Krytyczna sytuacja w szpitalach – rządzący nieskuteczni, coraz bardziej aroganccy

| 1 kwietnia 2021
Lekarze i pacjenci na oddziale szpitala tymczasowego w Warszawie.
Lekarze i pacjenci na oddziale szpitala tymczasowego w Warszawie.

Rządzący pokroju Mateusza Morawieckiego najchętniej widzieliby nas w roli niewolników pracujących za miskę ryżu, byleby gospodarka rosła w siłę, a kapitalistom żyło się lepiej. Z pewnych taśm dowiedzieliśmy się nawet, że osiągnięcie tak z grubsza zarysowanych celów to kwestia zarządzania oczekiwaniami pracowników utrzymujących cały system.

W Polsce terapia szokowa, którą zgotowano społeczeństwu na początku lat 90., i będące jej wynikiem rozregulowanie gospodarki na modłę neoliberalną, jeszcze 30 lat później tworzą doskonały kontekst, który umożliwia nieustające majstrowanie przy obniżaniu społecznych oczekiwań.

I nawet pandemia nie jest w stanie unieważnić ,czy chociażby zawiesić logiki produkcji na potrzeby akumulacji kapitału, na której straży stoją antypracownicze rządy. „Nie oczekujcie zbyt wiele” – to echo każdego zdania wypowiadanego na kolejnych konferencjach premiera i jego ministrów. Takim echem brzmi każda wymówka, by nie podejmować potrzebnych decyzji, by pilne działania odkładać w czasie, i każda pokraczna próba przerzucenia winy za rozwój epidemii na zjadliwy wariant wirusa, opozycję i na zachowanie społeczeństwa.

W godzinie próby rząd premiera Morawieckiego nie stanął na wysokości zadania i zawodzi wszelkie pokładane w nim nadzieje.

Rządzący świadomie narażają nas na utratę zdrowia i życia i ponoszą pełną odpowiedzialność za skalę epidemii.

Pierwsze symptomy

koronakapitulacji

Już na wiosnę zeszłego roku, gdy sytuacja epidemiczna była nieporównywalnie lepsza od całkowitej zapaści, której świadkami jesteśmy obecnie, rząd Zjednoczonej Prawicy zostawił na łasce losu osoby najbardziej bezbronne i jednocześnie najbardziej narażone na ryzyko zgonu w przebiegu zarażenia koronawirusem – mieszkańców Domów Pomocy Społecznej. Przewlekle chorzy, starsi, niepełnosprawni ruchowo i umysłowo pensjonariusze godzinami czekali, aż ktoś im poda leki, nakarmi ich, przewinie czy umyje. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ograniczyło swoje działania do wydawania zaleceń i wytycznych. Personel padał ze zmęczenia, brakowało środków ochrony osobistej, a gdy stało się oczywiste, że głównym źródłem zakażenia w placówkach opiekuńczych są pracownicy świadczący pracę również w innych miejscach, np. szpitalach, rząd zarekomen- dował ograniczenie pracy do jednej placówki.

Dziś dramaty, podobne do tych, które przeżywały najsłabsze w ochronie zdrowia grupy pacjentów, są udziałem coraz większej liczby coraz młodszych chorych osób.

Pracownicy jak żywe tarcze

Dramatyczne jest też położenie pracowników, na których przerzucane są koszty kryzysu. Od początku pandemii służą za żywe tarcze, chroniące zyski przed uszczupleniem.

W obliczu przyjmującej tsunamiczne rozmiary trzeciej fali zakażeń i świadomy tego, że za połowę transmisji koronawirusa odpowiadają miejsca pracy, minister Niedzielski zaleca pracę zdalną. Jednocześnie rząd uparcie odmawia podniesienia zasiłku chorobowego, nie ukrywając przy tym, że chodzi o to, by nie „rozpuścić” pracowników. Odpowiednio nierozpuszczeni pracownicy ukrywają za to, że są chorzy, i zarażają kolejne osoby w miejscu pracy. Grunt jednak, że oczekiwania trzymane są w karbach.

„Przy odmrażaniu gospodarki mamy duszę na ramieniu”

Dziesiątkom tysięcy zgonów można było zapobiec, gdyby rząd z ratowania ludzkiego życia uczynił priorytet swoich działań.

Wymagałoby to jednak porzucenia logiki ratowania gospodarki i ochrony partykularnych interesów politycznych kosztem życia i zdrowia członków społeczeństwa. W ciągu ostatniego roku ekipa Morawieckiego zdążyła już wielokrotnie dowieść, że nie jest zdolna do myślenia kategoriami dobrostanu społeczeństwa. Ten dobrostan poświęciła w imię największych świętości kapitalizmu: prawa własności, wolnego rynku i ślepego pędu za zyskiem – wartości hołubionych nawet wtedy, gdy oznacza to zderzenie ze ścianą.

Do przedednia wybuchu trzeciej fali obowiązująca była mętna, ale mająca sprawiać pozory racjonalnej narracja drogi środka: o potrzebie zachowywania równowagi między ratowaniem życia i ratowaniem gospodarki.

Chociaż sądząc po działaniach, a nie deklaracjach, nigdy nie byliśmy ważniejsi niż gospodarka – obostrzenia luzowano pochopnie, jesienny lockdown wprowadzano bez przeko- nania, pieniądze z kolejnych antykryzysowych tarcz trafiały do kieszeni przedsiębiorców, a nie pracowników.

W miejscach pracy nie egzekwowano obowiązku zapewnienia bezpiecznych warunków świadczenia pracy, nie wzmocniono Państwowej Inspekcji Pracy, pozwolono na zapaść SANEPIDU, prywatna służba zdrowia nie była niepokojona zobowiązaniem do udostępnienia swoich zasobów do walki z pandemią, a rząd nawet nie zająknął się o możliwości udzielenia licencji przymusowych na produkcję szczepionek czy o przestawieniu produkcji w prywatnych podmiotach z niekluczowej na kluczową.

Aż w pewnym momencie karty całkowicie wyłożono na stół i od ministra zdrowia usłyszeliśmy, a część z nas zamarła z osłupienia, że rząd będzie teraz odmrażał gospodarkę z duszą na ramieniu.

W rezultacie na sumieniu rząd ma już ponad 50 tysięcy dusz. Od początku marca w ślad za wzrostem liczby przypadków zachorowań rośnie liczba zgonów. W ostatnim czasie osiąga poziom czterystu przypadków na dobę.

Poświęcono życie ludzi, bo ważniejsze było uprawianie propagandy sukcesu i wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom biznesu – akurat w przypadku tych oczekiwań rządzący pozostają w pełnej gotowości, by móc im sprostać, a wręcz prześcigają się w przypodobywaniu się kapitałowi. Odmrożeniowy optymizm uprawiali nawet szefowie resortu edukacji, opowiadając bzdury o szkolnych murach, które nie zarażają, czy rozbudzając nadzieje na rychły powrót uczniów do szkół.

Niezmiennie nieskuteczni, coraz bardziej aroganccy

Część analityków przewiduje, że szczyt zachorowań trzeciej fali przypadnie w dni świąteczne, ale już teraz sytuacja w ochronie zdrowia jest krytyczna.

Częściej chorują młodzi ludzie, dzieci i kobiety w ciąży. Karetki godzinami szukają wolnych miejsc dla ciężko chorych pacjentów – czasami zmuszone są przewozić ich na duże odległości.

W niektórych regionach zajęte są wszystkie respiratory, brakuje tlenu, ale przede wszystkim brakuje przeszkolonego personelu medycznego – lekarskiego i pielęgniarskiego, potrafiącego obsługiwać respiratory i inne urządzenia ratujące życie. Tymczasem z ust ministra Dworczyka dowiadujemy się, że o ile łóżek w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym jest dostatek, o tyle rząd nie zadbał o zatrudnienie personelu do obsługi stanowisk covidowych. Minister Dworczyk wyjaśnił przy tym, że dodatkowy personel nie został zatrud- niony, bo rząd obawiał się krytyki zatrudniania osób, którym płacono by tylko za bycie w gotowości.

Zaledwie kilka dni wcześniej senator Karczewski wyjawił, że rząd zaniechał testowania osób wracających z Wielkiej Brytanii na święta Bożego Narodzenia z bardzo podobnego powodu – w obawie przed hejtem.

Czy zatem wkrótce usłyszymy, że niezamknięcie kościołów na Wielkanoc to był błąd, ale w pełni uzasadniony troską o samopoczucie hierar- chii kościelnej i popularność obozu rządzącego? A przede wszystkim, ile warte jest ludzkie życie w ocenie osób snujących tego rodzaju rozważania?

Ile jeszcze osób zapłaci najwyższą cenę za błędy niekompetentnych, wyrachowanych i cynicznych klaunów?

Agnieszka Kaleta

Tags:

Category: Gazeta - kwiecień 2021

Comments are closed.