Referendum aborcyjne w Irlandii – Zmiana o fundamentalnym znaczeniu

| 1 czerwca 2018
26.05.18 Dublin – wiec zwycięstwa.

26.05.18 Dublin – wiec zwycięstwa.

Irlandzka socjalistka Marnie Holborow analizuje znaczenie politycznego trzęsienia ziemi, jakie miało miejsce w Irlandii.

Decydujące zwycięstwo w referendum zwolenników uchylenia ósmej poprawki do konstytucji Irlandii [poprawki zakazującej aborcji – przyp. tłum.] to naprawdę przełomowe wydarzenie.

Media, komentatorzy i politycy przewidywali, że głosy rozłożą się po równo. Tymczasem zdecydowana większość, bez względu na region, płeć, klasę społeczną czy grupę wiekową, zagłosowała za uchyleniem poprawki. W 26 hrabstwach głos społeczeństwa spowodował przeformułowanie politycznej normy.

Wyniki

Zwolennicy zagłosowali w stosunku 66 do 34 procent. W Dublinie przytłaczająca większość poparła zmianę. Najwięcej głosów za uchyleniem poprawki oddano w okręgu Dublin Bay South (78%), gdzie klasy pracująca i średnia oddały odpowiednio 90% i 91% głosów na „tak”.

Upadł też kreowany w mediach jako polityczny fakt podział na miasto i wieś. Wynik 63% głosów za uchyleniem poprawki na wsi tylko nieznaczenie ustępuje wynikowi 72% w miastach. W Dublinie 75% osób poparło zmiany. Na podstawie sondaży exit poll szacowano, że w Leinster poparcie wyraziło 67% głosujących, ale w okręgu Munster i Connacht-Ulster przewaga zwolenników była niemal równie wyraźna (odpowiednio 63% i 62%). Tylko w okręgu Donegal przeważyli przeciwnicy, którzy stanowili 52% głosujących. Jednak po doliczeniu głosów z części hrabstwa Donegal na terenie okręgu wyborczego Sligo–Leitrim widać, że całe hrabstwo zagłosowało za prawem do przerywania ciąży.

Referendum pokazało, że zapytani wreszcie o zdanie w sprawie aborcji ludzie opowiedzieli się jasno po stronie swoich sióstr, matek i córek. Nie dało się już dłużej negować i pomijać milczeniem irlandzkich realiów przerywania ciąży. Było to masowe dążenie do położenia kresu politycznej hipokryzji, kontroli kościoła i haniebnemu antykobiecemu porządkowi, który zbyt długo obowiązywał w Irlandii.

Cicha rewolucja?

[Premier] Leo Varadkar szybko postawił się na czele tej zmiany. Wynik głosowania nazwał on dniem, w którym Irlandia „osiągnęła pełnoletność jako kraj”, oraz dniem, w którym, jak to ujął, „mamy wreszcie nowoczesną konstytucję dla nowoczesnego społeczeństwa”. Jednak rzeczywistość zmiany społecznej jest nieco bardziej zniuansowana niż ta, do której stara się nas przekonać liberalna narracja. To prawda, że Leo Varadkar wraz z innymi liderami przekonali do referendum Zgromadzenie Obywatelskie i komisję parlamentarną. Jednak duża przewaga zwolenników zmiany stanowi wyraz czegoś, co było obecne w świadomości społecznej, a co rządzący starali się ignorować przez długi czas.

Według sondażu exit poll stacji RTÉ 76% z 3000 ankietowanych przyznało, że zawsze chciało głosować za zmianą, a 8% oświadczyło, że przekonała ich śmierć Savity Halappanavar [która zmarła, ponieważ odmówiono jej zabiegu aborcji – przyp. tłum.] prawie sześć lat temu. Tylko 1% powołał się na zeszłoroczne orzeczenie Zgromadzenia Obywatelskiego, kolejny 1% – na dyskusje komisji parlamentarnej, a 12% podjęło decyzję w toku samej kampanii. Jeden na trzech respondentów przyznał, że głos na „tak” wynikał z doświadczeń osobiście znanych mu osób, co dowodzi, że rdzeń poparcia istniał od dawna.

I chociaż Leo Varadkar szybko przypisał sobie zasługi za doprowadzenie do tego, co nazwał „cichą rewolucją”, zmiana dokonała się na długo przed jego deklaracjami.

Oddolny ruch

26.05.18 Dublin

Prawdziwą siłą napędową powodzenia referendum był oddolny ruch – masowe zaangażowanie ludzi, którzy położyli fundamenty pod tę zmianę. Od czasu tragicznej śmierci Savity Halappanavar w 2012 r., do której doszło w wyniku obowiązywania ósmej poprawki do konstytucji, wezwanie do jej uchylenia zmobilizowało zastępy aktywistów zachęconych wzrostem w siłę międzynarodowego radykalnego ruchu na rzecz praw kobiet.

Jeszcze w 2012 r. do życia powołana została Kampania na rzecz Prawa do Aborcji, w ramach której wysunięto żądanie dostępu do bezpłatnej, bezpiecznej i legalnej aborcji. Kulminacją działalności ruchu były wielotysięczne marsze z września zeszłego roku. Irlandzkie obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet dostarczyły okazji do okazania gniewu, którego wyrazem był ogłoszony na ten dzień Strajk na rzecz Uchylenia [ósmej poprawki]. W Irlandii Północnej i Południowej prężnie działał ruch #Metoo skierowany przeciwko kulturze gwałtu, która została ujawniona podczas procesu oskarżonych o gwałt graczy rugby z Belfastu. Ruchy te tworzyło młode pokolenie kobiet: pracujących i studiujących, a także matek. Te same kobiety tłumnie angażowały się w kampanię na rzecz uchylenia ósmej poprawki, co przełożyło się na wynik głosowania.

Kluczową rolę w nadaniu temu ruchowi swoistego charakteru odegrała radykalna lewica, a nie główny nurt polityki. Socjalistka z partii Independent Socialist Party Clare Daly przedstawiła w 2013 r. projekt ustawy zezwalającej na aborcję w przypadkach śmiertelnej wady płodu. Projekt został odrzucony z powodu sprzeciwu całej partii Fine Gael oraz większości partii Fianna Fáil, przy jednoczesnym wstrzymaniu się od głosu parlamentarzystów z partii Sinn Féin. Ustawa o ochronie życia w czasie ciąży została uchwalona przed około dwudziestu laty przez rząd Fine Gael w odpowiedzi na sprawę X [zgwałconej nastolatki, której odmówiono prawa do wyjazdu z kraju w celu dokonania aborcji – przyp. tłum.], aby umożliwić aborcję kobietom, które mają skłonności samobójcze. Tymczasem, jak przyznawali lekarze podczas kampanii, prawo to praktycznie nie obowiązywało. Zawierało ono także haniebną karę do 14 lat pozbawienia wolności za dokonanie aborcji w innych okolicznościach. W 2017 r. deputowana z partii People Before Profit [Ludzie Ponad Zyski] Brid Smith zaproponowała złagodzenie kary, ale projekt przepadł głosami partii głównego nurtu.

Kampania w sprawie uchylenia ósmej poprawki była oddolnym ruchem masowym, w którym istotną rolę odegrała radykalna lewica, w tym socjaliści i niezależni lewicowi aktywiści. Wielkie oddolne zaangażowanie w różnego rodzaju działania, w tym potężna kampania od drzwi do drzwi, transparenty wywieszane na budowlach, akcje ulotkowe, było największym pokazem siły społeczeństwa od czasu ruchu sprzeciwu wobec opłat za wodę.

Wybór to podstawa

Przeprowadzony przez stację RTÉ sondaż exit poll ujawnił jeszcze coś, co wielu aktywistów dostrzegło w trakcie kampanii, a mianowicie, że prawo do wyboru było kwestią rozstrzygającą. Dla przeważającej większości głosujących (62%) prawo do wyboru okazało się „sprawą najwyższej wagi”. Ponadto aż 84% głosów oddanych na „tak” wynikało z uznania prawa kobiet do decydowania o sobie – to o wiele więcej niż odsetek osób, które za kwestie kluczowe uznały prawo do aborcji ze względu na zdrowie lub życie kobiety albo też w przypadku ciąży pochodzącej z gwałtu.

Z tego punktu widzenia przekaz polityczny forsowany przez kampanię „Razem dla »Tak«” był wyjątkowo chybiony. Instruowanie aktywistów, aby nie poruszali kwestii prawa do wyboru, aborcji na żądanie lub prawa do decydowania o własnym ciele, okazało się sprzeczne z tym, na czym zależało głosującym. Myślenie w kategoriach „miękkiego przekazu” – będące domeną public relations, a nie działalności politycznej – zakładało, że Irlandczycy nie są gotowi na uznanie aborcji jako prawa kobiet. Owi profesjonalni stratedzy, z których część wywodzi się z organizacji poza- rządowych, a część z Partii Pracy, uwierzyli w mantrę powtarzaną przez Leo Varadkara, że w polityce liczy się przede wszystkim odpowiednia propaganda.

To bardzo powierzchowne spojrzenie na politykę. Wpływ na to, co ludzie myślą o świecie, mają zmiany realiów społecznych, własne doświadczenie życiowe, oferta polityczna i wiele innych czynników. Kluczowe w tym przypadku było to, że po upływie trzech dekad Irlandki nie widzą już siebie w roli osób zajmujących się głównie domem. Kobiety stanowią obecnie 45% siły roboczej, czyli mniej więcej tyle co w USA. Odsetek ten wzrósł gwałtownie oraz – w porównaniu do innych krajów – stosunkowo niedawno. Na studiach większość stanowią obecnie kobiety. Fakty te wskazują na zmianę sposobu, w jaki kobiety postrzegają siebie oraz swoje role i prawa społeczne. Dzisiaj zmuszanie kobiet do rodzenia wbrew ich woli stoi w jawnej sprzeczności z ich życiowymi oczekiwaniami i nadziejami. Prawo do aborcji, takie jakie przyznano kobietom w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych w latach siedemdziesiątych, jest coraz częściej postrzegane jako fundament wszelkich swobód kobiet.

Dżinn wypuszczony z butelki

Lśniący nowy liberalizm partii Fine Gael jest ograniczony w swojej ofercie praw dla kobiet. Simon Harris, którego niedawna wypowiedź na Zamku Dublińskim [przychylna wobec prawa do aborcji – przyp. tłum.] została przez niektórych owacyjnie przyjęta, jest ministrem odpowiedzialnym za kryzys wokół badań przesiewowych szyjki macicy, którego źródła tkwią w realizowanym przez jego partię programie prywatyzacji służby zdrowia. Wadą liberalizmu wszystkich odcieni – od Hillary Clinton po Emmanuela Macrona – jest poleganie na prywatyzacji dostępu do swobód osobistych w zastępstwie dostarczenia materialnych środków umożliwiających zapewnienie ich każdemu. Liberalizm zderza się tu z własnym neoliberalnym modelem gospodarczym. Czy po referendum rząd zapewni kobietom bezpłatny dostęp do zabiegów i tabletek poronnych? Czy powstaną placówki finansowane z środków publicznych i oferujące bezpłatną antykoncepcję oraz bezpłatne wsparcie?

Czerpiąc motywację ze zwycięstwa, wielu uczestników ruchu chciałoby pchnąć sprawę dalej. Domagają się rozdziału kościoła i państwa oraz szkół wolnych od religii. Chcieliby także upadku mizoginicznego porządku panującego na północy Irlandii, tak aby także tam kobiety uzyskały pełne prawo do przerywania ciąży. Socjaliści będą walczyć u boku tysięcy aktywistów o prawdziwy wybór, prawdziwą równość, prawdziwą zmianę. Dżinn wydostał się z butelki.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Artykuł pochodzi z www.rebelnews.ie, witryny Socialist Workers Network, siostrzanej organizacji Pracow- niczej Demokracji w Irlandii.

Category: Gazeta - czerwiec 2018

Comments are closed.