Stop wojnie, nie dla startu większej wojny

| 1 maja 2022
23.04 22 Warszawa. Czarzasty, Biedroń, Zandberg. Na konwencji parlamentarnej lewicy „Bezpieczna Polska w zjednoczonej Europie”, Adrian Zandberg z Lewicy Razem ogłosił konieczność tworzenia wspólnych europejskich sił obronnych. Beznadziejny pomysł. Lewica powinna przeciwstawić się wszelkim imperializmom, nie dążyć do ich restrukturyzacji!
23.04 22 Warszawa. Czarzasty, Biedroń, Zandberg. Na konwencji parlamentarnej lewicy „Bezpieczna Polska w zjednoczonej Europie”, Adrian Zandberg z Lewicy Razem ogłosił konieczność tworzenia wspólnych europejskich sił obronnych. Beznadziejny pomysł. Lewica powinna przeciwstawić się wszelkim imperializmom, nie dążyć do ich restrukturyzacji!

Zwykli ludzie w Ukrainie dzielnie walczą przeciw rosyjskiej inwazji. Ich opór jest jednak wykorzystywany także dla innych celów niż wyzwoleńcze – wojna w Ukrainie jest także geopolitycznym starciem mocarstw.

Dla Stanów Zjednoczonych i ich zachodnich sojuszników to po prostu „wojna zastępcza” przeciw Rosji prowadzona ukraińskimi rękami. USA wspierają więc prozachodnie władze ukraińskie na wszelkie sposoby. Oczywiście nie z powodów humanitarnych czy troski o mieszkańców i mieszkanki Ukrainy – mocarstwa zachodnie same mają na rękach hektolitry krwi.

Celem jest rozszerzenie wpływów „świata zachodniego” w Europie Wschodniej i podtrzymywanie kruszejącej amerykańskiej hegemonii na świecie nie tylko przeciw Rosji, ale i przeciw Chinom. Dlatego widzimy tak duże zaangażowanie USA w tę wojnę, które wykorzystują w tym celu własną potęgę gospodarczą, w szczególności dominację w światowym systemie finansowym (nakładanie sankcji), jak i potęgę wojskową (umacnianie NATO i pomoc wojskowa Ukrainie). Pokazują przy tym miejsce w szeregu europejskim sojusznikom. „Tworzy się nowy porządek świata, a my musimy mu przewodzić” – jak z rozbrajającą szczerością stwierdził ameryański prezydent Joe Biden 21 marca.

Także sojusznicy USA rozgrywają tu w różnym stopniu własne interesy. Przykładem Polska, która od lat ma duże ambicje w regionie i widzi się jako forpoczta niesionej na wschód „demokracji i wolnego rynku”. Od lat uczestniczy też w wyścigu zbrojeń w Europie Wschodniej. W tym momencie jest wśród państw najbardziej prących do różnych postaci zachodniej interwencji w wojnę ukraińską.

Zachodni imperializm nie jest alternatywą wobec zbrodni Rosji

Wielu ludzi, wstrząśniętych i przerażonych nagłaśnianymi zbrodniami rosyjskich okupantów, uznaje, że więcej militarnej obecności USA i NATO w regionie, a szczególnie więcej zachodniej broni wysyłanej do Ukrainy, pomoże szybciej zakończyć wojnę. Jednak w praktyce to ryzyko rozciągnięcia wojny na długie lata i pełnej zależności politycznej władz Ukrainy od interesów mocarstw zachodnich, dążących do „wykrwawienia” Rosji. To także realna możliwość rozszerzenia wojny na niewyobrażalną skalę, włącznie z użyciem broni nuklearnej.

Dodajmy, że im bardziej wyraźny będzie charakter tej wojny jako „wojny zastępczej” przeciw Rosji, tym bardziej będzie to wzmacniać propagandę Putina i uderzać w rosyjski ruch antywojenny piętnowany jako „zachodnia agentura”. Popieranie ukraińskiego oporu nie oznacza więc ani popierania władz ukraińskich, chcących opierać się na imperialistycznych państwach Zachodu, ani wzywania tych ostatnich do jakiejkolwiek „pomocy”. Prawdziwa solidarność to solidarność ludów, a nie solidarność z katami innych ludów.

Eskalacja militaryzacji

W lutym, jeszcze przed pełnoskalowym atakiem Rosji na Ukrainę, USA wysłało do Polski dodatkowych 4,7 tys. żołnierzy. W sumie do Europy przybyło ich 20 tys., zwiększając liczbę wojsk USA do 100 tys. Obecnie w Polsce, według oficjalnych danych NATO, mamy 10,6 tys. zagranicznych żołnierzy natowskich, z czego ok. 9. tys. amerykańskich. Na całej „wschodniej flance” Sojuszu – od Estonii po Bułgarię – stacjonuje 40 tys. zagranicznych wojsk NATO. Przy czym w marcu ogłoszono plany lokalizacji czterech dodatkowych „wielonarodowych grup bojowych”, od Słowacji po Bułgarię.

W eskalacji zbrojeń przoduje oczywiście Polska. 5 kwietnia szef MON Mariusz Błaszczak podpisał umowę na zakup 250 czołgów M1A2 Abrams SEPv3 – za ponad 20 mld zł. To jednak tylko fragment potężnych wydatków planowanych przez polski rząd. Przeforsowanie, bez głosu sprzeciwu w parlamencie, 3% PKB na wydatki militarne już w przyszłym roku oznacza dodatkowe ok. 22 mld do wydania. Błaszczak pojechał więc „na zakupy” do Stanów Zjednoczonych, spotykając się także z przedstawicielami największych firm zbrojeniowych. Jeszcze podczas pobytu w Waszyngtonie zapowiedział, że skala nowych zamówień będzie „znacząco większa niż zamówienia złożone uprzednio”.

Zbrojenie Ukrainy

Z przyjętego w USA w marcu „pakietu pomocowego” dla Ukrainy w wysokości 13,6 mld dolarów, około połowy wydatków (6,5 mld dol.) przypadało na rozmieszczenie wojsk amerykańskich w regionie oraz bezpośrednie wsparcie władz ukraińskich w postaci dostaw broni. 21 kwietnia Departament Stanu USA oficjalnie donosił o pomocy militarnej dla Ukrainy w wysokości 3,4 mld dolarów (ok. 15 mld zł) od początku wojny. Jednocześnie w tej informacji można przeczytać, że od 2014 r. Stany Zjednoczone zapewniły Ukrainie ponad 6,1 mld dol. “pomocy w zakresie bezpieczeństwa”, w tym w celu „poprawy wzajemnej operacyjności z NATO”.

W tym samym dniu Prezydent USA Joe Biden ogłosił dodatkowe wsparcie militarne Ukrainy w wysokości 800 mln dolarów. Cztery dni później, w czasie wizyty w Kijowie czołowych przedstawicieli administracji amerykańskiej w postaci sekretarzy obrony i stanu, pojawiła się jeszcze kwota: 300 mln dol. na „militarne finansowanie”.

To wszystko zbladło jednak w porównaniu do dalszych planów. 28 kwietnia Biden zwrócił się to Kongresu USA o 33 mld dolarów dodatkowego wsparcia dla Ukrainy, z czego 20 mld dol. to wsparcie wojskowe.

Jednocześnie przegłosowano „Ukraine Democracy Defense Lend-Lease Act of 2022”, ustawę przywracającą w odniesieniu do Ukrainy program Lend-Lease z 1941 r., z czasów II wojny światowej, by umożliwiać dostarczanie broni Ukrainie w ramach pożyczki. Wszelkie bariery przed eskalacją wojny wydają się pękać.

Wojskowe wsparcie ma miejsce także ze strony innych mocarstw zachodnich. Pod koniec kwietnia kolejne państwa zapowiadały dostarczanie Ukrainie różnych rodzajów ciężkiego uzbrojenia. Brytyjski Sekretarz Obrony powiedział 25 kwietnia, że Brytania „podarowała” Ukrainie pomoc wojskową o wartości 200 mln funtów (ok. 1,1 mld zł), a wartość ta wzrośnie do 500 mln funtów. Wiemy także, że brytyjscy instruktorzy szkolą na miejscu ukraińskich żołnierzy – o czym doniósł 15 kwietnia konserwatywny The Times, co zostało szybko wyciszone przez brytyjskie i inne zachodnie media.

Skala nieoficjalnego wsparcia dla sił zbrojnych Ukrainy jest znaczna nie tylko ze strony zachodnich mocarstw, ale i Polski. Tajemnicze i zadowolone miny przedstawicieli polskich władz pytanych o to wsparcie mówią same za siebie. „Tego typu rzeczy potrzebują ciszy” – jak stwierdził 20 kwietnia rzecznik rządu Piotr Müller. Wiemy jednak, że Polska przekazała Ukrainie sprzęt wojskowy o wartości przynajmniej 7 mld zł – taką kwotę podał premier Mateusz Morawiecki cztery dni później.

Dalsze rozszerzenie NATO?

Władze neutralnych dziś Szwecji i Finlandii, w obu przypadkach z socjaldemokratycznymi rządami, rozpatrują możliwość wystąpienia w najbliższych tygodniach o przyłączenie do NATO.

Oczywiście agresja Rosji na Ukrainę sama w sobie jest najlepszym prezentem dla pronatowskich sił w tych państwach. Putin bardziej przekonuje do NATO niż sto lat połajanek Bidena. Nie zmienia to faktu, że dalsze rozszerzenie NATO ku rosyjskim granicom to element eskalacji konfliktu w całym regionie – a przy tym najlepszy prezent dla militarystów w Rosji.

Nietrudno zauważyć, że rozszerzanie największego sojuszu militarnego na świecie prowadzonego przez najpotężniejsze militarnie państwo, w dodatku prowadzące szereg wojen w ostatnich latach, ku granicom imperialistycznego rywala, spowoduje reakcję tego drugiego. Umacnianie jednego z obozów zaangażowanych w konflikt o Ukrainę to nie zwiększanie bezpieczeństwa, ale ryzyka wojny totalnej.

Wyspy Salomona, Australia i hipokryzja Zachodu

W tym kontekście znakomity przykład hipokryzji mocarstw zachodnich przyszedł z drugiego końca świata. W kwietniu Chiny i Wyspy Salomona, niepodległe państwo w Oceanii, podpisały umowę dotyczącą m. in. współpracy wojskowej.

Premier Australii, czołowego sojusznika USA w regionie, zapowiedział, że chińska baza wojskowa na Wyspach Salomona będzie “czerwoną linią” dla jego rządu. Australijski szef resortu obrony ostrzegł, że jego kraj powinien być przygotowany na wojnę. Coś to komuś przypomina?

Czy chińska baza wojskowa na Wyspach Salomona może usprawiedliwiać jakąkolwiek interwencję USA, Australii czy innych państw zachodnich? Oczywiście, nie. Czy ewentualne powstanie takiej bazy i samo zbliżenie Wysp Salomona i Chin ma związek z imperialistyczną rywalizacją między Chinami a USA i ich sojusznikami w regionie południowo- zachodniego Pacyfiku? Oczywiście, tak.

Teraz kluczowe pytania. Gdyby – uchowajcie bogowie! – doszło do ataku któregoś z zachodnich mocarstw na Wyspy Salomona, jakie stanowisko powinna zająć niezależna, zwalczająca własną klasę panującą lewica w Chinach?

Co powinien mówić ruch antywojenny w tym państwie? Czy powinny wzywać do wysyłania wojsk chińskich do państw regionu, większych wydatków militarnych Chin, blokady gospodarczej Australii i zbrojenia Wysp Salomona?

Takie wleczenie się w ogonie imperializmu własnego państwa byłoby tak samo “antywojenne”, jak wspieranie Bidenów i Kaczyńskich tego świata w pędzie ku dalszej militaryzacji i różnych postaciach interwencji w wojnę w Ukrainie.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - maj 2022

Comments are closed.