150. rocznica Komuny Paryskiej – Louise Michel i pierwsza demokracja robotnicza

| 1 marca 2021
Kobiety i dzieci pchają dwa działa na Montmartre (współczesny szkic).
Kobiety i dzieci pchają dwa działa na Montmartre (współczesny szkic).

18 marca 1871 r. to jedna z najważniejszych dat w naszej historii. Wydarzenia, o których będzie mowa, rozpoczęły się na wzgórzu Montmartre w Paryżu około 3 nad ranem. Na tamtejszym placu znajdowało się 250 dział, które przez całą zimę służyły do obrony Paryża przed oblegającymi miasto wojskami niemieckimi.

Pokój został zawarty na warunkach, które większość paryżan postrzegała jako zdradę. Zaraz po podpisaniu rozejmu w wyniku wyborów w Paryżu do władzy wróciła twardogłowa prawica. Na jej czele stał Adolphe Thiers, którego Karol Marks określił raz mianem „potwornego gnoma”.

Najpilniejszym problemem Thiersa był Paryż i jego mieszkańcy – głównie robotnicy, którzy byli wściekli na rząd, na wyrównanie czynszów zawieszonych na czas oblężenia oraz na warunki pracy.

Thiers był zaniepokojony faktem, że na wzgórzu Montmartre znajdowały się działa, które zaciągnęli tam paryscy robotnicy, w tym kobiety i dzieci, na rozkaz Gwardii Narodowej, czyli złożonej z ochotników formacji powołanej do życia do walki z Prusakami. Komitet Centralny Gwardii Narodowej był ciałem w pełni demokratycznym.

Dlatego rząd wysłał swoich żołnierzy, aby ci zabezpieczyli działa. Atmosfera w dzielnicy Montmartre zrobiła się napięta, gdy zgromadzili się ludzie, którzy przyszli bronić dział.

W pewnym momencie drogą prowadzącą na wzgórze przybiegła kobieta. Nazywała się Louise Michel. Miała 41 lat i była członkinią komitetu powołanego do pilnowania baterii.

Gdy udzielała pomocy rannemu mężczyźnie, usłyszała, jak jeden z generałów powiedział, że w Paryżu rządzi teraz francuska armia, „a brudny, ohydny motłoch, który zabrał działa z miejsca, w którym powinny się one znajdować, musi dostać nauczkę”.

Louise Michel doskonale rozumiała znaczenie słów, które padły. Była córką służącej, ale została nauczycielką. Wyrzucono ją z kilku szkół, ponieważ upierała się, by uczyć po swojemu. Była bardzo aktywną działaczką paryskich radykalnych środowisk i wybitną mówczynią.

W owym czasie każda kobieta wyrażająca otwarcie niezależne poglądy spotykała się z ogromną wrogością. Aktywne kobiety musiały na co dzień mierzyć się z docinkami i złośliwościami, ale Louise Michel udało się zdobyć uznanie wśród członków ruchu.

Wstąpiła do założonego m.in. przez Karola Marksa Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników.

Zdołała także wstąpić do Gwardii Narodowej, co było o tyle niezwykłe, że formacja ta składała się wyłącznie z mężczyzn.

Gdy usłyszała słowa generała, pobiegła ostrzec innych, że armia będzie chciała przejąć działa, czemu należy się przeciwstawić. Nakazała też uderzyć we wszystkie dzwony kościelne.

Wokół nieszczęsnych żołnierzy, którzy pilnowali dział, zgromadzili się ludzie. Kontrolę nad sytuacją próbowali zachować generałowie.

Louise Michel

Po chwili zjawił się tłum prowadzony przez Louise Michel. Zebrała ona około 200 kobiet, w większości zaopatrzonych w karabiny i ruszyła na wzgórze w stronę 3000 uzbrojonych żołnierzy.

Później pisała: „[…] biegłyśmy szybko, wiedząc, że na szczycie znajduje się wojsko w szyku bojowym. Byłyśmy gotowe umrzeć za wolność”.

Generał trzykrotnie nakazał żołnierzom oddanie strzałów. Trzy razy odmówili. Nagle sierżant krzyknął: „Będziemy musieli się zbuntować”. Była to wspaniała scena, gdy tłum zaczął obejmować żołnierzy i dzielić z nimi butelki wina.

Adolph Thiers był bardzo niezadowolony. Ściągnął do oddalonego o 20 km Wersalu wszystkich członków gabinetu i przysiągł zemstę za to, co stało się w Paryżu.

Wieczorem 18 marca Komitet Centralny Gwardii Narodowej ogłosił się rządem Paryża.

Natychmiast w łonie Komitetu Centralnego doszło do sporu – niektórzy członkowie chcieli natychmiast pomaszerować na Wersal. Mówili: „Jeśli teraz pójdziemy na Wersal, obalając tamtejszy rząd możemy pociągnąć za sobą robotników ze wszystkich francuskich miast.

A Louise Michel, która nie była członkinią Komitetu, przebywała na zewnątrz, gdzie przekonywała każdego naciskając: „Musimy pomaszerować na Wersal – teraz jest na to czas”.

Jednak większość członków Komitetu opowiedziała się za opcją legalistyczną. Postanowiono przekazać władzę ciału pochodzącemu z wyborów, tak aby miało ono legitymację do rządzenia.

Wybory odbyły się 26 marca. Gwardia Narodowa wydała oświadczenie, w którym apelowała do robotników, by pamiętali, że najlepiej będą im służyć ci, których wybiorą spośród siebie – ludzie żyjący ich życiem, doświadczający ich problemów. „Nie ufajcie ambitnym i niedoświadczonym. Nieufność okażcie także mówcom, którzy nie potrafią przekuć słów w czyny. Unikajcie tych, którym fortuna sprzyja ponad miarę, ponieważ posiadacz fortuny rzadko będzie widzieć w robotniku swojego brata” – apelowano.

Wybory przyjęte zostały z ogromnym entuzjazmem. Wybrano w większości ludzi, których jeden z pisarzy nazwał „czerwonymi republikanami”.

Te wybory różniły się od wszystkich innych. Decydenci byli nie tylko robotnikami zasiadającymi w rządzie. Byli także robotnikami wykonującymi decyzje rządu. Kiedy to widzieliśmy zwykłych robotników na czele sił policji, robotniczych sędziów, robotniczych wydawców gazet? Komuna Paryska to osiągnęła.

Komunie Paryskiej pozwolono istnieć tylko przez dwa miesiące. Przez większość tego czasu znajdowała się ona pod stałym oblężeniem przez wojska obozu wersalskiego.

Komunie udało się wycofać wprowadzone wstecz podwyżki czynszów i wprowadzić zakaz eksmisji. Lombardom nakazano oddać wszystkie przedmioty, które należały wcześniej do robotników. Zakazano pracy nocnej w piekarniach i uruchomiono program ubezpieczeń wypadkowych – po raz pierwszy we Francji.

Organizację edukacji w Paryżu odebrano zakonnicom i mnichom, a oddano w ręce ludzi, których wspaniałym dekretem Komuny zobowiązano do skoncentrowania się na faktach, a nie na fantazjach oraz do zaangażowania się w wyeliminowanie „największej bolączki dotykającej szkolnictwo, czyli nudy”.

Zapanowała nieprawdopodobnie stymulująca atmosfera intelektualna – wszystkie kościoły zaanektowano na miejsca prowadzenia debat.

Jednak Komuna nie była doskonała.

Jedna z jej słabości dała o sobie znać w sposobie prowadzenia wojny. Thiers przypuścił kontratak z Wersalu.

Rogatki Paryża były raz po raz pod ostrzałem artyleryjskim. Jednak prowadzenie wojny powierzono byłym oficerom, którzy nie mieli pojęcia, jak wykorzystać demokrację reprezentowaną przez Komunę.

Armia obozu wersalskiego weszła do miasta, ponieważ nikt nie pilnował bram. Działa ustawione na wzgórzu Montmartre – symbol rewolucji społecznej – zostały pozostawione bez opieki, a w krytycznym momencie nie mogły zostać użyte.

Urzędnicy Komuny Paryskiej zostali wybrani w wyborach powszechnych, ale prawa głosu nie miały kobiety. Mimo to, działania kobiet w czasie Komuny były wspaniałe.

Kobiety walczyły o Komunę z poczuciem, że skoro władzę przejęła ich klasa, to obowiązkiem każdej z nich jest obrona tego dorobku. Louise Michel dowodziła batalionem 120 kobiet broniących zdobyczy Komuny.

Tak oto dotarliśmy do końca tej historii. W całym okresie wojny, tj. od 2 kwietnia do 25 maja, w walkach zginęło 887 żołnierzy obozu wersalskiego. W ciągu dziesięciu dni, które nastąpiły po 25 maja, gdy armia obozu wersalskiego przejęła całkowitą kontrolę nad Paryżem, wyprowadzono z miasta i rozstrzelano 25 000 ludzi.

Każdy, kto w jakikolwiek sposób miał związek z Gwardią Narodową – mężczyzna, kobieta czy dziecko – był skazywany na śmierć. Louise Michel udało się uniknąć śmierci, ale została ona wywieziona do kolonii, a później po powrocie do Francji ponownie uwięziona.

Nigdy nie straciła swojego buntowniczego ducha. Gdy na łożu śmierci dowiedziała się o wybuchu rewolucji 1905 roku, wstała z łóżka i zaczęła tańczyć po pokoju. Potem położyła się z powrotem i powiedziała, że teraz może umrzeć.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Niniejsze tłumaczenie powstało na podstawie zredagowanego zapisu przemówienia z 1979 roku brytyjskiego marksisty Paula Foota na temat Louise Michel i Komuny Paryskiej.

Marks i Engels o Komunie Paryskiej

Komuna nie miała być ciałem parlamentarnym, lecz pracującym, jednocześnie ustawodawczym i wykonawczym. Policja, która dotąd była narzędziem rządu państwowego, została natychmiast pozbawiona wszystkich swych cech politycznych i stała się odpowiedzialnym i w każdej chwili usuwalnym narzędziem Komuny. Podobnie urzędnicy wszystkich innych gałęzi administracji. Wszyscy urzędnicy, poczynając od członków Komuny, musieli teraz pełnić służbę publiczną za płacę roboczą. Przywileje i pensje reprezentacyjne wielkich dostojników państwowych znikły wraz z tymi dostojnikami. Urzędy publiczne przestały być prywatną własnością kreatur rządu centralnego. Nie tylko zarząd miejski, lecz i cała inicjatywa należąca dotąd do państwa przeszła teraz w ręce Komuny.

Po zniesieniu armii stałej i policji, tych narzędzi władzy materialnej starego rządu, Komuna przystąpiła natychmiast do złamania „władzy klechów”, tego duchowego narzędzia ucisku; zadekretowała ona rozwiązanie i wywłaszczenie kościołów wszystkich wyznań, o ile były instytucjami posiadającymi majątek. Księża musieli powrócić do skromnego życia prywatnego, aby na wzór swych praojców apostołów żyć z jałmużny swych owieczek. We wszystkich zakładach naukowych nauka była prowadzona bezpłatnie, usunięto je spod wszelkiego wpływu państwa i kościoła. W ten sposób nie tylko dano wszystkim dostęp do wykształcenia szkolnego, lecz i uwolniono wiedzę od kajdanów, w które zakuły ją przesądy klasowe i władza.
Wojna domowa we Francji, Karol Marks

W ostatnich czasach socjaldemokratyczny filister znowu wpada w zbawienną trwogę, gdy słyszy słowa: dyktatura proletariatu. Cóż, panowie, chcecie wiedzieć, jak wygląda ta dyktatura? Przyjrzyjcie się Komunie Paryskiej. Była to dyktatura proletariatu.
Fryderyk Engels, wstęp do wyżej wymienionej pracy Marksa, napisany w 20. rocznicę Komuny Paryskiej.

Tags:

Category: Gazeta - marzec 2021, Gazeta - marzec 2021 - cd.

Comments are closed.