Nawrocki i order Zełenskiego. Zwalczanie nacjonalizmu zaczyna się od siebie

| 1 czerwca 2026
 kolory flag Polski i Ukrainy namalowane na muru


Prezydent RP Karol Nawrocki zapowiedział wniosek o odebranie Orderu Orła Białego przyznanego przez jego poprzednika prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. Powodem ma być nadanie jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „bohaterów UPA”. Niedługo wcześniej w Kijowie odbył się pogrzeb z państwowymi honorami prochów Andrija Melnyka, przywódcy frakcji OUN opowia- dającej się za ścisłą kolaboracją z Trzecią Rzeszą, wspierającego m. in. powstanie ukraińskiego oddziału SS Galizien.

W całej sprawie przeplata się kilka wątków. Jednym z nich jest konkurencja na polskiej prawicy, która coraz bardziej nakręca nacjonalistyczną kam- panię przeciw Ukraińcom i Ukrainkom mieszkającym w Polsce. Innym jest wspieranie przez znaczną większość polskiej „klasy politycznej”, włącznie z Nawrockim, wojny w Ukrainie jako wojny cywilizacji zachodniej z Rosją, które staje się coraz bardziej niepopularne. Jeszcze innym widoczne pogubienie liberałów i wlokącej się za nimi „lewicy” sławiących i wspierających władze ukraińskie jako bohaterów tejże wojny.

Nacjonalistyczna „polityka historyczna”

Oczywiście to nie nacjonalizm przeszkadza Nawrockiemu, ale kolor tego nacjonalizmu. Jeszcze jako szef Instytutu Pamięci Narodowej dawał on przykład ukraińskim sąsiadom – gdzie istnieje organizacja pod tą samą nazwą i służąca tym samym celom – jak budować nacjonalistyczną „politykę historyczną”.

Ten sam Nawrocki, którego oburza gloryfikowanie UPA w Ukrainie, w listopadzie dumnie maszeruje w „marszu niepodległości” organizowanym i wspieranym przez wszelkiej maści skrajną, w tym faszystowską prawicę. Oczywiście w dziele normalizacji skrajnej prawicy Nawrocki nie jest sam. Obóz pisowski, gdy znajdował się u władzy, zrobił na tym polu bardzo wiele. Same organizacje Roberta Bąkiewicza, ulubionego faszysty PiS-u, otrzymały na swoją działalność kilkanaście milionów złotych.

Uderzające jest to, jak na polu „pamięci historycznej” ideologia państwa ukraińskiego podąża za ideologią państwa polskiego – tyle że w szatach własnego nacjonalizmu i w spotęgowanej wojną wersji. W obu przypadkach ich podstawą jest połączenie orientacji na bycie częścią „cywilizacji zachodniej”, jako prawdziwej Cywilizacji mającej dominować nad światem, z antyrosyjskością i antykomunizmem. Dwa ostatnie łączą się przy tym w jedną ideologiczną zbitkę, w której nawet Putin – faktycznie będący wielkoruskim szowinistą nienawidzącym Lenina – ma być współczesnym ucieleśnieniem „komuny”.

UPA jak polscy „wyklęci”

Oznacza to gloryfikację wszelkich środowisk, które historycznie walczyły z „sowietami”. W Polsce wyrósł z tego kult „żołnierzy wyklętych”, wrzuconych do jednego worka na takiej właśnie podstawie. Jeśli „wyklęci” popełniali zbrodnie na cywilach, w szczególności z mniejszości narodowych, to albo czyny te są bagatelizowane, pomijane, albo usprawiedliwiane. Czyli jak już zabijali niewinnych, to niechcący, a tak w ogóle to pewnie im się należało.

Dokładnie tak samo działa to w Ukrainie. UPA przestawiana jest jako partyzantka walcząca o niepodległość. A że przy okazji popełniała zbrodnie i okresowo kolaborowała z nazistami, przyjmując ich wizję „rasowo-narodowej” czystości – cóż, o tym ciszej, wszak nikt nie jest idealny… Dodajmy, że wszelkie zbrodnie z udziałem członków własnego „narodu” są po obu stronach granicy równie mocno wypierane. Czy to Wołyń, czy Jedwabne. Przy czym wszystko ustawiane jest właśnie w kategoriach „narodowych” konfliktów. My? Nie, to nie my, to inni. My przecież byliśmy ofiarami.

Fakt, że kolaboracja ukraińskich nacjonalistów z Trzecią Rzeszą posunęła się dalej niż nacjonalistów polskich wynikał głównie z polityki hitlerowskich Niemiec, jak i braku wcześniejszego istnienia państwa ukraińskiego, które władze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) jeszcze przed wojną miały nadzieję zbudować u boku Hitlera. Hitler zasadniczo traktował i Ukraińców, i Polaków jako podludzi, więc z nadziei tych nic nie wyszło. Nie zmieniało to faktu, że różne frakcje tej organizacji kolaborowały z hitlerowcami, a podporządkowane im oddziały dokonywały okrutnych czystek etnicznych.

Nie znaczy to, że w Polsce nie było chętnych do dalej posuniętej współpracy z hitlerowcami – ci ostatni w jeszcze mniejszym stopniu byli tym jednak zainteresowani. Pamiętajmy jednak, że premier Mateusz Morawiecki w 2018 r. składał kwiaty na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej NSZ, która w 1944 r. taką współpracę podjęła.

Upadek mitu Zełenskiego

Polskie środowiska liberalne, i wlokąca się w ich ogonie „lewica”, przez lata przekonywały nas, że problem gloryfikacji nazistowskich kolaborantów i kształtowania ideologii współczesnej Ukrainy w duchu wykluczającego etnonacjonalizmu to tylko wymysł putinowskiej propagandy. Nie różniły się tu zresztą od tych samych środowisk w Ukrainie, które uczyniły bardzo wiele dla normalizacji tamtejszej skrajnej prawicy. Dla polskiego liberała liczy się to, że Ukraina (czyli jej władza) chce do NATO, Unii i generalnie na Zachód, a „trudna historia” nie może w tym przeszkodzić. Z zadumaną i zbolałą miną może więc pochylić się nad tymi trudnościami – ale ostatecznie ważne jest, by pokonać Rosję.

Ukraiński prezydent w liberalnej bańce medialnej od lat funkcjonował jako dzielny, demokratyczny prezydent niezłomnie walczący z Rosją w obronie zachodniej przyszłości swojego kraju. I ten oto Zełenski, który jeszcze wczoraj jawił się jako współczesny Mahatma Gandhi, nagle pojawia się w niezrozumiałej dla przerażonego liberała roli piewcy nazistowskich kolaborantów. Faktycznie proces rehabilitacji skrajnej prawicy, wzrost jej roli ideologicznej i militarnej, trwał w Ukrainie od lat. Przeciętny odbiorca polskich prorządowych mediów był jednak starannie odcinany od tych informacji. Tym większy szok może przeżyć.

Dlaczego Zełenski coraz radykalniej brnie w tę stronę mimo przewidywalnych reakcji międzynarodowych? Dobrej odpowiedzi udzielił na to ukraiński socjalista Wołodymyr Iszczenko:

„Jeśli zastanawiacie się, dlaczego Zełenski zawracał sobie głowę ponownym pogrzebaniem i gloryfikacją Andrija Melnyka, przywódcy bardziej nazistowskiego skrzydła kolaboracyjnego OUN, na prawo od skrzydła Bandery – pozornie niepotrzebnym symbolicznym posunięciem(…) – oto odpowiedź. Gdy większość nie chce walczyć, trzeba wspierać zmobilizowaną mniejszość, którą trzeba stale zapewniać, że walczy nie tylko za ten skorumpowany rząd.

Zrealizowanie czegoś istotnego w kwestii integracji z UE i innymi zachodnimi strukturami trans- narodowymi jest znacznie trudniejsze, a często wręcz niemożliwe, i działa na szkodę potężnych partykularnych interesów w Ukrainie, co pokazują ciągłe konflikty wokół wymogów MFW i UE. Zrealizowanie celów etnonacjonalistów i skrajnej prawicy jest znacznie łatwiejsze: gloryfikować kolaborantów, wykorzenić wszystko, co rosyjskie i sowieckie, przepisać historię, zmienić nazwy ulic, zdemontować pozostałe pomniki”.

W poszukiwaniu alternatywy wobec wojny i nacjonalizmu

Cała ta dyplomatyczna zawierucha odbije się głównie na blisko dwóch milionach osób z Ukrainy mieszkających w Polsce. Wielu z nich uciekło przed wojną, wielu też nie chce wracać, by nie dać się złapać hyclom wyłapującym na ulicach młodych mężczyzn do wysłania na front. Nie odbije się natomiast na dalszym wspieraniu Zełenskiego i wojennej polityce, która polscy panujący wiernie uprawiają w nadziei na realizację interesów polskiej klasy kapitalistycznej poprzez rozszerzanie „obozu zachodniego” jak najbardziej na wschód.

Nawrocki i PiS konkurują z oboma Konfederacjami w nakręcaniu hejtu na uchodźców z Ukrainy, ale jednocześnie są pierwszymi jastrzębiami wojny z Rosją – poprzez militarne i pozamilitarne wspieranie ukraińskich władz. Obóz liberalny ulega prawicy w kwestii pozbawiania praw uchodźców i jest co najmniej tak samo prowojenny. Przypomnijmy słowa Tuska, z września 2025 r., że wojna „już jest”, a jej stawką jest „możliwość przetrwania cywilizacji zachodniej”. Dlatego trzeba zbroić siebie, zbroić Ukrainę i tę wojnę wygrać. Niestety socjaldemokratyczna lewica, włącznie z Partią Razem, podąża tą samą drogą militaryzmu i wojny.

Jak zwykle ofiarą konkurujących nacjonalizmów będą zwykli ludzie, a nie ich władcy. Zróbmy jednak wszystko, by stało się inaczej. Nie ma niczego tańszego niż zwalczanie nacjonalizmu u sąsiada, bez zwalczania go u siebie. Faktycznie niemal zawsze nie jest to żadne zwalczanie nacjonalizmu, ale wpisywanie się w jego „własną” wersję. Chcąc budować prawdziwy sprzeciw wobec polityki wojny nie tylko trzeba odrzucić malowanie prozachodnich, nacjonalistycznych władz ukraińskich w różowych kolorach – oczywiście bez popadania w iluzje wobec imperializmu rosyjskiego. Trzeba także zerwać z polską wersją nacjonalizmu, jak i z wszelkimi wizjami cywilizowanych „nadludzi”.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - czerwiec 2026

Comments are closed.