„Wzgórze psów” Jakuba Żulczyka – Wyjazd do Anglii, lokalna mafia i praca na śmieciówkach

| 1 maja 2019
Okładka książki „Wzgórze psów”

Wzgórze psów to najnowszy thriller młodego i popularnego polskiego pisarza Jakuba Żulczyka. Na podstawie jego poprzedniej powieści Ślepnąc od świateł powstał serial HBO (dostępny od listopada zeszłego roku).

Bohaterem Wzgórza psów jest trzydziestokilkuletni pisarz, Mikołaj. Napisał on tylko jedną książkę opartą na jego traumatycznych doświadczeniach z czasów licealnych. Po kilkunastu latach Mikołaj wraca z Warszawy do rodzinnego miasteczka. Główną kanwą powieści jest zbrodnia, która wydarzyła się, kiedy Mikołaj był jeszcze w klasie maturalnej.

Akcja na przemian przenosi się z teraźniejszości do końca lat dziewięćdziesiątych. Żulczyk wykorzystuje tutaj, dobry, choć sprawdzony schemat kryminału. Bardziej oryginalna we Wzgórzu psów jest otoczka całej akcji.

Tłem powieści jest prowincjonalne fikcyjne miasteczko na Mazurach, Zybork. Jak wiele innych miejscowości typowych dla „Polski B”, Zybork, dotknięty jest skutkami transformacji.

Kiedy Justyna, żona Mikołaja, pyta się go, patrząc na opustoszały rynek miasteczka pełnego wyblakłych szyldów reklamujących głownie lombardy: „Gdzie są wszyscy?”, Mikołaj, nie siląc się na żarty, odpowiada: „W Anglii”.

Żulczyk pokazuje pokolenie młodych ludzi, którzy z braku perspektyw wyjeżdżają za granicę albo trafiają w objęcia lokalnej mafii (która oczywiście korumpuje lokalne władze). Reszcie udaje się znaleźć pracę na śmieciówkach (Justyna, utalentowana dziennikarka ogólnopolskiej gazety, może liczyć jedynie na umowę zlecenia).

Mikołaj wraca do swojego rodzinnego domu, dlatego że nie stać go już na spłatę kredytu mieszkaniowego w stolicy. Żulczyk w bardzo realistyczny sposób opisuje także warunki życia w popegeerowskich blokach, których mieszkańców planuje się wysiedlić, aby zbudować luksusowy ośrodek wczasowy.

Nad przeważającą częścią książki unosi się atmosfera wszechogarniającej beznadziei. Mikołaj szydzi także z sukcesu, który rzekomo jest w zasięgu ręki:

Nie ma alternatywy. Są jedynie bajki ludowe. Historyjki o ludziach, którzy wyjechali gdzieś do Nowej Zelandii i zostali barmanami, i są szczęśliwi, i robią o tym profil na Facebooku. Ludzie, którzy otworzyli alternatywną ekokawiarnię w Skaryszewie i teraz cały nagle oświecony Skaryszew zap…. do tej ekokawiarni, a ci nie umieją przeliczyć stosów swoich ekopieniędzy. Takie fikcje wymyślają redakcje portali internetowych, aby ludzie wierzyli w istnienie jakiejś alternatywy, mieli jakąkolwiek nadzieję, nie wyskakiwali z okien, nie wjeżdżali w drzewa przy pełnej prędkości.

We Wzgórzu psów, Żulczyk stworzył świat, w którym nie ma jednoznacznie pozytywnych postaci. Wydaje się, że książka jest w pewnym aspekcie polską wersją Trainspotting (Ślepe tory) szkockiego pisarza Irvine’a Welsha. Żulczyk poświęcił wiele stron na opisy zażywania twardych narkotyków z raczej większym naciskiem na „dramat” niż na „komedię” (tak jak w Trainspotting).

Styl pisarza poraża realizmem, dialogi nie stronią od wulgaryzmów. Wzgórze psów dobrze oddaje polską rzeczywistość, zarówno tę elitarną z „Warszawki”, jak i tę prowincjonalną z Zyborka.

Czasami pretensjonalny język autora i dość przydługawą lekturę (prawie siedemset stron) rekompensują z pewnością śmieszne wstawki:

W samochodzie leci muzyka, natchniony polski metal o żołnierzach wyklętych, od którego mam ochotę zdrapać sobie twarz.

Maciej Bancarzewski

Wzgórze psów

Autor: Jakub Żulczyk

Wydawnictwo: Świat Książki

Rok wydania: 2017

Tags:

Category: Gazeta - maj 2019, Gazeta - maj 2019 - cd.

Comments are closed.