Brutalna okupacja Zachodu doprowadziła do odrodzenia talibów

| 1 września 2021
Od samego początku wojny w Afganistanie Pracownicza 
Demokracja obalała kłamstwa kolejnych rządów 
i miała istotny udział w protestach antywojennych. Pierwsze trzy zdjęcia z listopada 2001 r, kolejne dwa z grudnia 2001 r., ostatnie z czerwca 2010 r.
Od samego początku wojny w Afganistanie Pracownicza
Demokracja obalała kłamstwa kolejnych rządów
i miała istotny udział w protestach antywojennych.
Pierwsze trzy zdjęcia z listopada 2001 r,
kolejne dwa z grudnia 2001 r., ostatnie z czerwca 2010 r.

Kiedy 20 lat temu Zachód najechał na Afganistan, jego sekundanci w mediach uparcie twierdzili, że zmiana reżimu przyniesie krajowi liberalny postęp. Teraz, gdy wojna się skończyła – a wraz z nią objawiły się w całej okazałości jej nieuchronne i katastrofalne konsekwencje – te głosy powróciły.

Raz jeszcze podejmuje się wysiłek, by upiększyć 20-letni okres okupacji, i by zrzucić winę za jego potworną rzeczywistość na Afgańczyków.

Według niektórych danych do 47% Afgańczyków żyje poniżej progu ubóstwa. Większość z nich nie mieszka w miastach – około 73% populacji Afganistanu żyje na wsi. Poziom nierówności w kraju jest co najmniej tak duży, jak był 20 lat temu. Najbogatsze 10% ludności zgarnia 43% wszystkich dochodów w Afganistanie. Dla najuboższych 50% przypada zaledwie 16% dochodów.

Taka jest spuścizna rządów wspieranych przez USA od 2001 r. Wierni swym zasadom Amerykanie narzucili reżim, w którym usługi publiczne, miejsca pracy i płace były szeroko otwarte na prywatyzację, działanie rynku i organizacji pozarządowych.

Korupcja przynajmniej częściowo tłumaczy całkowite załamanie afgańskiej armii w obliczu ataku talibów. Agencja Associated Press donosiła w maju, że wojsko afgańskie jest „przeżarte korupcją”. Jego oficjalna liczebność – 300 tysięcy żołnierzy – jest przesadzona za sprawą pewnej liczby tzw. „żołnierzy – duchów”. Zjawisko to polega na tym, że oficerowie zgłaszają fikcyjnych żołnierzy po to, by następnie zagarnąć dla siebie ich żołd. Autentyczni rekruci są za to kiepsko wyposażeni.

Tu dochodzimy do kolejnego aspektu spuścizny okupacji, a mianowicie tego, że rządziła ona za pomocą brutalnej przemocy. Human Rights Watch w swym raporcie z 2019 r. opisywał, jak oddziały afgańskiej armii i grup paramilitarnych zabijały cywilów w czasie rutynowych „nocnych rajdów” na wioski. W tym sensie oddziały te kontynuowały działania żołnierzy Zachodu, czyli wykonywały zadanie, do którego były szkolone.

Okrucieństwa popełniane przez żołnierzy NATO są dobrze udokumentowane. Dodatkowo rządowe akcje wojskowe były wspierane przez dokonywane na oślep ataki z powietrza. USA nigdy nie zadały sobie trudu, by poprawnie policzyć ilość zabitych przez nie cywilów.

To wszystko wyjaśnia w jakiś sposób, jak talibowie mogli przetrwać przez 20 lat jako partyzancka, zbrojna opozycja, której USA i ich marionetkowy rząd nigdy nie były w stanie zmiażdżyć. Niektóre doniesienia podają, że talibowie mają nawet 100 tys. bojowników. Rekrutują się oni z biednych terenów wiejskich, sterroryzowanych przez wojska rządowe i okupacyjne, oraz z ośrodków dla uchodźców afgańskich w Pakistanie, rozsianych wzdłuż granicy z Afganistanem. Dla tych ludzi przynajmniej talibowie jawili się jako alternatywa, albo też jako szansa na odpłatę.

Gdy w latach 90-tych ubiegłego wieku powstał ruch talibów, ich surowa, konserwatywna wersja islamu była przedstawiana jako świadoma alternatywa dla Afganistanu podzielonego pomiędzy wspieranych przez Zachód watażków.

Obecnie odgrywają oni tę samą rolę – rolę alternatywy dla skorumpowanego reżimu, narzuconego przez USA. Perspektywa powrotu talibów do władzy jest ponura, jednak jest ona bezpośrednim rezultatem dziesiątków lat amerykańskiej interwencji.

Nick Clark
Tłumaczył Jacek Szymański

Tags:

Category: Gazeta - wrzesień 2021

Comments are closed.