baner.pracdem.stary

50. rocznica Wydarzeń Marcowych – Antysemicka pałka przeciw buntowi

| 1 marca 2018
08.03.1968 Wiec na Uniwersytecie Warszawskim.

08.03.1968 Wiec na Uniwersytecie Warszawskim.

Właśnie w tym roku przypada 50 rocznica jednego z najbardziej ponurych wydarzeń w powojennej historii Polski, tzw. Marzec 1968, albo Wydarzenia Marcowe. Władze PRL brutalnie stłumiły wtedy protesty studenckie i rozpętały antysemicką nagonkę, w wyniku której przeszło 13 tys. osób zostało zmuszonych do opuszczenia Polski.

Bez zbytniej przesady można powiedzieć, że droga do Marca 68, zaczęła się zaraz po II Wojnie Światowej, kiedy to Związek Radziecki narzucił w Polsce (podobnie jak w innych krajach pozostających w jego strefie wpływów) wzorowany na własnym stalinowski reżim. Reżim ten mienił się, wedle własnej ideologii, „państwem robotniczym”, realizującym „marksistowski” postulat „uspołecznienia” środków produkcji. W istocie jednak owo „uspołecznienie” sprowadzało się do upaństwowienia – partyjni biurokraci zastąpili „klasycznych” prywatnych właścicieli.

Nowi, państwowi kapita-liści narzucili robotnikom niespotykanie wysoką stopę wyzysku. Mimo stosunkowo wysokiego wzrostu gospodarczego, poziom życia pra-cowników pozostawał na bardzo niskim poziomie, gdyż zamiast dóbr kon-sumpcyjnych gospodarka produkowała broń i środki produkcji (maszyny, narzędzia i materiały potrzebne do dalszego wzrostu produkcji).

Biurokracji udało się to osiągnąć dzięki zniszczeniu wszelkich niezależnych od siebie organizacji pracowniczych (związków zawodowych i partii politycznych), utrzymywaniu brutalnej, opartej na tajnej policji dyktatury. Jednak skutkiem tego była niska wydajność pracy – robotnicy nie byli zainteresowani jej wzrostem, gdyż nie skutkowało to wzrostem ich poziomu życia, a wszechwładny aparat przymusu skutecznie tłumił wszelką oddolną inicjatywę na rzecz innowacji.

Ponieważ niska wydajność stawiała „demokracje ludowe” na przegranej pozycji wobec gospodarek zachodnich, ich klasy rządzące zaczęły po śmierci Stalina w 1953, „delikatnie” ograniczać kontrolę i represje, a także podejmować inicjatywy na rzecz pewnej poprawy poziomu życia klas pracujących. Szybko jednak sytuacja wyrwała się spod ich kontroli.

W krajach takich jak Węgry, Niemcy Wschodnie czy wreszcie Polska, doszło do wystąpień robotników chcących wreszcie zrzucić z siebie zniena-widzone jarzmo „czerwonej” burżuazji. Rzekome „dyktatury proletariatu” stan-ęły przed perspektywą autentycznych proletariackich rewolucji.

Polscy robotnicy tworzyli w swych zakładach oddolne rady, żądając udziału we władzy. Po stalinowskiej „nocy” nastąpiło odrodzenie życia intelektualnego i kulturalnego. Ludzie uwierzyli we własne siły, że mogą sami coś zmienić, by lepiej żyć, by być wolni.

Na fali tych przemian do władzy doszedł Władysław Gomułka, cieszący się w tym momencie entuzjastycznym poparciem szerokich mas, które widzi-ały w nim autentycznego „robotniczego przywódcę”, który potrafi „postawić się” Rosji. Gomułka jednak aż tak bardzo nie różnił się od Bieruta czy Minca. Był partyjnym biurokratą z „krwi i kości”. Widział potrzebę pewnych określonych zmian, wzrostu poziomu życia mas pracujących, czy ograniczenia represji.

Dlatego jednak, że uważał je za niezbędne dla zasadniczego celu, jakim było utrzymanie biurokratycznej dyktatury, nie zamierzał tolerować żadnych rzeczywistych form „pracowniczej demokracji”.

Wszystkie jego obietnice okazały się być bez pokrycia. Strajki zostały zakazane. Biurokracja wzmocniła kontrolę nad związkami. Niezależna prasa została zniszczona. Rady robotnicze zostały wchłonięte przez państwową hierarchię. (…) Przez pewien czas intelektualiści mieli pewną swobodę w zakresie niezależnej twórczości i prywatnej dyskusji [chodzi tutaj zwłaszcza o niezależne fora wymiany poglądów w rodzaju Klubu Krzywego Koła]. Lecz nawet to zostało ukrócone począwszy od 1964 roku – pisze brytyjski marksista Chris Harman.

Właśnie w 1964 roku ukazał się dokument o przełomowym znaczeniu w historii lewicowej opozycji w PRL – tzw. „List otwarty do partii”, autorstwa Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. Nigdy wcześniej ani później w całym bloku wschodnim, nie ukazała się tak trafna analiza klasowa biurokratycz-nego kapitalizmu państwowego (choć sami autorzy nie używali tego pojęcia):

Komu w naszym kraju sprzedaje robotnik siłę roboczą? Tym, którzy dysponują środkami produkcji, czyli centralnej politycznej biurokracji. Z tego tytułu centralna polityczna biurokracja jest klasą panującą: włada w sposób wyłączny podstawowymi środkami produkcji, nabywa siłę roboczą klasy robotniczej, odbiera jej w drodze przymusu ekonomicznego i przemocy produkt dodatkowy i wykorzystuje go w celach robotnikowi obcych i wrogich, tj. w celach umocnienia i rozszerzenia swojego panowania nad produkcją i społeczeństwem. To jest w naszym systemie dominujący typ stosunków własności, podstawa stosunków pro-dukcji i stosunków społecznych.

Nigdy wcześniej ani później w bloku marksizm nie odegrał tak inspirującej roli, jako żywa i płodna teoria (w przeciwieństwie do skostniałego, oficjalnego „marksizmu”), wskazująca drogi dla ruchu pracowniczego.

Autorzy „Listu…” ukazali również kryzysowe tendencje obecne w gospodarkach Polski i pozo- stałych „demoludów” jako nieuchronną konsekwencję ich klasowego charakteru. Nie jest zaskoczeniem, że autorzy listu nie mogli stać się obiektem miłości biurokracji. Wkrótce po jego ogłoszeniu zostali uwięzieni. Wokół Kuronia i Modzelewskiego skupiła się grupa młodych, lewicowych opozycjonistów (przeważ-nie studentów), nazwana później przez władzę „komandosami”. W jej skład wchodzili m.in. Adam Michnik, Jan Tomasz Gross czy Irena Grudzińska Gross.

03.1968. Brama Główna UW.

03.1968. Brama Główna UW.

Aby móc choć trochę sobie wyobrazić, jakie poglądy mieli wówczas „komandosi”, warto przytoczyć fragment ulotki z października 1967 r. dotyczącej Wojny Wietnamskiej, której współautorami są Michnik, Modzelewski i Kuroń:

Nie pierwszy raz usiłuje się zrealizować zasadę, że czołgi wielkich mocarstw są gwarantem panującego porządku społecznego. Bojownicy wietnamscy walczą o sprawę, która jest także naszą sprawą o prawo do rewolucji znoszącej nie-wolę społeczną i jej następstwa – niewolę narodową; o wolność od wyzysku, dyktatury wew-nętrznej i dyktatu wielkich mocarstw nad małymi narodami. (…) Dlatego jesteśmy solidarni z lewicą amerykańską, która walcząc o pokój i wolność dla Wietnamu walczy o prawa człowieka i demokrację we własnym kraju. Dlatego jesteśmy solidarni z lewicą radziecką. Solidaryzujemy się z zachodnio-niemieckimi studentami, francuską lewicą i czeskimi intelektualistami. Obce są nam koncepcje wielkich mocarstw kupczących krwią narodu wietnam-skiego. Obca nam jest prowokacyjna polityka chińskiej biurokracji. Wszystkim, którzy chcą deptać suwerenność ludu pracującego w jakimkolwiek kraju odpowiedzieć trzeba hasłem hiszpańskich antyfaszystów: NO PASARAN.

Niestety skupiona wokół Kuronia i Modzelewskiego grupa lewicowej opozycji przestała istnieć po wyda-rzeniach z marca 1968, kiedy władze brutalnie stłumiły protesty studentów, występujących przeciw ograniczaniu i tak już niewielkiej wolności wypowiedzi. Gospodarka PRL była wówczas pogrążona w stagnacji – wyczerpały się dotychczasowe środki umożliwiające dalszy wzrost akumulacji. Wzrastało niezadowolenie społeczne.

Gomułka i jego zausznicy dosko-nale pamiętali rok 1956, kiedy sami doszli do władzy na fali robotniczych protestów. Panicznie bali się, że do studentów mogą przyłączyć się robotnicy. Postanowili zwrócić się ku starej metodzie dzielenia społeczeń-stwa – antysemityzmowi. Ogłosili, że za protestami tak naprawdę stoi „syjonistyczna V kolumna” (takiego sformułowania użył Gomułka w jednym ze swych przemówień).

W nienawistnych tyradach „tow. Wiesława” „komandosi” byli wymieniani z imienia i nazwiska: …w mieszkaniu Jacka Kuronia zebrała się kilkunasto-osobowa grupa ludzi, głównie stu- dentów pochodzenia żydowskiego, znanych z rewizjonistycznych wystą-pień i poglądów. (…) Na wiec ten została przygotowana rezolucja domagająca się cofnięcia sankcji dyscyplinarnych podjętych przeciwko Michnikowi i Szlajferowi, którzy zostali relegowani z Uniwersytetu Warszaw-skiego.

Trudno ocenić, jakie wymierne skutki przyniosła antysemicka kam-pania. Faktem jest, że robotnicy jako klasa pozostali bierni wobec stu-denckich protestów – nie było strajków i demonstracji w obronie studentów. Jednak faktem jest również, że więk-szość spośród 2180 zatrzymanych pod-czas „Marca” osób, stanowili w istocie młodzi robotnicy, nazywani przez „robotniczą” władzę „chuliganami”.

Ludzie z kręgu „komandosów” definitywnie odwrócili się potem od rewolucyjnego marksizmu. Z pewnością duży wpływ na to miały doświadczenia i traumy z 1968 roku. W konsekwencji tego, klasa pracownicza była po-zbawiona politycznego i teoretycznego zaplecza rewolucyjnej lewicy. Miało to wpływ na wynik wielkich walk klasowych z lat 1970/71, 1980/81, z także na kształt transformacji ustrojowej po 1989 r. W tym sensie, skutki „Marca” odczuwamy do dzisiaj.

 Michał Wysocki

Tags:

Category: Gazeta - marzec 2018

Comments are closed.