Katastrofa klimatyczna w dobie pandemii, wojny i kryzysu ekonomicznego

| 1 maja 2022
16.04.22 Paryż. Aktywiści z ruchu Extinction Rebellion blokują ulice w centrum stolicy przed drugą turą wyborów prezydenckich.
16.04.22 Paryż. Aktywiści z ruchu Extinction Rebellion blokują ulice w centrum stolicy przed drugą turą wyborów prezydenckich.

W Polsce w ostatnich dwóch latach – najpierw z powodu pandemii, a obecnie wojny w Ukrainie – temat nadciągającej katastrofy klimatycznej zszedł na dalszy plan. Tymczasem sytuacja nie tylko się nie poprawiła, ale wręcz uległa dalszemu pogorszeniu.

Skutki postępujących zmian klimatu nie wszystkich dotykają jednakowo. Najbardziej są one odczuwalne w najbiedniejszych regionach świata – w krajach Globalnego Południa, ale nawet tam rozkładają się nierównomiernie. Bogatsze warstwy społeczeństwa mają środki niezbędne do tego, by ochronić się przed wieloma zagrożeniami.

Przykładem może być nigeryjskie miasto Lagos. Z powodu rosnącego poziomu mórz do końca wieku ta 24-milionowa metropolia praktycznie nie będzie nadawała się do zamieszkania. W tym czasie kolejne obszary miasta będą sukcesywnie zalewane. Większość mieszkańców będzie musiała zostać przesiedlona.

Jednak nie wszyscy będą musieli opuścić domy: trwa budowa ośmiokilometrowego wału, który ochroni przed zalaniem najbogatszą dzielnicę miasta.

Raport IPCC

W ostatnich tygodniach opublikowany został kolejny raport Międzyrządowego Zespołu ONZ ds. Zmian Klimatu (IPCC). Przedstawione w nim wnioski są bardzo alarmistyczne. Z raportu wynika, że w tej chwili nawet 3,5 mld ludzi jest narażonych na skutki zmian klimatu, a połowa światowej populacji ma przez co najmniej miesiąc w roku trudności z dostępem do wody.

Co trzecia osoba jest narażona na śmierć w wyniku udaru cieplnego, ale przewiduje się, że do końca stulecia zagrożenie to może dotykać nawet 75% światowej populacji.

Do 2050 r. nawet miliard ludzi zamieszkujących tereny nadmorskie będzie zagrożonych powodziami, a rosnące temperatury i intensywność opadów deszczu nasilą rozprzestrzenianie się chorób nie tylko wśród ludzi, ale także wśród roślin uprawnych, zwierząt hodowlanych i zwierząt dzikich.

Nawet jeśli atmosfera planety nie nagrzeje się więcej niż o 1,6°C do 2100 r. – a już teraz osiągnęliśmy poziom 1,1°C – to i tak nawet 8% dostępnych dzisiaj gruntów rolnych stanie się nieprzydatnych ze względu na warunki klimatyczne.

W tym samym czasie światowa populacja osiągnie wielkość 9 miliardów ludzi. Szacuje się, że do 2050 r. dodatkowe 183 miliony ludzi doświadczą głodu.

Nadal możemy zapobiec najgorszym skutkom katastrofy klimatycznej, ale jedynie pod warunkiem, że natychmiast przestaniemy emitować dwutlenek węgla. Potrzebujemy zahamować wzrost emisji do 2025 roku, a następnie zredukować je o połowę do końca dekady. Jednak, jak ostrzegają naukowcy, szanse na osiągnięcie tych celów są minimalne, ponieważ całymi latami odkładano potrzebne działania.

Jeżeli nic się szybko nie zmieni, wzrost średniej temperatury osiągnie poziom nawet powyżej 3°C, co będzie miało niewyobrażalnie katastrofalne skutki.

Często słyszymy, że winę za zmiany klimatu ponoszą rosnąca liczba ludności oraz nadmierna konsumpcja.

Tymczasem oparty na ciągłym wzroście system akumulacji kapitału nie przetrwałby nawet dnia bez jednego i drugiego. Może w takim razie powinniśmy liczyć na rządy i biznes?

Niestety nawet sekretarz generalny ONZ António Guterres, zwykle oszczędny w słowach, powiedział niedawno wyjątkowo dobitnie, że „wielu przywódców rządów i biznesu mówi jedno, a robi drugie – że po prostu kłamie w sprawie swoich działań na rzecz klimatu, a skutki tych kłamstw będą dramatyczne”.

Doskonałym przykładem prawdziwości tych słów jest polski rząd i jego działania, które zrecenzowano w raporcie: „Stracona szansa. Zaniedbania w polskiej polityce klimatycznej” Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

Okazuje się, że Polska ma jedne z najmniej ambitnych celów redukcji emisji w Unii Europejskiej, ale nawet te mizerne cele nie są skutecznie realizowane.

Ogłoszona w zeszłym roku Polityka Energetyczna Polski do 2040 nie spełnia wynikającego z Porozumienia Paryskiego wymogu wyzerowania emisji CO2 do 2050 r.

Cały plan jest pozbawiony jakichkolwiek konkretów dotyczących przebiegu dekarbonizacji.

Pomija również wiele zagadnień związanych z energetyką słoneczną i wiatrową, a także potencjał rozwiązań wspierających oszczędzanie energii.

Zaniedbania polskiego rządu nabierają zupełnie nowego znaczenia w kontekście trwającej wojny i podkreślanej przez PiS konieczności uniezależnienia się od rosyjskich węglowodorów, a więc potrzeby osiągnięcia samowystarczalności energetycznej.

Premier Morawiecki przebąkiwał wprawdzie ostatnio o transformacji w kierunku źródeł odnawialnych, ale trudno nie mieć poczucia, że są to deklaracje bez pokrycia, a do tego mocno spóźnione. Szkoda też, że potrzeba było wojny za wschodnią granicą, aby polscy rządzący dostrzegli OZE.

Wbrew pozorom wojna i katastrofa klimatyczna nie są zupełnie odrębnymi zjawiskami. Słyszymy o potrzebie dekarbonizacji i rezygnacji z paliw kopalnych, podczas gdy na przykład armia amerykańska jest jednym z największych trucicieli w historii – większym nawet niż niektóre państwa, w tym te najbardziej rozwinięte, takie jak Szwecja czy Finlandia.

Wojna w Ukrainie to oprócz oczywistej dla każdego katastrofy humanitarnej i gospodarczej także katastrofa ekologiczna: olbrzymie emisje powodowane przez wyjątkowo paliwożerne pojazdy, okręty i samoloty, hektary stratowanych lasów, łąk i pól oraz groźne zanieczyszczenia chemiczne trafiające do powietrza, wód i gleby.

Wojna w Ukrainie wiąże się także z ryzykiem skażenia radioaktywnego, którego źródłem mogą stać się znajdujące się w rejonach walk elektrownie atomowe, co jest szalenie istotne w kontekście roztaczanej przez część polskiej lewicy parlamentarnej wizji dekarbonizacji opartej na energetyce jądrowej.

Wyjątkowo uderzający w tej sytuacji jest kontrast między potrzebą podjęcia pilnych działań w sprawie klimatu a kompletną bezczynnością decydentów. Powodem tego oczywiście jest fakt, że logika akumulacji kapitału jest nie do pogodzenia z potrzebą ochrony środowiska i zatrzymania katastrofy klimatycznej. Jest to przejaw istniejących w kapitalizmie sprzeczności: przede wszystkim sprzeczności między interesami wąskiej grupy posiadaczy kapitału a interesem ogólnospołecznym, w tym przypadku fundamentalną potrzebą przetrwania gatunku.

Oczywiście zagłada ludzkości będzie również oznaczała koniec kapitalizmu, ale nawet najbardziej dramatyczne długofalowe skutki przesłania horyzont krótkoterminowych celów biznesu i władzy.

Przyczyny tej krótkowzroczności należy doszukiwać się w tym, że akumulacja kapitału odbywa się w warunkach ostrej konkurencji, gdzie każda utrata konkurencyjności może ostatecznie prowadzić do wyeliminowania z gry.

Dotyczy to nie tylko indywidualnych kapitałów, ale także ich bloków zorganizowanych w państwa. To właśnie dlatego żadna firma ani żadne państwo nie zdecydują się na wprowadzenie proekologicznych rozwiązań, gdyby miało to uderzyć w ich zdolność do akumulowania kapitału.

Kryzys kapitalizmu

Kryzys klimatyczny jest jednym z wyrazów ogólnego kryzysu kapitalizmu, w tym trwającego od 2007 r. strukturalnego kryzysu gospodarczego z jego najnowszą odsłoną w postaci inflacji czy kryzysu zdrowotnego, który przejawia się m.in. trwającą pandemią koronawirusa.

Nie ma również wątpliwości, że ta sama konkurencyjna pogoń za zyskiem, która leży u podstaw zmian klimatu, jest także siłą napędową rywalizacji między mocarstwami, której kulminacją jest wojna. Widać to na przykładzie rywalizacji między Rosją a NATO, czego pokłosiem jest inwazja Rosji na Ukrainę.

Wszystkie przejawy tego kryzysu mogą się wzajemnie wzmacniać i przenikać: na przykład kryzys klimatyczny może powodować zaostrzenie zapaści ekonomicznej, a ta grozi konfliktem zbrojnym.

Z kolei rozkręcona w okresie napięcia militaryzacja ma zgubny wpływ na klimat. W ten sposób pętla się zamyka, zaciskając się jednocześnie wokół naszej szyi.

Wysuwane przez nas od lat argumenty mówiące o potrzebie obalenia kapitalizmu nabrały zupełnie nowego znaczenia w sytuacji, w której okazało się, że dalsze trwanie tego systemu zagraża wprost przetrwaniu naszego gatunku.

Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - maj 2022

Comments are closed.