50. rocznica inwazji na Czechosłowację – Czołgi przeciw nadziejom

| 1 lipca 2018
Polskie wojsko wraca do kraju po „dzielnej”  inwazji na Czechosłowację. W ostatnich latach podobna, haniebna propaganda towarzyszyła polskiemu uczestnictwu w „interwencjach”  w Iraku i Afganistanie.

Polskie wojsko wraca do kraju po „dzielnej”
inwazji na Czechosłowację. W ostatnich latach podobna, haniebna propaganda towarzyszyła polskiemu uczestnictwu w „interwencjach”
w Iraku i Afganistanie.

Oto fragment książki Chrisa Harmana The Fire Last Time o wydarzeniach roku 1968 na świecie. Tu Harman najczęściej stosuje słowo „Rosja” zamiast ZSRR, ponieważ w tak zwanym Związku Radzieckim dominowała Rosja. Co więcej ZSRR – wbrew nazwie – nie był socjalistyczny i od dekad nie było tam prawdziwych rad robotniczych. Harman też pisze skrótowo o rosyjskich siłach zbrojnych, tylko raz wspominając o żołnierzach państw sojuszniczych – a było ich sporo. Sam polski kontyngent liczył – według różnych źródeł – od 18,5 do 25 tys. żołnierzy. Z historycznych powodów żołnierze niemieccy (z NRD) zostali od razu wycofani i pozostali w odwodzie.

W Czechosłowacji kierownictwo Dubčeka znalazło się pomiędzy młotem oddolnej presji na rzecz zmian i kowadłem nacisku ze strony Kremla na przywrócenie „normalności”. Nie mogło ono zadowolić żadnej ze stron. W nocy 20 sierpnia żołnierze rosyjscy, wraz z czterema wypróbowanymi sojusznikami z Układu Warszawskiego (Polska, Węgry, Niemcy Wschodnie i Bułgaria), dokonali inwazji na Czechosłowację. W ciągu kilku godzin rosyjskie czołgi, wraz z setkami tysięcy żołnierzy, opanowały wszystkie główne lotniska, przejścia graniczne, miasta i miasteczka. Dubček, premier Černik oraz inni ministrowie zostali uprowadzeni do Moskwy jako więźniowie.

Rosyjscy żołnierze nie napotkali dużego oporu zbrojnego. Studenci i młodzi robotnicy organizowali demonstracje i blokady ulic. Atakowali słownie rosyjskich żołnierzy, pytając ich, po co przyjechali do Pragi. Udało im się nawet podpalić kilka czołgów – zginęło od 50 do 100 demonstrantów. Jednak nie wydarzyło się nic co byłoby porównywalne z Budapesztem w 1956 r., gdzie zginęło 20 tys. ludzi. Zamiast tego siły okupacyjne spotkały się z masową, pokojową odmową współpracy, koordynowaną przez część czechosłowackiej machiny państwowej.

Rosjanie nie przygotowali inwazji pod względem politycznym i nie utworzyli zawczasu siatki czechosłowackich kolaborantów na której mogliby się oprzeć. Zwolennicy Dubčeka byli w stanie zwoływać posiedzenia parlamentu, jak również nad- zwyczajny zjazd partii komunistycznej, na których potępiano inwazję. Te potępienia oraz informacje o aktach oporu były rozpowszechniane przez stacje radiowe i telewizyjne. Prasy drukarskie również powielały masowo akty potępienia.

Ruch oporu tworzyły heroiczne wysiłki setek tysięcy ludzi, lecz jego kierownictwo spoczywało w rękach biurokratów, którzy brali udział w rządzeniu Czechosłowacją w poprzednich dwóch dekadach. W ich oczach ruch ten był argumentem przetargowym, który umożliwi im zawarcie układu z Kremlem, a nie początkiem rewolucyjnej opozycji. Targu dobito sześć dni po rozpoczęciu inwazji: Dubček powrócił do Pragi jako wolny człowiek i wciąż jako przywódca partii i ogłosił, że zgodził się z Rosjanami co do „normalizacji” warunków panujących w kraju.

„Normalizacja” miała oznaczać stopniowe przywrócenie cenzury; czystkę wśród pracowników telewizji, którzy kontynuowali nadawanie w czasie inwazji; dymisje przywódców partyjnych, którzy najwięcej zdziałali przeciwko starej gwardii [byłego prezydenta i lidera Partii] Novotnego; przywrócenie rosyjskiej kontroli nad łańcuchami dowodzenia w siłach zbrojnych i w policji. Dubček nadzorował cały ten proces – dopóki ci, którzy mieli wsparcie Rosji, nie poczuli się wystarczająco mocni by, go usunąć i doprowadzić wreszcie cały okres „demokratyzacji” do kresu w kwietniu 1969 r.

Nie wszystko jednak przebiegało dla Rosjan gładko. W masach narastało niezadowolenie ze sposobu, w jaki przywódcy wycofywali się ze złożonych wcześniej obietnic reform. W listopadzie, jak wspomina studencki lider Pavel Tomalek: “W całym kraju panowało uczucie obrzydzenia. To było trzy miesiące od inwazji. Starzy, popularni przywódcy wciąż byli ci sami, lecz zaufanie, jakie ludzie w nich pokładali, ta ślepa, niezadająca pytań ufność do nich jako osób zaczęła się ulatniać. Porozumienie moskiewskie, czy też „tymczasowe” stacjonowanie obcych wojsk stwarzało pierwsze wątpliwości. I wtedy wolność prasy została jeszcze bardziej ograniczona. Najpopularniejsze tygodniki – „Reporter” i „Polityka” – zostały zamknięte w listopadzie. Utrudniono też podróże za granicę. Przywódcy szli na kolejne kompromisy i nie było za bardzo jasne do czego zostali zmuszeni, a co robili z własnej woli.”

„Radykalna frakcja” wśród praskich studentów, czyli ludzie, którzy agitowali przeciwko reżimowi na długo przed styczniowymi zmianami, i którzy w różnym stopniu sympatyzowali z zachodnią „nową lewicą”, zaczęli się zastanawiać jak zareagować na tę sytuację. Rozmawiano o demonstracji studenckiej lub strajku okupacyjnym. Liderzy studenccy zostali wezwani na spotkanie z Dubčekiem, Černikiem i prezydentem Svobodą, którzy ostrzegli ich, że podjęcie jakiejkolwiek akcji będzie głupotą. Zaraz potem, 15 listopada, studenci uniwersytetu w Ołomuńcu rozpoczęli strajk okupacyjny, a następnego dnia w ich ślady poszła szkoła rolnicza w Pradze. Wszędzie zaczął się ferment – mniejsze miasta i miasteczka czekały na inicjatywę Pragi, by zacząć generalny strajk okupacyjny. Przez trzy dni uczelnie w całym kraju były okupowane.

Działania studentów spotkały się z nadspodziewanie dobrą odpowiedzią wielkiej rzeszy pracowników. Na spotkaniach fabrycznych uchwalano rezolucje z wyrazami poparcia. W niektórych miejscach pracy organizowano symboliczne pięcio- lub trzydziesto- minutowe przerwy w pracy, w innych zaś na znak solidarności uruchamiano syreny zakładowe. Według Tomalka, „studenci przychodzili do fabryk, a robotnicy do okupowanych uczelni – dyskusjom nie było końca”. Kolejarze zagrozili, że „żaden pociąg nie wyruszy z dworca praskiego”, jeśli rząd podejmie działania przeciw studentom.

Strajki okupacyjne trwały tylko trzy dni. Studenci popchnęli kraj ku krawędzi poważnego kryzysu politycznego. Posunięcie się o krok dalej oznaczałoby czołowe starcie z potęgą państwa oraz stojącymi za nią okupacyjnymi wojskami rosyjskimi; przejście od nacisku na reformy w kierunku rewolucji. Masy studenckie nie były gotowe na taki konflikt. Będący w mniejszości radykałowie „sami nie mieli jasności, w którym kierunku chcieli podążać. Niektórzy namawiali do przedłużenia strajku o jeden dzień, wielokrotnie powoływano się na doświadczenia francuskie” (Tomalek).  W końcu jednak akcja została odwołana.

W następnych tygodniach pogłębiły się kontakty pomiędzy studentami a robotnikami. Świeżo zreformowany związek zawodowy metalowców przegło- sował ustanowienie oficjalnego sojuszu ze studentami. Przywódcy studenccy opowiadali: “Codziennie przemawialiśmy na wiecach fabrycznych, w których uczestniczyło do tysiąca robotników” (Lubos Holaček). “W wielu przypadkach studenci pomagali organizować spotkania przedstawicieli robotników z różnych fabryk. (…) Oddolnie wyłaniała się nieformalna, spontaniczna sieć świadomych robotników, sieć która była w stanie ominąć związkową biurokrację i wywierać na nią presję” (Jan Kavan).

21.08.1968 Plac Wacława, Praga. Pierwszy dzień inwazji.

21.08.1968 Plac Wacława, Praga. Pierwszy dzień inwazji.

W następnych miesiącach opozycja wobec „normalizacji” wybuchła na ulicach trzy razy: w styczniu 1969 r., gdy 800 tys. ludzi demonstrowało w Pradze ku czci czeskiego studenta, Jana Palacha, który dokonał samospalenia w proteście przeciwko porzuceniu reform; w marcu, kiedy w dużych miastach wybuchły wielkie zamieszki po tym, jak reprezentacja Czechosłowacji pokonała Rosję w hokeju na lodzie; oraz w sierpniu, w pierwszą rocznicę rosyjskiej inwazji.

Protesty nie powstrzymały ponownego ustanowienia monolitycznej kontroli biurokratycznej – tego mogła dokonać tylko akcja rewolucyjna. Zdołały one jednak ponieść wielu ludziom na całym świecie przesłanie o tym, że socjalizm „świata socjalistycznego” jest tak samo oszukańczy, jak wolność „wolnego świata”. Sierpień 1968 przeszedł do historii jako ten miesiąc, w którym przywódcy Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego pokazali, iż nie zamierzają tolerować eksperymentów z „komunizmem z ludzką twarzą”, zaś liderzy Partii Demokratycznej w USA pokazali, że nie zamierzają tolerować eksperymentów z demokracją [w sierpniu 1968 r. władze partii w Chicago nasłały policję na demonstrantów i delegatów partyjnych. Nawet znani dziennikarze zostali brutalnie zaatakowani].

To była lekcja, której nawet zachodnie partie komunistyczne nie mogły całkowicie zignorować. Przywódcy, którzy wiwatowali, gdy czołgi wjechały do Budapesztu w 1956 r., tym razem publikowali protesty przeciwko inwazji na Czechosłowację. Ich motywy zawsze były bardzo wątpliwe. Pragnęli oni uciec z tonącego okrętu „światowego ruchu komunistycznego” i cieszyć się miłą przyszłością na szacownym polu polityki parlamentarnej. Ich działania wskazywały, że stare stalinowskie pryncypia traciły swoją moc. To było ważne, gdyż pomogło skłonić nowych, młodych aktywistów z całego świata, którzy zyskali świadomość polityczną dzięki wydarzeniom roku 1968, by zwrócili się gdzie indziej w poszukiwaniu rewolucyjnej inspiracji.

Tłumaczył Jacek Szymański

Category: Gazeta - lipiec-sierpień 2018, Gazeta - lipiec-sierpień 2018 - cd.

Comments are closed.