi zniszczyć planetę. Dowodem na trafność tej argumentacji wydaje się być kult samochodu – a zwłaszcza jego amerykańskie wydanie.

Tyle tylko, że epoka kultu samochodu w USA nastała dopiero po okresie naprawdę intensywnych walk. Wcześniej nie wiedziałem, że w latach 90. XIX wieku w całych Stanach Zjednoczonych istniała dobrze prosperująca infrastruktura tramwajowa, która została zlikwidowana, ponieważ nie przynosiła zysków. Napędy elektryczne były wtedy pod wieloma względami bardziej zaawansowane technologicznie niż silniki spalinowe.

Raz po raz pojawiają się innowacje technologiczne, które mają potencjał, by faktycznie polepszyć życie ludzi. Zamiast tego trafiają one w ręce biznesu, co kończy się nieodmiennie pogorszeniem zarówno jakości życia zwykłych ludzi, jak i stanu środowiska.

Dzisiaj, próbując argumentować o znaczeniu klasy pracującej jako siły zdolnej do przekształcania społeczeństwa, często słyszymy, że grupa ta nienawidzi przyrody oraz że tylko klasa średnia dba o drzewa, zwierzęta, piękne krajobrazy i wszystko inne.

Tymczasem dzisiejsza klasa pracująca została ukształtowana przez takie procesy, jak grodzenia oraz pełne przemocy przymusowe wysiedlenia z ziemi. Zwykli ludzie rozmawiali o nowych warunkach życia w kapitalizmie przemysłowym oraz o tym, jak zmieniły się ich relacje z przyrodą i jak bardzo tego nienawidzą. Zwolennicy czartyzmu – masowego ruchu robotników w Wielkiej Brytanii z lat 30. i 40. XIX w. – mówili: „żyliśmy na wsi, gdzie rosły drzewa. Teraz żyjemy w piekielnym kapitalistycznym otoczeniu”.

Pożegnanie ze światem przyrody normalizuje się na późniejszym etapie rozwoju kapitalizmu, gdy wyprowadzka klasy pracującej ze wsi staje się faktem.

Dziś zmiany klimatyczne i inne katastrofy dotykają najbiedniejsze i najbardziej uciskane społeczności bardziej niż bogatych. W coraz większym stopniu typowym doświadczeniem klasy pracującej jest zmaganie się ze skutkami takich zjawisk, jak huragany czy powodzie, lub konieczność pracy w ekstremalnych warunkach klimatycznych.

Piszę o zakładach koncernu Amazon, w których ludzie pracują w tak wysokich temperaturach, że przed bramą czekają karetki do wywożenia ludzi, którzy zasłabną. Zmiany klimatyczne tylko pogarszają sytuację.

Czy uważasz, że pandemia Covid-19 przyczyniła się do tego procesu?

Pandemia Covid-19 nie jest bezpośrednim skutkiem zmian klimatycznych, ale nie da się jej oddzielić od szerszej katastrofy ekologicznej, której częścią są zmiany klimatyczne. Ponieważ ziemia jest karczowana i rozrastają się miasta, człowiek ma coraz częściej styczność z organizmami, z którymi nie miał do tej pory żadnego kontaktu.

Powoduje to wzrost ryzyka rozprzestrzeniania się wirusów, z czym mamy do czynienia w przypadku pandemii Covid-19. Można zatem mówić o związku pandemii z kryzysem ekologicznym.

Nie musi to wcale oznaczać, że ludzie rozumieją ten związek. Jednak wszyscy widzieliśmy statystyki dotyczące liczby miliarderów, których majątek urósł w czasie pandemii do niebotycznych rozmiarów. Właśnie dlatego pojęcie klasy staje się coraz istotniejsze w dyskusji o katastrofie ekologicznej.

Wspominasz w książce o tym, jak amerykański ruch ekologiczny w jego początkach kształtowały prawicowe idee, które przetrwały do dziś. Odpowiadasz także na mit o przeludnieniu.

Amerykański ruch ekologiczny znajdował się pod szczególnie silnym wpływem prawicowej romantyzacji przeszłości. Często doszukiwano się analogii między inwazyjnymi chwastami i zbłąkanymi zwierzętami a imigrantami lub ludźmi z „niepożądanych” ras. Niektóre z pierwszych i najważniejszych kampanii ekologicznych były prowadzone przez ludzi, którzy byli zwolennikami eugeniki i skrajnymi rasistami. Chociaż większość dzisiejszych ekologów sprzeciwia się oczywiście rasizmowi, to jednak niektóre założenia teoretyczne z zamierzchłych czasów wciąż pozostają w obiegu.

Gdy piszemy lub mówimy o kryzysie ekologicznym, słyszymy często, że „prawdziwym problemem jest zbyt duża liczba ludzi”. Jest to argument, który intuicyjnie wydaje się mieć sens przy dużym uproszczeniu.

Oczywiście w rzeczywistości świat tak nie działa. Po pierwsze niektóre z najbiedniejszych krajów na świecie mają wyjątkowo małą populację. Równolegle istnieją bogate miasta, takie jak Nowy Jork, gdzie na małej przestrzeni stłoczono ogromną liczbę ludzi. Jak widać, argument o przeludnieniu kusi swoją prostotą, ale jest błędny. Ponadto ma on prawicowy rodowód.

Na najbardziej podstawowym poziomie zawsze pojawia się pytanie, kim są te nadwyżkowe grupy, które powinny zniknąć? Oczywiście nigdy nie należą do nich sami zwolennicy teorii przeludnienia. Nikt nigdy nie powie: „na świecie jest zbyt dużo ludzi, dlatego ja i moja rodzina chcemy poddać się eutanazji”.

Gdy „nadmiarową” grupą nie są mieszkańcy Globalnego Południa, są nią masy we własnym kraju. Zawsze pojawiają się pomysły przymusowej sterylizacji i ograniczania dozwolonej liczby potomstwa. Jednak w krajach, w których wprowadzono takie rozwiązania, zawsze przynosiło to fatalne rezultaty.

Żadne przewidywania teoretyków przeludnienia nie potwierdziły się. Na przykład: tempo wzrostu populacji zwolniło tak bardzo, że w wielu krajach mówi się teraz o potrzebie zwiększenia przyrostu naturalnego.

Jednak argument ten ciągle wraca, ponieważ żywi się rozpaczą. Gdy panuje poczucie, że nie można zmobilizować mas, o wiele łatwiej jest powiedzieć, że to właśnie masy są problemem.

Ten sam sposób myślenia daje o sobie znać w dyskusji o konsumpcjonizmie. Istnieje przekonanie, że problemem jest nadmierne spożycie – ponieważ ludzie są chciwi i leniwi, więc chcą mieć telewizory z dużym ekranem i wiele innych dóbr.

Niesławny faszystowski sprawca masakry w Christchurch, w Nowej Zelandii wysunął ten argument wprost, pisząc w swoim manifeście o potrzebie eksterminacji imigrantów. Podobnie niektórzy członkowie sztabu Donalda Trumpa odpowiedzialni za jego antyimigracyjną kampanię z 2016 r. mieli wieloletnie powiązania z wczesnym ruchem ekologicznym. Przesunęli się oni nie tylko na prawicowe, ale wręcz na skrajnie prawicowe pozycje.

Współczesny ruch ekologiczny wykonał kawał świetnej roboty, kwestionując argumenty o przeludnieniu i wypędzając rasistów z ruchu. Z tego powodu dzisiejsza skrajna prawica bardzo niepewnie porusza się po tematach ekologicznych. W większości przypadków nadal neguje zmiany klimatu, ale widzimy, że będzie to dla niej obiecująca kwestia.

Weźmy na przykład Australię, w której obowiązują jedne z najbardziej odrażających przepisów imigracyjnych na świecie. W ciągu najbliższych kilku lat należy się spodziewać masowego exodusu uchodźców klimatycznych z różnych zakątków świata, uciekających przed podnoszącym się poziomem mórz i katastrofalnymi zmianami temperatur.

Co się stanie, gdy ci ludzie przybędą do krajów takich, jak Australia? Nastąpi ponownie presja na uszczelnienie granic. Przy wykorzystaniu ekologicznej retoryki powstaje świat murów i policyjnego terroru. Jeśli nie uda nam się zbudować ruchu, jest to całkiem prawdopodobny scenariusz na przyszłość.

Jedną z inspirujących stron mobilizacji wokół szczytu Cop26 w Wielkiej Brytanii był silny nacisk ruchu na kwestię uchodźców klimatycznych.

Dzieci w obozie Higlo, w Gode, w Etiopii. W obozie przebywają ludzie przesiedleni wskutek suszy spowodowanej zmianami klimatu.

Właśnie! Oprócz tego mieliśmy niedawno zryw ruchu Black Lives Matter. Według niektórych szacunków była to największa mobilizacja w ramach akcji protestu w historii ludzkości. To dowód na to, jak niestabilna jest sytuacja i jak szybko wszystko może się zmienić.

Kryzys ekologiczny coraz częściej manifestuje się jako stały składnik życia klasy pracującej. Nieuchronnie splata się więc z prowadzonymi przez tę klasę walkami, które niekoniecznie muszą być prowadzone pod sztandarem ochrony klimatu.

W amerykańskich magazynach koncernu Amazon podejmowane są próby zakładania komisji związkowych. Wdrażane technologie tworzą warunki pod pewnymi względami gorsze niż te, które panowały w dziewiętnastowiecznych zakładach – szczególnie w kontekście monitorowania każdej sekundy pracy. Próbując się organizować, pracownicy musieli stawić czoła pandemii oraz skonfrontować się ze skutkami wyższych temperatur, przy czym oba zjawiska mają związek z kryzysem ekologicznym.

Większe uzwiązkowienie daje szersze możliwości stawiania żądań dotyczących ochrony środowiska. Nie odbywa się to jednak automatycznie i zależy od politycznej dojrzałości pracowników. Jednak dostrzegamy sygnały, że może się to szybko zmienić w sposób, który wydawał się niemożliwy 20 lat temu, gdy panowało przekonanie o istnieniu czegoś w rodzaju muru między walkami klasy pracującej a walkami o ochronę środowiska.

Jak socjaliści powinni angażować się w ruch ekologiczny?

Myślę, że ruch socjalistyczny wiele się uczy od ruchów ekologicznych. Jednocześnie musimy też stanowczo przekonywać, że jest to kryzys systemowy i jedynym sposobem na jego rozwiązanie jest wypracowanie nowej relacji między ludzkością a przyrodą, a więc całkowicie odmiennego sposobu produkcji. Oczywiście jest to program maksymalny, ale stawka jest teraz na tyle wysoka, że ktoś, kto nie stawia maksymalnych oczekiwań, nie wydaje się osobą poważną. Nikt nie wierzy, że kryzys klimatyczny można rozwiązać, prowadząc jedynie recykling śmieci.

Co istotne, z Twojego punktu widzenia siłą sprawczą jest klasa pracująca. Mówisz o XIX-wiecznym brytyjskim marksiście Williamie Morrisie i jego idei społeczeństwa opartego na demokratycznym planowaniu w gospodarce. Możemy uczyć się od ruchu ekologicznego, ale jako lewica rewolucyjna mamy do zaoferowania coś więcej – wizję alternatywnego społeczeństwa.

Jest to kwestia, której w przeszłości nie podkreślaliśmy dostatecznie dobitnie, ponieważ brzmiało to zbyt radykalnie i zbyt utopijnie. Jednak dzisiaj nie można się dłużej uchylać. Książka Williama Morrisa „Wieści z nikąd” to klasyka socjalistycznej utopii, ale także bardzo wyraźnie i bardzo świadomie utopii ekologicznej.

Morris dociera w niej do sedna problemu, czyli stosunku ludzi do przyrody. A stosunek ten wyraża się w pracy. Konieczność sprzedaży siły roboczej – naszej zdolności do pracy – ma ogromny wpływ na naszą zdolność do kształtowania otaczającego nas świata. Morris przedstawia wizję socjalistycznej przyszłości, w której ludzie żyją i pracują w inny sposób, a centralnym elementem tego systemu jest planowanie.

W wizji autora ludzie demokratycznie i kolektywnie decydują, co chcą robić, czego chcą używać, co chcą wytwarzać. Gdy tylko pomyślimy o tym w kategoriach potencjalnej możliwości, problem klimatyczny staje się znacznie mniej trudny do rozwiązania.

Wiemy, co należy zrobić, aby zatrzymać zmiany klimatu. Wiemy, że musimy zamknąć kopalnie węgla, odejść od paliw kopalnych. Wiemy, że dysponujemy wszystkimi technologiami, które teoretycznie umożliwiają nam zrobienie kroku w tym kierunku. Problem w tym, że kapitalizm nam to uniemożliwia. Gdybyśmy jednak mogli decydować demokratycznie i zbiorowo, otworzyłyby się nieograniczone wprost możliwości.

Gdy udało nam się usunąć konieczność podporządkowania się rynkom we wszystkim, co robimy, problem stałby się mniej beznadziejny. Przed nami długa droga do stworzenia gospodarki planowanej w ramach pracowniczej demokracji. Myślę jednak, że ruch musi zacząć mówić o tym otwarcie.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - lipiec-sierpień 2022, Gazeta - lipiec-sierpień 2022 - cd..

Comments are closed.