Dlaczego nasi władcy wciąż boją się rewolucji?

Judy Cox wyjaśnia, że powtarzające się kryzysy kapitalizmu i jego nieustanne przeobrażenia stanowią zalążek upadku tego systemu
Angela Davis, amerykańska aktywistka na rzecz praw obywatelskich, powiedziała kiedyś, że „musimy działać tak, jakby radykalna transformacja świata była możliwa. I musimy to robić przez cały czas”.
Davis nie chodziło o to, że musimy budzić się każdego ranka z wezwaniem do rewolucji na ustach. Miała raczej na myśli poszukiwanie sposobów na wskazanie otaczającym nas ludziom innej przyszłości.
Może to obejmować zarówno stosunkowo drobne działania – takie jak przypięcie antyrasistowskiej przypinki do pracy, jak i poważniejsze wyzwania – na przykład wzniecenie buntu czy nawoływanie do przejęcia władzy przez pracowników.
Wszystko, czego jesteśmy uczeni, oraz wiele z tego, czego doświadczamy, skłania nas do myślenia, że nie ma alternatywy wobec kapitalizmu i że próby zmiany istniejącego stanu rzeczy są skazane na porażkę.
Kapitalistyczne idee skolonizowały nasze umysły. Utknęliśmy w rywalizacji z innymi, obwiniając siebie nawzajem za niedomagania systemu.
Policja chroni własność i rozbija pokojowe protesty. Jednak najgroźniejszym policjantem nie jest ten wymachujący pałką, lecz ten w naszych głowach.
Radykalny poeta William Blake nazwał go „kajdanami przez umysł wykuwanymi” i to one przykuwają nas do systemu.
Jednak rewolucje są znacznie powszechniejsze, niż chcieliby przed nami przyznać panujący.
W XX wieku w każdej dekadzie wybuchała rewolucja – a trend ten utrzymuje się w obecnym stuleciu, naznaczonym Wiosną Arabską w latach 2010–2012, rewolucją w Sudanie z 2018 r. oraz niedawnymi buntami pokolenia „Z” na całym świecie.
Rewolucja jest możliwa, ponieważ kapitalizm jest najszybciej zmieniającym się systemem gospodarczo-społecznym w historii.
Ustrój ten zasadza się na konkurencji między właścicielami środków produkcji – od fabrykantów w XIX w. po dzisiejsze korporacje ponadnarodowe.
Konkurencja wymusza na wszystkich przedsiębiorstwach ciągłe prze- kształcanie metod produkcji, co prowadzi do upadku starych gałęzi przemysłu i powstawania nowych.
Miasteczka i miasta, które wyrosły wokół zakładów, upadają, a ludzie odkrywają, że przyszłość, na którą czekali, została zniweczona przez decyzje podjęte w odległych gabinetach.
Kapitalizm zmusza ludzi do zmiany sposobu życia, zdobywania nowych umiejętności czy przeprowadzki do nowych miejsc, czemu towarzyszy stały lęk przed kolejnym wstrząsem.
W „Manifeście Partii Komunistycznej” Karol Marks i Fryderyk Engels zauważyli, że: „Ustawiczne przewroty w produkcji, bezustanne wstrząsy ogarniające całość życia społecznego, wieczna niepewność i wieczny ruch odróżniają epokę burżuazyjną od wszystkich poprzednich. Wszystkie stężałe, zaśniedziałe stosunki wraz z nieodłącznymi od nich, z dawien dawna uświęconymi pojęciami i poglądami ulegają rozkładowi, wszystkie nowo powstałe stają się przestarzałe, zanim zdążą skostnieć. Wszystko, co stanowe i zakrzepłe, znika…”.
Owe ciągłe nawroty niemożliwych do przewidzenia zmian nasiliły się w ostatnich dwóch stuleciach. Przeobrażenia globalnej produkcji i nowe technologie powodują, że miliardy ludzi żyją w strachu przed utratą środków do życia.
W tym systemie wyzysk pracy jest powiązany z siłą militarną. Ci, którzy dążą do powiększenia swojego bogactwa, zdobywają je siłą, wiedząc, że gromadzenie broni sprzyja gromadzeniu kapitału.
Pokój jest jedynie chwilą wytchnienia przed kolejną wojną. Jednak imperialistyczna wojna nie tylko przynosi straszliwe cierpienia, ale może także wstrząsnąć społeczeństwem, złamać stare nawyki i ujawnić przemoc, jaka leży u podstaw porządku.
Jak pisał marksistowski autor Chris Harman, wojny „mogą wzniecać najbardziej reakcyjne idee i popychać do potwornych zachowań, ale mogą też skutkować kwestionowaniem systemu, który prowadzi do wojen, oraz konfrontacją z politykami, generałami i ludźmi interesu, którzy uwielbiają wojnę”.
Równie głęboki wpływ na społeczeństwo ma katastrofa klimatyczna. Podobnie jak wstrząsy gospodarcze i imperialistyczna wojna wyrywa ona ludzi z korzeniami i niszczy tradycyjne sposoby życia.
Wszystko to wywołuje kryzys ideologiczny, z którym muszą się zmagać rządzący. Ich władza opiera się przecież na zdolności do przekonania nas, że żyjemy w najlepszym możliwym systemie, a wojny i dewastacja środowiska to aberracje – skutki ludzkiej natury, które można niwelować drogą „reform”.
Tego rodzaju systemowe niedomagania tworzą ideologiczną próżnię, którą mogą wypełniać irracjonalne teorie spiskowe oraz propaganda skrajnej prawicy.
Jednak kryzysy mogą również sprawić, że miliony ludzi odwrócą się od samego kapitalizmu. Dodatkiem do tej wybuchowej mieszanki są momenty, gdy uciskane grupy stawiają opór i zdobywają poparcie szerszych warstw społeczeństwa.
Wsparciem dla tego procesu jest jedna z cech kapitalizmu: gdy karmiąc się podziałami, niszczy on rodziny i społeczności, jednocześnie skupia wszystkich tych, których wyzyskuje, w gigantycznych miastach i miejscach pracy.
I to właśnie w tym tkwi nasza siła. Kapitalizm wydał na świat klasę zdolną do zorganizowania się przeciwko niemu i mającą potencjał do wywrócenia społeczeństwa do góry nogami.
Nowe formy zatrudnienia tworzą nowe zastępy siły roboczej. Początkowo pracownicy ci są na ogół lekceważeni jako niezdolni do samoorganizacji.
Jednak na przestrzeni dziejów takie grupy wielokrotnie wyrastały na potężne odłamy ruchu pracowniczego.
Ogromne rzesze pracowników organizują się dziś w szpitalach, centrach dystrybucyjnych i biurach – w miejscach niegdyś uważanych za odporne na uzwiązkowienie.

Demonstracja przed parlamentem.
Technologie zawsze dominowały nad pracownikami, którzy z nich korzystali, ale dają one także nowym grupom pracowników ogromną siłę, co zaczynają wykorzystywać.
Pracownicy południowokoreańskiego Samsunga zagłosowali niedawno za strajkiem, który zagroził globalnym łańcuchom dostaw półprzewodników.
Elementy te są niezbędne w niemal każdej gałęzi gospodarki: od centrów danych po smartfony i pojazdy elektryczne. Pracownicy wywalczyli premie, których domagały się związki zawodowe.
Ta pozorna sprzeczność między szybkim postępem a postępującą nędzą była widoczna już w czasach Marksa.
Pisał on: „Z jednej strony, zostały powołane do życia takie przemysłowe i naukowe siły, o których żadna z poprzednich epok w dziejach ludzkości nie miała w ogóle pojęcia. Z drugiej strony, istnieją symptomy upadku, które po wielekroć przewyższają wszystkie znane nam okropności ostatniego okresu imperium rzymskiego.
W naszych czasach wszystko jest jak gdyby brzemienne w swoje przeciwieństwo. Maszyna, która ma cudowną moc skracania pracy człowieka i czynienia jej owocniejszą, staje się, jak widzimy, źródłem jego nędzy i wycieńczenia. Nowo odkryte źródła bogactwa przeistaczają się, jak gdyby wskutek dziwnych czarów, w źródła nędzy”.
Odkrywanie siły zbiorowego oporu jest stałym składnikiem ewolucji klasy pracowniczej w XXI w., tak jak miało to miejsce w wiekach XIX i XX.
Apatia może przekształcić się w swoje przeciwieństwo, gdy ludzie zasmakują swojej siły. A rewolucje wybuchają właśnie wtedy, gdy ogromne rzesze ludzi czują, że mogą zdobyć to, czego potrzebują, po prostu biorąc sprawy w swoje ręce.
Rosyjski rewolucjonista Włodzimierz Lenin wskazywał, że do zaistnienia takiej transformacji niezbędne są dwa elementy.
Po pierwsze klasy niższe muszą osiągnąć punkt, w którym czują, że warunki ich życia stają się coraz trudniejsze do zniesienia. Jednak gniew z powodu biedy, korupcji i represji nie wystarczy, by wybuchła rewolucja.
Drugim niezbędnym składnikiem jest stan, w którym klasa rządząca traci autorytet, staje się głęboko podzielona, skłócona i wpada w panikę.
Sytuacja rewolucyjna rodzi się właśnie wtedy, gdy podziały wewnątrz klasy rządzącej spotykają się z rosnącym niezadowoleniem mas. Idee i oczekiwania zmieniają się wtedy w błyskawicznym tempie.

Eduard Dune był nastolatkiem mieszkającym w Moskwie, gdy wybuchła rewolucja rosyjska w 1917 r.
Z zachwytem obserwował, jak „nastrój tłumu przepływał niczym prąd od jednych do drugich, przybierając postać spontanicznego wybuchu śmiechu, radości lub gniewu.
Ci, którzy dawniej modlili się o zdrowie dla rodziny carskiej, teraz krzyczeli: »Precz z carem!«, zupełnie nie kryjąc się ze swoją pogardą” – pisał.
Aby wykonać krok w przyszłość odmienną od kapitalizmu, każda rewolucja musi przeć naprzód na przekór wahaniom i nieśmiałości – czynnikom, które mogą torować drogę do powrotu klasy panującej do władzy.
I każda rewolucja musi też rozstrzygnąć kwestię władzy państwowej.
Obserwujemy wzrost skali autorytarnych działań podejmowanych przez państwa „demokratyczne”. Jednak widzimy też, że ludzie są gotowi się im przeciwstawiać – jak podczas protestów poparcia dla organizacji Palestine Action w Wielkiej Brytanii czy w obronie migrantów przed agentami ICE w USA.
Gdy nasza strona – globalna większość – zdobędzie władzę, będziemy mogli zacząć przeobrażać świat zrodzony dzięki naszej pracy w ramach kapitalizmu, wykorzystując technologie, wynalazki medyczne czy łańcuchy dystrybucji do tego, by zaspokajać potrzeby ludzi i planety.
Kapitalizm utorował drogę do socjalizmu – dostarczając dobra materialne, technologie oraz globalną klasę pracowniczą, a klasą panującą będą wstrząsać kolejne rewolucje.
Jednak aby móc zastąpić ich system naszym, musimy być zorganizowani, wykształceni i gotowi do walki.
Tłumaczył Łukasz Wiewiór
Category: Gazeta - październik 2026, Gazeta - październik 2026 - cd.








