COP30 było zwycięstwem lobbystów paliw kopalnych

O słabości globalnych zobowiązań świadczy fakt, że ponad 70 krajów nie zgłosiło swoich krajowych wkładów (Nationally Determined Contributions) – pięcioletnich rozliczeń, które mają pokazać redukcję emisji
Tegoroczna konferencja klimatyczna ONZ, COP30, miała być inna. Po dwóch poprzednich konferencjach w krajach naftowych, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Azerbejdżanie, pojawiła się nadzieja na zmianę kierunku. Cop30 odbyła się w Belém, w Brazylii, w samym środku lasu deszczowego Amazonii.
Prezydent Brazylii Lula podkreślił to, mówiąc, że „wezwał przywódców do Amazonii”, a nie do Brazylii. Brazylia wykazała jednak swoje zaangażowanie w ochronę „płuc planety”, wycinając tysiące akrów lasu deszczowego i wysiedlając lokalne społeczności, aby zbudować czteropasmową autostradę, która miała zapewnić uczestnikom szczytu dojazd na miejsce.
Szczyty COP coraz bardziej przypominają cyrk, w którym politycy wygłaszają teatralne oświadczenia o ratowaniu planety. Są to rozdmuchane fora dyskusyjne. Około 56 000 „delegatów” zgłosiło się z wyprzedzeniem do udziału w szczycie COP w Belém.
Niewielu z nich było klimatologami. Jeszcze mniej było przedstawicieli najbiedniejszych krajów najbardziej dotkniętych zmianami klimatycznymi lub społeczności tubylczych niszczonych przez degradację środowiska.
Jednak jedną z grup, która zadbała o to, by jej głos został wysłuchany, był przemysł paliw kopalnych. Kampania Kick Big Polluters Out obliczyła, że 1600 uczestników konferencji COP pochodziło z firm węglowych, gazowych lub naftowych – około jeden na 25 „delegatów”.
To dwunastoprocentowy wzrost liczby lobbystów przemysłu paliw kopalnych – znacznie lepsze określenie niż „delegaci” – na konferencji COP29.
Proces COP zawsze był sparaliżowany przez swoją zależność od wolnego rynku. Hasła „zero emisji netto” maskują zależność od „handlu emisjami”, „kredytów węglowych” i „kompensacji emisji”. Są to plany wolnorynkowe, które opierają się na wdrażaniu przez korporacje przyszłych planów redukcji emisji.
Jest to strategia wadliwa – niewykonalna, kosztowna i rozpraszająca uwagę – która nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Weźmy na przykład ulubiony projekt prezydenta Luli, „Tropical Forests Forever Facility”. Ma on na celu ochronę lasów deszczowych poprzez zachęcanie krajów do wpłacania środków do funduszu bankowego, który będzie generował odsetki w celu wynagrodzenia tych, którzy nie wycinają drzew.
Jeden z ekspertów ds. finansów środowiskowych określił go jako „najgorszy fundusz ochrony środowiska w historii”. Gazeta Financial Times pochwaliła ten pomysł, komentując: „A co by było, gdyby rynki finansowe traktowały drzewa jak akcjonariuszy””. Lula lepiej zrobiłby, powstrzymując niszczenie lasów deszczowych w celu budowy autostrady, zamiast polegać na rynkach finansowych, które mają generować pieniądze w przyszłości.
Jednak COP został również osłabiony przez szersze zmiany geopolityczne. Wzrost znaczenia prawicy podkopał polityczną wolę, by w ogóle mówić o działaniach na rzecz zmian klimatycznych. Donald Trump oczywiście nie pojawił się na konferencji. To bez wątpienia ośmieliło przemysł paliw kopalnych, który chętnie finansuje prawicowych polityków zaprzeczających zmianom klimatycznym.
Słabość globalnych zobowiązań najlepiej ilustruje fakt, że ponad 70 krajów nie zgłosiło swoich krajowych wkładów – pięcioletnich rozliczeń, które mają wykazać redukcję emisji. Kraje, które zgłosiły swoje dane, podały liczby wskazujące, że świat prawdopodobnie zmierza w kierunku ocieplenia o 2,5 stopnia Celsjusza. Będzie to katastrofalne.
Podczas konferencji COP30 ponad 80 krajów, w tym wiele z globalnego Południa, przedstawiło harmonogram odchodzenia od paliw kopalnych. Nie było to wiele, ale zawsze coś. Jednak bogate w ropę kraje zadbały o to, aby plan ten stał się dobrowolnym programem, który ma być raportowany w przyszłym roku. Konferencja COP30 była zwycięstwem tych, których interesy leżą w opóźnianiu redukcji emisji i odejściu od paliw kopalnych.
Komentatorzy po konferencji COP obawiają się, że porozumienie paryskie, międzynarodowy traktat zobowiązujący kraje do ograniczenia globalnego wzrostu temperatury, jest zagrożone, a działania w sprawie zmian klimatycznych wydają się odległe.
Dla milionów ludzi na całym świecie, którzy już teraz doświadczają chaosu klimatycznego, sama konferencja COP musi wydawać się bezsensownym przedsięwzięciem. Nadzieja leży w tych, którzy stawiają opór. Dziesiątki tysięcy ludzi wyszły na ulice Belém, aby domagać się podjęcia rzeczywistych działań.
Kiedy rdzenni protestujący przedarli się przez zabezpieczenia, jeden z negocjatorów klimatycznych powiedział Guardianowi, że „w końcu coś się tutaj wydarzyło”. To przypomnienie o bojowych zmaganiach, które musimy podjąć, by rzucić wyzwanie kapitalizmowi opartemu na paliwach kopalnych.
Martin Empson
Category: Gazeta - grudzień 2025, Gazeta - grudzień 2025 - 2cd.







