KSIĄŻKA: „Ludowa historia Polski” Adama Leszczyńskiego

| 1 lipca 2021
okładka książki

Biorąc do rąk Ludową historię Polski Adama Leszczyńskiego (Warszawa 2020) w pierwszej chwili poczułem pewien niepokój. Niepokój dość zrozumiały, jeśli uświadomić sobie, że temat „ludowej historii” jest nie tylko poruszany niechętnie, ale i tendencyjnie. Nie było wcale tak źle twierdzą przecież liczni z historyków i publicystów… I w ogóle „z szlachtą polską polski lud”, a „dworek szlachecki – ostoja Polski”.

Wątpliwości szybko jednak zaczęły ustępować. Podtytuł – Historia wyzysku i oporu. Mitologia panowania – objaśnił dodatkowo treść książki, a zamieszczone na tylnej stronie okładki fragmenty dwóch recenzji (Marcina Kuli i Romana Bäckera) oraz dwóch opinii (Katarzyny Wężyk i Marcina Piątkowskiego) jednoznacznie wskazały przewodnią ideę autora.

Dzieje elit

Można powiedzieć, że historiografia polska postawiona jest dokładnie na głowie. Dziejom elit – nieprzekraczających (i to nie tylko w „dawnej” Polsce) nawet 10% społeczeństwa – poświęca się ogromną większość naukowych opracowań. Dotyczy to zresztą nie tylko nauk historycznych (co omawia Adam Leszczyński), ale programu historii w szkołach (podręczniki, konkursy), literatury pięknej, filmu, wystawianych tu i ówdzie pomników czy z pompą obchodzonych rocznic.

Przykłady można by mnożyć, podam jednak tylko jeden, z podwórka nauczycieli. W podręczniku do historii i społeczeństwa dla liceum i technikum Kobieta i mężczyzna, rodzina (Warszawa 2014, ośmioosobową grupę autorów i „rzeczoznawców” pominę),aż trzy rozdziały dostają się sarmackiej szlachcie, podczas gdy chłopom ówczesnej Rzeczpospolitej ani jeden.

Chłop i robotnik – jak gdyby nie dość, że przez wieki wyzyskiwany – dodatkowo jeszcze wyganiany jest więc ze świadomości historycznej. I jest to kolejny paradoks, gdyż „ludowe” korzenie ma ogromna większość polskiego społeczeństwa. Nie dane jest jej jednak poznać swoje dzieje.

Tymczasem może to być historia bardzo ciekawa. Nie będę tu oczywiście streszczał niezliczonych przykładów z książki Leszczyńskiego. Tę książkę bowiem „przeczytać powinien każdy” (M. Piątkowski). W ustnej tradycji mojej rodziny jest np. prapradziadek z połowy XIX wieku (dawny powstaniec węgierski, po roku 1849 osiedlił się w zaborze rosyjskim), który zabił dziedzica za zgwałcenie swojej żony – i powiesił się potem, uciekając przed pościgiem.

Są też mniej dramatyczne, lecz również wymowne epizody. Babcia i dziadek opowiadali choćby o dorabianiu na „pańskim” w dwudziestoleciu międzywojennym. Ekonom dziedzica nie bił ich (już nie te czasy), ale po prostu nie wliczał do pracy tych koszy z ziemniakami, które w jego mniemaniu nie były całkowicie wypełnione (mimo, że zbierano „z czubkiem”). I takich koszy – wypracowanych dla dziedzica, lecz nieopłaconych – było bardzo dużo.

Mój wuj z kolei – „herbowy”, więc to świadectwo szlachcica, nobile verbum – mówił kiedyś o swoich wakacjach na Polesiu z końca lat trzydziestych. Gdy on i dwaj jego koledzy wręczyli gospodyni pieniądze na śniadanie, życząc sobie „jaja na boczku”, ta popatrzyła na nich ze zdumieniem. „To i jaja, i boczek? Panowie się Boga nie boicie?”

Historia o takim świecie odchodzi razem ze swoimi świadkami. Co tym bardziej pozwala na kolejne radosne zafałszowywania, przemilczenia i przeinaczania. Dobrze więc, że powstała książka Adama Leszczyńskiego, skupiająca się właśnie na dziejach owych pomijanych 90% społeczeństwa.

Autor postawił sobie zadanie niezwykle ambitne. Przedstawić dzieje „ludu” na przestrzeni jedenastu wieków: od czasów pierwszych Piastów, aż po chwilę dzisiejszą. Już sam podział książki na rozdziały świadczy o ujęciu chronologii bardzo różnym niż zazwyczaj przyjmowana. Oto np. rozdział IV, zatytułowany „kolokwialnie” – i całkowicie słusznie – Przykręcanie śruby, obejmuje lata 1520-1768.

Nie liczy się więc wojna trzynastoletnia czy konstytucja Nihil novi, ani nawet śmierć Kazimierza Jagiellończyka, lecz przywilej toruński otwierający drogę do rozkręcania pańsz- czyzny i poddaństwa. A rok 1768? I tu nie chodzi o dzielnych konfederatów barskich, lecz o pierwsze ograniczenia w swobodnym dysponowaniu chłopa życiem chłopa.

Następny zaś rozdział (Koniec niewoli 1768-1864) przeskakuje nad rozbiorami Polski i Księstwem Warszawskim, gdyż dla „ludu” znacznie ważniejsze były kwestie zniesienia poddaństwa, likwi- dacji pańszczyzny i przebiegu uwłaszczenia. Dla części historyków ujęcie takie jest oczywiście obrazoburcze, lecz w tym właśnie tkwi siła „historiozoficznej wizji” – jak ujął to M. Kula – Adama Leszczyńskiego.

Oczywiście przedstawienie całości dziejów ludu polskiego w jednym tylko tomie, nawet dość opasłym (669 stron z przypisami i indeksem), jest zadaniem wymagającym selekcji materiału. Stąd też poszczególne zagadnienia musiały być opracowane nieco bardziej ogólnikowo i tym samym mogą budzić pewne uczucie niedosytu. Z kolei niektóre fragmenty być może zostały rozbudowane nieco nadmiernie. Nie wpływa to jednak na bardzo wysoką jakość dzieła, które z pewnością przedstawia obiecane w podtytule zagadnienia.

Dzieje wyzysku

Dzieje wyzysku, od różnicowania się społeczeństwa wczesnego państwa piastowskiego aż do przemiany, jakie zaszły po roku 1989, są dobrze udokumentowaną historią narastania różnic pomiędzy masami „ludowymi” a elitami. I tu jednak nie sposób streszczać pracę A. Leszczyńskiego. Wskazuje on wyraźnie, jak zmieniające się elity władzy, starały się utrzymać chłopów (a od XIX wieku także i robotników) w ścisłej zależności od swego panowania. Ważne jest też – i autor poświęca temu sporo uwagi – w jaki sposób zmieniało się miejsce kobiety w systemie wyzysku.

Z panowaniem elit łączył się zawsze przymus bezpośredni – zwykle w postaci groźby ukarania, lecz czasem przechodzący w brutalne tłumienie wystąpień chłopskich (1651, 1768, 1937) czy robotniczych (1905, 1936, 1970). Dla kontroli nad „ludem” władza wykorzystywała także rozmaitego rodzaju inne mechanizmy: zastraszanie, dezinformację i propagandę (w tym kościelną) czy wskazywanie „zastęp- czych” wrogów (np. Żydów). Budowane były również systemy mitologii, pozwalającej tłumaczyć panowanie uprzywilejowanej grupy nad pozbawioną praw większością (sarmatyzm, mit inteligencji).

Opór

Panowanie elit naruszał jednak systematycznie opór. Miał on formę buntów i powstań, rozbójnictwa, zbiegostwa (w tym emigracji), obniżania wydajności pracy, a wreszcie tworzenia organizacji dla koordynowania walki. Formą oporu była bardzo często kultura ludowa (choć tego zagadnienia A. Leszczyński nie rozwija).

To właśnie opór i walka „ludu”, w znacznie większym stopniu niż „dobra wola” rządzących, prowadziły do zmian. Nawet przegrywane starcia oznaczały bowiem często pewne ustępstwa ze strony elit, a sam fakt podjęcia walki utrwalał się w świadomości bojowników. Autor nie idealizuje zresztą zachowań buntowników, często brutalnych (klasyczny przykład z r. 1846), choć zawsze w ogromnym stopniu usprawiedliwionych sytuacją i działaniami drugiej strony.

Na koniec wspomnieć wypada, że język, jakim przedstawia dzieje „ludu” Adam Leszczyński, jest dość przystępny. Historyk zaznacza, że chciałby, aby jego praca mogła być czytana przez masowego odbiorcę, a nie tylko kolegów po piórze. To słuszna ambicja. Nieco hermetycznie, dla przeciętnego czytelnika, mogą zabrzmieć jedynie fragmenty Eseju o metodzie w zakończeniu pracy, ale i z tą częścią książki warto się zaznajomić.

Podsumowując, w swej pracy Adam Leszczyński poszedł drogą podobną – choć nie do końca tą samą – co Howard Zinn (Ludowa historia Stanów Zjednoczonych) czy Chris Harman (A People’s History of the World). I – niezależnie od znaczenia swej pracy – podobnie jak wymienieni autorzy będzie przedmiotem albo przemilczenia, albo ataków ze strony znawców „prawdziwej” historii. Jednakże jego praca jest znacznie więcej warta niż rozmaite – nawet wielotomowe – kolejne wizje dziejów Polski, „po staremu” pisane z punktu widzenia elit. Dlatego też warto ją czytać, komentować i wreszcie uzupełniać.

Andrzej Witkowicz

Tags:

Category: Gazeta - lipiec-sierpień 2021, Gazeta - lipiec-sierpień 2021 - cd.

Comments are closed.