40-dniowy protest osób z niepełnosprawnościami i ich rodziców – INSPIRUJĄCA WALKA

| 1 czerwca 2018
05.05.18 Demonstracja solidarności z protestującymi rusza spod Sejmu.

05.05.18 Demonstracja solidarności z protestującymi rusza spod Sejmu.

„Jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni” – miał powiedzieć w starożytności Pyrrus, król Epiru, po zwycięskiej bitwie z Rzymem. Jarosław, król PIS-u, powinien powtórzyć te słowa dzisiaj po tym, jak osoby z niepełnosprawnościami i ich rodzice zakończyli protest okupacyjny w Sejmie.

Okupacja trwała 40 dni. To prawda, że protestujący nie zdobyli 500 zł, o które walczyli, jednak wymierzyli ciężkie ciosy rządowi. Ich bohaterstwo zainspirowało miliony ludzi w całym kraju.

– Protestujący pokazali, że PiS nie jest taką socjalną partią, jaką się przedstawia. Rząd, który zamierza wydawać więcej miliardów na eskalację militaryzacji w regionie (patrz s. 8) i dostarcza ulgi podatkowe wielkim korporacjom, nie znajduje nawet 500 zł miesięcznie na potrzeby dorosłych niepełnosprawnych. To się nie podoba. 79 proc. ankietowanych uważa, że rząd powinien przyznać te 500 zł. Inaczej uważa jedynie 15 proc. (wyniki sondażu przeprowadzonego już po zakończeniu protestu przez Kantar Millward Brown).

– Marszałek Kuchciński kazał nie patyczkować się z protestującymi. Doszło do stosowania siły fizycznej przeciw matkom przez straż marszałkowską. Nie było to tylko szarpaniną, jak często powtarzają nawet nieprzychylne wobec rządu media, lecz atakiem ze strony państwa. I każdy wie, że Kuchciński podjął decyzję o zaostrzeniu postawy wobec protestującym matkom pod wpływem swojego szefa.

– Pomimo tego, że PiS niewiele, jeśli w ogóle, stracił w sondażach badających poparcie wyborcze, obrazki poszturchiwanych protestujących pozo- staną w pamięci całego społeczeństwa. Na dłuższą metę może to być dla rządu bombą z opóźnionym zapłonem. Już dziś 62 proc. społeczeństwa uważa, że rząd zareagował nieodpowiednio na protest, a 32 proc. ma przeciwne zdanie (wg już wspomnianego sondażu).

– Gdy rząd wygrywa bitwę z jakimiś protestującymi, jest to bardzo często odbierane jako ostrzeżenie dla innych, by nie zadzierać z władzą. Czy tak jest i tym razem? Chyba nie. Protest trwał 40 dni i odważni protestujący byli na oczach całego społeczeństwa przez cały ten czas. Nie udały się próby ich upokorzenia. Gdy wyszli z Sejmu wyglądali na o wiele silniejszych niż wtedy, kiedy rozpoczęli protest. Niełatwo rządowi powiedzieć: „Widzicie, nie warto protestować”. Zainicjowany 5 czerwca akademicki protest na Uniwersytecie Warszawskim był wyraźnie zainspirowany protestem w Sejmie. Po raz pierwszy w historii III RP studenci przeprowadzili nocną okupację – w tym przypadku siedziby rektora.

– Protest sejmowy złamał rozmaite stereotypy na temat osób z niepełnosprawnościami. Adrian Gliński i Jakub Hartwich regularnie wypowiadali się w telewizji i widać było, że są oni elokwentnymi osobami i podmiotami protestu. W różnych częściach kraju dziennikarze opisują, jak zmieniają się postawy wobec osób z niepełnosprawnościami – coraz częściej nie są traktowani ani protekcjonalnie, ani z pogardą. Są zauważani – i ludzie nie wpadają w zakłopotanie na ich widok. Pokazuje to, że protestujący w Sejmie nie tylko próbowali wyrwać należne pieniądze z rąk bezczelnego rządu, lecz także skutecznie walczyli z codziennym uciskiem niepełnosprawnych w społeczeństwie.

Zaprzepaszczona szansa lewicy

Pracownicza Demokracja niemal codziennie była obecna pod Sejmem na pikietach i demonstracjach solidarności z protestującymi i staraliśmy się, na ile mogliśmy, rozpowszechnić protest.

W różnych miastach miały miejsce manifestacje poparcia dla osób z niepełnosprawnościami i ich rodziców.

Była to idealna sytuacja, by budować lewicę jednocześnie z rozszerzeniem poparcia dla protestu – bo przecież jedno uzupełnia drugie. Trzeba było pokazać, że to lewica jest sojusznikiem ludzi walczących o politykę prospołeczną, a nie liberałowie. Główna siła na lewo od SLD, Partia Razem, owszem, wspierała protest, ale zrobiła to w połowiczny sposób.

Akcja w Sejmie była najważniejszym konfliktem zwykłych ludzi z rządem przez niemal sześć tygodni, więc skąd taka postawa? Członkowie Razem tłumaczyli, że nie chcieli się zbytnio afiszować, by nie oskarżono ich o reklamowanie swojej partii kosztem protestu. Jednak można było wspierać protest w taktowny i sensowny sposób, jednocześnie mobilizując członkinie i członków partii.

Na początku mogło się wydawać, że liderzy Razem nie chcieli być kojarzeni z liberałami – znane twarze Nowoczesnej i Platformy były wykorzystywane przez Wiadomości TVP i inne pisowskie media, by pokazać, że protest został przejęty przez liberałów. Ale kiedy Razem później podpisał wspólny z opozycją sejmową (plus SLD i poseł PO) „pakt solidarnościowy” dla niepełnosprawnych ten argument już nie przekonuje. Partia Razem po prostu nie dostrzegła ważności protestu.

Było na rękę rządu, by zrobić z sejmowej akcji protestacyjnej konflikt między PiS-em a liberalną opozycją. Lewica musi się takim propagandowym sztuczkom przeciwstawić, inaczej pozostanie zmarginalizowana. Musi pokazać prawdziwą antysocjalną twarz rządu i podkreślić obłudę liberałów, których program i ideologia zamierzają do jeszcze większego demontażu państwa socjalnego. Najbardziej znane twarze Partii Razem powinny były znacznie częściej stać przed Sejmem, solidaryzując się z protestującymi wewnątrz, by pokazać, że ten protest jest dla nich sprawą największej wagi. Nie możemy oddawać pola liberałom.

To samo dotyczy znanego lewicowego polityka, Piotra Ikonowicza i jego partii Ruch Sprawiedliwości Społecznej. Ikonowicz nie uczestniczył w demonstracjach lub codziennych pikietach pod Sejmem, a RSS był niewidoczny przez 40 dni protestu (oprócz krótkiej wizyty 1 maja, ale bez udziału w ogólnej pikiecie solidarnościowej).

RSS atakuje Platformę bardziej niż PiS. Lewica musi atakować liberałów, jednak gdy rządzą twardogłowi prawicowcy, to oni muszą być głównym celem lewicowego sprzeciwu. W Polsce, jak i w innych krajach – jak zauważyli Marks i Engels – to władza państwowa jest ”komitetem, zarządzającym wspólnymi interesami całej klasy burżuazyjnej” (Manifest komunistyczny). Nie można być konsekwentną lewicą, odpuszczając rządowi.

Związki zawodowe

Główne centrale związkowe były niewidoczne pod Sejmem. Piotr Duda złożył wizytę w parlamencie – ale rozmawiał z protestującymi tylko bez kamer, jak gdyby jego funkcja jako lidera słynnej na świecie „Solidarności” była jego prywatną sprawą. Rzecz jasna, nie chciał zawadzać z Kaczyńskim – postawa, która niszczy niezależność związkowców.

Liderzy OPZZ formalnie popierali protestujących w Sejmie i na pierwszomajowym wiecu związku w Warszawie połączono się telefonicznie z Iwoną Hartwich. Przybliżono telefon do mikrofonu tak, by wszyscy mogli usłyszeć inspirujące słowa nieformalnej liderki okupujących. Na wiecu przemawiała również uczestniczka solidarnościowych pikiet Monika Auch-Szkoda. Jednak poza tym nie mobilizowano członkiń i członków związków skupionych w OPZZ do aktywnej solidarności.

Pod koniec 40 dni protestu były próby przezwyciężenia bierności liderów związkowych. Związek Nauczycielstwa Polskiego na Uniwersytecie Warszawskim zorganizował przejście uliczne od bramy UW do Sejmu. Niestety protest się zakończył, zanim ta solidarnościowa akcja mogła się odbyć. Niemniej jednak w przyszłości takie oddolne inicjatywy mogą stanowić przykłady do naśladowania – w ten sposób można rozszerzyć aktywne poparcie związkowców na rzecz różnych kampanii.

Tam, gdzie jest walka, samoorganizacja i sprzeciw wobec władzy – tam jest najważniejsze miejsce dla związkowców i lewicy. Jeśli zgadzasz się z tym, wstąp do Pracowniczej Demokracji i/lub podejmij z nami współpracę. Kontakt: pracdem@go2.pl

Andrzej Żebrowski

Category: Gazeta - czerwiec 2018

Comments are closed.