W cieniu nuklearnej apokalipsy

| 1 września 2019
Okładka książki Kate Brown „Czarnobyl. Instrukcje przetrwania”.

Gdy władze polskie zapowiadają budowę sześciu reaktorów atomowych we współpracy z amerykańskim biznesem, warto przeczytać książkę Kate Brown „Czarnobyl. Instrukcje przetrwania” pisze Filip Ilkowski.

Książka naprawdę robi wrażenie, będąc owocem wieloletniej pracy autorki. Brown przeprowadziła prawdziwie benedyktyńską kwe-rendę dokumentów dotyczących efektów katastrofy w 1986 r., pism i raportów na każdym możliwym poziomie.

Jednocześnie przeprowadziła szereg wywiadów, docierając do bohaterów tamtych wydarzeń w zakładach produkcyjnych, instytutach badawczych, skażonych wsiach, lasach i bagnach. Do ówczesnych decydentów, ale także lekarzy i naukowców próbujących na własną dociec faktycznej skali katastrofy. W końcu do tzw. „zwykłych ludzi”, będących jej ofiarami, żyjących – według słów autorki – w post-apokaliptycznym cieniu.

Tuszowanie

Obraz, który wyłania się z książki, to systematyczna i trwająca latami próba tuszowania skutków czarno-bylskiego wybuchu. Faktyczne złoż- enie w ofierze interesów ekono-micznych i politycznych tysięcy, setek tysięcy, milionów ludzi. No, właśnie… tak naprawdę nie wiemy ilu. Jak pisze autorka, do wielkoskalowych i wielo-letnich badań nigdy nie doszło, co samo w sobie jest wymowne. Brown podaje liczbę 4,5 mln ludzi bez-pośrednio dotkniętych katastrofą, ale prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, ilu z nich i ilu innych oraz jakie dokładnie konsekwencje ponieśli.

Co warto podkreślić, w książce nieobecny jest typ narracji w stylu „bo to komuna” czy „bo to Ruscy”. Oczy-wiście władze na różnych szczeblach ZSRR, z niechlubnym udziałem części czołowych fizyków jądrowych (na czele z Jurijem Izraelem, późniejszym do-radcą Putina negującym zmiany klimatyczne), okłamywały ludność i narażały ją na utratę zdrowia i przed-wczesną śmierć.

Jednak logika ich działania nie była wyjątkowa. Jak pisze autorka: „Ktokol-wiek mówił, że przywódcy sowieccy to nie kapitaliści, był w błędzie. Jak szefowie przedsiębiorstw na całym świecie, i oni przekładali produkcję nad bezpieczeństwo. Zamiast zabezpie-czyć miejsce katastrofy, odizolować je, by najsilniejsze izotopy uległy rozpadowi w ciągu kilku miesięcy czy lat, przepchnęli plan, zgodnie z którym elektrownia w Czarnobylu miała w jak najkrótszym czasie zostać przywró-cona do pełnych zdolności produk- cyjnych.”

Ta chęć minimalizacji strat w produkcji prowadziła do stałego podnoszenia oficjalnie „bezpiecznych” dawek promieniowania, rozprzestrze-niania się radioaktywnych cząstek w żywności i odzieży. Rozdział dotyczący produkcji napromieniowanej wełny jest jednym z najlepszych w całej książce.

Rola „Zachodu”

Brown ukazuje przy tym, że w zorganizowanej kampanii pomniej-szania skali problemu aktywnie uczestniczyli także przedstawiciele „Zachodu”, na czele z agendami ONZ. Hans Blix, dyrektor generalny Między-narodowej Agencji Energii Atomowej (który później zasłynął dawaniem alibi dla ataku na Irak w 2003 r.) chwalił więc władze ZSRR za skuteczne działania.

Na pozór może wydać się to dziwne, ale wcale takie nie jest. Czołowe państwa zachodnie także były jądrowymi potęgami, które w dodatku miały rosnący problem z pozwami sądowymi związanymi z własną działalnością – główne test-ami z bronią jądrową. Nie zapom- nijmy, że Francja takie testy prowadziła w swoich koloniach na Pacyfiku jeszcze w 1996 r.

Także promocja „absolutnie bezpiecznej” energii atomowej, „zbyt taniej, by instalować liczniki”, jak wyraził się w 1954 r. szef amery-kańskiej Komisji Energii Atomowej, ściśle wiązała się z czasami zimnej wojny. Departament Energii USA nie życzył sobie rozwoju badań nad skutkami Czarnobyla, bo wprost prowadzić mogły do niewygodnych pytań także pod jego adresem. Wydał więc okólnik nakazujący, aby wszelkie badania sponsorowane przez rząd USA dotyczące tych skutków odbywały się wyłącznie za jego pośrednictwem.

Amerykańscy przedstawiciele w ONZ stale głosowali za ograniczeniem międzynarodowych badań dotyczą-cych skutków katastrofy. Jednocześnie Komisja Nadzoru Jądrowego USA oficjalnie uznała, że w Stanach Zjednoczonych nigdy nie mogłoby dojść do katastrofy w stylu czarno-bylskim. Jeden z pięciu członków komisji miał inne zdanie na ten temat – i przestał być jej członkiem, gdy tylko próbował wszcząć w tej sprawie wewnętrzną dyskusję.

Bohaterki i bohaterowie

Wiara w pomoc ze strony zachod-nich agencji była jedną z tragedii wielu odważnych ludzi, starających się ujawnić prawdę o konsekwencjach katastrofy. Takich jak fizyczka z Kijowa Natalia Łozycka, która na konferencji w Kijowie w 1988 r., przebrana za sprzą-taczkę, próbowała przekazać doku- mentację własnych badań na temat tragicznych skutków poczarnobyl-skiego skażenia radioaktywnego u dzieci.

Niestety jednak zagraniczni uczestnicy tej konferencji z USA i Francji, zaangażowani w programy atomowe we własnych państwach, mieli już za sobą równie kompromi-tujące historie tuszowania ich skutków, co radzieccy gospodarze.

Bohaterek i bohaterów w książce jest zresztą więcej. Głównie to zastraszani i marginalizowani lekarze i naukowcy, wytrwale robiący swoje wbrew aparatowi polityczno-gospodarczemu. Choć także na wyższych szczeblach władzy, na Ukrainie i Białorusi, zdarzali się ludzie zachowujący jakiś poziom przyzwoitości, próbując opierać się najbardziej krańcowym dyspozycjom z Moskwy. Nawet w KGB.

Oczywiście w niczym nie umniej-sza to odpowiedzialności państwa za uruchomienie tuszującej machiny propagandowej. Pomimo intensyw-nych działań mających utrudniać zdobywanie wiedzy o skutkach katastrofy prawda sączyła się jednak przez szczeliny oficjalnej skorupy narzuconego przekazu.

Raporty o dolegliwościach

Jak pisze autorka, opatrując wszystko szczegółowymi przypisami: „Raporty o nieokreślonych, szeroko rozpowszechnionych i chronicznych dolegliwościach, o problemach roz-rodczych, o raptownych wzrostach zachorowalności na nowotwory są jak głosy płaczek unoszące się nad ziemiami skażonymi opadem z Czarnobyla. Ujmując to jak najprościej: na terenach skażonych chorowała większość dorosłych, a zwłaszcza chorowały dzieci. Mieszkańcy cierpieli na chroniczne dolegliwości, wielu dotknęło po kilka chorób naraz. Znacznie wzrosła liczba niemowląt umierających zaraz po narodzeniu lub przychodzących na świat z wadami wrodzonymi. Kobietom znacznie trudniej było zajść w ciążę i donosić płód do terminu. Mężczyźni w milczeniu żyli z impotencją. Wciąż trwały, a nawet znacznie zaostrzały się problemy ze skażoną żywnością. Testy wykazały, że ludzie wchłonęli szeroką gamę radionuklidów, niektórzy w takich ilościach, że ich ciała należało kwali-fikować jako odpady radioaktywne”.

W tym kontekście szczególnie wymowny przedstawiony w innym miejscu obraz okręgu równieńskiego na Ukrainie, który przez trzy lata po katastrofie uznawano oficjalnie za nieskażony. Mieszkańcy po dawnemu mieli więc żyć i spożywać lokalną żywność. Na 10 tysięcy dzieci przypadało tam 1,2 pediatry, a szpital dziecięcy składał się z dwóch izb w wiejskiej chacie, ogrzewanej kozą.

W 1988 r. okazało się, że liczba guzów nowotworowych wśród dzieci była tam nawet 20-krotnie wyższa niż na tych obszarach, gdzie dostarczano nieskażoną żywność i wysyłano dzieci na wakacje poza skażony obszar. Na wsiach w tym obwodzie 82% mieszkańców umierało w domach.

Wyobrażając sobie, jak „wyglą-dało zdiagnozowanie rzadkiego u dzieci nowotworu w sypiącej się, dwuizbowej chacie szachulcowej, w której mieścił się oddział pediat-ryczny, tam na północy obwodu równieńskiego”, autorka konstatuje, że „wiele przypadków śmierci na nowotwory, poronień, wad wrod-zonych i innych chorób z lat 1986-1990” nie zostało tam w ogóle odnotowanych. A to przecież tylko jeden z przykładów.

Ludzie na Polesiu do dziś zbierają radioaktywne jagody. Za te bardziej radioaktywne w skupie płaci się mniej, bo trzeba je wymieszać z mniej napromieniowanymi. Jak pisze Brown, „wtedy można legalnie sprze-dać jagody do Polski, skąd wejdą na rynek Unii Europejskiej, nawet jeśli pojedyncze owoce trzykrotnie prze-kraczały dopuszczalne normy radio- aktywności”. Nie jest to główny powód, dla którego należy przeczytać tę książkę, ale być może i on kogoś przekona.

Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że to przecież nigdy, przenigdy nie może się powtórzyć. A gdyby nawet, to przecież w Polsce nasi rządzący nigdy, przenigdy nie uruchomiliby podobnej machiny uspokajającego kłamstwa, składając maluczkich w ofierze interesu ekonomicznego i będącej zawsze na podorędziu, niezawodnej w takich momentach „racji stanu”.

Kate Brown

Czarnobyl. Instrukcje przetrwania.

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019

Category: Gazeta - wrzesień 2019

Comments are closed.

WEEKEND ANTYKAPITALIZMU 2019

Plakat – Weekend Antykapitalizmu 2019
Weekend Antykapitalizmu 2019 – 31 maja–2 czerwca Warszawa
Wydarzenie na Facebooku – "Weź udział" i zaproś znajomych!

Dość rasizmu i faszyzmu! 16.03.2019

Plakat - demonstracja antyrasistowska 16 marca 2019
Demonstracja antyrasistowska w związku z Międzynarodowym Dniu Walki z Rasizmem – sob. 16 marca 2019, godz. 12.00, Pomnik Kopernika, Warszawa.
Wydarzenie na Facebooku gdzie znajdziesz info nt. demonstracji również w innych miastach

CZARNY PIĄTEK – Przeciw barbarzyńskiej ustawie

Czarny Piątek 23.03.2018
Wielki protest przeciw ustawie antyaborcyjnej
Wydarzenie na Facebooku

DZIEŃ SPOTKAŃ Z OKAZJI 100. ROCZNICY REWOLUCJI PAŹDZIERNIKOWEJ

 Wiec w Zakładach Putiłowskich w 1917 r.

Pracownicza Demokracja zaprasza na spotkania – – sobota, 4 listopada 2017 w Warszawie g. 15.00-19.00

Wydarzenie na Facebooku