Macron wygrywa wybory prezydenckie we Francji – ale zagrożenie faszystowskie rośnie

| 1 maja 2022
24.04.22  Nantes. Po ogłoszeniu wyników wyborów, protestujący trzymają transparent 
z napisem: "Potrzebujemy rewolucji".
24.04.22 Nantes. Po ogłoszeniu wyników wyborów, protestujący trzymają transparent z napisem: „Potrzebujemy rewolucji”.

Emmanuel Macron pokonał faszystkę Marine Le Pen – ale jego neoliberalna, autorytarna i rasistowska polityka przyczyniła się do jej wzrostu.

W drugiej turze wyborów prezydenckich we Francji neoliberał Emmanuel Macron pokonał faszystkę Marine Le Pen stosunkiem głosów 58,5% do 41,5%.

Lewicowe protesty uliczne rozpoczęły się minutę po tym, jak kanały informacyjne opublikowały wyniki sondaży exit polls.

„Protestuję, bo nienawidzę Le Pen. Ale wiem też, że czeka nas pięć lat ataków ze strony Macrona” – powiedział student Patrice na ulicach Paryża.

Macron nie jest przeszkodą w rozwoju faszyzmu. Po raz trzeci w ciągu 20 lat Front Narodowy – obecnie Zgromadzenie Narodowe – znalazł się w drugiej turze głosowania i jeszcze nigdy nie był tak blisko zwycięstwa.

Wystarczy spojrzeć, jak rosły jego głosy w pierwszej turze wyborów prezydenckich. W 1974 roku 0,75%, w 1995 roku 15%, w 2012 roku 18%, w 2017 roku 21% – a w tym roku ponad 23%. Tyle, że jest jeszcze gorzej.

Tym razem odrażający, skrajnie prawicowy islamofob Eric Zemmour również w pierwszej turze zdobył 7 procent. A wraz z innym kandydatem łączna liczba głosów skrajnej prawicy wyniosła ponad 32 procent.

Le Pen zdobyła głosy, mówiąc, że wstawia się za zwykłymi ludźmi i podziela ich obawy związane z rosnącymi kosztami życia.

Jednak ujawniła prawdziwą publikę swojej partii, gdy zorganizowała powyborczą imprezę w pawilonie Armenonville.

Jest to miejsce przyjęć w Bois de Boulogne, bardzo bogatej 16. dzielnicy Paryża. „Idee, które reprezentujemy, osiągnęły nowe wyżyny” – powiedziała Le Pen swoim zwolennikom.

Główną odpowiedzialność za skalę głosów faszystowskich ponosi polityka Macrona, który przez pięć lat brutalnie traktował ludzi z klasy pracowniczej.

To było pięć lat brutalnego miażdżenia ruchu Żółtych Kamizelek, który sprzeciwiał się neoliberalizmowi z demonstrantami tracącymi ręce i oczy przez działania oddziałów pacyfikacyjnych gliniarzy.

Policjanci niszczyli namioty uchodźców, a państwo wprowadziło represyjne prawo i kolejne ataki na muzułmanów. Minister spraw wewnętrznych Macrona, Gerald Darmanin, potępił Le Pen jako “miękką” w kwestii islamu.

Nie ma entuzjazmu dla Macrona. Został on wybrany ponownie z około 38 procentami głosów zarejestrowanych wyborców, w porównaniu z 44 procentami pięć lat temu. Jest to najniższy poziom od czasów Georges’a Pompidou w 1969 roku.

Brak realnego wyboru był powodem, dla którego odsetek osób wstrzymujących się od głosu, wynoszący 28%, był najwyższy od ponad pół wieku.

Po odliczeniu osób, które oddały puste lub uszkodzone karty do głosowania, ponad jedna trzecia zarejestrowanych wyborców nie poparła ani Macrona, ani Le Pen.

Jest to kulminacja trwających od dziesięcioleci przemian. Początkowo faszyści dysponowali niewielką bazą, złożoną w dużej mierze z byłych wojskowych, którzy wspierali wojnę kolonialną w Algierii. Wielu z nich należało do organizacji OAS, która w latach 60. dokonała setek zamachów terrorystycznych i tysięcy morderstw w Algierii i Francji.

Rozwinęli się częściowo z powodu rozczarowania atakami na zwykłych ludzi ze strony tradycyjnych panujących. Jednak decydującym elementem było dostosowanie się “umiarkowanych” sił politycznych – i dużej części lewicy – do islamofobii, polityki antyromskiej i antyimigranckiej oraz autorytaryzmu.

Jean-Marie Le Pen – założyciel Frontu Narodowego i ojciec Marine Le Pen – był w stanie powiedzieć swoim zwolennikom, że mogą oni zarówno wpłynąć na rząd, jak i sami zdobyć władzę. Francuzi, jak twierdził, „wolą oryginał od kopii”.

W 2004 r., przy wsparciu prawicy i Partii Socjalistycznej, deputowani przeforsowali zakaz noszenia chust w szkołach.

Centroprawica, centrolewica, a nawet część skrajnej lewicy argumentowały, że praktyki muzułmańskie stanowią zagrożenie dla “Republiki”, sekularyzmu i praw kobiet.

W pierwszej turze tegorocznych wyborów prezydenckich we Francji kandydatka głównego nurtu konserwatywnego Valerie Pecresse powielała skrajnie prawicową teorię spiskową “wielkiego zastąpienia”, forsowaną przez Zemmoura.

Główne partie atakowały również poziom życia zwykłych ludzi w obronie systemu, którego kryzys spowodował wzrost bezrobocia i niepewności. Legitymizując politykę faszystowską, jednocześnie podsycały rozpacz i rozczarowanie, którymi się ona żywi.

Faszyści posuwają się naprzód także w inny sposób. Tradycyjna strategia faszystowska wymaga armii ulicznej, na początku oddzielonej od sił państwowych, do rozbijania lewicy oraz nękania i mordowania kozłów ofiarnych, takich jak Żydzi, muzułmanie i migranci.

Obecnie Le Pen nie dysponuje taką armią, ale widać pewne przebłyski jej możliwego potencjału.

Skrajnie prawicowa grupa Generation Z – zwolennicy Zemmoura – przeprowadzała ataki na lewicę, osoby LGBT+ i antyrasistów.

Na tydzień przed wyborami jej skrajnie prawicowi zwolennicy rozpędzili lewicową okupację studencką.

W machinie państwowej również roi się od zwolenników faszyzmu. W zeszłym roku grupa emerytowanych generałów opublikowała deklarację, w której groziła zamachem stanu przeciwko temu, co nazwała „rozkładem, który uderza w ojczyznę”.

Sondaż przeprowadzony wśród policjantów wykazał, że 42% głosowało na Zemmoura, a 60% na wszystkich faszystów i skrajną prawicę.

Pięć kolejnych lat Macrona, który podwyższa wiek emerytalny, atakuje zasiłki, celuje w muzułmanów i konfrontuje się z organizacjami klasy pracowniczej, da faszystom kolejne możliwości. Ostrzeżenia są jasne.

Lewica musi walczyć
Porażki lewicy to druga strona wzrostu siły faszystów

Jednym z oczywistych błędów było niezidentyfikowanie Jean-Marie, a następnie Marine Le Pen jako nazistów, którzy nie są “ zwykłą partią prawicową”.

Wynikałoby z tego, że wszystkie organizacje klasy pracowniczej powinny zjednoczyć się w działaniach propagandowych i organizacyjnych przeciwko faszystom, rozbijać ich spotkania i konfrontować się z nimi na ulicach.

Istnieje jednak również szersza porażka polityczna. Partia Socjalistyczna zdradziła swoich zwolenników, kiedy rządziła w ostatnich dziesięcioleciach, a teraz praktycznie przestała istnieć.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji zdobyła zaledwie 1,74% głosów. Jej rządy na rzecz bogatych skłoniły miliony ludzi z klasy pracowniczej do zaakceptowania kłamstw faszystów.

Teraz na radykalnie lewicowym Jean-Lucu Mélenchonie spoczywa ogromna odpowiedzialność.

W pierwszej turze wyborów prezydenckich zdobył on 22% głosów, zaledwie 420 tys. za Le Pen.

Pociągnął za sobą dużą liczbę ludzi z klasy pracowniczej w dużych miastach – w niektórych dzielnicach ustawiały się kolejki, aby na niego zagłosować.

Poparło go 69% głosujących muzułmanów.

Tę siłę można było wykorzystać w masowych demonstracjach. Mélenchon mógł powiedzieć: „Ktokolwiek wygra w niedzielę, wyjdźcie na ulice, nie idźcie do pracy w poniedziałek. Niech to będzie dzień, w którym zasygnalizujecie, że nie będziecie się kłaniać ani faszystom, ani bankierom”.

Zamiast tego Mélenchon jest całkowicie zafiksowany na wyborach. Wezwał wyborców, by wybrali go na premiera w czerwcowych wyborach parlamentarnych, i dąży do zawarcia paktu wyborczego z komunistami, Zielonymi i skrajnie lewicową partią NPA.

Takie manewry nie będą przeszkodą dla skrajnej prawicy.

W ciągu najbliższych pięciu lat najważniejszym polem bitwy będą miejsca pracy i ulice, bazujące na ruchu Żółtych Kamizelek, strajkach przeciwko atakom na emerytury w 2019 r. oraz ruchach kobiecych, ekologicznych i antyrasistowskich.

Takie walki muszą stanowić podstawę politycznego wyzwania rzuconego wszystkim tradycyjnym siłom.

Charlie Kimber
Socialist Worker

Tags:

Category: Gazeta - maj 2022

Comments are closed.