Pandemia zabija – rząd ratuje zyski. Strajkujmy dla życia i zdrowia

| 1 kwietnia 2021
01.03.21 Gorlice. Strajk pracowników firmy Impel zajmującej się sprzątaniem i wydawaniem posiłków w szpitalu.
01.03.21 Gorlice. Strajk pracowników firmy Impel zajmującej się sprzątaniem i wydawaniem posiłków w szpitalu. (Patrz: Strajk w szpitalu – „Precz z wyzyskiem!”)

25 marca ogólna liczba zmarłych w Polsce z powodu Covid-19 przekroczyła 50 tysięcy. Notujemy rekordy zachorowań. System ochrony zdrowia trzyma się tylko dzięki heroicznej pracy zatrudnionych w nim ludzi.

W opublikowanym w tym samym dniu „rankingu odporności przed Covidem”, sporządzanym od listopada przez agencję prasową Bloomberg, Polska zajęła 50 miejsce spośród 53 badanych państw. Ranking dotyczy krajów, których Produkt Krajowy Brutto wynosi przynajmniej 200 mld dolarów i tworzony jest na podstawie liczby zachorowań na Covid-19, śmiertelności, wskaźnika pozytywnych testów oraz poziomu wyszczepienia. Polska znalazła się tuż przed Brazylią, rządzoną przez skrajnie prawicowego Jaira Bolsonaro, próbującego pandemię, z tragicznym skutkiem, najpierw negować, później ignorować. Z objętych badaniem państw europejskich wyprzedziła jedynie przeżywające pandemiczną zapaść Czechy.

Połowa zakażeń ma miejsce w miejscach pracy

22 marca minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił, że „prawie 50 procent ognisk zakażeń jest identyfikowane w zakładach pracy”.

To odkrycie nie zmieniło rozpływania się rządowych mediów w zachwytach nad wzrostem produkcji przemysłowej czy rekordowym przeładunkiem portu w Gdyni.

Warto przypomnieć sobie niezliczone radosne opowieści premiera Mateusza Morawieckiego, jak to polska gospodarka świetnie sobie radzi na tle innych. Nawet całkiem niedawne. „W czwartym kwartale tego roku mamy szansę przebić wzrost gospodarczy sprzed pandemii” – szef rządu z dumą informował na Facebooku 5 marca.

Trzy dni później, podczas „wizyty gospodarskiej” w Tarnowskich Górach, w firmie Chemet (producenta aparatur i zbiorników ciśnieniowych na rynku gazowym), podkreślał, że Polska ma jedną z najpłytszych recesji w Europie.

Wizytowana firma nie była przypadkowa, gdyż w styczniu przejęła konkurenta z Francji, co pozwoliło premierowi mówić o „dumie z polskiej gospodarki i przedsiębiorców”.

Dla władzy politycznej zadaniem numerem jeden jest ratowanie interesów polskiego kapitalizmu i jego właścicieli – kosztem zdrowia i życia pracujących. Dramatycznie rosnące wskaźniki zachorowań i zgonów są jednak problemem dla rządzących i spowodowały wśród nich widoczną panikę. Zyski i „gospodarka” mają rosnąć, ale choćby nie wiadomo, jak bardzo władza przekonywała, że mają rosnąć ku chwale Polski, chorzy i martwi ich nie wytworzą.

Ratowanie (interesów właścicieli) gospodarki

Nic nie wskazuje jednak na zmianę polityki ratowania krótkoterminowych zysków, nawet jeśli ostatecznie jest ona katastrofalna nawet dla gospodarczych celów władzy. Nie ma mowy o tymczasowych ograniczeniach produkcji i usług do tych niezbędnych dla funkcjonowania ludności. Jest tylko żałosna prośba do biznesu o przechodzenie na pracę zdalną, choć w wielu fabrykach czy magazynach jest to po prostu niemożliwe.

Rządowi zarządcy polskim kapitalizmem wciąż w swej wizji “ratowania gospodarki” oferują głównie propagandę sukcesu (coraz bardziej nieskuteczną), półśrodki i chaos sprzecznych posunięć, maksymalnie oszczędzających główne branże biznesu i uderzających głównie w to, co robimy w czasie wolnym, po pracy.

Ten chaos nie jest jednak przypadkowy, ale wynika z natury każdego państwa kapitalistycznego. Jego zasadniczy cel, czyli „wzrost gospodarczy”, oparty na pomnażaniu kapitału prywatnego i państwowego, zderza się bowiem z przetargami wśród kapitalistycznej klasy panującej, gdy żadna jej część nie chce zostać poświęcona na ołtarzu całości.

Rządzący mogą nawet rozumieć, że zamknięcie części gospodarki jest konieczne, aby jako całość nie zanotowała ona upadku. Już ubiegły rok pokazał, że daleko idące lockdowny w określonych okolicznościach (w połączeniu z masowym testowaniem i kwarantanną osób w kontakcie z zakażonymi), nawet jeśli w krótkim okresie uderzały w gospodarkę, generalnie pozwalały na szybsze wyjście z kryzysu nie tylko pandemicznego, ale i gospodarczego.

Władza polityczna znajduje się jednak także pod wpływem różnych grup biznesowych, więc działa zbyt późno i selektywnie. Jednocześnie zapewniając poszkodowanym grupom biznesowym (też selektywną) pomoc z państwowej kasy.

To miotanie się między obroną kapitalizmu polskiego jako całości a obroną jego różnych grup interesów widać także w ostatnich posunięciach rządu. Nie tylko w nie zareagowano na rozwój pandemii w miejscach pracy, ale nie podjęto żadnych działań włączających, w systemowy sposób, w walkę z pandemią prywatny sektor ochrony zdrowia, nie ograniczono wyjazdów biznesowych, ani nie zamknięto kościołów.

Tylko ten ostatni wątek był poruszany przez liberalną opozycję, dla której choćby prywatny biznes w ochronie zdrowia jest co najmniej tak samo święty, co dla rządu. Oczywiste jest, że rządzący ulegają interesom hierarchii kościelnej.

Stąd niechęć do zamykania kościołów – gdy hierarchia ta, zapewne nie bez powodu, obawia się, że część wiernych może już do nich nie zechcieć wrócić. To jednak tylko część obrazu ulegania wpływowym interesom grup klasy panującej, której kościelni purpuraci są specyficzną częścią.

Biznesowe blokowanie szczepień

Sprzeczności „ratowania gospodarki”, z biznesem i poprzez biznes, widać także na przykładzie szczepień.

Nietrudno zauważyć, że szczepienia idą zbyt wolno – choć przyznajmy, że w tym przypadku to bardziej “zasługa” kompromitacji władz Unii Europejskiej niż polskich. A w istocie kompromitacja całej „geopolityki szczepionkowej”, w której uczestniczą czołowe mocarstwa świata.

Jest ona tym bardziej przerażająca, że skuteczność szczepień zależy od ich tempa i powszechności, gdy wciąż pojawiają się nowe mutacje wirusa. Tymczasem w marcu po raz kolejny wiodące państwa Światowej Organizacji Handlu (WTO) – na czele z USA, UK, Japonią, Szwajcarią i właśnie Unią Europejską, reprezentowaną przez Komisję Europejską – zablokowały możliwość zawieszenia na czas trwania pandemii praw patentowych na produkcję szczepionek przeciw Covid-19. I to mimo faktu, że ta propozycja wspierana jest m. in. przez władze ok. 100 uboższych państw Globalnego Południa (z wymownym wyjątkiem Brazylii), dyrektora generalnego Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz szereg organizacji pozarządowych, jak Lekarze Bez Granic czy Oxfam. Władcy czołowych gospodarek, broniący interesów zlokalizowanych u nich firm farmaceutycznych, mają jednak większą siłę przebicia.

Oczywiście władze polskie, choć narzekają na niedobór szczepionek, w żaden sposób nie krytykują tej zabójczej polityki patentowej. Jedyne na co się zdobył dzielny polski premier, to żądanie wstrzymania eksportu szczepionek poza granice unijne – co uzupełnia jedynie obraz patologii braku solidarności na tym obszarze.

Polityka pracownicza

Co jednak najważniejsze, zwykli, pracujący ludzie nie są w tej sytuacji bezsilni. Na działania władzy politycznej wpływ mogą mieć żądania i groźba buntu ze strony „dołów społecznych”, pracowników i pracownic. Taki bunt to przerażające widmo dla każdego rządu.

To także jeden z powodów, dla których tak chętnie wprowadzane są ograniczenia dotyczące możliwości podejmowania protestów. Warto wspomnieć, że od 27 marca pojawił się nowy zakaz dotyczący udziału w zgromadzeniach publicznych i prywatnych (wcześniej zakazywano wyłącznie ich organizacji).

Jako strona pracownicza musimy mówić własnym głosem – niezależnym od państwa i biznesu – i aktywnie przeciwstawiać się przerzucaniu na nas kosztów kryzysu: ekonomicznych i zdrowotnych. Szczególnie, że ze strony rządzących nie ma mowy o pomocy dla osób pracujących i istnieje ona tylko jako pochodna pomocy dla “przedsiębiorców”. To nieprzypadkowo niejasne słowo-wytrych (włączające samozatrudnionych i fabrykantów), maskujące pompo- wanie państwowych pieniędzy dla biznesu, w kółko słyszymy ze wszystkich stron.

Stawiajmy żądania, protestujmy, strajkujmy

Stawiajmy więc własne żądania.

* Domagajmy się tymczasowego lockdownu tych branż, które nie są niezbędne dla codziennego funkcjonowania społeczeństwa, a stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia pracujących w nich ludzi – przy zapewnieniu pełnego wynagrodzenia na czas zamknięcia.

* Domagajmy się dodatków covidowych i zapewnienia maksimum bezpieczeństwa dla tych, którzy pracować muszą.

* Domagajmy się dofinansowania ochrony zdrowia i aktywnie solidaryzujmy się z medykami i medyczkami. 22 marca lekarze i lekarki na rezydenturach podjęli protest, występując o odłożenie lekarskiego egzaminu ustnego z powodu nadzwyczajnej sytuacji pandemicznej i potrzeby ich pracy w szpitalach. Rząd ten protest haniebnie zignorował – przynajmniej na razie. Jednak to właściwa droga – tylko walcząc o swoje możemy cokolwiek uzyskać.

Pracującym w ochronie zdrowia trudno jest strajkować, szczególnie w dzisiejszej sytuacji. Poprawa sytuacji na tym obszarze jest jednak w oczywisty sposób w interesie nas wszystkich.

Generalnie strajki, czyli demonstracyjne przerwanie pracy, są nie tylko najbezpieczniejszą w czasie pandemii, ale potencjalnie bardzo skuteczną postacią protestu pracowniczego. I warto przypomnieć to rządzącym.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - kwiecień 2021

Comments are closed.