Donald Trump, faszyzm i państwo

| 1 kwietnia 2026
Trump widmo.

Tomáš Tengely-Evans przygląda się dynamice faszyzmu oraz zagrożeniom z tym związanym w kontekście dzisiejszych Stanów Zjednoczonych

Uzbrojeni bandyci terroryzujący bezkarnie na ulicach mniejszości i przeciwników politycznych? Odhaczono. Nacjonalistyczna obietnica „przywrócenia narodowej wielkości”? Odhaczono. Jawna imperialistyczna agresja i grabież ziemi? Odhaczono.

Powyższy opis mógłby dotyczyć zarówno Niemiec w latach 30. XX w., jak i dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Czy to oznacza, że na pytanie, czy w USA panuje faszyzm, można również odpowiedzieć: „odhaczono”?

Aby to ustalić, musimy przyjrzeć się głównym cechom faszyzmu. Faszyści wykorzystują rasizm, seksizm i inne uprzedzenia jako ideologiczne spoiwo poparcia.

Jednak faszyzm jest czymś więcej niż tylko prawicowym autorytaryzmem, ponieważ stanowi egzystencjalne zagrożenie. To forma kontr­­- rewolucji, której celem jest zniszczenie samoorganizacji klasy pracowniczej, instytucji demokratycznych i społeczeństwa obywatelskiego.

Po objęciu władzy w 1933 r. naziści zakazali działalności partii politycznych, związków zawodowych i instytucji społeczeństwa obywatelskiego. Wdeptali w ziemię wszelkie formy demokracji klasy pracowniczej.

Faszyzm urósł w siłę w okresie kryzysu kapitalizmu i groźby rewolucji po I wojnie światowej.

W obliczu kryzysu klasa panująca może sięgać po bardziej autorytarne rozwiązania. Jeśli jednak zwykłe sposoby utrzymania władzy przestaną działać, może całkowicie porzucić demokrację i zwrócić się ku faszyzmowi.

Jednak faszyzm nigdy nie był jedynie narzędziem istniejącego państwa. Rozwija się w ramach ruchu masowego, którego rdzeń stanowią przedstawiciele klasy średniej, właściciele małych firm, osoby samozatrudnione i menedżerowie. Funkcjonuje zarówno w zgodzie z klasą panującą i jej państwem, jak i w opozycji do nich.

Przełomem był 1930 r., w którym naziści zajęli w wyborach parlamentarnych drugie miejsce, zdobywając 18% głosów. Ich paramilitarne „brunatne koszule” – Sturmabteilung (SA), czyli „sekcja szturmowa” – liczyły już 100 tys. członków i siały terror, mordując ludzi na ulicach.

W 1932 r. w ich szeregach działało 400 tys. bojówkarzy, a w 1933 r. liczebność brunatnych koszul wzrosła do dwóch milionów – wielkości, której nie dorównywały represyjne instytucje państwa, armia i policja.

Jak to się ma do sytuacji w USA? Jeden z poglądów głosi, że Stany Zjednoczone są już krajem faszystowskim, a policja antyimigracyjna (ICE) to brunatne koszule Donalda Trumpa. W administracji faszyści piastują kierownicze stanowiska od początku drugiej kadencji Trumpa.

Jednym z nich jest Stephen Miller, architekt terroru ICE w Minneapolis, Los Angeles i innych miastach. Jednak to nadal nie jest państwo faszystowskie, ukierunkowane na znisz­czenie wszystkich demokratycznych i niezależnych instytucji.

„Gdy państwo staje się faszystowskie, nie oznacza to tylko zmiany form i metod rządzenia” – pisał socjalista Lew Trocki. „Przede wszystkim oznacza to unicestwienie organizacji robotniczych i nadanie strukturze klasy robotniczej bezpostaciowego kształtu”.

Nie oznacza to jednak, że nie istnieje zagrożenie. Samozadowolenie mogłoby wynikać z przyjęcia założenia, że rządy Trumpa nie spełniają głównych przesłanek faszyzmu z lat 20. i 30. XX w. Ktoś mógłby argumentować, że represje ze strony ICE miały miejsce jeszcze przed Trumpem i w przeciwieństwie do nazistowskich brunatnych koszul formacja ta nie jest uliczną bojówką niezależną od państwa.

Tym, co łączy te stanowiska, jest podejście polegające zasadniczo na „odhaczaniu” powszechnie przyjętych przejawów faszyzmu. Zamiast tego musimy rozumieć faszyzm jako zjawisko dynamiczne oraz warunki społeczne, które go zrodziły.

Faszyzm to „oddolna kontrrewolucja”, której celem jest sterroryzowanie przeciwników z wykorzystaniem ruchu masowego. Jednak rzeczywistość jest zawsze mniej jednoznaczna w porównaniu z „czystą” formą faszyzmu, którą znamy z Niemiec.

Zdarza się, że siły faszystowskie niezależne od państwa wzmacniają siły kontrrewolucji.

W innych przypadkach skrajnie prawicowe formacje, które nie mają faszystowskiego rodowodu, mogą rozwijać się w tym kierunku lub być siedliskiem sił, które mają taki charakter.

Węgry

Tak było w kilku krajach, które stały się marionetkami nazistów podczas II wojny światowej – w szczególności dotyczyło to Węgier.

Przypadek ten pokazuje, że istnieje dynamiczna zależność między odgórnymi represjami państwa a oddolną faszystowską przemocą.

Austro-Węgry rozpadły się w wyniku klęski militarnej w I wojnie światowej, masowych strajków i buntów oraz podziału dokonanego przez Wielką Brytanię i Francję.

W toku politycznego zamętu 21 marca 1919 r. powstała Węgierska Republika Rad Robotniczych. Zaledwie 133 dni później nowa republika, na której czele stali komuniści i socjaldemokraci, została utopiona we krwi.

Nastąpił po tym dwuletni okres „białego terroru” mającego na celu zniszczenie ruchu socjalistycznego i robotniczego na Węgrzech.

Jak się to mogło udać? W następstwie rewolucji socjalistycznej stara klasa panująca uciekła z Węgier do Wiednia. Tradycyjni konserwatyści zradykalizowali się na prawo, a w obliczu kryzysu systemu zaczęli poszukiwać bardziej radykalnych rozwiązań.

Na południu Węgier powrócili właściciele ziemscy, kapitaliści i konserwatyści, tworząc kontrrewolucyjny rząd pod przywództwem hrabiego Mihály’ego Károlyiego.

Károly poprosił admirała Miklósa Horthy’ego o przejęcie dowództwa nad Armią Narodową, która mogłaby odbić Węgry. Ten tradycyjny konserwatysta stał się główną postacią kontrrewolucji i miał sprawować dyktatorskie rządy. Brakowało mu jednak silnego państwa, które mogłoby samodzielnie zaprowadzić terror.

Miklós Horthy z Hitlerem w 1938 r.
Miklós Horthy z Hitlerem w 1938 r.

Z pomocą pospieszył faszysta baron Pál Prónay, który zebrał jeden z wielu oddziałów specjalnych złożonych z oficerów, w co najmniej jednej czwartej arystokratycznego pochodzenia, którzy mieli stać się głównym ostrzem terroru.

Radykałowie organizowali się w ramach Węgierskiego Stowarzyszenia Obrony Narodowej (MOVE). Jego przywódca kapitan Gyula Gömbös już w 1919 r. określał się mianem „narodowego socjalisty” i nawiązał kontakty z Benito Mussolinim oraz Adolfem Hitlerem.

Ze względu na walki wewnętrzne między Prónayem a Gömbösem organizacja ta nie stała się siłą dominującą. Niemniej funkcjonując jako siła paramilitarna, jednostka Prónaya ścierała się z bardziej tradycyjnymi elementami konserwatywnymi. Jak pisze jeden z historyków, „w Szegedzie, a później w Siófoku i Budapeszcie kompania uzurpowała sobie nawet funkcję policji politycznej”.

Prónay wspominał, że Horthy „wytykał mi liczne ciała Żydów znajdowane w różnych częściach kraju”. „To, jak podkreślał, dawało zagranicznej prasie dodatkową amunicję przeciwko nam” – pisał.

Horthy „mówił, że powinniśmy przestać nękać małych Żydów, a zamiast tego zabić kilku dużych Żydów” zasiadających w węgierskim rządzie radzieckim.

W 1920 r. Horthy ogłosił się „regentem” Królestwa Węgier i zaprowadził autorytarną, konserwatywną dyktaturę.

Jednak w 1920 r. nie doszło do przejęcia władzy przez faszystów skutkującej ​​zniszczeniem wszystkich organizacji pozapaństwowych. Ludzie pokroju Prónaya spełnili swoje zadanie i zostali odsunięci na boczny tor na kolejne dwie dekady.

To jednak nie koniec tej historii. Skrajnie prawicowi bojówkarze z czasów białego terroru stali się trzonem faszystowskiej partii strzałokrzyżowców, która chciała naśladować reżim nazistowski.

Reżim Horthy’ego sprzymierzył się z nazistowskimi Niemcami, ale tłumił organizacje faszystowskie w kraju. Jednak w 1944 r., gdy Horthy i Hitler starli się w obliczu przegranej wojny, naziści zainstalowali strzałokrzyżowców u władzy. Prónay powrócił i zaczął przeprowadzać rzeź węgierskich Żydów.

Przykład ten pokazuje, że może istnieć silny związek między organizacją paramilitarną powołaną przez państwo a narodzinami organizacji faszy­stowskiej.

Niemcy

Również w Niemczech brunatne koszule Hitlera nie wzięły się znikąd. Poprzedzały je Freikorps, które wymordowały tysiące socjalistów i związkowców podczas rewolucji niemieckiej w latach 1918–1923.

Była to organizacja paramilitarna złożona z weteranów wojennych, których dużą część stanowili oficerowie średniego szczebla, reprezentujący klasę średnią.

Partia socjaldemokratyczna (SPD) wykorzystała te skrajnie prawicowe bojówki do zdławienia rewolucji socjalistycznej. To Freikorps pod dowództwem polityka SPD Gustava Noskego zamordowały rewolucjonistów Różę Luksemburg i Karla Liebknechta, aby „przywrócić porządek” w Berlinie.

Gdy groźba rewolucji oddaliła się, Freikorps stało się mniej przydatne klasie panującej.

Freikorps same w sobie nie było organizacją faszystowską, ale wielu jego członków wstąpiło w szeregi partii nazistowskiej i brunatnych koszul. Ich założyciel Ernst Röhm walczył na przykład we Freikorps w Bawarii.

Istnieją istotne różnice między latami dwudziestymi XX w. a latami dwudziestymi XXI w. Obecna klasa panująca nie musi mierzyć się z ruchem pracowniczym, który zagrażałby państwu i samemu systemowi.

Nie mamy za sobą wojny światowej, która pozostawiłaby po sobie miliony zaprawionych w boju mężczyzn z wielkich armii poborowych.

Ponadto państwo kapitalistyczne dysponuje o wiele silniejszym i większym aparatem niż na początku XX w.

Faszyzm dziś – USA

Współczesny faszyzm będzie wyglądał inaczej niż w latach dwudziestych XX w. Tam, gdzie uda mu się przejąć władzę, może na przykład dążyć do zniszczenia demokracji poprzez połączenie odgórnych represji państwowych z przemocą oddolną. Balans między siłami będzie zależeć od różnych kontekstów.

Wzrost faszyzmu w USA napędzają potężne siły polityczne i określona dynamika społeczna.

Niezdolność Trumpa do realizacji obietnic może doprowadzić do dalszej radykalizacji skrajnej prawicy. Istnieje również potencjał dla powstania sił, które będą dążyć do mobilizacji niezależnej od państwa.

Amerykańskie państwo pogrążone jest w kryzysie zarówno wewnętrznie, jak i w kontekście międzynarodowym, a osoby na szczytach władzy nie mają rozwiązań dla kryzysu, z którym borykają się miliony ludzi. Autorytarne posunięcia państwa są obecnie głównym przejawem kryzysu legitymizacji.

Trump stanowi zarówno zerwanie z dotychczasowym porządkiem, jak i jego kontynuację. W ciągu ostatnich trzech dekad w ame­rykańskim zarządzaniu państ­wem można było dostrzec dwa ważne trendy – militaryzację i prywatyzację.

Od początku „wojny z terrorem” amerykańskie siły bezpieczeństwa w dużej mierze polegają na prywatnych armiach.

Prowadząc wojny za granicą, Stany Zjednoczone powołały Departament Bezpieczeństwa Krajowego w celu ograniczenia swobód obywatelskich.

Odbywało się to wszystko w ramach szerszej militaryzacji policji i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, co obejmowało między innymi stosowanie taktyk „antyterrorystycznych” wobec przeciwników wewnętrznych. Departamentowi temu pod­- legają policja antyimigracyjna (ICE) i straż graniczna, a częścią projektu jest długoterminowa strategia „militaryzacji granicy amerykańsko-meksykańskiej”.

Trump zintensyfikował militaryzację, sięgając po armię. Wojna na granicy od dawna stanowi poligon doświadczalny do testowania metod inwigilacji i represji, a także wspiera machinę deportacyjną.

Trump wprowadza do centrów zróżnicowanych etnicznie dużych miast oddziały zaprawione w walkach na granicy. Prowadzi to do terroru i morderstw, jak w przypadku Renee Good i Alexa Prettiego na ulicach Minneapolis.

Jednak druga kadencja Trumpa stanowi także zmianę jakościową – nie jest to państwo faszystowskie, ale nie jest to też państwo, które stało się po prostu bardziej autorytarne, tak jak dzieje się to w ostatnim czasie w przypadku wielu innych państw.

Obecnie policja antyimigracyjna i straż graniczna funkcjonują jako siły paramilitarne, a w ich szeregi wstępują członkowie skrajnej prawicy.

Stephen Miller ścierał się z urzędnikami służb imigracyjnych podczas pierwszej kadencji Trumpa. Uważał, że „nie zarządzają oni machiną wystarczająco agresywnie, jak na to, co Trump chciał, aby było robione na granicy”, jak to ujął jeden z byłych urzędników.

Skrajna prawica była zdeterminowana, by obsadzić kluczowe stanowiska w aparacie państwowym swoimi ludźmi, przy czym nie była obciążona nazwiskami konserwatywnych polityków znanych z pierwszej kadencji Trumpa.

Rekrutacja do szeregów policji antyimigracyjnej odbywa się głównie spośród członków skrajnej prawicy, ale cały proces rozpoczął się wcześniej i nie był nadzorowany wyłącznie z góry.

Autor Michael Macher opisuje, jak „aktywne postacie w szeregach ICE” walczyły „o zasoby, autonomię i wpływy w Departamencie Bezpieczeństwa Krajowego”.

Odbywało się to za pośrednictwem stowarzyszeń zawodowych funkcjonariuszy policji antyimigracyjnej i straży granicznej, które przed erą Trumpa „stały się inkubatorami skrajnie prawicowych projektów”.

Istnieją liczne dowody na powiązania między policją antyimigracyjną a działającymi na ulicach ugrupowaniami faszystowskimi.

Proud Boys

W jednym z senackich raportów zacytowano zatrzymanego przez ICE obywatela amerykańskiego, który relacjonuje, że „kilku funkcjonariuszy miało tatuaże wyrażające poparcie dla Proud Boys”. Proud Boys to jedno z największych ugrupowań faszystowskich w USA.

Faszyści z Proud Boys są werbowani do ICE.
Faszyści z Proud Boys są werbowani do ICE.

Wśród 4500 ujawnionych nazwisk funkcjonariuszy policji antyimigracyjnej i straży granicznej znalazło się nazwisko byłego lidera Proud Boys – Enrique Tarrio.

Jednak ideolodzy wpływający na kształt ICE nie zawsze są w stanie postawić na swoim i nie są jedyną siłą w państwie.

Drugie z morderstw, do których doszło w Minneapolis, jak i masowy opór zmusiły Trumpa do wykonania kroku wstecz. To po części oddaje nastawienie szerszego aparatu państwowego, który nie chce tak wysokiego poziomu przemocy w amerykańskich miastach i ponownie przejmuje kontrolę nad ICE.

Naziści nie byli pierwszym wyborem niemieckiej klasy kapitalistycznej, która już wcześniej uruchomiła projekt zniszczenia demokracji liberalnej: od 1930 r. rządził „gabinet baronów” złożony z prawicowych polityków i generałów, którzy sprawowali władzę przy pomocy dekretów prezydenckich.

Nie mieli oni jednak dużego poparcia w parlamencie, nie mówiąc już o poparciu społecznym, i musieli stawić czoła masowemu ruchowi klasy pracowniczej.

W miarę pogłębiania się kryzysu część klasy kapitalistycznej zaczęła patrzeć przychylnym okiem na ideę faszyzmu i dążyć do wprowadzenia Hitlera do rządu.

Trocki określał w niektórych momentach ten reżim mianem „półfaszystowskiego”. Jednak nawet wtedy przekonywał, że wciąż jest czas, by powstrzymać faszyzm poprzez bojowy masowy opór.

Jeśli opór, który widzieliśmy w Minneapolis, pogłębi się i rozleje po całym kraju, istnieje szansa na zdławienie sił, które popychają USA jeszcze bardziej w prawo.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - kwiecień 2026, Gazeta - kwiecień 2026 - cd.

Comments are closed.