baner.pracdem.stary

Dzierżyński z ludzką twarzą

| 28 stycznia 2014

Okładka książki Dzierzyński

Biografia Feliksa Dzierżyńskiego autorstwa Sylwii Frołow to książka przedziwna, a przy tym przełomowa, i to nie tylko z powodu przyjaznego stylu.

Dzierżyński jawi się w niej bowiem jako człowiek. Człowiek o rewolucyjnych i socjalistycznych przekonaniach mający swoje uczucia i pragnienia. I człowiek, którego życie określane jest przez te przekonania prowadzące go zarówno do licznych więzień (w sumie 11 lat, w tym 2 lata katorgi, z zaledwie 49 przeżytych), jak i do funkcji „karzącego miecza rewolucji”, szefa CzK, rewolucyjnego „aparatu bezpieczeństwa” w czasie rosyjskiej wojny domowej.

Za każdym razem Dzierżyński pozostaje jednak człowiekiem. Nie krwawą bestią z nożem w zębach, jak przestawiały to polskie plakaty propagandowe z 1920 r., i jak przedstawia to cała oficjalna „linia historyczna” po 1989 r. Niby niewiele, ale jak na dzisiejszą Polskę całkiem sporo.

Autorka wywodząca się ze środowiska liberalnego katolicyzmu Tygodnika Powszechnego, której walczący w jednej z białych armii pradziadek, został rozstrzelany w 1920 r. przez CzK, wychodziła do pisania biografii Dzierżyńskiego z pozycji jak najbardziej oficjalnych. Przy tym daleko jej do poglądów rewolucyjnych, czy nawet lewicowych. Choćby uwagi w książce o ówczesnych „nihilistkach”, jako prototypie dzisiejszych feministek, wskazują na ten dystans.

Jednak wydaje się, że mamy do czynienia z dotknięciem liberalnej katoliczki – wczytującej się w listy Dzierżyńskiego (także te miłosne) czy opowieści o nim – przez świat, którego nie znała i który ją zaskakuje.

Autorka rzetelnie i nie bez sympatii przedstawia Feliksa organizującego działalność Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, prowadzącego robotniczy pochód 1 maja 1905 r. w Warszawie i szukającego rannych w szpitalach po jego ostrzelaniu, próbującego wywołać powstanie wśród stacjonujących na ziemiach polskich carskich żołnierzy, czy też Feliksa – dobrego towarzysza więziennej celi, choćby noszącego codziennie na plecach niepełnosprawnego kolegę.

Co więcej, nawet w czasach wojny, krwi i pożogi, na czele CzK Dzierżyński – jak wskazuje autorka – nie tylko skazuje na śmierć, ale i uwalnia, surowo karze za nadużycia siły przez podwładnych mu funkcjonariuszy i dba o godne warunki w więzieniach.

Jednocześnie Frołow pozostaje odległa od poglądów Dzierżyńskiego. Wizja rewolucji socjalistycznej jest dla niej absurdalną utopią. Akceptuje więc w pełni obowiązujący dyskurs o rewolucji rosyjskiej jako puczu i rodzaju wystąpienia przeciw naturze.

Autorka wprawdzie wskazuje, że w czasie rosyjskiej wojny domowej terror biały i zielony (chłopski) był przynajmniej tak samo okrutny, jak czerwony, i że z prawicowym terrorem mieliśmy do czynienia także w wielu innych państwach po I wojnie światowej (cytuje tu m. in. książkę Andrzeja Witkowicza o terrorze białym i czerwonym). Jednak podstawowymi autorytetami w odniesieniu do bolszewickiej Rosji pozostają dla niej zimnowojenny sowietolog amerykański otwarcie popierający białych generałów Richard Pipes czy były generał armii ZSRR czasów Breżniewa popierający następnie Rosję Jelcyna Dymitrij Wołkogonow.

Frołow powtarza więc najbardziej absurdalne tezy dotyczące rewolucji rosyjskiej, włączając w to dążenie do „bolszewickiego puczu” już w lipcu 1917 r., „niemieckie pieniądze” dla Lenina, czy obarczanie za wojenną i powojenną katastrofę humanitarną niemal wyłącznie bolszewików.

Z tego wszystkiego ukazuje się bardzo dziwny obraz. Lenin jest tym złym, ogarniętym własną szaloną utopią, a Dzierżyński – choć uczestniczy w tym dziele – to w zasadzie dobry, wrażliwy chłopak, który wdał się w złe towarzystwo. (Czytając książkę aż chciałoby się zasugerować autorce, by następną poświęciła Leninowi, co musiałoby skutkować kolejnym zaskakującym dotknięciem.)

Te ramy powodują też, że końcowa część książki, dotycząca ostatnich lat życia Dzierżyńskiego (zmarł w 1926 r.), pozostawia najwięcej do życzenia. Frołow niewiele miejsca poświęca „testamentowi Lenina”, okolicznościom ataku przywódcy bolszewików na Stalina, ale i na stojącego po jego stronie Dzierżyńskiego. Niewiele dowiemy się też o konflikcie z lewicową opozycją Trockiego w 1923 r., w którym, niestety, Dzierżyński, znów jednoznacznie znalazł się po stronie Stalina. Frołow wskazuje przy tym na nacisk na konkretne rozwiązywanie problemów i porzucanie rewolucyjnych frazesów, mające odróżniać polskiego rewolucjonistę od Lenina – co jest tezą absurdalną, jeśli wczytać się w teksty bolszewickiego przywódcy.

Niezależnie od tego teza autorki, że gdyby Dzierżyński żył dłużej, zapewne stałby się ofiarą czystek stalinowskich, jest bardzo prawdopodobna. Frołow wskazuje, że przynajmniej część „czarnej legendy” Dzierżyńskiego pochodzi właśnie z czasów stalinowskich – gdy jego rzekome okrucieństwo miało stanowić dowód nici łączącej z rewolucją wielki terror lat trzydziestych. Już samo to jest dziś tezą obrazoburczą. Podobnie jak przywołanie „operacji polskiej” z 1937 r., w której – według archiwów NKWD – represjonowano 143 810 Polaków , z czego 111 091 rozstrzelano. Zważywszy, że wśród nich musiały się znaleźć tysiące polskich komunistów, zainteresowanie tym faktem w „oficjalnej” historii jest niewielkie.

Książkę warto więc przeczytać – mimo całej jej dziwaczności.

 

Sylwia Frołow

Dzierżyński. Miłość i rewolucja. Biografia intymna.

Kraków 2014

 

 Filip Ilkowski

Category: Gazeta - luty 2014

Comments are closed.