Uwolnić Pratasiewicza, ale…

| 1 czerwca 2021
14.08.20 Mińsk. Strajk przeciw Łukaszence w fabryce MTZ.

Białoruski reżim Alaksandra Łukaszenki to represyjny, antypracowniczy twór, który nasilił jeszcze swą represyjność w obliczu kryzysu gospodarczego białoruskiego kapitalizmu – mającego wciąż istotny rys kapitalizmu państwowego – i masowych protestów po fałszowanych wyborach w 2020 r.

Zmuszenie do lądowania samolotu pasażerskiego przelatującego nad Białorusią, by aresztować przebywającego w nim opozycyjnego działacza Ramana Pratasiewicza wraz z jego partnerką Sofią Sapiegą było kolejną odsłoną tej represyjności. Trudno powiedzieć, czy wynikało to bardziej z pewności siebie reżimu, czy z jego obsesyjnej paniki. Tak czy inaczej podjął on działania typowe bardziej dla Stanów Zjednoczonych. Mówiąc wprost, Białoruś przyjęła amerykańskie standardy.

No, właśnie… amerykańskie. Trudno nie zauważyć kłującego w oczy podwójnych standardów zachodnich mocarstw i ich wschodnich sojuszników w stylu Polski. Nie słyszeliśmy o protestach i sankcjach, gdy w 2013 r. samolot prezydencki wiozący boliwijską głowę państwa Evo Moralesa został zmuszony do lądowania w Wiedniu – bowiem służby wywiadowcze USA uznały, że na pokładzie mógł znajdować się Edward Snowden, były pracownik CIA, który ujawnił ogromną skalę inwigilacji ze strony amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego.

Trudno sobie wyobrazić skalę skandalu dyplomatycznego, gdyby był to samolot z amerykańskim, czy choćby polskim prezydentem, a przeszukań dokonywałyby służby rosyjskie czy białoruskie. Dodajmy, że lądowanie to było wymuszone zamknięciem przestrzeni powietrznej – m. in. Francji, która ma także doświadczenia z przejmowaniem samolotów, by aresztować jego niewygodnych dla państwa pasażerów. W 1956 r., gdy Algieria była jeszcze francuską kolonią, aresztowano w ten sposób pięciu liderów algierskiego ruchu narodowowyz- woleńczego, którzy lecieli cywilnym samolotem z Maroka do Tunezji.

Białoruś, Izrael, Turcja

Aresztowanie Pratasiewicza i Sapiegi miało miejsce zaledwie w dwa dni po zakończeniu najnowszej kampanii bombardowań Strefy Gazy przez Izrael. W sumie, w wyniku tych bombardowań i tłumienia protestów na całym terytorium historycznej Palestyny, siły izraelskie zabiły około 280 Palestyńczyków. Ich śmierć nie spowodowała wśród mocarstw zachodnich nawet cienia tego poziomu oburzenia, które wywołało działanie Łukaszenki. Oczywiście o żadnych sankcjach na Izrael nie było mowy.

Niezgodę na „naruszenie fundamentalnych zasad prawa międzynarodowego” i uznanie, że „konieczne jest zdecydowane działanie wobec władz białoruskich” polski prezydent Andrzej Duda wyraził z Turcji, gdzie przebywał z oficjalną wizytą. Choć lepiej powiedzieć, że przebywał na zakupach tureckiej broni wraz z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem. Turcja, sojusznik z NATO, to państwo od lat prześladujące mniejszość kurdyjską. Tamtejszy reżim Recepa Tayyipa Erdoğanaz pewnością nie jest mniej represyjny niż reżim Łukaszenki. Nie trzeba dodawać, że Duda i Błaszczak nie czuli się tym w jakikolwiek sposób skrępowani.

Dodajmy też, że sama postać Pratasiewicza obrazuje istotne problemy opozycji białoruskiej. W 2014 r. miał on bliskie kontakty z niesławnym ukraińskim batalionem „Azow”, znanym z ze swojego skrajnie prawicowego charakteru i infiltracji przez otwartych nazistów. Nie jest do końca jasne, w jakim charakterze Pratasiewicz związał się z tym batalionem – czy tylko jako zaangażowany w sprawę dziennikarz (brak jest śladów jego pracy dziennikarskiej z tego okresu), czy też brał udział w walkach zbrojnych (czemu zaprzecza m. in. jego ojciec). Bliskie i przyjazne kontakty z „azowcami” wydają się jednak niezaprzeczalne.

Podkreślmy, że nie jest to powód, aby popierać aresztowanie Pratasiewicza czy działania biaroruskiej bezpieki. Został on zatrzymany dlatego, że jest opozy- cjonistą, a nie z powodu dawnych kontaktów z nazistami. Cała sprawa pokazuje jednak, że protestując przeciw każdemu autokratycznemu reżimowi – niezależnie od tego, czy jest prozachodni czy antyzachodni – musimy zachować zdrowy dystans wobec ideologii „świata zachodniego”, którego teatralne oburzenie w imię „demokracji” czy „praw człowieka” zawsze podszyte jest chęcią promocji własnych interesów w geopo-litycznej grze. I by zostać godnym obrony demokratą, trzeba po prostu zostać uznanym za osobę, która tym interesom wydaje się służyć.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - czerwiec 2021

Comments are closed.