Sztuczna inteligencja i śmiercionośny nowy wyścig zbrojeń

| 1 czerwca 2026
Logo firmy Anthropic

Sztuczna inteligencja to coś więcej niż tylko narzędzie zwiększania produktywności, jak się nam je przedstawia – pisze Yuri Prasad. W kontekście globalnego kapitalizmu i konkurencji staje się ona śmiercionośną bronią

Gdzieś w zakamarkach labora­torium w San Francisco w stanie Kalifornia powstał model sztucznej inteligencji tak potężny, że jest przechowywany w cyfrowym sejfie.

Podobno potrafi włamać się do każdego systemu komputerowego, zniszczyć systemy obronne kraju, wyłączyć elektrownie i splądrować banki. Podobno dostęp do niego będą mieli tylko funkcjonariusze amery­kańskiego państwa.

Claude Mythos firmy Anthropic ujrzał światło dzienne w zeszłym miesiącu i jest jak dotąd najpotęż­niejszym ze wszystkich tzw. dużych modeli językowych (Large Language Model, LLM) leżących u podstaw sztucznej inteligencji. LLM-y to zasad­niczo narzędzia do wydobywania danych poprzez przepakowywanie istniejących informacji.

Jednak według gazety „Financial Times” Claude Mythos jest „pierwszym modelem sztucznej inteligencji, który potrafi autonomicznie odkrywać, wiązać ze sobą i wykorzystywać lub łatać luki w zabezpieczeniach opro­gramowania skuteczniej niż niemal każdy człowiek, a wszystko to na niespotykaną dotąd skalę”.

W tym kontekście sztuczna inteli­gencja nie jest narzędziem zwięk­­- szającym produktywność, lecz bronią. Nic dziwnego, że rosyjskie media państwowe porównują model Mythos do „bomby atomowej”.

Obecnie jesteśmy świadkami wyścigu zbrojeń w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Chiny, jako jedyne mocarstwo światowe zdolne do tego, by kon­kurować z USA, próbują w pośpiechu nadrobić zaległości. Wiedzą, że każdy element ich machiny państwowej jest narażony na ataki – i że nie mają możliwości odwetu.

Donald Trump stara się utrzymać ten stan rzeczy. Od lat amerykańscy urzędnicy szacują, że modele sztucznej inteligencji opracowywane przez najbardziej zaawansowane tamtejsze firmy wyprzedzają najlepsze chińskie modele o około sześć miesięcy.

Teraz planują budowę super­komputerów do wykorzystania AI w całych Stanach Zjednoczonych w ramach projektu o nazwie Stargate, w który zaangażowane są firmy OpenAI, Oracle i Microsoft.

Chociaż projekt Stargate jest formalnie finansowany i kontrolowany przez podmioty prywatne, został zainicjowany w Białym Domu. Trump obiecał, że za pomocą dekretów wykonawczych przyspieszy dostawy energii i infrastruktury, których potrzeba do jego realizacji.

Działający w imieniu brytyjskiej klasy posiadającej think tank Chatham House zauważa, że „skala programu Stargate wskazuje na rosnącą zbieżność interesów bezpieczeństwa narodowego, branży infrastruktury i Doliny Krzemowej”.

Zwolennicy Trumpa chcą jeszcze bardziej wzmocnić swoją pozycję, podważając zasady wolnego rynku, które kapitaliści zwykle uznają za świętość. Pojawiają się żądania, aby Stany Zjednoczone wstrzy­mały eksport do Chin układów scalonych i sprzętu do produkcji pół­przewod­ników umożliwia­jących rozwój AI.

W odpowiedzi państwo chińskie rozwinęło własną potężną gałąź projektowania i produkcji półprzewod­ników, odcinając ją od rynku glo­bal­nego.

Państwo bezpośrednio dotuje firmy, takie jak Huawei i Cambricon, które mają opracowywać alternatywy dla amerykańskich chipów.

Czy chińskie modele sztucznej inteligencji będą w stanie dotrzymać kroku tym amerykańskim pozostaje pytaniem otwartym, ale Chiny już odpowiedziały skutecznie, blokując eksport galu i ger­manu ˗ pierwiastków kry­tycznych dla produkcji układów scalonych.

Rewanż Chin niepokoi admini­strację Trumpa. „Jeśli nie wygramy w dziedzinie sztucznej inteligencji, to koniec gry” – powiedział amerykański sekretarz skarbu w wywiadzie dla gazety „Wall Street Journal”.

Łatwo zrozumieć, dlaczego spra­wdzają się tu zimnowojenne analogie oraz retoryka nawiązująca do broni atomowej. Mogą one jednak pro­wadzić do wniosku, że bitwa o sztuczną inteligencję rozegra się wyłącznie między rywalizującymi państwami.

Tymczasem fakt, że wielkie kor­poracje dostarczające sztuczną inteligencją są coraz bardziej po­wiązane z państwem, ujawnia dużo ważniejszą prawdę o systemie niż same odwołania do konkurencji na poziomie państw lub korporacji.

W tradycji marksistowskiej pojęcie imperializmu nie oznacza jedynie dominacji jednego państwa nad innymi. Zjawisko to ma swoje źródła bez­pośrednio w powstaniu kapitalizmu – systemu opartego na wyzysku siły roboczej i napędzanego konkuren­cyjną akumulacją kapitału.

Jednym z prekursorów tej teorii był niemiecki socjalista Rudolf Hilferding.

W swojej książce „Kapitał finan­sowy” z 1910 r. wyjaśnia on, że kapitalizm prowadzi do koncentracji i centralizacji kapitału w rękach coraz mniejszej liczby kapitalistów. To z kolei przynosi wzrost tempa rozrostu monopoli i nasilenie konkurencji między nimi.

W tych warunkach potrzeby du­żych firm i potrzeby państwa splatają się ze sobą. Wszelkie rozmowy o wolnym rynku i rządach prawa muszą ustąpić czemuś o wiele większemu – „inte­res­owi narodowemu”.

Ostatecznie każde rozwinięte pań­stwo kapitalistyczne zostaje uwikłane w globalną konkurencję, a jego gos­po­darka krajowa musi konkurować z monopolami z innych państw.

Jak ujął to Hilferding: „Kapitał finansowy nie chce wolności, lecz dominacji. Nie ma na względzie niezależności indywidualnego kapi­talisty, lecz domaga się, aby państwo było wystarczająco silne, by zabez­pieczyć swoje interesy wszędzie tam, gdzie to konieczne”.

Dziś tymi dużymi firmami są giganci sektora sztucznej inteligencji i tech­nologii. Przedsiębiorstwa te uzys­kały przewagę nad rywalami i stały się „zbyt wielkie, by upaść”.

W 1916 r. rosyjski marksista Włodzimierz Lenin rozwinął teorię imperializmu, stawiając tezę, że powstawanie monopoli jest ostatnim, pasożytniczym etapem ewolucji systemu.

Twierdził, że wielkie konglomeraty, które zbudowały powiązania z państwem, zajmują się czymś więcej niż tylko handlem – dzielą świat na strefy wpływów i przygotowują grunt pod wojnę.

„Jest to nowy, zdecydowanie wyższy etap koncentracji kapitału i produkcji w skali światowej” – pisał.

„Zobaczmy, jak się rozwinął ten supermonopol. Najpierw podzielono między siebie rynek krajowy. Jednak rynek krajowy w kapitalizmie jest nieuchronnie powiązany z rynkiem zagranicznym”.

Aby zdominować „rynek zagra­niczny” – pisał Lenin – klasa posia­- dająca musiała zacząć wykorzystywać armię jako straszak na rywali.

Dzisiejsi oligarchowie z branż technologii i sztucznej inteligencji głosili dawniej hasła państwa mini­malnego, w którym najbardziej innowacyjne firmy mogą prosperować dzięki niskim podatkom i płacom oraz ograniczonym regulacjom. Niektórzy nawet uważali, że same korporacje staną się podstawą nowego „państwa sieciowego”.

Firma Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, od dziesięciu lat planowała budowę prawie 24-hektarowego mia­steczka o nazwie Willow Village w pobliżu siedziby głównej w Menlo Park, w Kalifornii.

Zanim projekt został przerwany na początku maja, Willow Village miało być minipaństwem Meta wolnym od nie­których „ogra­niczeń” ciążących na innych mia­stach.

Tymczasem jednak za­ostrza się rywalizacja między USA a Chinami. Obawiając się, że Chiny staną się konkurentem na arenie między­­narodowej, Stany Zjedno­czone walczą o utrzymanie swojej przewagi gospo­darczej i technologicznej.

Większość szefów firm technol­ogicznych pokochała prze­- wagę na arenie między­narodowej, jaką może za­- pewnić tylko kapitalistyczne państwo środkami militarnymi.

Oprócz ochrony w kraju i za granicą szefowie po­trze­bują ze strony państwa również wsparcia finan­s­owego, ponie­waż konkurują z innymi przed­siębiorstwami, które otrzymują rządowe dotacje.

To właśnie w dużej mierze przy­czyniło się do niedawnego odejścia firm technologicznych od retoryki o zaangażowaniu na rzecz „dobra powszech­nego”.

Firma Google zniosła niedawno ograniczenia dla wykorzystywania jej produktów do produkcji uzbrojenia. Teraz zezwala na włączanie techno­logii Gemini AI do programów wojskowych.

W OpenAI obowiązywał podobny zakaz, ale od 2024 r. w zarządzie firmy zasiada czynny podpułkownik armii USA. Niedawno wraz z innymi firmami technologicznymi organizacja pod­pisała kontrakt z Departamentem Wojny o wartości 200 milionów dolarów.

Przez chwilę wyjątkiem wydawała się firma Anthropic, która pozwała nawet Departament Wojny za umieszczenie jej na czarnej liście, ponieważ nie udzieliła ona zgody na wykorzystanie jej sztucznej inteligencji w celach związanych z nadzorem społeczeństwa oraz produkcją w pełni autonomicznej broni.

Jednak tutaj też zaszła zmiana.

Współzałożyciel i dyrektor gene­ralny Dario Amodei podkreślił nie­- dawno, że „firmę Anthropic łączy z Departamentem Wojny o wiele więcej niż różni”.

W styczniowym wpisie na blogu ostrzegał on przed śmiertelnym zagro­żeniem ze strony broni biologicznej opracowywanej przez chińską sztuczną inteligencję. Jednocześnie argu­men­tował, że firmy takie, jak jego, powinny zapewniać demokratycznym rządom dostęp do możliwie najnowo­cześ­niejszej sztucznej inteligencji, która może stanowić ochronę przed tego rodzaju zagrożeniami.

Nie było zaskoczeniem, że wojsko amerykańskie użyło sztucznej inteli­gencji Claude firmy Anthropic do wyznaczania celów w Iranie. Możliwe, że jednym z nich była szkoła dla dziewcząt w Minabie. Jeśli tak, to Amodei ma na rękach krew ponad 100 dzieci.

Wielu pracowników sektora techno­logicznego jest wściekłych, że ich praca jest wykorzystywana do pro­wadzenia wojny, zamiast do poprawy życia ludzi.

W 2018 r. ponad 3000 pracow­ników Google podpisało petycję przeciwko udziałowi firmy w rządowym projekcie mającym na celu wyko­rzystanie sztucznej inteligencji do analizy nagrań z wojskowych dronów.

Kilka lat później pracownicy Google zaprotestowali przeciwko wykorzy­staniu produktów firmy przez Izrael do prowadzenia ludobójstwa Palestyń­czyków.

W tym roku pracownicy działu DeepMind AI oddziału firmy Google w Wielkiej Brytanii zagłosowali za utwo­rzeniem związku zawodowego częściowo w odpowiedzi na podpisanie przez firmę nowej umowy z Penta­gonem.

Pracownicy koncernów Microsoft i Amazon również wystąpili przeciwko swoim szefom, którzy ciągle mówią o „czynieniu dobra”, czerpiąc jedno­cześnie zyski z wojny.

Hipokryzja przedstawicieli klasy panującej – zarówno z kręgów prze­mysłowych, jak i państwowych – to historia dobrze znana. Na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej rosyjski rewolucjonista Lew Trocki wydał ostrzeżenie:

„Wojna jest gigantycznym przed­sięwzięciem komercyjnym – zwłaszcza dla przemysłu zbrojeniowego”.

„60 rodzin – rządząca elita finansowa i przemysłowa – to patrioci pierwszego szeregu i najwięksi podżegacze wojenni. Przejęcie kontroli nad sektorem zbrojeniowym przez robotników to pierwszy krok w walce z przemysłem wojny”.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - czerwiec 2026

Comments are closed.