Dość śmierci na granicy – przyjąć uchodźców!

| 1 listopada 2021
17.10.21 Warszawa
17.10.21 Warszawa

Ciemności skrywają polsko-białoruską granicę

Relacje uchodźców z objętej zakazem wstępu strefy stanu wyjątkowego na polsko-białoruskiej granicy oraz relacje aktywistów działających poza tą strefą przywołują z pamięci horror, który rozegrał się w Europie kilkadziesiąt lat temu.

Po lasach i bagnach błąkają się ludzie. Są skrajnie wycieńczeni, wyziębieni, głodni i spragnieni. Uciekają na widok mundurowych. Zaszczuci, poranieni przez drut kolczasty stają się nieufni wobec każdego napotkanego człowieka, nawet tego spieszącego z pomocą. Umierają w tragicznym potrzasku, cierpieniu, samotności i ciemnościach.

Z licznych doniesień wolontariuszy i aktywistów działających w strefie bądź jej sąsiedztwie dowiadujemy się, że uchodźcy usiłujący przekroczyć granicę są łapani, zastraszani, szykanowani i bici przez pograniczników po obu stronach granicy.

Po polskiej stronie granicy straż graniczna odmawia im wszczęcia procedury o przyznanie ochrony międzynarodowej i azyl i wypycha ich na Białoruś, często wielokrotnie, również dzieci, ciężarne kobiety i osoby starsze, a także osoby znajdujące się w złym stanie fizycznym. Po białoruskiej słyszą: „Polska albo śmierć!”.

W ciągu tygodnia od 16 do 22 października Grupa Granica zrzeszająca organizacje pozarządowe działające na rzecz praw człowieka, oraz wsparcia uchodźców i migrantów oraz ludzi dobrej woli otrzymała prośby o pomoc od prawie tysiąca osób. Kaczyński i Łukaszenko grają w tej chwili życiem uchodźców m.in. z Iraku, Syrii, Afganistanu, Jemenu, Demokratycznej Republiki Konga, Kuby, Turcji, Sudanu, Libanu, Palestyny, Egiptu, Senegalu, Etiopii oraz Gwinei.

Okrucieństwo w majestacie prawa krajowego i unijnego

Wiadomo już o dziesięciu osobach, które zmarły w rezultacie praktyk stosowanych przez służby polskie i białoruskie na granicy, w tym o 16-letnim chłopcu z Iraku i 19-letnim Syryjczyku, którego ciało wyłowiono z Bugu. Uzasadnione są obawy, że w lesie znajduje się więcej ciał.

Tymczasem prezydent Andrzej Duda podpisał właśnie tzw. ustawę wywózkową, która pushbacki sankcjonuje. W świetle jej przepisów wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej będą mogły pozostać bez rozpoznania w przypadku osób, które nielegalnie przekroczyły granicę zewnętrzną UE. Takie osoby będzie obowiązywał nakaz opuszczenia terytorium Polski i czasowy zakaz wjazdu do Polski i państw strefy Schengen.

Organizacje pozarządowe zajmujące się prawem migracyjnym zwracają uwagę, że ustawa stoi w sprzeczności z prawem unijnym oraz że za taką zostanie uznana przez TSUE. Politycy opozycji jeszcze bardziej pokładają nadzieje w unijnych instytucjach. Zgodnie wzywają rząd do spro- wadzenia na granicę sił operacyjnych Frontexu, czyli Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, którą w mediach usilnie reklamują jako wcielenie kompetencji w kwestiach „uszczelniania” granic.

Nie informują jednak przy tym opinii publicznej – czy to cynicznie, dla celów doraźnej politycznej rozgrywki z PiS-em, czy też w związku z pielęgnowanymi złudzeniami odnośnie interesów politycznych Unii Europejskiej – jak w rzeczywistości wygląda ochrona twierdzy Europa, w tym w szczególności działania Frontexu.

Wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej to tylko najnowsza odsłona dramatu przemocy, upadlania i bezsensownej śmierci, który od lat rozgrywa się na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej.

W październiku 2020 dziennikarskie śledztwo ujawniło, że funkcjonariusze Frontexu oraz greccy strażnicy graniczni stosowali wobec migrantów pushbacki – zawracali ich łodzie do Turcji oraz odmawiali podjęcia akcji ratunkowych na morzu.

Ochrona granic w wydaniu unijnym oznacza dziesiątki tysięcy ofiar pochłoniętych przez Morze Śródziemne, obozy dla uchodźców, w których panują warunki urągające ludzkiej godności oraz polityczne paliwo dla prawicowych rządów i rodzimych rasistów. W tym kontekście nie jest zaskakujące, że nieludzkie traktowanie uchodźców na granicy polsko-białoruskiej nie spotkało się z jednoznaczną reakcją ze strony unijnych urzędników.

Unijni ministrowie spraw zagranicznych oświadczyli za to, że „Unia Europejska będzie odpowiadać na próby instrumentalizacji nielegalnej migracji do celów politycznych i inne zagrożenia hybrydowe”.

A unijna komisarz ds. migracji Ylva Johansson powieliła mydlącą oczy narrację polskiego rządu o tym, że sytuacja na wschodniej granicy Unii Europejskiej nie jest kwestią migracji, ale częścią agresji Łukaszenki wobec Polski, Litwy i Łotwy, której celem jest destabilizacja UE.

Destabilizację Iraku, Afganistanu i Syrii w wyniku toczonych tam imperialnych wojen czy okupacji z udziałem armii Stanów Zjednoczonych i państw europejskich, w tym armii polskiej, narracja ta znamiennie przemilcza. Kwestie politycznej odpowiedzialności mają zniknąć z pola widzenia.

Rasizm i antyrasizm

Na potrzeby rasistowskiej propagandy uchodźstwo modeluje się jednak nie tylko jako zjawisko bez genezy.

Rządowi propagandziści, ale także tzw. media liberalne, opisując ludzką tragedię, która rozgrywa się na granicy, wyzyskują język zagrożenia bezpieczeństwa i kreują atmosferę grozy. Szeroko rozpowszechniano np. niedającą się zweryfikować wypowiedź rzeczniczki SG o dwóch żołnierzach, którzy trafili do szpitala.

Jeden z nich miał zostać „uderzony przez cudzoziemców w twarz kamieniem, drugi gałęzią”. Rzeczniczka już wcześniej została przyłapana na kłamstwie w sprawie wywózek dzieci w „bezpieczne miejsce”.

Takie zabiegi mają paraliżować naszą zdolność do empatii i solidaryzowania się z ludźmi w potrzebie. Jednak i tej odsłonie systemowej przemocy potrafimy stawić opór.

W niedzielę, 17 października pod hasłem: „Stop torturom na granicy” przeszedł ulicami Warszawy marsz solidarności. Kilkutysięczny tłum protestujących żądał natychmiastowego zakończenia nielegalnych wywózek. Skandowano m.in.: „Przyjmę uchodźców. Oddam rasistów”, „Chlebem i solą, nie drutem i bronią”, „Uchodźcy są mile widziani”.

O losie marznących ludzi przypominały powiewające na wietrze koce ratunkowe z folii termicznej. Była to do tej pory największa manifestacja w ramach trwającej od kilku miesięcy kampanii solidarności z uchodźcami.

Wcześniej protestujący zbierali się wielokrotnie pod Komendą Główną Straży Granicznej w Warszawie, a także pod Sejmem. Na ulice wychodzili również oburzeni mieszkańcy Krakowa, Kielc, Łodzi, którzy demonstrowali pod siedzibami Straży Granicznej lub Prawa i Sprawiedliwości.

Z kolei 22 października kilkaset osób z całej Polski udało się z pomocą i wsparciem dla uchodźców pod siedzibę Straży Granicznej w Michałowie, na Podlasiu.

Przyjezdni i lokalni mieszkańcy domagali się wpuszczenia organizacji humanitarnych na teren strefy objętej stanem wyjątkowym i skandowali: „Miejsce dzieci nie jest w lesie”, „Zdejmij mundur, ogrzej dziecko”, czy „Nikt nie jest nielegalny”.

Na proteście obecni byli również aktywiści i aktywistki z organizacji pozarządowych, które od wielu tygodni niosą realną pomoc na miejscu. Patrolują tereny poza strefą, udzielają uchodźcom pomocy medycznej i prawnej, śledzą i dokumentują ich losy oraz nieustannie upominają się o należną im ochronę prawną i ludzkie traktowanie.

Organizacje te można wesprzeć finansowo, wpłacając pieniądze na jedną z organizowanych w Internecie zbiórek.

Osoby organizujące pomoc zgodnie oceniają jednak, że w obliczu spodziewanych spadków temperatury ich działania będą niewystarczające.

Z pomocą dla wszystkich mogą nie zdążyć też osoby mieszkające na pograniczu, otwierające dla uchodźców swoje domy, bądź z pakietami ratunkowymi przemierzające lasy i bagna.

Potrzebne będą kolejne protesty. Jeszcze liczniejsze niż te, które odbyły się do tej pory. Kampania solidarności z uchodźcami musi trwać!

Agnieszka Kaleta

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2021

Comments are closed.