Powstanie w Soweto: początek końca apartheidu w RPA

| 1 lipca 2026
Umierający 12-letni Hector Pieterson.
Umierający 12-letni Hector Pieterson.

Władcy apartheidowskiego państwa w RPA uważali, że trzymają czarną większość kraju pod ścisłą kontrolą. Jednak latem 1976 roku uczniowie dali im srogą nauczkę. Camilla Royle opisuje tę walkę i rozmawia z kluczowym weteranem tych wydarzeń

16 czerwca 1976 roku tysiące dzieci i nastolatków wyruszyło na marsz – znak sprzeciwu wobec reżimu apartheidu w RPA. Bunt uczniów stanowił punkt zwrotny w walce o wyzwolenie.

Po raz pierwszy od lat dał ludziom poczucie, że państwo może zostać pokonane.

Okrutny system segregacji rasowej przyznawał białym prawa i władzę, a odmawiał je tym, których uznawał za „nie-białych”. Apartheid był utrzymywany przez silnie zmilitaryzowane państwo, zmanipulowane prawo i sądy – wszystko w interesie zysków południowoafrykańskiej klasy rządzącej.

Bezpośrednim powodem protestów było zaostrzenie przepisów nakazujących, aby lekcje dla czarnych uczniów były prowadzone w języku używanym przez białych – afrikaans.

RPA w latach 70. XX wieku była krajem przechodzącym proces uprzemysłowienia. Kopalnie i fabryki działały dzięki wyzyskowi czarnych pracowników, którzy zazwyczaj otrzymywali jedną czwartą stawki białych pracowników w tej samej branży.

Osiedle Soweto, położone 16 kilometrów od największego miasta RPA, Johannesburga, zamieszkiwało około miliona czarnych mieszkańców.

Mniej niż jedna czwarta ich domów miała prąd, a tylko połowa posiadała bieżącą wodę. Stopa bezrobocia wynosiła około 54 procent. Ci, którzy pracowali, codziennie odbywali uciążliwą podróż do miasta, gdzie prawo wymagało od nich noszenia przy sobie dokumentów potwierdzających prawo pobytu.

Edukacja była zorganizowana według rasistowskich zasad. Hendrik Verwoerd, były premier RPA, pytał: „Jaki jest pożytek z uczenia dziecka Bantu (czarnoskórego Afrykanina) matematyki, skoro nie może jej wykorzystać w praktyce?”.

Edukacja miała przygotowywać uczniów do zaspokajania potrzeb białego społeczeństwa, w tym jego zapotrzebowania na pracowników mówiących w afrikaans.

Rebelia 16 czerwca zaskoczyła większość mieszkańców RPA. W prasie została zbagatelizowana jako zamieszki. Przywódcy apartheidu zakładali, że młodych czarnoskórych ludzi stać co najwyżej na spontaniczne wybuchy gniewu.

Ruch ten wyłonił się jednak z wielu lat politycznej organizacji. Coraz większą popularność zdobywał Ruch Czarnej Świadomości (Black Consciousness Movement), kierowany przez Steve’a Biko. Promował on idee czarnej dumy i przywództwa.

W 1973 roku w Durbanie doszło do ogromnego i udanego strajku czarnoskórych pracowników. Ponadto fala antykolonialnych walk w Afryce w latach 60-tych dodatkowo umocniła wiarę w siebie wśród czarnych Południowoafrykańczyków.

W 1969 roku radykalni studenci zorganizowali na uniwersytetach Południowoafrykańską Organizację Studentów (SASO) oraz Południowo- afrykański Ruch Studentów (SASM) w szkołach.

Protesty w szkołach narastały od początku roku szkolnego 1976 w połowie stycznia. Do połowy maja protesty nasiliły się. Uczniowie Phefeni Junior Secondary School rozpoczęli bojkot zajęć. Około 1600 uczniów przyłączyło się do akcji w geście solidarności.

Protest 16 czerwca został zorganizowany podczas spotkania przedstawicieli uczniów z całego Soweto w centrum społecznościowym w weekend poprzedzający wydarzenia.

Wśród przywódców ruchu znaleźli się Seth Mazibuko, mający wówczas 16 lat, oraz 19-letni Tsietsi Mashinini.

Dziewczęta i młode kobiety również odegrały kluczową rolę. W 2016 roku Thabisa – uczennica, która brała udział w powstaniu – powiedziała: „Rankiem 16 czerwca byłam dzieckiem, trzynastoletnim dzieckiem, a wieczorem byłam już dorosła. Pod koniec miesiąca byłam aktywistką i towarzyszką.”

Tego dnia protest spotkał się z brutalną przemocą – policja otworzyła ogień do maszerujących, zabijając 176 osób, w przeważającej większości dzieci.

Zdjęcie fotoreportera Sama Nzimy, przedstawiające umierającego 12-letniego Hectora Pietersona niesionego na rękach przez Mbuyisę Makhubo, wryło się w pamięć ludzi na całym świecie.

Protestujący w Soweto stawiali opór, ciskając kamieniami w policjantów. Ruch rozprzestrzenił się po całym kraju – do innych osiedli na obrzeżach Johannesburga i do kolejnych miast.

Do lipca państwo zostało zmuszone do wycofania się z polityki nauczania w języku afrikaans, która była bezpośrednią przyczyną protestów.

Nie stłumiło to jednak żądań wyzwolenia. Przeciwnie – powstanie szkolne w Soweto przekształciło się w ruch antyapartheidowski na skalę niespotykaną od czasu masakry w Sharpeville w 1960 roku.

Rodzice sprzeciwiali się narzuconej przez państwo polityce dotyczącej języka afrikaans, ale wielu obawiało się podjąć działania. Teraz spotykali się z uczniami, okazując im solidarność.

SASM rozumiało siłę strajku pracowników. Zaapelowało do rodziców i innych pracowników o opuszczenie miejsc pracy.

4 sierpnia 20 000 pracowników i uczniów przemaszerowało autostradą Soweto. Następnie, od 23 sierpnia, rozpoczął się trzydniowy strajk.

Tego dnia w pracy nie stawiło się co najmniej 75 procent czarnoskórej siły roboczej Johannesburga – był to największy strajk w tym mieście od lat 60-tych XX wieku.

Doszło jednak do starć między młodzieżą a pracownikami mieszkającymi w hostelach. Uczniowie początkowo uznali mieszkańców hostelów za łamistrajków i skonfrontowali się z nimi. Ci odpowiedzieli, brutalnie atakując młodych ludzi. Jednak SASM podjął próbę nawiązania kontaktu z mieszkańcami hostelów, wydając broszurę, w której uznawał wspólne krzywdy obu grup. To przyciągnęło część pracowników do ruchu i wzmocniło strajki.

W kolejnych latach wielu młodych aktywistów z Soweto nadal angażowało się w organizowanie działań przeciwko apartheidowi. Wielu z nich dołączyło do bojowego ruchu związkowego.

W latach 80-tych masowe strajki i powstania w osiedlach stworzyły siłę, która w końcu położyła kres apartheidowi.

Tłumaczył Marek Uchan

Mówi były uczeń w Soweto

Oupa Ngwenya jest pisarzem i aktywistą, który w czasie powstania szkolnego w 1976 roku był uczniem w Soweto. Opowiedział o proteście, który na zawsze zmienił RPA:

„W 1976 roku byłem 19-letnim uczniem zapisanym do szkoły z internatem w KwaZulu-Natal. Zostałem jednak wyrzucony w ciągu tygodnia.

Gdyby mnie nie wyrzucono, byłbym w internacie i nie wiedziałbym, o co chodzi protestującym. Zamiast tego byłem w samym środku wydarzeń.

Zapisałem się do Naledi High School, jednej ze szkół, które odegrały kluczową rolę w powstaniu uczniowskim w 1976 roku.

Do 1976 roku Ruch Czarnej Świadomości ogarnął cały kraj. Niezależnie od tego, czy afrikaans zostałby narzucony, czy nie, coś innego skłoniłoby nas do reakcji w taki właśnie sposób.

Byliśmy młodzi. Ale byliśmy stanowczy w tym, czego chcemy, a czego nie chcemy. Protest 16 czerwca zaczął się jak każdy inny dzień. Gdyby reżim zareagował w sposób świadczący o tym, że „to są dzieci, mają uzasadnione postulaty i krzywdy”, prawdopodobnie tego dnia wszystko zakoń­- czyłoby się to niewinnie.

Ale wiecie, jak zachowują się reżimy represyjne. Ich pierwszym zmartwieniem jest społeczność między­- narodowa. Nie patrzą na zasadność krzywd, które mają przed sobą.

Ich naturalną reakcją jest zastosowanie maksymalnych represji. Jednak wrząca para w tym garnku nie dała się stłumić żadnym naciskiem.

Stopień organizacji i spontanicznych akcji solidarnościowych z reszty kraju pokazuje, że to, co czuło Soweto, było odczuwalne na skalę ogólnokrajową.

Strach ogarnął cały kraj. Ludzie byli banowani (forma przymusowej izolacji politycznej). Przywódcy ANC – Afrykańskiego Kongresu Narodowego – przebywali na emigracji.

Myślę, że reżim wierzył wówczas, że ma wszystko pod kontrolą. Nadszedł czas, aby wprowadzić w życie to, co uważali za ostateczną broń kulturową za pośrednictwem języka.

I wtedy wszystko się rozpadło. Wraz z wybuchem powstania w 1976 roku ruch wyzwoleńczy na emigracji odżył na nowo.

Gdy tylko ANC zdał sobie sprawę, że protesty nabierają rozpędu, zaczął twierdzić, że to oni za nimi stoją. Mówili: „To my, działamy z podziemia”.

Dla nas nie było to wielkim problemem, ponieważ powód naszej walki był związany z przyczynami, dla których ci ludzie przebywali na emigracji. Uważaliśmy, że naszym obowiązkiem jest zapewnić warunki, aby mogli wrócić do wolnego kraju.

Zdaliśmy sobie sprawę, że sam system edukacji nam nie pomoże. Nie ma możliwości, aby system przeznaczony do ucisku przygotował nas do życia w otwartym społeczeństwie wolnym od opresji.

Coraz bardziej uświadamialiśmy sobie, że nie ma odwrotu. Przenieśliśmy walkę z sal lekcyjnych na ulice. Postanowiliśmy pomaszerować do miasta.

Zrozumieliśmy, że sprawy, z którymi się mierzymy, wykraczają poza edukację i nauczanie języka. Stało się to ruchem wyzwoleńczym nas samych. Zorganizowaliśmy tzw. bojkot konsumencki – przestaliśmy kupować towary w mieście. Następnie zorganizowano strajk polegający na pozostaniu w domu (stayaway).

Reakcją reżimu była próba skłócenia uczniów z pracownikami. Dochodziło do tego, że nie-strajkujący pracownicy byli nastawiani przeciwko uczniom.

Mieliśmy do czynienia z podziałem na mieszkańców osiedli kontra mieszkańcy hostelów. Gdy tylko uciskani powstają, reżimy zawsze wracają do polityki „dziel i rządź”.

Niszczyliśmy sale piwne. Alkohol był wówczas postrzegany jako sposób na otępienie zmysłów pracowników. Wszystko, co stało się symbolem reżimu lub apartheidu, aktywnie niszczyliśmy.

16.06.1976 Soweto. Początek powstania.
16.06.1976 Soweto. Początek powstania.

Nie paliliśmy przychodni. Nie paliliśmy bibliotek. Paliliśmy to, co naszym zdaniem było szkodliwe dla świadomości ludzi.

Następnie reżim zamknął szkoły. W 1977 roku zostały ponownie otwarte, ale pod warunkiem ponownego złożenia podań przez uczniów.

Byłem jednym z tych, którym odmówiono ponownego przyjęcia, ponieważ zostaliśmy uznani za element niepożądany.

Niektórzy z nas ukończyli ostatnią klasę liceum drogą korespondencyjną z University College London.

Nie mieliśmy przed sobą nauczycieli. Uczyliśmy się sami. Widzicie więc, kim byliśmy jako uczniowie. Nie sprzeciwialiśmy się edukacji. Sprzeciwialiśmy się edukacji, która przygotowuje nas do przyjęcia podrzędnej roli w społeczeństwie.

Moja obecna ocena jest taka, że ANC nigdy nie był ruchem wyzwoleńczym. Gdyby był, nie sądzę, aby zachowywał się w taki sposób, w jaki zachowywał się po dojściu do władzy w 1994 roku.

O ile rozumiem, jedynie próbował znaleźć sobie miejsce w systemie. Wyzwolenie oznaczałoby gruntowne oczyszczenie systemu i ustanowienie nowego.

Teraz Donald Trump twierdzi, że w RPA ma miejsce ludobójstwo na białych. Na podstawie tego przekonania nadał Afrykanerom priorytetowy status uchodźców w USA, podpisując stosowne rozporządzenie wykonawcze.

W RPA, gdzie nie ma żadnego ludobójstwa, mówi się o „ludobójstwie białych”. W Palestynie zaś, gdzie ludobójstwo ma miejsce, jest ono negowane.

Myślę, że najbardziej frustrujące jest to, że ludzie tak ciężko walczyli i tak wiele poświęcili, a mimo to efekty nie były współmierne do ich wyrzeczeń.

System, któremu wówczas się sprzeciwialiśmy, dziś sami podtrzymujemy.

Tags:

Category: Gazeta - lipiec-sierpień 2026, Gazeta - lipiec-sierpień 2026 - cd.

Comments are closed.