PiS nakręca spiralę rasizmu i militaryzmu. Władcy grają, ludzie giną

| 1 grudnia 2021
09.11.2021 Kuźnica. Militaryzacja trwa. Morawicki i Błaszczak na granicy z Białorusią.
09.11.2021 Kuźnica. Militaryzacja trwa. Morawicki i Błaszczak na granicy z Białorusią.

Nie, to nie jest „wojna hybrydowa”, o której wciąż mówią media – nie tylko te rządowe. Język wojny ma uzasadniać okrucieństwo i śmierć. Ma uzasadniać push-backi i wywożenie ludzi do lasu. Ma też uzasadniać prawie dwa miliardy na Mur Podlaski i dużo więcej miliardów niekończących się wydatków na zbrojenia. Hasło „wojna hybrydowa” to przykrywka dla dalszego nakręcania spirali rasizmu i militaryzmu. Jeśli jest tu wojna, to tylko propagandowa.

Polscy rządzący idą tu zresztą w ślady propagandy sąsiada. Już w sierpniu 2020 r. Aleksandr Łukaszenka, w czasie masowych protestów przeciw jego władzy, mówił o „wojnie hybrydowej przeciw Białorusi” toczonej przez Polskę. I dziś także tym sloganem się posługuje. 29 listopada stwierdził, że „wojna hybrydowa została przeciwko nam rozpoczęta na niemal wszystkich kierunkach”. Jak widać, slogan ten jest użyteczny dla rządzących po obu stronach granicznego drutu żyletkowego.

Konflikty imperializmów

Nie ma wojny, ale jest konflikt zderzających się mniejszych i większych imperializmów. Te mniejsze to Polska i Białoruś. Dla białoruskiej władzy celem jest zarówno mobilizacja społeczeństwa przeciw zewnętrznemu wrogowi, mająca umocnić nadwątlony reżim, jak i złagodzenie zachodnich sankcji. Celem polskich panujących jest zmiana reżimu w Białorusi i zmiana geopolitycznej orientacji białoruskich władz na prozachodnią.

Zasadniczą ambicją polskiego bieda-imperializmu jest bowiem budowa własnej pozyzji w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym szczególnie rozbudowa wpływów – jako wysuniętej flanki „świata zachodniego” – w państwach będących niegdyś częścią ZSRR, jak Białoruś, Ukraina, Mołdawia czy Gruzja. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP z 2020 r. wprost wskazuje, że Polska powinna „angażować się w działania stabilizacyjne we wschodnim otoczeniu Polski”. Brzmi to niewinnie, ale wyobraźmy sobie reakcję polskich władz, gdyby oficjalna strategia bezpieczeństwa Białorusi mówiła o zaangażowaniu w „działania stabilizacyjne” w jej otoczeniu zachodnim. Wyobraźmy sobie też, że to państwo białoruskie tworzy polskojęzyczną telewizję z własnym przekazem propagandowym, czyli swoją wersję Biełsatu.

Podkreślmy więc, że choć Łukaszenka jest okrutnym cynikiem, który chce po trupach utrzymać władzę, jest on tylko fragmentem geopolitycznej rywalizacji w tej części świata. Obok mniejszych imperializmów są bowiem także te większe – USA, Unia Europejska i Rosja.

Białoruś postrzegana jest tu jako jeden z głównych obszarów konfliktu między Zachodem a Rosją. Podobną rolę pełni Ukraina, z jej jednoznacznie prozachodnimi władzami po masowych protestach, starciach i geopolitycznym zwrocie w latach 2013-14, na który Rosja zareagowała zajęciem Krymu (ważnego strategicznie i symbolicznie ze względu na rosyjską w większości ludność) oraz wspieraniem antykijowskich separatystów w Donbasie. Tam wojna jest naprawdę, pochłaniając przez siedem lat ok. 14 tysięcy ofiar. Za zderzenie imperializmów, jak zawsze, najwyższą cenę płacą więc zwykli ludzie.

Obecną koncentrację ok. 100 tys. wojsk rosyjskich na granicy ukraińscy przywódcy traktują jako wstęp do rosyjskiej inwazji – prosząc o dalszą i zwiększoną pomoc militarną ze strony Stanów Zjednoczonych.

Nie wiadomo, ile jest tu blefu obu stron, a ile prawdziwego ryzyka eskalacji wojny. Wiemy jednak, że imperialistyczne gierki mogą się wymknąć spod kontroli. Celem władz Rosji jest niedopuszczenie do dalszego rozszerzania NATO, głównego zbrojnego ramienia świata zachodniego pod wodzą USA, do którego przystąpienie jest z kolei zadeklarowanym celem władz ukraińskich.

Polscy i unijni władcy są winni

Na granicy polsko-białoruskiej ofiarami tych międzypaństwowych przepychanek stali się uchodźcy – przepychani dosłownie przez pograniczników z obu stron. W polskich mediach wiele słyszymy o tym, że Łukaszenka brutalnie ich traktuje i wykorzystuje do własnej gry. Oczywiście, to prawda. Jednak może to czynić tylko dlatego, że nie tylko Polska, ale Unia Europejska jako całość prowadzi nieludzką politykę antyimigracyjną. Bez niej wykorzystywanie uchodźców jako narzędzia nacisku byłoby niemożliwe. Władcy polscy i unijni są więc odpowiedzialni za sytuację na granicy w co najmniej takim samym stopniu, jak Łukaszenka. A polska Straż Graniczna, wywożąca dzieci do lasu, czy przerzucająca kobiety w ciąży przez drut żyletkowy, może spokojnie licytować się poziomem brutalności z białoruską.

Uchodźców z takich państw, jak Irak, Afganistan czy Syria, nikt nie zmusza do przybywania do Białorusi. Gdyby polscy i unijni władcy umożliwili legalną migrację na terytorium UE, nikt nie płaciłby tysięcy dolarów za próby przebijania się przez „zieloną granicę” z Polską. Nawet otwarcie granic na takim poziomie, jak miało to miejsce w Polsce w stosunku do osób z Ukrainy i Białorusi, znacznie ograniczyłoby ten proceder. Pełna swoboda migracji – która powinna być prawem każdego człowieka na świecie – wykluczyłaby go zupełnie.

Oczywiście jednak ani władze polskie, ani unijne nie chcą o tym słyszeć. W ich interesie jest bowiem podgrzewanie retoryki wojny i straszenie migrantami, a nie ratowanie ludzi przed śmiercią. My natomiast stomi w solidarności z ofiarami nieludzkiej polityki tych władz.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - grudzień 2021

Comments are closed.