baner.pracdem.stary

Pora na bunt studentów

| 1 października 2013
14.05.1968 Studenci w Paryżu.

14.05.1968 Studenci w Paryżu.

Wiele powiedziano i wiele się mówi na temat konformizmu i apatii studentów w Polsce. Przedstawia się ich jako bierną masę wyalienowanych jednostek, całkowicie akceptujących istniejący stan rzeczy, obojętną, a nawet wrogą jakimkolwiek lewicowym, emancypacyjnym postulatom.

Nawet, jeżeli taki obraz nawet w dużym stopniu odpowiada stanowi faktycznemu, w żaden sposób nie wyjaśnia jego przyczyn. Szkolnictwo wyższe nie istnieje w próżni – jest częścią istniejącego społeczeństwa kapitalistycznego i podlega występującym w nim uwarunkowaniom. Marazm polskiego życia studenckiego i akademickiego nakłada się na marazm całego społeczeństwa polskiego – niski poziom walki klasowej, małą liczbę strajków i protestów, osłabienie pozycji pracowników względem kapitalistów, utrzymującym się przez całe dziesięciolecia wysokim poziomem bezrobocia itd.

Naprawdę nie należy się zbytnio dziwić, że stłamszeni, niepewni jutra, zmagający się z problemami dnia codziennego ludzie nie podejmują walki. Nie jest prawdziwy pseudo-rewolucyjny aforyzm „im gorzej, tym lepiej” – pogorszenie warunków życia nie przynosi automatycznie buntu. Wręcz przeciwnie, najczęściej pogłębia apatię i niewiarę w możliwość powodzenia jakiejkolwiek walki. Nie znaczy to też jednak, że nic się nie da zrobić i pozostaje jedynie pogodzić się z wyzyskiem i społeczeństwem klasowym.

Aż do końca II wojny światowej uniwersytety były rodzajem elitarnego klubu dla członków klas wyższych wyraźnie oderwanym od życia zwykłych ludzi z klas pracujących. W szkołach wyższych istniały (i do pewnego stopnia istnieją do dzisiaj) relikty feudalizmu w łonie kapitalistycznego społeczeństwa, takie jak dziwaczne rytuały, tytułomania czy „etos akademicki” (będący w znacznej mierze pochodną stanowego etosu szlachty).

Źródłem zmian, które wstrząsnęły skostniałą strukturą szkolnictwa wyższego był powojenny „długi boom” – okres bezprecedensowego wzrostu gospodarczego w światowym systemie kapitalistycznym, który dokonywał się do lat 70-tych XX wieku. Dynamicznie rozwijająca się gospodarka potrzebowała mas wysoko wykwalifikowanych specjalistów, których dostarczyć musiało szkolnictwo wyższe. Z drugiej strony utrzymująca się dobra koniunktura i niski poziom bezrobocia spowodowały poprawę położenia pracowników, wzrost ich siły przetargowej względem kapitalistów. Zwiększyły się wobec tego również ich aspiracje życiowe.

Pod naciskiem silnych wtedy ruchów pracowniczych władze państw kapitalistycznych zmuszone były przeprowadzić szereg reform socjalnych obejmujących m. in. powstanie powszechnych publicznych systemów opieki zdrowotnej, rozszerzenie zakresu ubezpieczeń społecznych, a także szeroko dostępnego bezpłatnego lub niskopłatnego szkolnictwa wyższego.

Studia wyższe stały się elementem tzw. „państwa dobrobytu”. Do szkół wyższych napłynęły wtedy masy ludności z klasy pracowniczej i niższej klasy średniej. Same w sobie dobre, rozpowszechnienie szkolnictwa wyższego na skalę masową spowodowało obniżenie przeciętnego poziomu nauczania. Za szybkim wzrostem liczby studentów nie szedł zazwyczaj równie szybki rozwój infrastruktury uczelni i wzrost liczebności kadry wykładowców. Nastąpiło zróżnicowanie „elitarnych” i nastawionych na „masową produkcję” kierunków i uczelni.

 

Maj 1968 r.

Szczególnie widoczne stało się to we Francji, gdzie obok przepełnionych uniwersytetów ze studentami w znacznej części pochodzenia proletariackiego, do dziś istnieją tzw. Grandes écoles – elitarne i snobistyczne uczelnie, na których studiują przeważnie członkowie klas wyższych. Te „wielkie szkoły” faworyzowane są przez władze państwowe. Otrzymują więcej środków finansowych. Mają doskonale rozwiniętą infrastrukturę. Ich absolwenci mają zapewnione stanowiska kierownicze w aparacie państwa i przedsiębiorstwach prywatnych. Właśnie m. in. na tle tych nierówności doszło we Francji do wydarzeń zwanych „Majem 1968 roku”.

Młodzież pochodzenia pracowniczego masowo napływając na wyższe uczelnie zmieniła ich charakter. Ze względu na ich liczebność nie można było wtłoczyć tych ludzi w „stare, dobre” schematy właściwe klasom wyższym. Uczelnie przestały być klubami dla „wybranych”. Z ostoi reakcji stały się ośrodkami radykalizmu społeczne. Słowo „student” stało się wręcz wtedy dla prawicy synonimem „lewaka” i wichrzyciela.

Pochodzący z rodzin pracowniczych studenci, mający wyższe aspiracje niż ich rodzice jaskrawiej widzieli sprzeczności i niesprawiedliwość systemu kapitalistycznego. Jednocześnie inspirującego przykładu dostarczały właściwe dla tego okresu, liczne zwycięskie walki pracownicze, z którymi solidaryzowali się studenci. Wobec tych wszystkich zjawisk na początku maja 1968 doszło na paryskich uczelniach do wystąpień studentów domagających się poprawy warunków studiowania i demokratyzacji (realnego udziału studentów w zarządzaniu uczelniami).

Miały one charakter strajków, okupacji i starć z policją. Walkę studentów masowo poparli pracownicy. Strajki i protesty rozprzestrzeniły się na całą Francję. W kulminacji doszło do największego w dotychczasowej historii strajku generalnego, w którym uczestniczyło blisko 10 mln pracowników. We Francji wytworzyła się sytuacja rewolucyjna. Walczący pracownicy i studenci otwarcie mówili o obaleniu rządu, a nawet o zmianie istniejącego systemu. Pod wpływem wydarzeń we Francji doszło wówczas do protestów na całym świecie. Choć rewolucja 1968 roku została ostatecznie pokonana z powodu kunktatorskiej i zdradliwej postawy biurokratów związ- kowych i lewicy głównego nurtu, pozostała do dziś inspirująca dla wszystkich walczących o inny lepszy świat.

 

Neoliberalizm w szkolnictwie wyższym

W latach 70-tych XX wieku, w światowej gospodarce wystąpiły zjawiska kryzysowe spowodowane właściwą kapitalistycznemu sposobowi produkcji tendencją spadkową stopy zysku. „Lekiem” na te problemy miał być gwałtowny atak na poziom życia pracowników, na ich zdobycze socjalne. Przystąpiono do cięć na wielką skalę, do drastycznego obniżania wydatków socjalnych, ograniczania praw pracowniczych – tych wszystkich antyreform określanych zbiorczym terminem „neoliberalizm”.

Objąć one musiały, rzecz jasna, również i szkolnictwo wyższe. W krajach takich jak Brytania, Niemcy czy Austria wprowadzono opłaty za studia. Drastycznie zredukowano stypendia i inne świadczenia dla studentów. Celem tego jest przeniesienie kosztów kryzysu z kapitału na klasy pracujące.

Drugą stroną tych rzekomych „reform” była komercjalizacja. Pod szumnymi sloganami „innowacyjności” i „elastyczności” zaczęto upodabniać uczelnie do zwykłych przedsiębiorstw kapitalistycznych. Nadrzędnym celem uczelni nie ma być kształcenie ludzi i rozwijanie nauki, ale zysk i akumulacja kapitału. „W 1999 r. ministrowie edukacji 29 krajów europejskich (w tym Polski) podpisali tzw. deklarację bolońską, która stała się symbolem przemian. Obok promocji „mobilności” itp. wprowadziła ona konieczność fabrycznej standaryzacji procesu kształcenia, poprzez obowiązkowe studia w systemie 3+2 (konieczność licencjatu) i stosowanie systemu punktów kredy- towych (tj. ECTS – European Credit Transfer System) mających w teorii odpowiadać czasowi nauki studenta.

Studiowanie oznacza więc coraz bardziej nie zdobywanie wiedzy, ale odpowiedniej liczby punktów. Pracownicy zasypywani wciąż nowymi formularzami głowią się z kolei nad przeliczaniem domniemanego czasu potrzebnego przez studentów na zdobycie (ściśle) określonych umiejętności na punkty ECTS. Do komercjalizacji dołączył więc rozrost biurokratycznych absurdów.” (Cytat z artykułu F. Ilkowskiego, który ukazał się w październiku 2010 w Pracowniczej Demokracji)

Te działania rządów i kapitału wywołały opór studentów. W wielu krajach doszło do powtórki wydarzeń z maja 68. Zarówno podczas protestów w Hiszpanii w latach 2011-12, w protestach w Grecji czy podczas wystąpień rewolucji arabskich mamy do czynienia z solidaryzowaniem się, wspólną walką, wzajemnym inspirowaniem się pracowników i studentów.

W porównaniu z tym sytuacja w Polsce wygląda blado. Ogólnoeuropejskie protesty przeciwko polityce cięć w edukacji znalazły w Polsce słaby oddźwięk. Jednak walki społeczne (tak studenckie jak pracownicze) nie przebiegają w sposób linearny. Po okresach ożywienia i radykalizacji, następują trwające często dziesięciolecia okresy stagnacji i apatii. Jednak kapitalistyczny sposób produkcji jest ze swej natury antagonistyczny. Wbudowany weń konflikt można stłumić, można na jakiś czas odwlec, ale nie można go trwale rozwiązać, zakończyć. Prędzej czy później wybuch protestów społecznych na wielką skalę jest więc w Polsce nieuchronny. Można już mówić o niedużym na razie zaktywizowaniu się pracowników w Polsce. Pora teraz na studentów!

              Michał Wysocki

Category: Gazeta - październik 2013

Comments are closed.