Dość polityki okrucieństwa i śmierci – przyjąć uchodźców!

| 1 października 2021
01.10.21 Warszawa. Protest przed siedzibą Straży Granicznej.
01.10.21 Warszawa. Protest przed siedzibą Straży Granicznej.

Śmierć, granica i wojny (te prawdziwe)

Granica polsko-białoruska stała się strefą śmierci. Pierwsze 30 dni obowiązywania stanu wyjątkowego w 183 przygranicznych miejscowościach przyniosło sześć ofiar śmiertelnych wśród ludzi próbujących tę granicę przekroczyć.

Przynajmniej o tylu ofiarach wiemy. Bo stan wyjątkowy jest przecież po to, abyśmy o okrucieństwie, do którego tam dochodzi, wiedzieli jak najmniej. Wiemy jednak, że Straż Graniczna nie tylko odmawia pomocy skrajnie wycieńczonym ludziom, ale wywozi ich do granicznego lasu. Nawet małe dzieci.

17 września Sejm przegłosował zmiany w ustawie o cudzoziemcach, które te wywózki mają zalegalizować – mimo, że są sprzeczne nawet z szeregiem obowiązujących dziś praw, na czele z Konwencją Genewską. A wszystko to w propagandowym tonie przypominającym retorykę władz Niemieckiej Republiki Demokratycznej z czasów budowy Muru Berlińskiego dokładnie sześćdziesiąt lat temu.

„Zabezpieczenie granicy państwowej z Białorusią miało daleko idące znaczenie krajowe i międzynarodowe. (…) Uniemożliwiono podbój naszej republiki przez wojska reżimu w Mińsku.”

„Z Białorusi grożono i strzelano do organów bezpieczeństwa granicznego RP, uszkadzano systemy bezpieczeństwa granic i podejmowano próby naruszenia granic. Ataki na granicę państwową RP wspierała białoruska policja i celnicy.”

Czy to szef MON Mariusz Błaszczak? Nie, to prasa NRD na pięciolecie wybudowania Muru,. Tyle, że zamiast „Białorusi” był „Berlin Zachodni”, zamiast „reżimu w Mińsku” była „republika bońska” (RFN), a zamiast RP – NRD. Sam mur nazywany był przez budowniczych „wałem ochronnym”. Na podobnej zasadzie znajdowania miłych słów dla haniebnych czynów dziś stawianie zasieków z drutu żyletkowego nazywa się „zabezpieczaniem”, czy „uszczelnianiem” granicy, jakby chodziło o cieknący kran.

Liczba ofiar Muru Berlińskiego w czasie ponad 28 lat jego istnienia to 190 do 268 osób. Czyli niemal roczne normy śmierci na berlińskiej granicy na granicy polsko-białoruskiej wykonywane są na razie w miesiąc.

Propagandowa hańba

No, ale przecież to wojna hybrydowa! – możemy usłyszeć w telewizji (i to nie tylko tej rządowej). Czyli jesteśmy na wojnie. Atakują Łukaszenka z Putinem, a uchodźcy najwyraźniej robią za „szturmujących” żołnierzy. Wprowadzenie stanu wyjątkowego motywowano też białorusko-rosyjskimi manewrami „Zapad”. “Ćwiczenia wojskoweo tej skali bez wątpienia dają Rosji i Białorusi przestrzeń do prowadzenia różnorodnych form działań hybrydowych” – jak wskazał dzielny szef polskiego MON. Manewry się skończyły, ale retoryka wojny pozostała.

A na wojnie, jak to na wojnie – wroga trzeba w oczach „narodu” pozbawić ludzkich cech. Polscy władcy najwyraźniej odrobili lekcję II wojny światowej. Na konferencji prasowej 27 września, z udziałem szefów MON, MSWiA i Straży Granicznej, która przeszła już do historii propagandowej hańby, usłyszeliśmy o terrorystach, narkomanach, agentach krem- lowskich, pedofilach i zoofilach. „To pokazuje, kto szturmuje polską granicę” – mówił z powagą szef MON. W tym samym momencie, gdy Błaszczak, Kamiński i gen. Praga pokazywali, pochodzące ze starego filmu porno, zdjęcie człowieka kopulującego z klaczą, na granicy umierał 16-letni chłopiec z Iraku, wypchnięty wraz z rodziną przez polskich pograniczników.

Gdzie ta wojna?

Na czym więc polegać ma ta wojna? Słyszymy, że Łukaszenka „sprowadza imigrantów”, by wywozić ich później na polską granicę. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, by jacykolwiek ludzie udawali się na Białoruś wbrew własnej woli. Przeciwnie, muszą za to słono zapłacić. Propaganda po polskiej stronie za zarzut uznawała nawet fakt wprowadzenia przez Białoruś ruchu bezwizowego dla kilku państw Azji i Afryki – choć (niestety) dotyczy on tylko posiadaczy wiz państw Unii Europejskiej i strefy Schengen.

Słyszymy także argument, że od przekraczania granicy są przejścia graniczne i uchodźcy powinni z nich korzystać. W kontekście granicy polsko-białoruskiej to argument szczególnie absurdalny. Wystarczy spojrzeć kilka lat wstecz i przypomnieć sobie los uchodźców z Czeczenii – którzy próbowali korzystać z przejścia w Terespolu, by starać się o azyl w Polsce – regularnie odsyłanych z powrotem do białoruskiego Brześcia.

W istocie Łukaszenka wykorzystuje dla własnych interesów antyimigracyjną politykę nie tylko Polski, ale całej Unii. Kilometry drutu żyletkowego postawiono po polskiej, a nie białoruskiej stronie granicy. Faktyczną zbrodnią reżimu białoruskiego w tej sytuacji jest fakt, że uchodźców przebywających na granicy nie wpuszcza z powrotem na Białoruś. Wiemy to nie z kłamliwych komunikatów Straży Granicznej, ale z relacji ludzi, którzy zostali uwięzieni między liniami pograniczników z obu stron. Białoruscy pogranicznicy są równie bezwzględni, jak polscy.

A co na to Unia Europejska? Zasadniczo to samo, co polski rząd. Jak powiedziała unijna komisarz ds. wewnętrznych (i szwedzka socjaldemokratka) Ylva Johansson: „Ważne jest, aby chronić naszą granicę przed agresją reżimu Łukaszenki. Aby to zrobić najlepiej, powinniśmy w pełni wykorzystać wspólne zasoby, takie jak pomoc Frontexu, i powinniśmy to robić w przejrzysty sposób”. Wyraziła przy tym zaniepokojenie, że ludzie giną na unijnej granicy, podkreślając także konieczność kierowania się „wartościami europejskimi”.

O zaproszeniu Frontexu (Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej) na granicę z Białorusią często słyszymy także ze strony polskiej liberalnej opozycji. Kierować dodatkowe oddziały i środki, „uszczelniać granicę” (bo wciąż jest „nieszczelna”), nie wpuszczać uchodźców – byle jakoś sympatyczniej!

Można to uznać za ponury żart, podobnie jak wizję wyższych i cywilizowanych „wartości europejskich”. Polityka unijna odpowiada za przynajmniej 21 172 ofiary śmiertelne na Morzu Śródziemnym od 2014 r. Czyli za sto Murów Berlińskich w niecałe osiem lat. Tylko przez dziewięć miesięcy 2021 r. było to 1369 ofiar. Unia odpowiada też za umowy z władzami państw, z pewnością nie mniej represyjnych niż Białoruś, jak Turcja i Libia, by trzymały uchodźców z dala od unijnych granic. Tyle w sprawie wartości.

Rasizm i imperializm – dwie strony medalu

Grupa uchodźców w okolicy Usnarza Górnego, od której zaczęło się nakręcanie propagandy strachu i militaryzacja granicy, pochodziła z Afganistanu. Osoby zamęczone na śmierć przez polskich i białoruskich pograniczników pochodzą głównie z Iraku. O tym, że większość uchodźców pochodzi z Iraku, mówił w Sejmie nawet szef MSWiA Kamiński. Afganistan i Irak – jakże przypadkowe miejsca…

Kiedy słyszymy tępą propagandę o „wojnie” z udziałem uchodźców, pamiętajmy o prawdziwych wojnach, które miały miejsce w tych państwach z udziałem polskich wojsk. Jak słyszeliśmy przez lata – zdobywających doświadczenie bojowe. Nigdy dość przypominania, że Polska była jednym spośród tylko czterech państw, które od początku uczestniczyły w inwazji na Irak w 2003 r. Rok później polscy żołnierze tłumili powstanie szyickie w irackiej Karbali. Tylko do 2008 r. w wojnie w Iraku uczestniczyło ich łącznie ponad 15 tys. Z kolei w blisko dwudziestoletniej okupacji Afganistanu brało udział od 2002 r. ok. 33 tys. polskich żołnierzy i wspomagających ich pracowników cywilnych.

To były prawdziwe „tysiące szturmujących”. W przeciwieństwie do nich, uchodźcy na granicy polsko-białoruskiej nie mają karabinów ani transporterów opancerzonych. Nie mają też moździerzy, którymi można ostrzelać jakąś wieś, jak to się stało w 2007 r. z afgańską Nangar Chel.

Minimum przyzwoitości nakazywałoby przyjąć co najmniej taką samą liczbę uchodźców z tych państw, ile wysłano do nich żołnierzy. Oczywiście jednak przyzwoitość to ostatnia rzecz, o którą można posądzać polskie władze, mające zresztą dobre zachodnie wzorce. Gdy Błaszczak zapowiadał postawienie dodatkowych płotów, by żyletkowe zasieki nie okaleczały już zwierząt, brzmiał tak, jak brytyjski premier Tony Blair mówiący w 2003 r., by nie bombardować zoo w irackim Bagdadzie.

Rasizm wymierzony w uchodźców, traktowanych jako groźnych podludzi, a z drugiej strony imperializm i militaryzacja są dwoma stronami tego samego medalu. Kolejne polskie rządy z radością uczestniczyły w kolejnych wojnach, jednocześnie rozpętując kampanię nienawiści wobec tych, którzy przed skutkami tychże wojen uciekali.

Oczywiście ludzie uciekają nie tylko przed bombami i nie tylko z Iraku, Afganistanu, Syrii czy Libii. Uciekają także w wyniku ogromnych nierówności ekonomicznych na świecie czy skutków zmian klimatycznych – które także wynikają z działania systemu kierowanego przez interesy najpotężniejszych mocarstw i zlokalizowanych głównie w nich największych korporacji. Strona militarna i ekonomiczna imperializmu kapitalistycznego tworzy tutaj jedność. Jednak kraje pochodzenia uchodźców jasno pokazują, że wojny mają tu istotne znaczenie.

Tymczasem propagandowe hasło „wojny hybrydowej” ma uzasadniać nie tylko stan wyjątkowy, ale i dalszą militaryzację. Ogłaszanie z pompatyczną dumą, że na granicy, w dodatku do 4 tys. pograniczników i 600 policjantów, jest już 2,5 tys. żołnierzy – a będzie więcej – idzie w parze z ogłaszaniem kolejnych wydatków na “obronę narodową”. W ramach wrześniowej nowelizacji budżetu państwa przeznaczono na ten cel – i to już w tym roku! – dodatkowe 7 mld zł, z czego 6,3 mld to wydatki na “Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych” (czyli na zbrojenia w najbardziej bezpośrednim sensie). Uznanie, że to wszystko „atak Łukaszenki i Putina”, ma tłumaczyć wielomiliardowe zakupy broni.

Obowiązkiem jest dziś występowanie w obronie ludzi torturowanych i porzucanych na śmierć na polskiej granicy. Pamiętajmy przy tym, że system wyzysku, wojen i drutów żyletkowych jest jedną całością. Żądajmy otwartych granic. I zróbmy wszystko, by sprawcy trwającego koszmaru nie pozostali bezkarni.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - październik 2021

Comments are closed.