baner.pracdem.stary

Zbrodnia reprywatyzacji

| 1 listopada 2017

Jola Brzeska - transparent

Po krachu PRL-owskiego kapitalizmu państwowego i transformacji ustro-jowej 1989 r., państwowa własność – a także w ogóle wszelka własność publiczna – zaczęła być przedsta-wiana w oficjalnym dyskursie jako źródło wszelkich – prawdziwych czy urojonych – patologii gospodarki „komunistycznej”.

Remedium na wszystko, wedle nowej, neoliberalnej ideologii, miała być prywatyzacja wszystkiego, co tylko się da. Prywatna własność miała być nie tylko podstawą „nowej” efektywnej gospodarki, ale również gwarancją ludzkiej wolności. Wolność działalności gospodarczej i nienaruszalność włas-ności prywatnej zaczęto przedstawiać jako należące do elementarnych praw człowieka, na równi wolnością sumienia czy wypowiedzi.

W związku z tym pojawiła się kwestia „odszkodowania”, czy też „zadośćuczynienia” za własność naru-szoną przez „komunistyczny” reżim (w wyniku nacjonalizacji i reformy rolnej) po II wojnie światowej. O ile jednak w kwestii prywatyzacji, czyli wyprzeda-wania (a wielu przypadkach przekazy- wania za darmo, czy półdarmo) państwowego majątku (głównie przed-siębiorstw, ale nie tylko) nowym właścicielom, kolejne rządy odnosiły niewątpliwe „sukcesy”, to problem roszczeń dawnych właścicieli i ich spadkobierców wciąż pozostaje nierozwiązany.

 

Fatalne projekty ustaw

Od 1989 r. powstało ponad 20 mniej lub bardziej fatalnych projektów ustaw, które w swym złożeniu miały stanowić ostateczną w regulację w odniesieniu do prywatyzacji. Szczególnie należy tutaj wspomnieć o projekcie AWS i Unii Wolności z 2001 r. Zakładał on „odszkodowania” na poziomie aż 50 procent wartości znacjonalizowanego i rozparcelowa-nego majątku!

„Wtedy wyceniono cały majątek znacjonalizowany bądź odebrany w inny sposób właścicielom, obywatelom polskim. Na marginesie: o Niemcach i Żydach nie było mowy, choć wśród ustaw, które uległyby anulowaniu, był dekret o reformie rolnej, ustawa o nacjonalizacji przemysłu, ale też dekret o majątkach opuszczonych i ponie-mieckich. „Opuszczone” było głównie mienie pożydowskie, należące do tych Żydów, którym udało się uciec przed Zagładą. Nasi heroldowie „świętego prawa własności” zrobili więc wyjątek dla Niemców i Żydów, uznając widocznie, że własność niemiecka i żydowska nie jest aż tak święta.” – opowiadał o tamtych wydarzeniach Karol Modzelewski (http://krytyka polityczna.pl/kraj/modzelewski-kamienica-wazniejsza-niz-czlowiek/).

Ustawa ta, gdyby weszła w życie, pociągnęłaby za sobą katastrofalne skutki dla całego społeczeństwa. Zaspokojenie roszczeń miało koszto-wać 44 miliardy złotych, z czego 14 mld przypadało na zwroty mienia w naturze, a pozostałe 30 mld na tzw. bony reprywatyzacyjne, za które można było nabywać prywatyzowany majątek publiczny, np. udziały w spółkach, obligacje, itp. Dla porównania: wartość budżetu państwa wynosiła wówczas niewiele ponad 140 mld złotych.

 

Sprzeciw

Sprzeciw wobec tej ustawy wyrazili nie tylko tacy ludzie, jak Kuroń czy wspomniany już Modzelewski, ale również wielu, bynajmniej nie lewicowych ekonomistów, a nawet Jan Nowak-Jeziorański, człowiek cokolwiek odległy od wrażliwości w kwestiach społecznych: „żadna grupa obywateli nie może dochodzić swoich roszczeń, nawet najbardziej moralnie uzasad-nionych, po trupie własnego kraju (http://krytykapolityczna.pl/kraj/nie-sluchaliscie-ikonowicza-w-1995-to-posluchacie-jakiego-w-2017/)”. Ostatecznie ustawę zawetował ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Problem reprywatyzacji dotyka nie tylko lokatorów prześladowanych przez „czyścicieli” kamienic, ale także pod-waża cały porządek prawny dotyczący stosunków własności, w ramach których musi funkcjonować kapitalizm. Stan zawieszenia, brak kompleksowych uwarunkowań praw-nych, powoduje, że posiadacze roszczeń mogą wykorzy-stywać, i wykorzystują, różne kruczki prawne.

Sprowadza się to do podważania decyzji legalności administracyjnych dotyczących nacjonalizacji bądź po-działu ziemi w świetle aktów prawnych uchwalonych przez stalinowską władzę! Nie kwestionuje się legalności osław-ionego „dekretu Bieruta” dotyczącego nacjonalizacji gruntów w obrębie granic Warszawy, czy dekretu PKWN o reformie rolnej (oba te akty wciąż pozostają w mocy prawnej), ale kon-kretnych decyzji wydanych na ich podstawie.

Tak właśnie stało się, kiedy spad-kobiercy rodziny Grocholskich pod-ważyli decyzję doty- czącą wywłaszcze-nia – na podstawie dekretu o refor-mie rolnej – ich dóbr w Michałowicach i Raszynie.

Argumentowali, że grunty te nie podlegały nacjonalizacji na mocy dekretu, gdyż nie stanowiły ziemi rolnej, lecz rozparcelowany grunt przezna-czony do sprzedaży pod inwestycje. Teraz żądają pół miliarda złotych „odszkodowania”, za ponad 190 ha gruntów, w tym prywatnych, na których mieszka 1,7 tys. ludzi, znajdują się tereny należące do gminy, wraz ze szkołą podstawową, przedszkolem i biblioteką, a także drogi publiczne łącznie z kawałkiem drogi ekspresowej S8 (http://warszawa.wyborcza.pl/ warszawa/7,54420,21287364,reprywatyzacja-arystokraci-chca-pol-miliarda-za-michalowice.html).

 

Grupy przestępcze

Ten proceder osiągnął szczególny rozkwit w okresie rządów PO, zwłasz-cza w Warszawie. Doszło do tego, że zorganizowane grupy przestępcze, wyłudzały i wciąż jeszcze wyłudzają nieruchomości na podstawie sfałszo-wanych tytułów własności, terroryzo- wały lokatorów, korzystając z dziwnie przyzwalającej bierności władz miej-skich i organów ścigania. Co zresztą doskonale współgrało z arogancko antyspołeczną ogólną polityką Hanny Gronkiewicz-Waltz i całej PO.

Mimo że jego działacze również byli i są umoczeni w skandale reprywa-tyzacyjne (jak choćby Jacek Kotas), PiS postanowiło wykorzystać sprawę reprywatyzacji, aby pognębić opozy-cyjną obecnie PO i okazać swą rzekomo „społeczną” twarz. Pierwszym z działań w tym kierunku, było powołanie tzw. komisji Jakiego. Ma ona wyjaśniać nieprawidłowości związane z reprywatyzacją w Warszawie i posiada nawet uprawnienia do uchylania decyzji reprywatyzacyjnych podjętych z naru-szeniem prawa, z czego już skorzystała w przypadku kilku szczególnie bul-wersujących przypadków.

Drugą jest ogłoszony w paździer-niku br. projekt ustawy w kompleksowy sposób regulującej zagadnienia rosz-czeń reprywatyzacyjnych. Jednym z najważniejszych założeń tej ustawy jest zakaz zwrotów w naturze – kamienic z lokatorami, szkół, parków, i innych obiektów użyteczności publicznej. Wysokość „zadośćuczynienia” jest ograniczona do 20 (w przypadku „odszkodowania” w formie pieniężnej), lub 25 procent wartości nieruchomości przejętej przez państwo (w przypadku „odszkodowania” w obligacjach skarbu państwa).

Co więcej, „odszkodowania” w formie pieniężnej nie mają być wypłacane natychmiast po uzyskaniu do niego prawa, lecz w częściach, w miarę możliwości finansowych państwa.

Podstawą ustalenia wysokości „odszkodowania” jest stan nierucho-mości w chwili jego przejęcia przez państwo (uwzględnia tak stopień zniszczeń, jak i obciążania hipoteczne). Jak stanowi art. 5 projektu ustawy: „Prawo do rekompensaty jest niezby-walne oraz niepodzielne. W razie wygaśnięcia udziału w prawie do rekompensaty nie podlega przyrostowi na korzyść innych osób uprawnionych lub współuprawnionych” (uniemożliwia to skupowanie roszczeń).

Dotyczy wyłącznie osób fizycznych (brak możliwości dochodzenia roszczeń poprzez reaktywację spółek i innych osób prawnych) i jest dziedziczone wyłącznie przez małżonków i spad-kobierców w 1 linii. Roszczenia będzie można wnosić w ciągu jednego roku od wejścia ustawy w życie. Po upływie tego terminu wszelkie ewentualne rosz-czenia wygasają.

Wszystko to stanowiłoby bez wątpienia postęp w porównaniu z obecnym bezprawiem. Pod warunkiem jednak, że ustawa w ogóle wejdzie w życie w proponowanym kształcie. Póki co, jest to bowiem jedynie projekt „przedstawiony do publicznej dyskusji”. Na pewno sytuacja, w której lokatorzy zostaną uwolnieni od zmory „czyści-cieli”, jest jak najbardziej pożądana.

Nie można jednak zapomnieć, że twarzą rządu PiS w kwestii repry-watyzacji jest plugawy, rasistowski aparatczyk Jaki. I że nawet w przypadku przyjęcia ustawy w tym brzmieniu w dalszym ciągu oznacza to ogromne sumy dla społecznych pasożytów kosztem ludzi pracy.

Że wreszcie PiS-owi na pewno nie zależy na obronie praw lokatorów i zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych zwykłych ludzi. Świadczy o tym jeden ze sztandarowych projektów pisowskich projektów – „Mieszkanie+”. Choć bardziej adekwatna byłaby nazwa „Eksmisja+”. Zakłada on ochronę interesów deweloperów i ograniczenie praw lokatorów (dopuszcza eksmisję bez wyroku sądowego, bez prawa do lokalu socjalnego). Wyznacznikiem lewicowej polityki nie powinno być pokładanie złudnych nadziei w anty-społecznych, prawicowych rządach, a w społecznych protestach i oddolnej organizacji. Naszym hasłem: „Miesz-kanie prawem, nie towarem i żadnych odszkodowań dla wyzyskiwaczy!”.

 Michał Wysocki

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2017

Comments are closed.