Media kontra związki zawodowe

| 1 października 2013

tytul.rozsadek.lamistrajkow.z.znp.19.09.2013

Ideami panującymi każdego okresu były zawsze tylko idee klasy panującej. Ten cytat z “Manifestu Komunistycznego” cały czas jest aktualny, mimo iż został napisany w czasach, w których nie istniały mass media. Klasa panująca, poprzez telewizję, prasę i internet, które kontroluje, chce nas przekonać, iż na jakąkolwiek poważną działalność związkową w nowoczesnym społeczeństwie nie ma już miejsca.  

Już od dawna związek zawodowy utożsamiany jest  z “roszczeniowością”, “warcholstwem” i “nieróbstwem”, a  nie z organizacją walczącą o prawa pracownicze.  W Polskim dyskursie politycznym  słowo “związkowiec” jest nacechowane pogardą,  zupełnie takim jak “aborcja” (lub też “morderstwo na nienarodzonych dzieciach”), czy “chłop” (lub też “wieśniak”) .  Takie przekonanie chcą nam wpoić już od ponad dwudziestu lat media.

NSZZ  “Solidarność” z lat osiemdziesiątych, jest traktowana jako mistyczna siła, która uwolniła Polskę od komunizmu. W 1989 roku jej rola się definitywnie  skończyła,  a  walka o warunki pracy jest po prostu anachronizmem, bo robotnicy muszą zrozumieć nową rzeczywistość. Amerykański socjolog David Ost w swojej książce Klęska Solidarności pisze o artykule prasowym o niewielkim strajku górników, opublikowanym w styczniu w 1990 w  Gazecie Wyborczej, zaledwie kilka miesięcy po wprowadzeniu planu Balcerowicza. W bardzo ostrym tonie autor – Grzegorz Górny – zaatakował górników jako bandę nieudaczników, którzy śmieli zastrajkować w “wolnej Polsce”. Artykuł jest symboliczny, dobrze też oddaje sprzeczność interesów klasy panującej a  pracownikami.

Lata neoliberalnej indoktrynacji ugruntowały także przekonanie, iż związki zawodowe stoją na drodze do postępu – gdyby nie ich destrukcyjne działanie, już dawno Polska byłaby bogatym krajem . Aby utrwalić właśnie taki obraz, media z chęcią nawiązują do palenia opon na demonstracjach jako jedynej działalności związkowców. Dziennikarze z rozkoszą piszą też o rzekomych, kosmicznych pensjach etatowych związkowców.

14 września w Warszawie odbyła się największa demonstracja związkowa w ostatnich trzydziestu latach. Połączyła ona trzy największe centrale związkowe: Solidarność, OPZZ i FZZ. Na ulicach Warszawy pojawiło się 200 tysięcy pracowników.  Z tym wydarzeniem zupełnie nie mogły poradzić sobie media. Z jednej strony demonstracja jest wyrazem demokratycznego ustroju, którym media tak często się chełpią, a z drugiej to przecież związkowcy-zadymiarze, którzy chcą burdy w stolicy.

Jakże rozczarowani byli neoliberalni dziennikarze, którzy nie doczekali się “związkowej awantury”.  Dlatego też warszawską demonstrację media chciały jak najbardziej zdyskredytować: “Czy szef Solidarności Piotr Duda wierzy, że jakikolwiek rząd przywróci wcześniejsze emerytury, narażając Polskę na bankructwo, a wielu jej mieszkańców na skok w nędzę? Czy sądzi, że głosząc, iż doprowadzi rząd do upadku, wzmacnia swoja pozycję negocjacyjną? Wątpię. W tej akcji Dudzie chodzi o to, by błysnąć własną siłą, a nie uzyskać coś dla pracowników Stawką jest to, by niczym celebryta zbierał poklask,” ( Nie wiedzą o co walczyć, Gazeta Wyborcza, 14-15 września ).

Przekaz jest prosty: w demonstracji brała udział tylko bezmyślna tłuszcza dowodzona przez lidera- celebrytę, który w dodatku nie zna się na ekonomii, a w najlepszym przypadku jest bardzo naiwny. Bo przecież żelazne zasady gospodarki  rynkowej rozumieją tylko doradcy instytucji finansowych, które potrzebowały pomocy państwa w 2008 roku. Związkowcy przecież powinni walczyć o przedłużony wiek emerytalny do 70 roku życia, i bardziej elastyczny kodeks pracy.

Nie dziwi też zupełnie reakcja Gazety Wyborczej na wezwanie ZNP do powrotu do Komisji Trójstronnej (raczej “komisji dwustronnej”: rząd z pracodawcami kontra związki). Sławomir Broniarz, szef związku, stał się bohaterem dnia (Rozsądek “łamistrajków” z ZNP, 19 września).

Gazeta Wyborcza, TVN, Polsat, Rzeczpospolita, W Sieci, to tytuły kontrolowane przez kapitał. Zależne od reklamodawców, powiązane z funduszami emerytalnymi, bankami, korporacjami, które z założenia są przeciwko związkom zawodowym. Niekiedy ciepłe słowa o związkach zawodowych wypowiadane przez prawicowych dziennikarzy stanowią tylko element wyrachowania politycznego, w myśl zasady: “wrogowie naszych wrogów, są naszymi przyjaciółmi”. Zupełnie z tych samym pobudek Margaret Thatcher i Ronald Reagan – tępiący związki we własnych krajach – tak żarliwie “poparli” pierwszą “Solidarność”.

Maciej Bancarzewski

Category: Gazeta - październik 2013

Comments are closed.