Imperializm i wojna w Ukrainie

| 1 czerwca 2022
Joe Biden i Andrzej Duda. Polska próbuje realizować własne interesy „lidera regionu”.
Joe Biden i Andrzej Duda. Polska próbuje realizować własne interesy
„lidera regionu”.

21 maja prezydent USA Joe Biden zatwierdził 40 miliardów dolarów na pomoc dla Ukrainy. Połowę z tego mają stanowić różne postacie pomocy wojskowej.

Jak ogromna jest to suma można zrozumieć, gdy odniesiemy ją do wysokości Produktu Krajowego Brutto Ukrainy. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2021 r. wyniósł on 198,32 mld dol. Najnowsza transza amerykańskiego wsparcia (nie licząc wcześniej uchwalonych na ten cel 13,6 mld dol. w USA) stanowi więc ok. 20% zeszłorocznego PKB Ukrainy, które w wyniku wojny, też według MFW, ma w tym roku spaść o ok. 35%.

Dla porównania: PKB Polski w 2021 r. wyniósł 674 mld $. Czyli proporcjonalnie to tak, jakby na pomoc Polsce przeznaczono ok. 130 mld dol., ponad 550 mld zł.

Do tego dochodzi wsparcie innych państw zachodnich. 1 czerwca Biden ogłosił „jedenasty pakiet pomocy wojskowej” dla Ukrainy, zamierający m. in. system artylerii rakietowej HIMARS z rakietami o zasięgu 70 km.

W tym samym dniu kanclerz Niemiec Olaf Scholz zapowiedział przekazanie Ukrainie rakietowego systemy obrony powietrznej IRIS-T, a brytyjski minister obrony obwieścił wysłanie systemu rakietowego M-270 rażącego cele w odległości do 80 km.

Dlaczego USA i zachodnia „wspólnota międzynarodowa” pod ich kierownictwem tak bardzo „inwestują” w Ukrainę? Z pewnością nie z troski o los ofiar wojen. Wystarczy porównać te kwoty z przeznaczonymi na pomoc humanitarną dla ludzi w Jemenie.

Z powodu toczonej od 2015 r. wojny ma tam miejsce „największy kryzys humanitarny na świecie” – cytując oficjalne agendy Organizacji Narodów Zjednoczonych.

W marcu ONZ ogłosiła, że spośród 4,3 mld dolarów potrzebnych do uchronienia ponad 17 mln ludzi przed klęską głosu udało się zebrać tylko 1,3 mld dol. W ubiegłym roku uciułano 2,3 mld dol. USA są za to od lat głównym eksporterem broni dla bombardującej Jemen Arabii Saudyjskiej.

Rosyjski kapitalizm surowcowo-militarny

Oczywiście nie chodzi więc o pomoc zwykłym ludziom, ale o mocarstwowe interesy. Od początku rosyjskiej inwazji podkreślaliśmy, że wojnę w Ukrainie można zrozumieć tylko na tle istniejącej rywalizacji imperialistycznych mocarstw.

Od początku też pomijanie tego czynnika prowadziło do infantylnych i ideologicznych „analiz” koncentrujących się na stanie zdrowia Putina czy „odwiecznej” naturze Rosji, ostatecznie mających podbudowywać wsparcie dla działań „cywilizowanego” świata zachodniego.

Faktycznie jednak Rosja jest częścią cywilizacji współczesnego kapitalizmu, której imperializm jest jedną z nierozerwalnych cech. Atak na Ukrainę wiązał się z podobną kalkulacją do tej, która prowadziła USA do ataków na Irak czy Afganistan – na przekonaniu, że poprzez użycie siły zbrojnej można wzmocnić własną pozycję w stosunku do innych mocarstw, w tym długofalowo podreperować własne problemy gospodarcze.

Rosyjski kapitalizm co najmniej od dekady bezskutecznie próbował zmienić własną strukturę zależności od eksportu ropy i gazu. Wymowne jest, że jedynymi istotnymi częściami rosyjskiego eksportu o wysokim stopniu zaawansowania technologicznego była broń (Rosja jest drugim, po USA, eksporterem broni na świecie) i technologie energetyki atomowej – przy czym nawet udział w globalnym eksporcie broni w ostatnich latach spadał.

Decyzja o ataku na Ukrainę miała miejsce w kontekście coraz ściślejszego związania ukraińskich władz z mocarstwami zachodnimi i klęski USA w Afganistanie, ale jej tłem jest także nieskuteczność prób zmiany miejsca Rosji w kapitalizmie globalnym. Nacjonalizm i odwoływanie się do retoryki rodem z carskiej Rosji idzie tu w parze z nadzieją na gospodarczą rekonstrukcję: „zastąpienie importu” własnymi technologiami wraz ze zbliżeniem gospodarczym z Chinami i państwami Globalnego Południa.

Podkreślenie amerykańskiej hegemonii

To wszystko odbywa się w kontekście kruszejącej amerykańskiej hegemonii i chęci jej podtrzymania ze strony USA. Stąd wcześniejsze wsparcie Waszyngtonu dla antyrosyjskiego kursu władz ukraińskich, które istotnie spotęgowało się po wybuchu wojny w pełnej skali w lutym tego roku. Ukraina ma wymazać upokarzającą ucieczkę z Afganistanu i pokazać amerykańską potęgę gospodarczą i militarną.

Znalazło to wyraz w bezprecedensowych sankcjach nałożonych na Rosję, opartych na wciąż kluczowym znaczeniu USA w światowym systemie finansowym. Także w zdyscyplinowaniu sojuszniczych mocarstw w Europie, znacznie bardziej zależnych od rosyjskich surowców energetycznych niż USA.

Fakt, że interesy amerykańskich firm wydobywczych i zbrojeniowych wpisują się w strategiczne dążenia amerykańskiego kolosa nie jest tu decydujący, ale z pewnością pomocny. Jednocześnie mamy dążenie do istotnego umocnienia amerykańskich wpływów poprzez wzrost wydatków militarnych zarówno samego Pentagonu, jak i sojuszników w NATO – oraz plany dalszego rozszerzenia NATO o Szwecję i Finlandię.

Podkreślenie amerykańskiej hegemonii w kontekście wojny w Ukrainie ma dla Waszyngtonu ten dodatkowy plus, że nie wymaga od niego bezpośredniego zaangażowania militarnego. Po traumach kosztownych i krwawych wojen w Iraku i Afganistanie trudno byłoby wysyłać do walk kolejne tysiące amerykańskich żołnierzy.

Tu walczą i tysiącami giną jednak Ukraińcy motywowani walką z rosyjskim okupantem – wspierani bronią, szkoleniami na miejscu, opieką wywiadowczą i na szereg innych sposobów przez USA i ich sojuszników. Przy czym wśród tych sojuszników do szczególnie ambitnych należy Polska próbująca realizować własne interesy „lidera regionu” z wizją niesionej na wschód „misji cywilizacyjnej”.

„Podział i ponowny podział świata”

W samych USA coraz częściej można usłyszeć głosy, że państwo to uczestniczy w wojnie zastępczej z Rosją. Stwierdził to choćby były sekretarz obrony z czasów prezydentury Obamy i były szef CIA Leon Panetta. Co ważne, wojna ta ma być także przegrupowaniem i umocnieniem sił przeciw Chinom, czyli głównemu konku- rentowi gospodarczemu USA.

26 maja amerykański sekretarz stanu Anthony Blinken stwierdził, że „nawet gdy trwa wojna prezydenta Putina, pozostajemy skoncentrowani na najpoważniejszym długofalowym wyzwaniu dla porządku międzynarodowego – czyli tym przedstawianym przez Chińską Republikę Ludową”.

Także dlatego na poziomie ideologicznym obserwujemy powrót retoryki z czasów zimnej wojny. Hasła „starcia demokracji z autorytaryzmem” wpisywać się mają w konflikty między imperialistycznymi mocarstwami w skali globalnej.

Te osoby, które nawet teraz pomijają aspekt traktowania przez USA wojny w Ukrainie jako bezprecedensowej w skali wojny zastępczej “o podział i ponowny podział świata” – używając klasycznego określenia Lenina z czasów I wojny światowej – usilnie próbują nie dostrzegać coraz większego słonia.

Dość wojen i wyzysku

Dodajmy, że nadzieje mocarstw, zawierające silny element imperialistycznej desperacji, bynajmniej nie muszą się ziścić.

Rezultaty inwestycji w wojnę – zastępczą czy prowadzoną bezpośrednio – mogą być zupełnie inne niż przewidywane przez jej sprawców.

Pewne jest jednak, że cenę za imperialistyczne konflikty i wojny, jak zawsze, płacą miliony pracowników i ludzi niezamożnych. Ci, którzy dla możnych tego świata są w każdej z wojen mięsem armatnim, w dodatku do bycia na co dzień mięsem roboczym.

Płacą ją przede wszystkim ludzie w Ukrainie, bombardowani dziś przez rosyjskie wojska i traktowani przez zachodnie mocarstwa jako taran dla własnych interesów.

Płacą ją miliony najbiedniejszych z biednych na Globalnym Południu jako ofiary wojny gospodarczej Zachodu z Rosją.

Płacą ją w końcu miliardy ledwo wiążących koniec z końcem w wyniku drożyzny, dodatkowo nasilonej w wyniku wojny i sankcji, jak i w wyniku przekierowywania środków ku dalszej militaryzacji.

Naszym zadaniem jest działać tak, aby te miliardy – mające dość wojen i wyzysku – przemówiły własnym głosem.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - czerwiec 2022

Comments are closed.