baner.pracdem.stary

Śmiertelne żniwo czyścicieli kamienic

| 1 marca 2014
01.03.14 Przy Nabielaka 9. Magda, córka Joli Brzeskiej.

01.03.14 Przy Nabielaka 9. Magda, córka Joli Brzeskiej.

1 marca mija trzecia rocznica bestialskiego morderstwa Jolanty Brzeskiej, założycielki i działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów – organizacji pozarządowej broniącej praw lokatorów. Jej spalone zwłoki znaleziono w Lesie Kabackim. Od 2006 r. była zaangażowana w walkę z Markiem Mossakowskim – znanym „czyścicielem kamienic”.

Proceder ten polega na skupywaniu roszczeń reprywatyzacyjnych od dawnych właścicieli nieruchomości i ich spadkobierców, przejmowaniu ich, a następnie sprzedawaniu bądź wynajmowaniu tych nieruchomości z ogromnym zyskiem.

W ten sposób Mossakowski stał się właścicielem kilkudziesięciu warszawskich kamienic. W tym również kamienicy przy ul. Nabielaka 9, w której mieszkała Jola wraz z rodziną: „Po 60 latach mieszkania w tym samym domu, w sobotnie popołudnie 2006 r., podczas rodzinnego obiadu, państwo Brzescy mieli wizytę.

Do mieszkania wtargnął tłum obcych ludzi. Radośnie oświadczyli, że właśnie odzyskali nieruchomość. Brzescy kończyli jeść zupę. Gościnna zazwyczaj Jola nie podzieliła się z nimi miską strawy. Nie zaproponowała nawet herbaty. Jakby przeczuwała kłopoty.

Oszołomiona patrzyła, jak obcy myszkują po jej kątach i bawią się we wspominki z dzieciństwa. Nikt z nich nie zbliżał się jeszcze do emerytury, więc nie mogli mieć wspomnień z tego mieszkania. Tylko jeden, brzuchaty, niczego nie wspominał. Rozparty w fotelu w salonie wgapiał się łakomie w talerze z zupą.

Potem spotykali się w sądzie. Gdzieś znikł tłum spadkobierców, a jako jedyny właściciel mieszkania Brzeskich ostał się ten brzuchaty z wiecznie głodnym spojrzeniem. Jak wynikało z akt sprawy, Marek Mossakowski. Wytoczył im proces o eksmisję oraz o bezumowne zajmowanie lokalu i udowodnił, że przez 60 lat Jola okupowała jego mieszkanie bezprawnie.

Dalibóg, w wieku czterech lat, kiedy wprowadzała się do tego domu z rodzicami i dziadkami, nie miała mocy decyzyjnej w sprawie miejsca zamieszkania. A Mossakowski nie mógł być właścicielem, bo nie było go jeszcze na świecie.”1

Wedle schematu podobnego jak w tysiącach innych przypadków „czyściciel” Mossakowski zaczął szykanować i zastraszać lokatorów. Obejmowało to m. in. nakładanie „karnych opłat” w wysokości 2 tys. zł. miesięcznie za „bezprawne (bo bez umowy najmu z Mossakowskim)” zajmowanie lokali, niewywożenie śmieci przez wiele tygodni, pozbawianie dostępu do wspólnych pomieszczeń na strychu, usuwanie z nich mienia lokatorów. W wyniku tych bezprawnych działań kamienicznik pozbywa się w końcu wszystkich „zbędnych” lokatorów. Wszystkich oprócz małżeństwa Brzeskich nieustępliwie walczących o swoje prawa.

Wtedy Mossakowski postanowił użyć jawnie bandyckich chwytów: „22 stycznia br. [2007] po godz. 20:00 Mossakowski, Massalski oraz kilku towarzyszących im mężczyzn zaczyna najpierw dobijać się do mieszkania Brzeskich, a po odmowie wpuszczenia do lokalu szlifierką kątową (tzw. diaksem) zaczyna ciąć zawiasy oraz metalowe wpusty zabezpieczające drzwi wejściowe przed wyłamaniem. Przerażeni lokatorzy wzywają policję oraz straż miejską. Przybyli funkcjonariusze są skonsternowani i zaskoczeni.

Mossakowski przestawia zaświadczenie o tymczasowym zameldowaniu w lokalu. Tłumaczy iż chciałby wejść do swojego mieszkania. Zgodnie z prawem, nie jest możliwe zameldowanie bez zgody głównych najemców, ci tymczasem nic na ten temat nie wiedzą. Przez miejsce zdarzenia przewija się kilka patroli policji, żaden nie jest w stanie rozstrzygnąć sporu.

Jeden z policjantów (w stopniu komisarza) popisuje się wyjątkową ignorancją, tłumacząc lokatorom, że nie obowiązuje ich ustawa o ochronie lokatorów. Później jednak wykazuje się zdecydowaniem i nakazuje Mossakowskiemu i pozostałym mężczyznom opuścić klatkę. Ten ostatni czuje się tak pewnie, że wielokrotnie odgraża się, że gdy patrol policji odjedzie on wchodzi do lokalu. Powtarza także Brzeskim, że „trzeba było się z nim dogadać”.

Policjanci ignorują groźby oraz próby bezprawnego nacisku na lokatorów (proces wciąż przecież trwa). Tak samo jak wielokrotne dobijanie się do lokalu, po godz. 22:00, w czasie trwania ciszy nocnej. Mossakowski próbuje siłą wejść do lokalu podczas gdy lokatorzy fotografują uszkodzenia drzwi, zostaje jednak zablokowany..”2

Mąż Joli Kazimierz Brzeski bardzo ciężko przeżywał to najście. Po dwóch miesiącach zmarł. Jola nadal jednak toczyła swą walkę, którą w tych warunkach można określić tylko jako heroiczną. 1 marca 2011 r. została uprowadzona, a 8 marca znaleziona martwa.

Policja od początku nie przejawiała woli wyjaśnienia tej sprawy. Najpierw przyjęła absurdalną tezę o samobójstwie. Później, gdy wreszcie została zmuszona przyznać, że doszło do morderstwa, nie mogła w żaden sposób znaleźć „punktu zaczepienia”. Ani razu nie został przesłuchany Mossakowski, którego metody zwalczania lokatorów były powszechnie znane i dobrze udokumentowane. Trudno przyjąć, że mamy tu do czynienia ze zwykłą niekompetencją.

Jolanta Brzeska jest przede wszystkim ofiarą antyspołecznej, neoliberalnej polityki kolejnych rządów polskich po 1989 r. Wtedy przyjęto dogmat o bezwzględnej wyższości prywatnego nad publicznym i prywatyzacji za wszelką cenę. Państwo niemal całkowicie porzuciło wszelkie formy polityki mieszkaniowej, wydając zwykłych, niezamożnych ludzi na pastwę developerów i banków, narzucających spłacane praktycznie przez resztę życia kredyty hipoteczne. Identyczną jak państwo politykę prowadzą „samorządy terytorialne”, systematycznie wyzbywając się komunalnych zasobów mieszkaniowych poprzez ich prywatyzację.

Do tego dochodzi kwestia reprywatyzacji, czyli zwrotu własności odebranej w wyniku powojennych nacjonalizacji, „wielce poszkodowanym” dawnym właścicielom i ich potomkom. Nie uchwalono wprawdzie żadnej ustawy, która by określała sposób zwrotu mienia bądź odszkodowań (choć siły prawicowe podejmowały w tym kierunku wysiłki), nie mniej mamy do czynienia z tzw. „dziką reprywatyzacją”, która wykorzystuje luki prawne, oszustwa i wielce przychylną postawę władz państwowych i samorządowych, oraz głównych sił politycznych.

W Warszawie wykorzystuje się w tym celu art. 7 tzw. „dekretu Bieruta („O własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy”), dający podstawę do ubiegania się o zwrot własności i odszkodowanie.

Władze miejskie są do tych roszczeń ustosunkowane niezwykle przychylnie. Ochoczo oddają „prawowitym właścicielom” należące do miasta budynki, w tym mieszkalne z lokatorami i obiekty użyteczności publicznej: tereny zielone, przedszkola, szkoły, a także zabytki. Zagrożone są także szpitale i inne placówki ochrony zdrowia.

Nie bardzo dziwi, że media głównego nurtu rozwodzą się nad rzekomymi cierpieniami „okradzionych” przez „komunistyczne” państwo właścicieli, wszak w społeczeństwie klasowym dominującymi poglądami, będą poglądy klasy rządzącej. Dziwne jest natomiast, że podobne poglądy znajdują posłuch także w niektórych środowiskach związanych z lewicą. Mówi się w nich o konieczności uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej, która jakoby miała „ucywilizować” reprywatyzację.

Zwolennicy tego poglądu twierdzą, że dałoby się dzięki temu uniknąć najgorszego, czyli wyrzucania ludzi na bruk, oddawania szkół i szpitali itd. Jest to podejście niezwykle naiwne. Przede wszystkim rządzącej prawicy nie zależy na żadnym „ucywilizowaniu” – obecny „dziki” stan w pełni odpowiada jej interesom.

Kolejne rządy prowadziły i będą prowadzić antyspołeczną politykę prywatyzacji i cięć bez względu na kwestię reprywatyzacji (podobnie jak ma to miejsce z krajach Zachodu, gdzie problem reprywatyzacji w ogóle nie występuje). Będą prowadzić, dopóki nie powstrzyma ich społeczeństwo.

Po drugie, takie stawianie sprawy czyni żądania właścicieli uzasadnionymi. Czy to przed wojną, czy po wojnie, budynki wznosili pracownicy, zwykli ludzie (jak ojciec Joli Brzeskiej, który uczestniczył w odbudowie kamienicy, w której potem mieszkała jego córka).

To z pracy milionów tych ludzi, pochodzą wszelkie dobra w społeczeństwie. Także z wyzysku tej pracy pochodzą zagarniane przez kapitalistów zyski. Obchodzą nas słuszne interesy tych ludzi, warunki ich życia, ich walka o własne wyzwolenie, a nie pieniądze pasożytów pokroju Mossakowskiego.

Michał Wysocki                  

                



1 Ewa Andruszkiewicz „Niewygodna lokatorka”; Przegląd 38/2011 http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/niewygodna-lokatorka

2 Mariusz Kaczmarczyk  „Warszawa – Nabielaka 9”; http://www.lokatorzy.pl/sprawy/warszawa-nabielaka-9

Category: Gazeta - marzec 2014

Comments are closed.