Elity pieniądza i władzy podpalają Australię

Niedawne pożary w Australii ukazały przerażającą rzeczywistość katastrofy towarzyszącej zmianom klimatu. Sarah Bates dostrzega nadzieję w kilkudziesięciotysięcznych protestach ludzi domagających się radykalnych działań
Po długich miesiącach pożarów, które strawiły ogromne połacie Australii, w styczniu na ulicach całego kraju dała o sobie znać złość jego mieszkańców.
Dziesiątki tysięcy ludzi wzięły udział w wiecach, podczas których domagano się działań w sprawie zmian klimatu. W Sydney protestowało ponad 30 tys. osób, skandując hasła skierowane przeciwko urzędującemu konserwatywnemu premierowi i lokajowi branży węglowej – Scottowi Morrisonowi.
Zorganizowani przez organizację Studenci Uniwersyteccy na Rzecz Sprawiedliwości Klimatycznej demonstranci wytykali rządowi „zakrawające na przestępstwo zaniedbania w reakcji na kryzys spowodowany pożarami buszu”.
W Melbourne 5 tys. osób zablokowało część centrum miasta.
Z kolei w Brisbane ruch na ulicach zatrzymały 3 tys. demonstrantów skandujących hasła wzywające do odwołania premiera.
Przerażające skutki pożarów w Australii pokazują, w jaki sposób zmiany klimatu mogą uczynić ogromne tereny niezdatnymi do zamieszkania. Natomiast reakcja australijskiego rządu nie pozostawia złudzeń, że nawet w obliczu katastrofy politycy, szefowie i bogacze nie myślą o planecie i ludziach, a jedynie o zyskach.
Porażające rozmiary
Rozmiary katastrofy ekologicznej porażają – a to jeszcze nie koniec.
Od października w Australii spłonęło ponad 12,3 mln hektarów buszu. W pożarach zginęło 26 osób i zniszczeniu uległy tysiące budynków.
Szacuje się, że ogień pochłonął ponad miliard zwierząt, co prawdopodobnie oznacza zagładę kilku rodzimych gatunków.
Chris Dickman z Uniwersytetu w Sydney szacuje, że w samym stanie Nowa Południowa Walia zginęło jak dotąd ponad 800 mln zwierząt. „Nie ma nic, z czym można by porównać tempo i zasięg spustoszenia” – oświadczył.
Po ponad dwóch miesiącach szalejącej pożogi Australia jest dopiero w połowie suchego upalnego lata.
Tim Flannery, badacz klimatu i były australijski federalny komisarz ds. klimatu, przyznaje, że istnieje bezpośredni związek między pożarami buszu a zmianami klimatu. „Wyniki badań naukowych wskazują, że ekstremalne upały, takie jak tegoroczne, mogą występować naturalnie raz na 350 lat” – wyjaśnia.
„Jednak gdy uwzględnimy wpływ emitowanych przez człowieka gazów cieplarnianych, należy się spodziewać, że z podobnymi zjawiskami będziemy się musieli zmagać nawet raz na osiem lat”.
Rząd Australii zdawał sobie przez cały czas sprawę z zagrożenia. Już w 2008 roku na zlecenie rządu powstał specjalny raport, w którym przestrzegano przed ryzykiem wystąpienia niszczycielskich pożarów buszu. W dokumencie napisano, że „pożary będą zaczynać się wcześniej, kończyć później i będą bardziej intensywne. Zjawisko to będzie się stopniowo nasilać, ale powinno być wyraźnie dostrzegalne do 2020 r.”.
Protesty
Protesty na ulicach wybuchły z powodu złości na rząd, przede wszystkim na Morrisona.
Już prawie trzy miesiące strażacy nie przestają walczyć z ogniem, ryzykując przy tym życie. Ich szeregi zasilają tysiące ochotników, często z wiejskich jednostek ochotniczej straży pożarnej.
Pracują nawet po 20 godzin dziennie w temperaturach przekraczających 40 stopni Celsjusza.
Jednocześnie w ostatnich latach miały miejsce cięcia etatów oraz nakładów na straż pożarną. Federacja Związków Zawodowych Strażaków Australii Południowej wzywa do przeprowadzenia dochodzenia w sprawie zmuszania członków organizacji do korzystania z przestarzałych pojazdów.
Sekretarz związku Max Adlam zapewnił, że „ludzie ci są pasjonatami swojej pracy”.
Kryzys spowodowany pożarami w Australii pokazuje wyraźnie, że kapitalizm nie oferuje sposobu na zatrzymanie zmian klimatu.
Podczas gdy kraj płonie, australijscy politycy i szefowie martwią się jedynie o swój udział w pokaźnych zyskach branży węglowej. Niektórzy popijają w tym czasie szampana [aluzja do premiera Morrisona – przyp. tłum.].
Nawet najbogatsi, ukryci w swoich zamkniętych enklawach, odczują skutki katastrofy. Jednak nie są oni w stanie zainicjować żadnych potrzebnych działań. Konkurencja między korporacjami i państwami powoduje, że rywalizujące ze sobą strony muszą podporządkować się potrzebie maksymalizacji zysków kosztem wszystkiego innego.
To właśnie ta logika leży u podstaw działań Morrisona oraz polityki energetycznej i klimatycznej rządu Australii.
Jak twierdzi premier, nie ma „jednej polityki, czy to klimatycznej, czy innej”, która mogłaby zapobiec pożarom. Ma rację w tym sensie, że wymaga to więcej niż tylko uchwalenia jednego prawa, ale dobrym działaniem na początek byłoby zaprzestanie wydobywania i spalania paliw kopalnych.
W 2017 r. Morrison – wówczas minister skarbu – przyniósł do parlamentu bryłę węgla, aby zamani- festować swoje poparcie dla branży paliw kopalnych. „To tylko węgiel” – oznajmił – „nie ma czego się bać. To węgiel, który od ponad 100 lat zapewnia Australii energetyczną przewagę konkurencyjną, będącą warunkiem rozkwitu australijskich przedsiębiorstw”.
Jednak rodzący się masowy ruch klimatyczny i postępujący kryzys ekologiczny zmusiły także jego do przynajmniej częściowego uznania związku między zmianami klimatu a ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi.
Niestety faktyczne zaangażowanie australijskiego rządu nie ma nic wspólnego z próbą zaradzenia kryzysowi klimatycznemu.
Nowe kopalnie
Najważniejsze jest w tej chwili natychmiastowe zakończenie emisji dwutlenku węgla. Tymczasem zamiast ograniczać wydobycie ropy i gazu, przyznano firmie Adani koncesję na budowę nowej kopalni w stanie Queensland.
Są także plany budowy kolejnych sześciu. Podczas rozmów na międzynarodowym szczycie COP25 w grudniu 2019 r. Australia nie zapro- ponowała żadnych nowych, wyższych celów redukcji emisji dwutlenku węgla.
Australijskie elity władzy zobowiązały się do ograniczenia emisji do 2030 roku o 26 procent w stosunku do poziomu z 2005 roku. Obecnie mówi się o możliwości zrealizowania tego zobowiązania w 90 procentach.
Jednak Australia chce do tego celu wykorzystać „kredyty przenośne” – sztuczkę księgową, dzięki której otrzymuje dodatkowe punkty za przestrzeganie wcześniejszej umowy, tj. protokołu z Kioto, będącego umową, na mocy której Australii zezwolono de facto na zwiększanie emisji przez pewien czas.
Dzięki temu Morrison będzie mógł się chwalić doprowadzeniem do uzgodnionej w Paryżu w 2015 r. redukcji emisji, w rzeczywistości wcale jej nie osiągnąwszy.
Wybuchające protesty pokazują, że może istnieć alternatywa dla horroru, który nam się szykuje.
Ich uczestnicy domagają się natychmiastowej transformacji energetycznej w kierunku źródeł odna- wialnych, „sprawiedliwej transformacji” dla pracowników branż paliw kopalnych oraz prawa do ziemi i wody dla społeczności rdzennych.
Cała nadzieja w ruchach masowych na rzecz klimatu i w zerwaniu z systemem pogoni za zyskiem, który podpala naszą planetę.
Tłumaczył Łukasz Wiewiór
Category: Gazeta - luty 2020







