Klasa społeczna a skrajna prawica

Skala poparcia dla partii skrajnej, w tym faszystowskiej prawicy w Europie jest największa od lat. W wyborach do parlamentów krajowych w latach 2024-2025 ugrupowania radykalnie prawicowe osiągnęły wyniki nasuwające pytania o podobieństwo z okresem międzywojennym i polityczną trajektorią niemieckiej NSDAP, która osiągnęła swój punkt kulminacyjny w postaci 37-procentowego poparcia w wyborach w lipcu 1932.
W wyborach parlamentarnych w 2025 AfD z poparciem na poziomie 20,8% osiągnęła najwyższy wynik dla skrajnie prawicowej partii w powojennej historii Niemiec. W Francji Zjednoczenie Narodowe, które w kolejnych cyklach wyborczych osiągało znacząco lepsze wyniki, w 2024 roku odnotowało poparcie na poziomie blisko 30%. Z kolei austriacka FPÖ uzyskuje wysokie wyniki w czterech ostatnich cyklach wyborczych (przy pewnej ich chwiejności) z prawie 29-procentowym poparciem w 2024.
Również w Polsce wyniki partii skrajnej prawicy poruszają się po wznoszącej trajektorii. Sondaż OGB z grudnia 2025 pokazuje, że w wyborach do parlamentu 11,18 proc. wyborców zagłosowałoby na Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna, co uczyniłoby z tej partii trzecią siłę w parlamencie. Konfederacja Korony Polskiej wyprzedziła tym samym Konfederację Mentzena i Bosaka, która z poparciem 10,67 wśród respondentów spadła na czwartą pozycję.
Jeżeli chcemy skutecznie przeciwdziałać wzrostowi skrajnie prawicowych sił, potrzebujemy solidnej analizy tego zjawiska, jego źródeł i podtrzymujących go mechanizmów. Taką analizę dla Europy Zachodniej współcześnie proponuje marksista Donny Gluckstein, który czerpiąc z teoretycznego dorobku rosyjskiego rewolucjonisty Lwa Trockiego, przeprowadza ją w oparciu o relacje klasowe. Poniżej przedstawiamy opracowane w formie pytań i odpowiedzi streszczenie jego poglądów w tej części, która obala popularne mity na temat genezy i charakteru partii na prawicowym krańcu politycznego spektrum.
Czy populizm jest odpowiedzią na preferencje wyborców?
Myśliciele głównego nurtu uważają, że to nie stosunki klasowe, ale populistyczny odwet (backlash) kulturowy przeciwko liberalnym wartościom wyjaśnia wzrost skrajnej prawicy. W tym scenariuszu populizm to „program i komunikacja zgodne z priorytetami wyborców”. Według tej narracji na przykład kwestia migracji ma być pilnym „uzasadnionym problemem”, odczuwanym przez elektorat, zaradzeniu któremu politycy demokratyczni muszą się oddać.
Jednak między trendami politycznymi a priorytetami większości zachodzi istotna różnica, ujawniająca walkę o zaszczepienie ideologii klasy rządzącej w myśleniu większości klasy pracowniczej.
W Unii Europejskiej od 1974 roku dwa razy w roku przeprowadzane są badania opinii publicznej, w których stawiane jest pytanie: „Jak myślisz, jakie są (…) najważniejsze problemy, z jakimi mierzy się (nasz kraj)?”. Migracja osiąga wśród odpowiedzi stosunkowo wysokie wyniki — i była liderem listy w 2015 roku, podczas lata migracji. Jednak gdy badanie z 2015 roku zastąpiło słowo „kraj” i zmieniło pytanie na „osobiście, jakie są (…) najważniejsze problemy, z którymi się mierzysz?”, pozycja zajmowana przez migrację wyraźnie spadła.
Nowe pytanie przyniosło głównie odpowiedzi o zagrożeniach o naturze społeczno-ekonomicznej dla danej osoby, takie jak ceny, a w dalszej kolejności finanse gospodarstwa domowego, zdrowie i zabezpieczenia społe- czne, bezrobocie, emerytury, podatki, edukacja — dopiero po nich pojawiła się imigracja. Najnowsze europejskie badanie plasuje imigrację na trzecim miejscu dla pytania o „kraj”, ale jako osobisty priorytet spada ona na 14. miejsce z 15.

Czy skala rozpowszechnienia antyimigranckich nastrojów i głosowania na ugrupowania skrajnej prawicy jest uzależniona od rzeczywistych poziomów migracji?
Gdyby rzeczywisty poziom imigracji tłumaczył głosy na skrajną prawicę, odzwierciedlałyby się nawzajem. Jednak badania nie wykazały pozytywnej korelacji. W wyborach do samorządów we Francji głosy na skrajną prawicę „w żaden sposób nie zależą od obecności ludności zagranicznej”.
Ludzie „są bardziej przychylni imigrantom, gdy odsetek mieszkańców-obcokrajowców jest wysoki, a bardziej „rasistowscy”, gdy jest niski”. W 2024 roku najbardziej etnicznie zróżnicowany region Anglii, Londyn, odnotował najniższy odsetek głosów oddanych na skrajnie prawicową Reform UK, a północny wschód, najmniej zróżnicowany, najwyższy. Nie istnieje też korelacja w skali krajowej między imigracją a głosowaniem na populistów. Węgry mają znikomą populację uchodźców, ale jeden z najwyższych poziomów antyuchodźczych nastrojów w Europie.
Czy skład społeczny elektoratu jest decydujący w ustaleniu charakteru partii politycznych?
Podobnie jak w latach 30., obecną sytuację należy rozumieć przez pryzmat klas, z polityką drobnomieszczańską odgrywającą szczególną rolę. Drobnomieszczaństwo, czyli tradycyjna klasa średnia, obejmuje zasadniczo drobnych właścicieli kapitału: sklepikarzy, rzemieślników (np. prowadzących własną działalność gospodarczą budowlańców, elektryków, hydraulików itp.), właścicieli pubów, freelancerów, rolników posiadających niewielką własność ziemi, właścicieli salonów fryzjerskich i wielu innych.
Stara klasa średnia jest rzeczywiście nadreprezentowana wśród nowych wyborców radykalnej prawicy. Głosowanie populistyczne jest najsilniejsze wśród drobnomieszczaństwa. W przypadku faszystowskiej Alternatywy dla Niemiec jest powyżej średniej.
Niemniej drobnomieszczaństwo, które stanowi około jednej na dziesięć osób w wieku produkcyjnym w Europie, jest zbyt małe, by stanowić większość elektoratu skrajnej prawicy. Partie są jednak wyrazem ideologii, a nie dokładnym odzwierciedleniem składu społecznego. Kapitalistyczna klasa rządząca jest maleńka, a mimo to dominuje dyskurs większości partii. Dokładny odsetek drobnomieszczaństwa w szeregach skrajnej prawicy nie jest więc decydujący. Drobnomieszczanie stanowili czterech na dziesięć Niemców w latach 30., a większość głosów na nazistów pochodziła z innych miejsc.
Skąd się biorą partie skrajnej prawicy?
W przededniu dojścia Hitlera do władzy w Niemczech w 1933 roku Lew Trocki pisał, że „gdy kryzys społeczny nabiera nieznośnej ostrości, na scenie pojawia się konkretna partia z bezpośrednim celem rozgrzania drobnomieszczaństwa do białości i kierowania jego nienawiścią oraz rozpaczą”.
Dziś uszczuplona drobna burżuazja sąsiaduje z „nową klasą średnią” przełożonych i menadżerów w większych miejscach pracy, ale w przeciwieństwie do niej nie jest pośrednikiem między pracą a kapitałem. Drobnomieszczańskie przedsiębiorstwa są, jak sama nazwa wskazuje, drobne i aspirujące do wielkości, więc naśladują ideologię wielkiego biznesu. Dla tej różnorodnej grupy wzajemnie rywalizujących osób poczucie tożsamości wynika z ksenofobicznego patriotyzmu. Drobnomieszczaństwo zaprzecza znaczeniu klasy i podziałom klasowym, wchłaniając je w pojęcie narodu. To, jak taka mentalność jest wyrażana, zależy od okoliczności.
Gdy trwał boom po II wojnie światowej, drobnomieszczaństwo w wielu państwach było kręgosłupem partii centroprawicowych. Następnie nastąpiły spadki stopy zysku, kryzys i neoliberalizm, tak że globalne nierówności między społeczną górą a środkiem rozkładu dystrybucji wzrosły, ale spadły między środkiem a dołem. W Wielkiej Brytanii udział dochodu narodowego trafiającego do najbogatszego 1 procenta potroił się między 1980 a 2005 rokiem. Drobnomieszczańska warstwa stoi w obliczu miażdżącej konkurencji ze strony korporacji, sprzedawców internetowych, takich jak Amazon, dużych sieci handlowych, masowej produkcji i taniego importu. Żadna klasa nie jest monolityczna, ale znaczące grupy gniewnie odłączyły się od tradycyjnych partii, tworząc autonomiczny biegun przyciągania w szerszym uniwersum politycznym.
Czy zagrożenie faszyzmem jest realne?
Perspektywa drobnomieszczańska, która przenika politykę skrajnej prawicy, to przesadzona i dogmatyczna forma ideologii kapitalistycznej. To wspólna perspektywa dla wszystkich jej nurtów, od libertarianizmu ekonomicznego po autorytaryzm państwowy, od polityków zabiegających o wizerunek „poważnych” po radykałów, od żłopiących piwo po kierujących groźby.
Otulone flagą narodową współczesne partie skrajnej prawicy sprzeciwiają się elastyczności, na które mogą sobie pozwolić klasy panujące. Dla tych partii promowanie rasizmu i ucisku wydaje się kwestią fundamentalną, a nie środkiem doraźnym. Klasa rządząca doprowadza zwolenników tych partii do wściekłości, jednak ich gniew jest kierowany w przemożnym stopniu przeciwko jej kozłom ofiarnym. Podczas pogromów w Wielkiej Brytanii, w sierpniu 2024 roku nie odnotowano żadnych ataków na banki, czy siedziby wielkich korporacji. Gniew wymierzał ciosy „w dół”: w meczety i ośrodki dla uchodźców.
Drobnomieszczański ekstremizm może powoływać się na siły pozaparlamentarne, niedostępne dla klasy rządzącej i państwa. Dwa miliony brunatnych koszul Hitlera były kontrrewolucyjnym młotem. Ironią losu jest to, że gdy już stłumiły one ruch robotniczy, Hitler wymordował ich przywództwo i pozwolił, by kapitał korporacyjny szalał. Nastąpił wtedy znaczny spadek poparcia dla NSDAP wśród warstw drobnomieszczańskich. Aby udobruchać zwolenników, Hitler sięgał po coraz bardziej groteskowe środki w procesie zwanym „skumulowaną radykalizacją”, który zakończył się Auschwitz.
Fatalnym błędem niemieckiej lewicy lat 30. – zarówno komunistów, jak i socjaldemokratów – było skupienie się na wewnętrznych rywalizacjach i zlekceważenie zagrożenia nazizmem. Na razie górę bierze uprawianie polityki za pomocą urn wyborczych, ale zapora przeciwpożarowa w postaci odrazy do faszystowskiej przemocy nie jest nie do przekroczenia, a trwający kryzys daje skrajnej prawicy przestrzeń do szerzenia trucizny na ulicach, w miejscach pracy i w pubach.
Czy skrajna prawica jest sproletaryzowana?
Badania wyborów w latach 2024-2025 pokazują cztery regularne cechy elektoratu skrajnej prawicy. Po pierwsze, większość głosów pochodziła od mężczyzn. Po drugie, wyborcy skrajnej prawicy są średnio mniej wykwalifikowani. Po trzecie, zarabiają ogólnie mniej. Wreszcie, wśród wyborców skrajnej prawicy duży znaczący odsetek stanowią pracownicy fizyczni. Powierzchowna interpretacja takich statystyk wskazuje, że skrajna prawica jest „sproletaryzowana”. Bardziej wnikliwa analiza dowodzi jednak fałszywości tej tezy.
Po pierwsze, pracownicy wspierają wiele partii, ponieważ świadomość kształtowana jest przez interakcję dominujących idei i doświadczenia wyzysku — która ma bardzo zróżnicowany charakter. Na jednym biegunie spektrum pracownicy popierający skrajnie prawicową politykę drobnomieszczańską identyfikują się z mgławicową „narodowością”, która neguje interes klasowy.
Po drugie, jeśli partia otrzymuje głosy pracowników, to nie znaczy, że ich wspiera. Obecnie niektórzy nisko wykwalifikowani mężczyźni, uwięzieni w słabo płatnej pracy fizycznej, obwiniają za swój los kobiety lub mniejszości etniczne i głosują na skrajną prawicę. Jednak to szefowie, a nie uchodźcy, wyznaczają poziomy płac. Pracownicy będący pod wpływem manipulacyjnej propagandy nie wyrażają interesów swojej klasy.
Po trzecie, pewne wsparcie skrajnej prawicy pochodzi z głosów protestu. Konwencjonalny system partyjny się rozpada i niektórzy twierdzą: „Establishment nic nam nie daje, więc damy szansę komuś innemu”. Ich głos nie zmienia etosu drobnomieszczańskiego skrajnej prawicy.
Wreszcie, teza proletaryzacji błędnie zakłada, że pracownicy głosujący na skrajną prawicę są typowym modelem pracownika. Tymczasem klasy są w ciągłym procesie zmian, a klasa pracownicza jest większa, bardziej wielopłciowa i bardziej wieloetniczna, niż zakłada ta teza. Wykracza też poza pracowników fizycznych.
Przy czym niektóre grupy pracownicze są wyraźnie bardziej podatne na ataki, ponieważ ból kapitalizmu jest podzielony nierówno, a walka klasowa jest generalnie na niskim poziomie.
Czy jeśli nie wszyscy uczestnicy rasistowskich spędów to zatwardziali faszyści, mamy zrezygnować z kierowania w ich stronę takich określeń?
Skala zjawiska skrajnej prawicy jest błędnie interpretowana jako wyraz „wojny klasowej prowadzonej przy urnach”. Wedle tej tezy to w skrajnej prawicy klasa pracownicza ma odnajdować nowy sposób organizowania się i wyrażania swojego punktu widzenia. Niemiecka AfD jest klasyfikowana jako „post- industrialna partia robotnicza”, a Nigel Farage, lider partii Reform UK, określa ją jako „partię pracowników”.
Niektórzy na lewicy również są pod wpływem takiego rozumienia partii skrajnej prawicy. Zamiast rozumieć reakcyjny charakter jej podstawowego przekazu mają nadzieję odzyskać pracowników, odnosząc się jedynie do ekonomicznych i społecznych bolączek tych, których skrajna prawica do siebie przyciągnęła. Dlatego unikają ujawniania jej rasizmu. W Wielkiej Brytanii wiąże się to z umniejszaniem kwestii określanych jako „woke” (obrony grup dyskryminowanych) i niewykrzykiwaniem „naziści”, gdy skrajna prawica grozi ośrodkom dla uchodźców, bo przecież nie wszyscy uczestnicy jej spędów to ideologicznie zatwardziali naziści. Jeśli jednak mamy przeciwstawić się zagrożeniu ze strony skrajnej prawicy, należy eksponować jej fundamentalnie rasistowski i reakcyjny charakter.

Czy w sytuacji kryzysu wzrost poparcia dla sił skrajnie prawicowych był nieunikniony?
Fantazje o imigrantach nie opierają się na prawdzie. Zyskują posłuch wśród pracowników, żywiąc się prawdziwym niedostatkiem i brakiem wiary w zdolność ich klasy do walki.
Poparcie dla skrajnej prawicy w takich okolicznościach nie jest jednak nieuniknione. W przeciwieństwie do drobnomieszczaństwa, które postrzega siebie jako część systemu (nawet gdy go podważa), doświadczenie pracowników (w tym białych, płci męskiej i fizycznych) często zaprzecza twierdzeniom, że kapitalizm jest najlepszym systemem, jaki może istnieć. Bieda, ucisk, wyzysk i nierówność przebijają się przez mantrę, że „wszyscy jesteśmy w tym razem”. Pracownicy odpierają najgorsze nadużycia szefów poprzez walkę i organizację związków zawodowych. Jeśli istnieje kultura klasy pracującej, to na tym właśnie polega. Jaki sens ma zatem przyjmowanie drobnomieszczańskiej mentalności?
W tym kontekście wymowny jest fakt, że liderzy socjaldemokratyczni przyjęli prawicowe i rasistowskie polityki zanim skrajna prawica zaczęła osiągać wysokie wyniki w wyborach. Zgodnie z przewidywaniami w latach boomu po II wojnie światowej partie centroprawicowe były skłonne stosować taktykę „dziel i rządź”, podczas gdy socjaldemokratyczny reformizm, w wersji bardziej lewicowej i bardziej prawicowej, mówił o postępowych zmianach w ramach „interesu narodowego”. Jednak gdy boom się skończył, priorytetem stało się wzmocnienie kapitalizmu i taktyki odwracające uwagę od jego problemów.
Tony Blair z Partii Pracy podsycał islamofobię, by uzasadnić wojnę w Zatoce Perskiej w 2003 roku. Gordon Brown, jego następca, zapożyczył hasło faszystów z British National Party „Brytyjskie miejsca pracy dla brytyjskich pracowników!”. Przy mniej niż 2 procent poparcia na początku pierwszej dekady XXI wieku BNP zdobywała około 12 procent w sondażach dekadę później.
Gdy francuski socjaldemokrata François Mitterrand został prezydentem w 1981 roku, skrajnie prawicowy Jean-Marie Le Pen miał 0,2 procent poparcia. W 1986 roku, aby osłabić głównych rywali, Mitterrand zmienił zasady wyborów na korzyść Le Pena. Tego samego roku ten drugi uzyskał już 9,6 procent poparcia. W 2003 roku SPD wprowadziła zmiany w ramach Agendy 2010, które stłumiły wzrost płac aż do 2012 roku. AfD powstało rok później. W 1970 roku austriaccy socjaldemokraci zawarli porozumienie z FPÖ, żeby zyskać wsparcie dla swojego rządu mniejszościowego, i w 1983 roku utworzyli z nią koalicję. Siedem lat później liczba głosów FPÖ potroiła się.
Poparcie dla greckiego nazistowskiego Złotego Świtu wynosiło 0,1 procenta w 1996 roku. Na początku lat 2000. centrolewicowy Panhelleński Ruch Socjalistyczny (Panellínio Sosialistikó Kínima, PASOK) wdrożył zasady fiskalne UE, by przystąpić do strefy euro, wprowadzając głębokie cięcia, zwłaszcza w ochronie zdrowia, i odkręcił kran rasizmu. Pod koniec rządów PASOK w latach 2009-2015 Złoty Świt miał 7 procent. Podczas recesji lat 80. Holenderska Partia Socjalistyczna zmniejszyła wydatki publiczne o jedną czwartą i argumentowała, że rdzenni pracownicy są zagrożeni przez imigrantów o obcej kulturze. To otworzyło drogę dla Partii Wolności Geerta Wildersa, założonej w 2004 roku.
Liderzy socjaldemokratyczni nie obwiniają swojej spuścizny o to, że przyczyniła się do ekspansji skrajnej prawicy, lecz obwiniają swoich utraconych zwolenników. W rzeczywistości nowi zwolennicy skrajnej prawicy to głównie niezadowoleni wyborcy centroprawicy szukający alternatywnego domu. Nie widzą żadnej korzyści w głosowaniu na centrolewicę, która oferuje tak niewiele, a retoryka jej liderów sprawia, że polityka antyimigracyjna wydaje się tak kluczowa. Ogólnie rzecz biorąc, mniej niż 20 procent nowych wyborców radykalnie prawicowych partii przeszło do nich z partii socjaldemokratycznych.
Socjaldemokracja ma kłopoty, ale z innego powodu niż twierdzą jej przywódcy. Kiedy w okresie powojennym wprowadzała reformy, była nagradzana lojalnością. Po ich wyczerpaniu więź została zerwana. W latach 1990–2020 udział głosów oddawanych w Europie na socjaldemokrację spadł z 30 do 16 procent. To mierzy stopień, w jakim liderzy socjaldemokratyczni odwracają się od pracowników plecami i otwarcie wspierają wroga. To nie jest oznaka przesunięcia ich elektoratu skrajnie na prawo.
Politycy lewicowego i prawicowego centrum nie wzmacniają swojej elektoralnej skrajnie prawicowej nemezis umyślnie (jak zauważył Jean Marie Le Pen, wyborcy „wolą oryginał od kopii”), ale są funkcjonalnie niezdolni, by powstrzymać się od takiego działania. Związani z ratowaniem kapitalizmu poprzez tworzenie podziałów, których system potrzebuje, nieświadomie popeł- niają polityczne samobójstwo.
Jak pokazuje historia, najskuteczniejszym mechanizmem oporu wobec skrajnej prawicy jest jednolity front pracowniczy, zrzeszający związki zawodowe, oddolne kampanie, uciskane społeczności i polityczne nurty od reformistycznych po rewolucyjne. Mechanizmem, który położy kres jej okresowemu odradzaniu się, jest rewolucja, kierowana przez partię oddaną temu celowi. Nasza klasa ma liczebność, siłę i motywację, by pokonać barbarzyństwo we wszystkich jego odmianach.
Opracowała Agnieszka Kaleta na podstawie artykułu Donny’ego Glucksteina „Class and the far right”, który ukazał się w 188 numerze International Socialism journal 19 października 2025 roku.
Category: Gazeta - styczeń 2026










