Zapaść w ochronie zdrowia – Pieniądze na szpitale, nie na czołgi

| 1 maja 2026
Rok 2007. Białe miasteczko pielęgniarek przed Kancelarią Premiera. Potrzebujemy nasilenia akcji związków zawodowych.
Rok 2007. Białe miasteczko pielęgniarek przed Kancelarią Premiera. Potrzebujemy nasilenia akcji związków zawodowych.

Szpitale zaostrzają protesty, po tym jak NFZ tnie finansowanie, a pacjenci tracą terminy. Czarny tydzień w szpitalach powiatowych

Setki szpitali powiatowych w całej Polsce protestowało w kwietniu w ramach tzw. czarnego tygodnia. Celem protestu było nagłośnienie sytuacji finansowej tych placówek i wywarcie społecznej presji na rządzących. Fakt, że na zorganizowanie protestu zdecydowali się dyrektorzy placówek, świadczy o tym, w jak głębokiej zapaści znalazł się system ochrony zdrowia. Do akcji protestacyjnej włączyły się również samorządy, które dopłacają do szpitali kosztem innych usług publicznych.

Personel medyczny pracował w tych dniach w czarnych strojach, a szpitale oplakatowano hasłami protestu, w tym głównym hasłem: „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”.

Lekarze protestowali w imieniu pacjentów, którzy po decyzji NFZ o niezwracaniu od 1 kwietnia w pełni kosztów nadprogramowych świadczeń, a jedynie 50-60 proc., będą coraz dłużej czekać na diagnozy. Pracujący w ochronie zdrowia od dłuższego czasu alarmują, że wizyty, zabiegi i planowe operacje będą coraz częściej przekładane lub odwoływane, co oznacza trudniejsze leczenie i gorsze rokowania. Nie godzą się na sytuację, w której o tym, czy pacjent zostanie zdiagnozowany na czas, decyduje limit w kontrakcie.

Co najmniej nad 40 szpitalami powiatowymi krąży widmo upadłości

Obcięcie finansowania nadwykonań badań diagnostycznych, takich jak tomografia komputerowa, rezonans, gastroskopia i kolonoskopia, oznacza, że po wyczerpaniu limitu każde kolejne badanie to dla szpitala strata. Problem pogłębiają też inne motywowane szu­kaniem oszczędności decyzje NFZ, takie jak m.in. ograniczenie finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Tak skonstruowany system finansowania przestaje działać, straty w skali kraju sięgają miliardów złotych, a co najmniej 40 szpitalom powiatowym grozi upadłość.

W ostatnim czasie również Polska Unia Szpitali Klinicznych wydała oświadczenie w sprawie dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się system ochrony zdrowia. W oświadczeniu ostrzega się, że działania Ministerstwa Zdrowia oraz Narodowego Funduszu Zdrowia, polegające na szukaniu krótkowzrocznych oszczędności, oznaczają zaciąganie „gigantycznego długu zdrowotnego w społeczeństwie, którego nie da się odrobić bez skokowego zwiększenia za kilka lat nakładów finansowych na ochronę zdrowia”. Unia zaapelowała o „rewizję założeń cięć finansowych w ochronie zdrowia oraz podjęcie pilnej, rzetelnej dyskusji na temat zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia w sposób, który umożliwiałby zachowanie standardów leczenia w Polsce co najmniej na obecnym poziomie, bez szkody dla zdrowia pacjentów i promowania patologii w systemie ochrony zdrowia celem dopasowania się do mechanizmów finansowania przez płatnika świadczeń – NFZ”.

Pieniądze na szpitale, nie na czołgi

Czarny tydzień w szpitalach powiatowych stawiał sobie za zadnie uzmysłowić społeczeństwu, że systemowi ochrony zdrowia grozi paraliż i że będziemy umierać z powodu wprowadzanych przez rząd cięć. Napięta sytuacja, odczuwalna już w skali kraju, może skutkować eskalacją protestów w najbliższej przyszłości. Akcje protestacyjne z postulatami podwyżek wynagrodzeń i poprawy warunków pracy mogą wznowić związki zawodowe, takie jak Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, który nie poparł protestu dyrektorów i tłumaczy tę decyzję wcześniejszym brakiem wsparcia ze strony dyrektorów podczas wiosennych protestów medyków, kiedy to pielęgniarki i położne walczyły o utrzymanie lipcowych podwyżek wynagrodzeń.

Ani sytuacja finansowa szpitali, ani sytuacja finansowa pracowników ochrony zdrowia, a tym samym bezpieczeństwo pacjentów, nie poprawią się bez wywierania presji na rządzących. Skuteczne wywieranie presji wymaga jednak niezamykania oczu i uszu na to, że obecna, dramatyczna sytuacja w sektorze zdrowia wynika wprost z tego, że dla rządu priorytetowe znaczenie ma prowadzona obecnie polityka turbomilitaryzmu.

W 2026 roku wydatki zbrojeniowe mają przekroczyć 200 miliardów złotych (niemal 22% wydatków budżetu państwa). Co więcej rząd planuje zaciągnąć pożyczkę w wysokości 184 mld zł na cele militarne w ramach programu SAFE zatwierdzonego przez Radę Unii Europejskiej. W praktyce oznaczać to będzie dalsze wieloletnie próby przerzucania kosztów polityki intensywnych zbrojeń – poprzez podatki i cięcia – na pracowników. Warto nadmienić, że kwota ta stanowi jedną trzecią całego programu SAFE i jest wartością znacznie przewyższającą udział jakiegokolwiek innego państwa.

Na naszych oczach budowanie gospodarki wojennej bierze pierwszeństwo nad wszystkim innym. W lipcu zeszłego roku przyznała to ministra edukacji Barbara Nowacka, gdy odpowiadała na pytanie o szanse na 10 proc. podwyżki dla nauczycieli.

 „Budżet jest w takim stanie, w jakim jest. Mamy bardzo duże wydatki na zbrojenia”.

Nie ma potrzeby łudzić się, że również w ochronie zdrowia cięcia mają inną przyczynę niż przekierowanie gigantycznych środków budżetowych na zbrojenia. Nie bez powodu rządzący nie idą w ślady Nowackiej i nie mówią o tym publicznie bez ogródek, ale możemy mieć pewność, że za zamkniętymi drzwiami rozmowy o budżecie, to rozmowy o tym, gdzie szukać oszczędności, żeby móc bez przeszkód realizować militarne ambicje.

W tym kontekście można dodać, że rozmowa o składce zdrowotnej – w formie, która byłaby społecznie sprawiedliwa (czyli nie obciążała mało i średnio zarabiających) – którą proponuje przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, Krystyna Ptok, jest potrzebna. Jednak tego rodzaju korekty nie powstrzymają rządzących przed drenowaniem pieniędzy z systemu ochrony zdrowia i innych sektorów, które realizują cele społeczne. Wyścig zbrojeń, w który wciąga nas rząd Tuska, a do którego palą się również partie opozycyjne, oznacza gorączkowe zwiększanie wydatków zbrojeniowych, którego końca nie widać. Nie widać, bo żyjemy w świecie zdominowanym przez rywalizujące ze sobą imperializmy i targanym przez konwulsje słabnącego amerykańskiego hegemona, w bliskiej orbicie wpływów którego znajduje się polski kapitalizm i z którym tak ochoczo wiąże swoje nadzieje na realizację własnej ekspansji.

W naszym interesie leży sprzeciwianie się temu konfrontacyjnemu kursowi, który obrali rządzący, i solidarna walka z wynikającymi z tego atakami nasz dobrostan, czy to w postaci świadczonych standardów ochrony zdrowia, usług edukacyjnych czy poziomu wynagrodzeń.

W ochronie zdrowia liczymy na oddziaływanie czarnych protestów, ale najbardziej potrzebujemy białych miasteczek, czyli okupacji przestrzeni przed ministerstwami lub samych ministerstw, jako szczególnie skutecznej formy nacisku. Potrzebujemy nasilenia akcji związków zawodowych.

Jednocześnie podkreślamy, że walka o większe środki na ochronę zdrowia idzie w parze ze sprzeciwem wobec ogromnych wydatków na zbrojenia i pędu ku wojnie.

Agnieszka Kaleta

Lekarz rodzinny z Bełchatowa ostrzega:
„Dostępność tych badań się zmniejszy. Pacjent zgłasza się do gabinetu z bólami brzucha, a ja kieruję go na badanie, które powinno być wykonane w krótkim terminie. Tymczasem gastroskopia i kolonoskopia w znieczuleniu ogólnym wiążą się dziś z około rocznym czasem oczekiwania. To już jest straszne. A co dopiero będzie, gdy dostępność zostanie jeszcze bardziej ograniczona i kolejki się wydłużą? Niestety ma to bezpośredni wpływ na zdrowie pacjentów. Jeśli ktoś będzie czekał rok czy półtora roku, podejrzewam, że część osób zrezygnuje i zacznie szukać innej drogi, na przykład skorzysta z leczenia prywatnego”.

W województwie lubuskim alarmują, że nowi pacjenci poczekają i to długo, a w podlaskim, że limit już jest wykorzystany i „pieniędzy starczy tylko na kontrast”. Z kolei z Białegostoku dochodzą głosy, że „obudziliśmy się w nowej rzeczywistości. Placówka już wykorzystała ponad 100 proc. limitu i teraz część badań tomograficznych trzeba będzie ograniczyć”.

Na Śląsku wydłużają terminy tysiącom pacjentów i „jeżeli chodzi o diagnostykę obrazową, są zmuszeni zmienić terminy dla 1550 pacjentów już umówionych, im wydłużymy terminy. A jeżeli chodzi o osoby umówione na gastroskopię bądź kolono­- skopię, to w samym roku 2026 muszą przesunąć termin dla około 4000 pacjentów”. Na rezonans magnetyczny czy tomografię komputerową pacjenci będą musieli czekać o kilka miesięcy dłużej, natomiast w przypadku kolonoskopii ze znieczuleniem – na badania będzie trzeba czekać 2 lata dłużej, czyli aż 4 lata.

Również w przypadku pacjentów onkologicznych wyraźnie wydłużył się czas oczekiwania na badania, a to zdaniem medyków oznacza „realne zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów. Każdy dodatkowy dzień zwłoki zmniejsza szanse na szybkie i skuteczne leczenie, a w skrajnych przypadkach – na wyleczenie”.

Tags:

Category: Gazeta - maj 2026

Comments are closed.