Feminizm, bomby i wyzwolenie

| 1 października 2021
Życie afgańskich kobiet zostało zniszczone przez inwazję USA i reżim talibów.

Krążą kłamstwa, że życie większości Afganek poprawiło się pod amerykańską okupacją. Judy Cox przygląda się rzeczywistości kobiet po 20 latach wojny w Afganistanie

Nie wolno dać się zwieść imperialistycznym feministkom, usprawiedliwiającym inwazję Stanów Zjednoczonych na Afganistan, a tym samym pomagającym podtrzymywanie ucisku tamtejszych kobiet.

Teza, że życie większości Afganek poprawiło się w ciągu 20 lat sprawowania władzy przez wspierany przez USA skorumpowany marionetkowy rząd, ma się nijak do rzeczywistości.

Ci, którzy ją powtarzają, opierają swoje wyobrażenia na warunkach panujących w tych rejonach Kabulu, w których niewielka część kobiet faktycznie zyskała dostęp do edukacji i zatrudnienia. „Dowody” pozostające w obiegu sprowadzają się do kilku w dużej mierze kosmetycznych zmian.

Porozumienie z Bonn z 2001 r. obejmowało plan zarządzania Afganistanem, który uwzględniał udział kobiet. Konstytucja Afganistanu gwarantowała 20 procent miejsc dla kobiet w Zgromadzeniu Narodowym (Loja Dżirga).

W 2002 r. ówczesny prezydent Hamid Karzaj podpisał Deklarację Podstawowych Praw Afganek. Obiecywała ona kobietom prawa obywatelskie, dostęp do edukacji oraz swobodę wyboru stroju.

Tego rodzaju koncesje były wykorzystywane jako uzasadnienie międzynarodowego poparcia dla reżimu oraz dalszego udzielania pomocy finansowej, która lądowała na kontach bankowych skorumpowanego rządu Karzaja. Dla większości Afganek znaczyły one niewiele.

Jak informowała Misja Wsparcia Narodów Zjednoczonych w Afganistanie (UNAMA) w 2009 r.: „obecna rzeczywistość jest taka, że Afganki są poważnie narażone na przemoc oraz odmawia się im podstawowych praw człowieka”.

W tym samym roku afgański rząd uchwalił ustawę zobowiązującą kobiety do posłuszeństwa mężom w sprawach współżycia fizycznego, co stanowiło naruszenie konstytucji kraju.

Śmiertelności matek

Pomimo zapewnień o wzroście liczby dziewcząt uczęszczających do szkół, Afganistan wyróżnia najniższy na świecie wskaźnik alfabetyzacji kobiet oraz największa dysproporcja w stosunku do mężczyzn: 50 procent mężczyzn w wieku od 15 do 24 lat jest piśmiennych. W przypadku kobiet jest to zaledwie 18 procent.

Według innych raportów publikowanych przez UNAMA w ciągu 20 lat amerykańskiej okupacji wczesne małżeństwa i częste ciąże były przyczyną dużej śmiertelności matek: 1900 przypadków na 100 000 osób. To jeden z najwyższych wskaźników na świecie.

Afganistan wydawał na opiekę zdrowotną zaledwie 0,6 procent swojego PKB – w tym czasie średnia dla Azji Południowej wynosiła 5 procent. Natomiast średnia długość życia Afganek nie przekraczała 44 lat.

Wprawdzie w 2009 r. rząd uchwalił ustawę o zakazie przemocy wobec kobiet, ale wydany sześć lat później raport UNAMA wskazywał, że kobiety w Afganistanie są regularnie atakowane, a nawet mordowane za podejmowanie prac uznawanych za niezgodne z tradycją lub „nieislamskie”.

Powszechne były również gwałty, a ich sprawcy często pozostawali bezkarni. Brak niezależności ekonomicznej kobiet powodował, że wiele z nich pozostawało uwięzionych w toksycznych związkach, co skutkowało rekordową liczbą aktów samospalenia.

W grudniu 2018 r. magazyn „Time” przyznał, że Afganistan nadal jest najgorszym na świecie miejscem do życia dla kobiet.

Jak powiedziała gazecie afgańska dyplomatka: „Wsparcie dla kobiet w Afganistanie to sprawa, która jest na ustach wielu ludzi na świecie, ale w rzeczywistości pieniądze i pomoc nigdy do nich nie docierają. Środki te pożera korupcja i potwór wojny.”

Wyrażone na papierze zobowiązania w zakresie ochrony praw kobiet zapewniły upadającemu reżimowi legitymizację w oczach jego zagranicznych popleczników, ale nie w oczach kobiet w Afganistanie.

Pod koniec XIX w. europejscy kolonizatorzy usprawiedliwiali imperializm, twierdząc, że Zachód jest lepszy, nowocześniejszy i bardziej postępowy, a Wschód – gorszy i zacofany.

Wielka Brytania najechała Egipt w 1882 r. i rozpoczęła okupację kraju, aby mieć dostęp do Kanału Sueskiego. Jednocześnie dowodzący operacją lord Cromer stwierdził, że wyzwala kobiety od „degradacji”, jaką niesie islam. Nalegał, że Egipcjan trzeba „przekonać lub zmusić do przyswojenia prawdziwego ducha cywilizacji zachodniej”.

Ten sam lord Cromer był jednocześnie założycielem i przewodniczącym Narodowej Ligi Sprzeciwu Wobec Praw Wyborczych Kobiet.

Feminizm „kolonialny”

Nawet niektóre brytyjskie feministki powtarzały hasła o wyższości rasowej i kulturowej architektów brytyjskiego imperium. Sufrażystki Emmeline i Christabel Pankhurst zawiesiły swoją bojową kampanię o prawa wyborcze kobiet, by wyrazić poparcie dla I wojny światowej.

Jak deklarowała Emmeline Pankhurst: „Niektórzy mówią o imperium i imperializmie tak, jakby to było coś, co należy potępiać i czego należy się wstydzić. Tymczasem wspaniale jest być spadkobierczynią naszego imperium – wielkiego pod względem terytorialnym oraz oferującego wielkie potencjalne bogactwa”.

Wszystkie mocarstwa kolonialne rościły sobie to samo prawo do narzucania określonych wartości kobietom. Chusty zasłaniające twarz były ceremonialnie palone przez wojska francuskie, które okupowały Algierię.

Obecny rząd Emmanuela Macrona dalej promuje ideę „francuskości” opartej na wykluczeniu muzułmanów. Jednak feminizm „kolonialny” był fałszywym sojusznikiem, który nie dawał kobietom nadziei na prawdziwą zmianę.

W listopadzie 2001 r. Laura Bush, żona ówczesnego prezydenta USA George’a Busha, oświadczyła: „Dzięki naszym niedawnym sukcesom militarnym w dużej części Afganistanu kobiety nie są już więzione w swoich domach. Walka z terroryzmem to także walka o prawa kobiet”.

Przekonanie, że obecność militarna USA jest wykorzystywana w szlachetnej sprawie, jaką jest wyzwolenie kobiet, było powtarzane także przez inne znane kobiety zaliczane do grona feministek, w tym przez Cherie Blair [żonę ówczesnego brytyjskiego premiera Tony’ego Blaira] oraz należącą do grupy „jastrzębi” [zwolenników agresji zbrojnych – przyp. tłum.] Hilary Clinton.

Amerykańska fundacja feministyczna Feminist Majority Foundation entuzjastycznie ochrzciła wojska okupacyjne „Koalicją Nadziei”.

Jednocześnie Zachód sam sobie nie radzi z przemocą wobec kobiet czy nie

równościami politycznymi i społecznymi. W Stanach Zjednoczonych około 1500 kobiet rocznie ginie w tzw. zabójstwach z miłości.

Wojna jest nie do pogodzenia z walką o prawa kobiet – powoduje śmierć kobiet i ich rodzin oraz zniszczenie kluczowej infrastruktury.

Przykładem z Afganistanu potwierdzającym powyższą tezę jest atak powietrzny na wieś Wech Baghtu. 3 listopada 2008 r. amerykańskie bomby spadły na przyjęcie weselne, co spowodowało śmierć 37 kobiet i dzieci.

Jak napisał weteran amerykańskiego ruchu antywojennego Tom Hayden: „Trudno sobie wyobrazić, jak Afganki miałyby zostać wyzwolone w wyniku napaści, bombardowań i pojmań dokonywanych przez amerykańską armię. Trudno uwierzyć, że drony bombardujące, siły specjalne, obozy internowania i siły okupacyjne mogą być antidotum na fundamentalizm talibów”.

Feministki z Pentagonu, które wspierają opresyjne reżimy, takie jak w Arabii Saudyjskiej, w cyniczny sposób manipulują językiem, odwołując się do praw kobiet, by usprawiedliwić interwencje wojskowe.

Feministyczny przekaz jest również wykorzystywany przez zachodnie korporacje poszukujące sposobów na budowanie rozpoznawalności i nowych rynków.

W 2009 r. koncerny Revlon i L’Oreal wyasygnowały prawie 550 000 funtów (ok. 3 mln zł) na uruchomienie w Afganistanie programu o nazwie „Piękno bez granic”.

Warto zacytować szefową programu: „Gdy po raz pierwszy przyjechałam do Kabulu, byłam zszokowana tym, co tutejsze kobiety zrobiły ze swoimi włosami i twarzami. Do płukania włosów używały wody czerpanej wiadrami z pobliskich studni”.

Afganki pewnie wolałyby czystą wodę od wyzwolenia poprzez szminki, ale nie skonsultowano tego z nimi.

Feminizm wsparty inwazją militarną i feminizm korporacyjny wzajemnie się uzupełniają. Obie te wizje utrudniają kobietom organizowanie się i walkę o własne interesy.

Feministki popierające imperializm jednomyślnie uznały synów, braci i ojców Afganek za wrogów.

Lewicowa feministka Gayatri Spivak celnie zauważyła, że często używanym uzasadnieniem dla kolonializmu jest przekonanie, że „oto biali mężczyźni muszą ratować ciemnoskóre kobiety przed ciemnoskórymi mężczyznami”. Gdy używa się tej wymówki, pozbawia się kobiety wszelkiej sprawczości, a mężczyzn człowieczeństwa.

Tymczasem Afganki nie są biernymi ofiarami czekającymi na uratowanie przez amerykańskie bomby.

Droga do wyzwolenia

Miriam Rawi jest członkinią Rewolucyjnego Stowarzyszenia Kobiet Afganistanu, które sprzeciwiało się zarówno rządom talibów, jak i amerykańskiej interwencji wojskowej.

Twierdzi, że „wojna z terroryzmem i misja wyzwolenia Afganek były kłamstwami, które miały ukryć prawdziwe cele obecności imperium amerykańskiego w Afganistanie”.

W czasie ostatnich 20 lat feminizm intersekcjonalny przekonał wiele osób do konieczności uwzględnienia obok płci także takich kwestii, jak rasa.

Chociaż intersekcjonalizm jako teoria ma swoje ograniczenia, ważne jest, że obecnie więcej feministek kładzie nacisk na to, że takie zagadnienia, jak rasa i imperializm nie mogą być oddzielone od kwestii praw kobiet.

To pozytywny rozwój dla walki o wyzwolenie kobiet. Kolejnym krokiem jest pociągnięcie tego dalej ku pytaniom o centralne znaczenie podziałów klasowych oraz dyskusję, jak wpływają one na kwestie rasy i płci.

Droga do wyzwolenia nie wiedzie przez naloty bombowe, lecz przez działania samych uciskanych.

Oddolna walka w Afganistanie może wydawać się dziś bardzo trudna, ale feminizm imperialistyczny będzie zawsze przeszkodą dla kobiet w walce o wyzwolenie. Budowanie sprzeciwu wobec wojny i imperializmu likwiduje tę przeszkodę.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - październik 2021, Gazeta - październik 2021 - cd.

Comments are closed.