Rewolucja egipska ? 18 dni, które wstrząsnęły światem

| 25 stycznia 2021

Rewolucja w Egipcie, która wybuchła w 2011 roku, obaliła brutalnego dyktatora i dała przedsmak tego, jak może wyglądać inny sposób organizacji społeczeństwa. Egipski rewolucjonista Hossam el-Hamalawy opowiada historię tego buntu i wskazuje lekcję, jaka płynie z tamtych wydarzeń dla uczestników dzisiejszych walk

Dziesięć lat temu miliony Egipcjan wyszły na ulice w rewolucyjnym zrywie przeciwko ówczesnemu dyktatorowi. Powstanie trwało 18 dni i zmusiło Hosniego Mubaraka do ustąpienia.

Mubarak rządził żelazną ręką przez około trzy dekady, a okoliczności jego odejścia są warte upamiętnienia.

Rewolucja w Egipcie była w dużej mierze przedstawiana w mediach jako bunt obeznanej w technologiach internetowych młodzieży, która wykorzystała media społecznościowe i smartfony do przeprowadzenia nagłej rewolty. Ta oczywista nieprawda pasowała do poglądów niektórych grup w samym Egipcie i poza nim.

Taka wersja odpowiadała egipskiej klasie średniej, która ucierpiała z powodu neoliberalnych reform Mubaraka. Chciała ona ograniczonego w swoim zasięgu buntu, który przyniesie zmianę przywódcy reżimu i da szansę na pewne liberalne reformy polityczne, które zapewnią tej klasie większy wpływ na sposób rządzenia krajem.

Taka wersja odpowiadała także generałom armii egipskiej, którzy byli zaszokowani rewoltą. Mieli nadzieję na szybkie zakończenie niepokojów na ulicach i kosmetyczne zmiany polityczne.

Chodziło im o zmiany, które nie zagrażały istniejącym strukturom władzy ani przywilejom instytucji wojskowych.

Taka wersja odpowiadała wreszcie zachodnim sojusznikom egipskiego reżimu, którzy przez trzy dekady zbroili i finansowali Mubaraka.

Postrzegali oni go jako gwaranta stabilności w regionie, ciągłości dostaw ropy oraz bezpieczeństwa Izraela i Kanału Sueskiego. Zachodnie mocarstwa imperialne obawiały się, że radykalna zmiana w najbardziej zaludnionym kraju arabskim może zagrozić ich interesom.

Rzeczywistość odbiegała jednak od wizji rewolucji, która wybuchła na Facebooku.

Wydarzenia ze stycznia 2011 r. były zwieńczeniem całej dekady walk. Zaczęły się od protestów solidarnościowych z Palestyńczykami jesienią 2000 roku.

Ruch ożywił politykę ulicy i uzyskał ograniczoną siłę oddziaływania, której do tej pory nie miał i którą mógł wykorzystać do organizowania się przeciwko reżimowi.

Po trzech latach nieustającej mobilizacji ruchy solidarności z Palestyną i przeciwko wojnie z Irakiem przeobraziły się w ruch Kefaja, co po arabsku znaczy ?dość?. Jego działania wymierzone były w Mubaraka oraz jego plany przekazania władzy synowi Gamalowi.

Protesty ruchu Kefaja nie liczyły więcej niż kilka tysięcy uczestników, ale elektryzowały cały kraj. Dużym wsparciem były kanały telewizji satelitarnej, które docierały ze sloganami i przesłaniem do sporych grup ludności Egiptu i poza jego granicami.

Jedną z sił, która odpowiadała za stopniową erozję wpływów Mubaraka w społeczeństwie, byli egipscy pracownicy. To oni dźwigali ciężar neoliberalnych reform realizowanych przez Mubaraka oraz współpracowników i pomagierów jego syna.

W grudniu 2006 r. kilka tysięcy kobiet z miasta Mahalla w Delcie Nilu, gdzie mieściła się największa fabryka włókiennicza na Bliskim Wschodzie, podjęło strajk, domagając się podwyżek. Kobiety wezwały do udziału swoich kolegów.

Spowodowało to zatrzymanie całego zakładu i zmusiło rząd do ustępstw, co wywołało falę masowych strajków w innych zakładach włókienniczych, a potem praktycznie we wszystkich sektorach przemysłu i usług w całym kraju.

Masowe strajki fabryczne szybko przerodziły się w lokalne powstania na ulicach miasta Mahalla, a później także w innych mniejszych miastach na północy kraju. Rolnicy zaczęli ścierać się z siłami policji w walkach o ziemię. Codziennie dochodziło do protestów biedoty miejskiej w stolicy i na prowincji przeciwko problemom mieszkaniowym. Zamieszki przeciwko brutalności policji doprowadziły do powstania aktywnego ruchu na rzecz praw człowieka.

Chrześcijańska mniejszość koptyjska zorganizowała serię masowych demonstracji przeciwko przemocy na tle religijnym i zażądała zaprzestania dyskryminacji.

W przededniu wydarzeń ze stycznia 2011 r. Egipt był klasycznym przykładem miejsca, w którym narodziła się ? używając słów Lenina ? ?sytuacja rewolucyjna?. 

Według Lenina taka sytuacja następuje, kiedy istnieje ?niemożliwość utrzymania przez klasy panujące swego panowania w niezmienionej formie; taki lub inny kryzys ?gór?, kryzys polityki klasy panującej, stwarzający szczelinę, przez którą przedziera się niezadowolenie i oburzenie klas uciskanych. Aby nastąpiła rewolucja, zazwyczaj nie wystarczy, by ?doły nie chciały?, trzeba jeszcze, by ?góry nie mogły? żyć po staremu.?

Strach przed Mubarakiem i jego policją praktycznie zniknął. Tortury i zabójstwo młodego człowieka z klasy średniej, Chaleda Saida, były iskrą zapalną, która wznieciła powstanie.

Gdyby zabójstwo to wydarzyło się w 2000 czy nawet 2007 r., do buntu by nie doszło. Już wtedy machina przemocy Mubaraka niemal codziennie produkowała rannych i zabitych.

Dopiero po dziesięciu latach narastającego sprzeciwu i gniewu lud egipski zdobył się na odwagę, by stanąć do walki z reżimem i jego aparatem bezpieczeństwa. Uczynił to 25 stycznia, w Narodowy Dzień Policji.

Podczas trwającego 18 dni powstania do bohaterskich starć doszło na placu Tahrir. Obrazy z tych wydarzeń obiegły świat. Jednak mimo heroizmu na placach to w dużej mierze fabryki doprowadziły do upadku dyktatora.

Protesty, które rozpoczęły się na placu Tahrir, szybko przeniosły się do miejsc pracy. Zastrajkowały wszystkie branże. Junta wojskowa musiała szybko pozbyć się Mubaraka, aby nie dopuścić do upadku całego reżimu.

Obalenie Mubaraka wystarczyło, by chwilowo zakończyć protesty na ulicach. Jednak strajki pracowników fabrycznych i urzędników ministerialnych dopiero się zaczynały.

Towarzyszyły im te same żądania ? bezpieczeństwa pracy, niezależnych związków zawodowych oraz pociągnięcia do odpowiedzialności skorumpowanych szefów z rządzącej Partii Narodowo-Demokratycznej Mubaraka.

Junta wojskowa potępiła strajki, ale podobnie zachowała się część rewolucjonistów.

Strajki uznano za ?samolubne?, choć przecież były one ucieleśnieniem haseł walki o sprawiedliwość społeczną podnoszonych podczas protestów na placu Tahrir.

Ponieważ nie istniała prawdziwa masowa partia rewolucyjna, która mogłaby przewodzić fali strajków, rewolucja została zdominowana przez reformistyczną opozycję, która uprawiała politykę skupioną na podziale laickość/ islamizm zamiast na polaryzacji klasowej.

Wykorzystali to członkowie reżimu Mubaraka, którzy przywdziali rewolucyjny kostium przeciwników islamistów głównego nurtu (Bractwa Muzułmańskiego) i salafitów.

W ciągu pierwszych dwóch lat rewolucji generałowie chętnie sprzymierzali się z islamistami, którzy obiecali zakończyć bunt na ulicach i zapewnić wojskowym udział w torcie. Jednak sojusz ten zaczął się chwiać, gdy stało się jasne, że Bractwo Muzułmańskie nie potrafi ani przejąć kontroli nad tym buntem, ani go zakończyć.

Wojsko potajemnie zwróciło się do świeckiej części opozycji (lewicy, arabskich nacjonalistów i liberałów) oraz zapewniło wsparcie dla zamachu stanu, który miał miejsce w lipcu 2013 r. i po którym doszło do największych masakr we współczesnej historii Egiptu ? wśród wiwatów egipskiej lewicy.

Kontrrewolucję odbywającą się pod kierownictwem generała al-Sisiego okrzyknięto wtedy ?wojną z religijnym faszyzmem?. Kwestią czasu było, nim al-Sisi wyeliminuje islamistów oraz zwróci się przeciwko lewicy i liberałom.

Sytuacja panująca obecnie w Egipcie, dziesięć lat po powstaniu, jest przygnębiająca. W więzieniach przebywa około 60 tys. więźniów politycznych różnych orientacji, w tym socjalistów. Wszystkie niezależne związki zawodowe zostały zmiażdżone.

Młodzieżowe ruchy i partie polityczne zostały albo zaanektowane, albo rozbite, albo sparaliżowane.

Od czasu do czasu wybuchają dzikie strajki, a także sporadyczne wystąpienia przeciwko wyburzeniom domów. Jednocześnie egipskie służby bezpieczeństwa, przy poparciu Zachodu, prowadzą brudną wojnę ze społeczeństwem pod pretekstem walki z terroryzmem.

Przyspieszone egzekucje, aresztowania rodzin podejrzanych, tortury ? wszystko to znów stało się częścią zwykłej codzienności.

Kontrrewolucje nie są jedynie próbami powrotu do poprzedniego stanu ? powodują one cofnięcie się społeczeństwa w rozwoju na wszystkich poziomach i polach.

Gdy twierdzimy, że w przyszłości nastąpi kolejna rewolucja w Egipcie, to nie przemawia przez nas jedynie myślenie życzeniowe. Żądania leżące u podstaw buntu z 2011 r. (chleba, wolności i sprawiedliwości społecznej) nie zostały spełnione, a dyktatura wojskowa nie potrafi rozwiązać problemów strukturalnych. Polityka al-Sisiego tylko pogarsza sytuację.

Jednak rewolucja nie wybuchnie po prostu z powodu cierpienia ludzi lub w wyniku złej sytuacji gospodarczej. Musi pojawić się nadzieja, że jeśli społeczeństwo egipskie zdecyduje się stanąć do walki z reżimem, odniesie zwycięstwo.

Odzyskanie wiary w skuteczność oddolnych wysiłków wymaga czasu, a być może również serii pomniejszych walk, które z czasem połączą się i wywołają efekt kuli śnieżnej.

Temu muszą jednak towarzyszyć próby odbudowy organizacji, które mogłyby podtrzymać mobilizację ? niezależnych związków zawodowych i partii rewolucyjnych.

Otrząśnięcie się po klęsce nie potrwa krótko, ale następnym razem będziemy lepiej przygotowani i mądrzejsi o wnioski, które udało nam się wyciągnąć.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - luty 2021

Comments are closed.