Zgromadzenie Parlamentarne NATO w Warszawie – NATO zawsze są pieniądze

| 1 czerwca 2018
Jakże symboliczny obraz. W Sejmie osoby z niepełnosprawnością odgrodzeni od  VIP-ów natowskich wielką kotarą.

Jakże symboliczny obraz. W Sejmie osoby z niepełnosprawnością odgrodzeni od
VIP-ów natowskich wielką kotarą.

Natowskie miliardy, polski prymus

W dniach 25-28 maja odbyło się w Warszawie Zgromadzenie Parlamen-tarne NATO. Odbywało się ono w cieniu trwającego do 27 maja sejmowego protestu osób z nie- pełnosprawnością i ich rodzin – odgrodzonych ze względu na natowską imprezę wielką kotarą.

Obraz ten można uznać za symboliczny. Z jednej strony zepchnięci do kąta protestujący, domagający się marnych 500 zł zasiłku rehabilita-cyjnego, z drugiej największa machina zbrojeniowa świata, odpowiadająca za większość wydatków militarnych na Ziemi, i jej zadowolony polski prymus z dumą zapowiadający dalsze ogromne wydatki na ten cel. Jeśli ktoś naiwnie myślał, że zjeżdżający do Warszawy natowscy politycy pomogą w spełnieniu postulatów protestujących, dostał odpowiedź od przewodniczącego ZP NATO Paolo Alliego: „Jestem przekonany, że polski rząd jak i parlament, odnajdą najlepsze rozwiązanie tego problemu”.

Według najnowszych danych Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) z maja 2018 r., w ubiegłym roku światowe wydatki zbrojeniowe były naj-wyższe od końca zimnej wojny i wyniosły 1789 miliardów dolarów. Ponad połowa z tych wydatków ($900 mld) przypadała na państwa NATO. Z tego $610 mld wydawało jedno tylko państwo – Stany Zjednoczone, co stanowiło ok. 35% wszystkich wydatków zbrojeniowych świata. Dodajmy, że w tym roku będą one jeszcze znacząco wyższe, gdyż rządzący USA Donald Trump posta-nowił skokowo wydatki zbroje-niowe zwiększyć, do ok. $700 mld.

Polscy oficjele występujący na natowskiej imprezie uznawali jednak, że to jeszcze za mało. Prezydent Andrzej Duda w swoim wystąpieniu nie tylko mówił więc o konieczności ścisłej współpracy z USA i dalszego rozszerzania NATO (o Gruzję i Ukrainę), ale i „o zapewnieniu bardziej sprawiedliwego podziału kosztów bezpieczeństwa pomiędzy Europą a USA”, czyli o zwiększaniu wydatków zbrojeniowych w państwach europej-skich. Jak mówił: „Jako przedstawiciel kraju, któremu ogromnie zależy na umacnianiu relacji transatlantyckich, ufam, że będą państwo o tej kwestii pamiętali, uczestnicząc w debatach o budżetach obronnych w swoich parlamentach”.

Morawiecki się chwali

Natomiast Mateusz Morawiecki wprost chwalił się polskimi wydatkami zbroje-niowymi. „Jako szósta największa gospodarka Unii Europejskiej podej-mujemy drugi największy wysiłek, jeśli chodzi o wydatki na zbrojenia, jako procent PKB – według metodologii NATO” – mówił polski premier-bankier. Dodając, że „w grupie dziesięciu największych gospodarek UE wyprzed-za nas tylko Wielka Brytania, a gdy opuści ona UE, będziemy pierwsi w tym rankingu”.

Morawiecki nie był do końca ścisły, bo według danych natowskich w 2017 r. Polskę w tym rankingu wyprzedzała jeszcze Grecja i (nieznacznie) Estonia. Nie zmienia to faktu, że udział wydatków militarnych w PKB jest jednym z bardzo niewielu wskaźników, w którym Polska jest w czołówce świata zachodniego. A przecież mają one jeszcze wzrosnąć! Zgodnie z planami rządu z dzisiejszych 2% do 2,5% PKB do 2030 r. – co dziś oznaczałoby wyprzedzenie Grecji i drugie miejsce w całym NATO po USA.

Nie były to jedyne elementy wystąpień polskich polityków. Morawiecki zapewnił także innych natowskich polityków, że „stoimy z wami ramię w ramię, przede wszystkim w Afganis-tanie, w Iraku i na Morzu Śródziemnym”. O „wzroście świ-adomości sojuszniczej na Morzu Śródziemnym” i „koniecz-ności monitorowania szlaków prze-rzutu nielegalnych imigrantów” mówił także Duda.

Nie przypadkiem w natowskiej brał udział dyrektor wykonawczy Euro-pejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex) Fabrice Leggeri, mówiący o zapewnianiu bezpieczeń-stwa granic i koordynacji działań w tej kwestii prowadzonych przez Frontex, jak i w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony Unii Euro-pejskiej.

Tylko przez pierwsze pięć miesięcy tego roku, ta unijno-natowska „koordy-nacja działań” przeciw migrantom oznaczała, że w Morzu Śródziemnym utonęło 660 osób. W dodatku do 7689 ofiar od lutego 2016 r., gdy NATO formalnie włączyło się w patrolowanie tego morza w ramach walki z „kryzysem migracyjnym”.

Rosja jako pretekst

Nie jest zaskoczeniem, że w wypo-wiedziach polskich polityków poczesne miejsce zajęło zagrożenie ze strony Rosji – objawiające się na wszelkie możliwe sposoby. Nie od dziś rosyjski imperializm jest pretekstem do wzmoc-nienia dużo silniejszego imperializmu USA i szerzej świata zachodniego, ucieleśnianego w dużej mierze przez NATO.

I nie od dziś polscy politycy stoją tu na czele chóru, domagając się na tej podstawie choćby – jako po raz kolejny uczynił Duda – stałych baz amery-kańskich w Polsce. „Moskwa nie pogodziła się z upadkiem imperialnego Związku Radzieckiego” – stwierdził także polski prezydent. Zapewne. Stany Zjednoczone jednak także nie godzą się z jakimkolwiek podważaniem własnej „imperialnej” hegemonii na całym świecie, z wszystkimi tragicznymi skut-kami działań w jej obronie. Wspomnijmy tylko Afganistan i Irak, gdzie przecież od lat, jak rzekł premier, „stoimy ramię w ramię”… haniebnie przyczyniając się do katastrofy humanitarnej w tych państwach.

Natomiast przy wszystkich ambic-jach imperialistycznych Rosji, w ubiegłym roku państwo to istotnie ograniczyło własny budżet militarny, który spadł aż o blisko $14 mld, czyli niemal jedną piątą, do $66,3 mld. Wciąż było to 4,3% rosyjskiego PKB prze-znaczone na cele wojskowe, świa- dectwo istotnego znaczenia tego sektora w rosyjskiej gospodarce i polityce, ale już nie 5,5% wydawane rok wcześniej.

Co ciekawe, Rosja ponownie, po rocznej przerwie, wydawała na „obronę narodową” mniej niż Arabia Saudyjska ($69,4 mld) i tylko nieznacznie więcej niż Indie ($63,9 mld) i Francja ($59,8 mld). Nie trzeba być więc fanem konserwatywno-neoliberalnego autorytaryzmu Putina, by widzieć, że Rosja gra w innej lidze imperializmów niż USA. Wizja jej „zagrożenia” jest niewątpliwie realna dla ofiar rosyjskich bombardowań w Syrii, ale w Polsce stanowi tanią fantastykę uprawianą dla potrzeb rodzimych militarystów.

Na bogato!

Oczywiście ze strony rządzących nie usłyszymy wiele o rosyjskich cięciach, bo trudniej byłoby wtedy przekonać społeczeństwo do dalszych kosztow-nych planów zbrojeń i wyjaśnić narastającą służalczość wobec USA. Jeśli bowiem ktoś myślał, że władze polskie przekroczyły już na tym polu wszelkie granice, to się mylił.

28 maja, czyli w ostatnim dniu natowskiego Zgromadzenia i dzień po zawieszeniu protestu osób z niepełno-sprawnością i ich rodzin, Rzecz- pospolita ujawniła, że MON przekazało USA dokument pod nazwą: „Propozycja stałej amerykańskiej obecności w Polsce”. Strona polska proponuje w nim „wnieść wkład w wysokości $1,5-2 mld na pokrycie kosztów ułatwienia stacjo-nowania jednego amerykańskiego oddziału pancernego lub równoważ-nych sił w Polsce”.

Można by rzec, na bogato! Nie zapomnijmy o tym, gdy rząd po raz kolejny będzie chciał nam wmówić, że nie ma pieniędzy dla potrzebujących.

Filip Ilkowski

Category: Gazeta - czerwiec 2018

Comments are closed.