Ebola: kryzys stworzony przez kapitalizm

| 1 czerwca 2026
Maj, 2026 r. Bunia, stolica prowincji Ituri, Demokratyczna Republika Konga. Pracownicy Czerwonego Krzyża przygotowują się do opuszczenia trumny dr. Tibenderany Katho Blaise’a, który zmarł na Ebolę podczas walki z epidemią.
Maj, 2026 r. Bunia, stolica prowincji Ituri, Demokratyczna Republika Konga. Pracownicy Czerwonego Krzyża przygotowują się do opuszczenia trumny dr. Tibenderany Katho Blaise’a, który zmarł na Ebolę podczas walki z epidemią.

Demokratyczna Republika Konga po raz kolejny jest nawiedzana przez falę wirusa Eboli. Umarły już setki, a kolejne miliony są zagrożone w miarę jak infekcja się rozprzestrzenia się w Afryce Środkowej. Yuri Prasad bada sposoby w które imperializm i pościg za zyskiem ugruntowały drogę dla nowej epidemii

Dla Demokratycznej Republiki Konga (DRK), w sercu Afryki Środkowej, duże zasoby cennych surowców – takich jak kobalt, koltan i złoto – historycznie były przekleństwem.

Globalny wyścig, by zdobyć kontrolę nad zasobami tego państwa, doprowadził do niektórych spośród największych horrorów w historii kolonializmu i imperializmu.

Zaczynając od belgijskich morderstw i okaleczeń milionów pracowników zmuszonych do produkcji gumy na przełomie XIX i XX wieku, kończąc na sponsorowaniu dalej trwającej wojny domowej, DRK uległo spustoszeniu.

Dzisiaj kolejne nieszczęście rozprzestrzenia się w kraju i dalej do jego sąsiadów. DRK jest epicentrum nowej fali śmiercionośnego wirusa Eboli.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wydała oświadczenie, że do 15 maja miało miejsce 139 podej- rzanych zgonów i 600 przypadków zachorowań. Ale liczby szybko idą w górę.

Możliwe, że dokładna liczba śmierci nigdy nie będzie znana, ponieważ systemy stworzone, by alarmować publiczne organizacje opieki zdrowotnej praktycznie się zawaliły.

Komentujący opisują infekcję w sposoby sugerujące „katastrofę naturalną”, za którą żadna instytucja nie może być odpowiedzialna. Albo implikują, że jest to wyniki tkwiącej w Afryce „wsteczności”.

Obie te idee to nonsens.

Faktycznie, to system oparty na wykorzystywaniu ludzi i planety jest winny. Na przykład, kiedy korporacje wycinają drzewa, by wydobywać surowce, zwiększają one ryzyko kontaktu między zwierzętami prze- noszącymi choroby a ludźmi.

Ludzie mają większą szansę jeść mięso pochodzące od chorych zwierząt z części lasów, które wcześniej były niedostępne. Albo dzikie zwierzęta mogą migrować do osiedli, które normalnie by omijały, gdyby ich siedliska nie zostały zniszczone.

To były główne drogi zoonotycznej transmisji chorób odzwierzęcych do ludzi – i wiadomo, że spowodowały wcześniejsze fale Eboli w latach 2014-16 i 2018-20.

Nie jest przypadkiem, że pierwsze przypadki Eboli były zaobserwowane w kopalnianych miasteczkach na wschodzie kraju. Do długotrwałego problemu wydobycia surowców mineralnych i destrukcji środowiska natu­ralnego dochodzi nowy, napędzany przez skrajną prawicę.

USA kiedyś widziało zalety dla siebie, by finansować silne sieci nadzoru chorób w regionie. Utrzy­mywało zespoły ratunkowe lokalnych pracowników służby zdrowia, by odpowiadały na kryzysy zdrowia publicznego.

Ale większość z tych programów się skończyła, kiedy prezydent Donald Trump zamknął Agencje Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Między­narodowego (USAID) na początku zeszłego roku. Jego polityka „America First” [pl. Ameryka najpierw] określiła wydatki na wsparcie jako „marno­trawstwo”, opisując kraje afrykańskie jako „shithole” [pl. zasrane dziury].

Centra Kontroli i Zapobiegania Chorób straciły setki ekspertów, wliczając niektóre w DRK, którzy mogliby pomóc w powstrzymaniu epidemii.

Zeszłej jesieni, administracja Trumpa zwolniła setki rządowych naukowców, wliczając pracowników Epidemic Intelligence Service [pl. służba wywiadu epidemicznego], którzy specjalizowali się w zwalczaniu Eboli.

Te cięcia budżetowe mają konse­kwencje.

Pierwszą znaną śmiercią tej fali była pielęgniarka, która zmarła 27 kwietnia. To sugeruje, że wirus się szerzy od początku kwietnia. Opóź­nienia w potwierdzaniu pierwszych prawdopodobnych przypadków Eboli w najnowszej fali miały miejsce, ponieważ próbki były transferowane do laboratorium w złej temperaturze.

USAID kiedyś finansowało i prowadziło tego typu działalność. Teraz już tego nie robi.

Lekarze z DRK są ekspertami od Eboli, ale w poprzednich falach opierali się na pomocy USA w koordynacji i kluczowych zapasach. Teraz to wsparcie zostało zredu­kowane do kropli w morzu.

Budżet WHO został zredukowany o około 21%, kiedy w styczniu 2025 Trump poinformował organizację o wycofaniu się USA z krajów członkowskich tej organizacji. Decyzja USA została wprowadzona w styczniu bieżącego roku. Następnie podobną decyzję podjęła Argentyna.

Zbyt późne rozpoznanie spo­sobów przenoszenia Eboli umożliwiło jej niekontrolowane rozprze­strze­nienie. Obecnie zdarzają się przy­­padki w Gomie, ponad milionowym mieście na granicy z Rwandą.

Goma znajduje się około 560 kilometrów od wschodniej prowincji Ituri w DRK, gdzie były rozpoznane pierwsze przypadki. Ta sama odmiana wirusa Bundibugyo została ziden­ty­fikowana w stolicy Ugandy – Kampali, z populacją 1,9 miliona ludzi.

Pomimo, że kryzys trwa od tygodni, dalej nie ma w pełni funk­cjonalnych centr leczenia Eboli, nawet w dotkniętych nią miejscowościach.

„Jeśli nie ma centrum leczenia tu w stolicy, to co z pozostałymi obszarami?” – jeden z mieszkańców powiedział w wywiadzie z BBC.

Śmierć spowodowana Ebolą jest przerażająca i bolesna – aktualna odmiana zabija około jednej trzeciej zarażonych. Rozwój objawów zajmuje od dwóch do 21 dni, ale pojawiają się nagle. Początkowe etapy przy­pominają grypę, ale szybko rozwijają się w biegunkę i wymioty. Zarażeni tracą duże ilości płynów, a ich organy stają się niewydolne.

W niektórych przypadkach, system odpornościowy zaczyna ata­kować pacjentów, skrzepiając krew i przerywając krążenie, doprowadzając do niewydolności serca.

W tej chwili nie istnieją celowane leki na wariant Bundibugyo, a firmy farmaceutyczne prowadzą bardzo na tym polu wąskie badania. Ludzie w Afryce Środkowej po prostu nie są dla nich wystarczająco dużym rynkiem, ponieważ są biedni.

Wirus rozprzestrzenia się przez bezpośredni kontakt z płynami ustro­jo­wymi – krwią, śliną, potem, łzami, śluzem, wymiotami, odchodami, mle­kiem kobiecym, moczem i nasieniem. Rozprzestrzenia się niezwykle łatwo, co znaczy, że zarażona osoba może przekazać wirusa poprzez dotknięcie przedmiotu, który później zostanie dotknięty przez kogoś innego.

Pracownicy służby zdrowia walczący z infekcją na pierwszej linii sami są na nią wysoce narażeni, ponieważ brakuje im podstawowego sprzętu ochronnego.

„Jesteśmy przytłoczeni. Nie jest­eśmy gotowi, by radzić sobie z falą zachorowań” – powiedziała Sandrine Lusamba, koordynatorka małego szpitala w okolicy Bunii, stolicy prowincji Ituri. Jak podała, szpital przyjął kilka podejrzanych zakażeń Ebolą od początku fali i trzy osoby umarły. Dwie pielęgniarki zacho­rowały.

Ci, którzy leczą chorych, potrze­bują nieprzemakalnych kombine­zonów i wodoodpornych fartuchów, podwójnych rękawic, osłon na twarz i wysokich standardów masek. Ten sprzęt jest praktycznie niedostępny, pomimo że międzynarodowe korpo­racje wydobywają ogromne bogactwa z kongijskiej ziemi.

Zamiast środków ochrony oso­bistej i innego sprzętu medycznego w ostatnich latach potęgi światowe wprowadziły broń do DRK, by wesprzeć jedną lub drugą stronę trwającej od wielu lat wojny. Ta kombinacja konfliktu, ubóstwa i niszczenia środowiska ma charakter systemowy i grozi rozprzestrzenianiu się nowych fal Eboli w Afryce.

Jednak dla globalnej klasy panującej, choroba jest ceną, którą są gotowi zapłacić.


Rywalizacja mocarstw napędza przeraźliwą wojnę

Praca dzieci

Nie ma wątpliwości co do tego, że trwająca od dekad wojna w DRK utrudnia wszelkie próby zatrzy­mania Eboli.

Ta wojna jest często pokazywana jako „konflikt etniczny”, który nie posiada racjonalnego uzasadnienia.

W rzeczywistości, wiele spośród dużych potęg światowych jest weń mocno zaangażowane. Wspierały one liczne rządy, bojówki i armie sąsiednich państw w nadziei na zagarnięcie „swojej części” bogactw DRK.

Zachód jest nie tylko chętny, by zabrać minerały z regionu dla siebie, ale również pow­strzymać innych, jak np. Chiny i Rosję, od zdobycia do nich dostępu.

Rosja zaoferowała rządowi DRK polityczne wsparcie i sprzęt wojskowy w zamiast za zasoby naturalne. W tym samym czasie Chiny dominują wydo­bycie, przetwarzanie i eksport większości kobaltu z kraju.

USA i Wielka Brytania okresowo wspierały Rwandę i Ugandę, widząc w nich „partnerów bezpieczeństwa”. Chociaż ONZ zebrała znaczące dowody, że oba te państwa wspierały bojówkę M23 działającą na wschód od DRK. Chiny również czasami wspierały Rwandę.

Prezydent DRK niedawno zaoferował Trumpowi umowę – żeby USA wsparło jego rząd w pokonaniu rebelianckich bojówek, w zamian za dostęp do minerałów.

Zachodnie firmy międzynarodowe – m.in. Apple, Alphabet, Microsoft, Dell i Tesla – do swoich działań potrzebują dostępu do kobaltu z DRK. Tutejsci górnicy to czasami sześciolatkowie i zarabiają poniżej dolara dziennie.

Wydobycie, zamiast wspierać rozwój DRK, doprowadza do wojen, chorób i utrzymuje klasę pracowniczą w ubóstwie.

Cięcia w pomocy międzynarodowej – czy to koniec „miękkiej siły”?

Patrice Lumumba – torturowany i zamordowany w 1961 roku podczas zamachu stanu zorganizowanego przez Zachód.
Patrice Lumumba – torturowany i zamordowany w 1961 roku podczas zamachu stanu zorganizowanego przez Zachód.

Trumpowskie cięcia budżetowe dla pomocy międzynarodowej – jak i te Wielkiej Brytanii – bez wątpienia pogorszyły kryzys spowodowany Ebolą w Afryce Środkowej.

Osoba przewodnicząca orga­ni­zacji charytatywnej Refugees International, zajmującej się ochroną praw uchodźców, mówi, że finansowanie z USA dla DRK spadło z ponad 900 milionów dolarów w ostatnim roku administracji Bidena do 179 milionów dolarów w pierwszym roku administracji Trumpa. Ta obniżka zdewastowała już wtedy słabą służbę zdrowia, zniszczoną przez ciągłą wojnę. Jednak finansowanie z USAID i WHO nigdy nie było po prostu filantropią. Wszystkie globalne mocarstwa używają pomocy, by umożliwiać realizację swoich celów, szczególnie na Globalnym Południu.

W przeciwieństwie do „twardej siły” militarnej wsparcie było częścią planu na rzecz „miękkiej siły”, która miała zjednać serca ludzi.

Dlatego finansowane przez USAID worki jedzenia i leków transportowane do stref katastrof mają na sobie slogan „Prezent od ludzi Stanów Zjednoczonych Ameryki”.

Afryka Środkowa była polem bitwy dla głównych imperialnych sił w trakcie Zimnej Wojny w latach 50tych i 60tych, kiedy „Belgijskie Kongo” walczyło o niepodległość.

USA uznały, że Rosja nie powinna zyskać sojuszników na kontynencie.

Zamiast tego chciały wpłynąć na nowych władców Afryki – i oferowało jedzenie, leki, szkolenia i uzbrojenie w celu ich zachęcenia do siebie.

Ci, którzy stawili opór – wliczając w to pierwszego premiera DRK, Patrice’a Lumumbę – byli mordowani.

Pomoc przyszła z haczykiem, który przywiązywał nowo niezależne państwa do Zachodu przez handel i pożyczki, politycznie przywiązując powstającą afrykańską klasę panującą do Zachodu. Celem pomocy było stworzenie uzależnienia.

W zamian za „hojność” Zachodu państwa otrzymujące wsparcie miały być „gościnne” dla imperialistycznych baz wojskowych, szpiegów i misji handlowych – i działać jako wysunięte placówki w czasach regionalnych konfliktów.

Z czasem zaczęto również żądać, by otworzyły swoje rynki na spustoszenie wolnego rynku, i by spłaciły pożyczki międzynarodowe przez gwałtowne cięcia państwowych wydatków. A gdy to doprowadzało do rewolt i rebelii, z którymi „miękka siła” nie mogła sobie poradzić, zawsze można było polegać na „twardej sile”. I to jest coś, czego ludzie w DRK doświadczyli na własnej skórze.

Tłumaczył Józef K.

Tags:

Category: Gazeta - czerwiec 2026, Gazeta - czerwiec 2026 - cd.

Comments are closed.