AI: ratunek dla pogrążonego w kryzysie kapitalizmu?

| 1 grudnia 2025
Ludzki mózg i sztuczna inteligencja

Od miesięcy miliarderzy z branży Big Tech, tacy jak Sam Altman – prezes firmy OpenAI stojącej za popularnym generatorem tekstu (chatbotem) ChatGPT – zapowiadają, że jesteśmy o krok od powstania superinteligencji, która pod względem zdolności poznawczych będzie przewyższać człowieka oraz będzie zdolna do samodoskonalenia.

Nie ukrywają, że gdy do tego dojdzie, wielu pracowników straci pracę. Oznajmiają to tonem znamion- ującym wielki sukces, bo czymże innym z ich punktu widzenia byłoby pozbycie się „zła koniecznego”, jakim są pracownicy? Jaki los miałby czekać nas, pracowników? Nikt w tym gronie nie zaprząta sobie tym głowy.

Czy rzeczywiście myśląca, wszechwiedząca sztuczna inteligencja jest w zasięgu ręki? Należy przyznać, że w ostatnim roku dokonał się spory postęp. Narzędzia takie jak ChatGPT (generator tekstu), czy Sora (generator wideo), dostarczają wyników, które robią ogromne wrażenie. Mimo to w tej chwili wydaje się to mało prawdopodobne. Warto wiedzieć, że zdolność sztucznej inteligencji do generowania tekstów i obrazów nie jest wynikiem zrozumienia świata fizycznego ani pojęć języka ludzkiego, ale efektem obliczeń statystycznych na tzw. tokenach – pikselach w przypadku obrazów i słowach w przypadku języka.

Dzisiejsze modele językowe, zwane LLM (Large Language Models), powstały w oparciu o ogromne zbiory danych obejmujące dziesiątki bilionów tokenów – w tym przypadku słów. Zbiory te poddawane są tzw. trenowaniu, co polega na przeprowadzaniu analiz statystycznych tekstów za- wartych w zbiorach danych. W ten sposób powstają skomplikowane sieci zależności między słowami – tzw. sieci neuronowe. Generowanie tek- stów w odpowiedzi na tzw. prompty (zapytania) użytkownika polega na wykorzystaniu rachunku prawdopodobieństwa do przewidywania ko- lejnych słów. Coś na zasadzie: powiedz mi, kto jest twoim sąsiadem, a powiem ci kim jesteś.

W tej chwili wygląda na to, że choć dzięki sztucznej inteligencji możliwe jest przyspieszenie czy zautomatyzowanie niektórych procesów, to jednak nadal potrzebny jest ludzki nadzór, ponieważ niezawodność tej technologii pozostaje mocno ograniczona. Tymczasem dążenie do dalszej poprawy wyników wymaga dostępu do ogromnych ilości danych. Do tej pory nie był to problem, ale wygląda na to, że do wytrenowania istniejących modeli „zassano” już niemal cały Internet. Jednocześnie w narastającym stopniu rośnie zapotrzebowanie na moc obliczeniową i zasoby energii.

Giełdowa bańka i zwolnienia

Wydaje się, że wizja spodziewanych niebotycznych zysków pogrążyła klasę panującą w odmętach zbiorowego urojenia. To właśnie z tego powodu na amerykańskiej giełdzie doszło do powstania gigantycznej bańki, w której uczestniczy zaledwie siedem największych przedsiębiorstw z branży Big Tech. Od początku 2025 r. to właśnie te podmioty odpowiadają za 80% wzrostów na amerykańskiej giełdzie. Sama bańka może być nawet kilkukrotnie większa od tej na rynku kredytów mieszkaniowych, która pękła w 2008 r., czego skutki odczuwamy właściwie do dziś.

Niektórzy ekonomiści twierdzą, że gdyby nie garstka firm z branży Big Tech, w USA byłaby w tej chwili recesja. Problem w tym, że duża część wymiany handlowej odbywa się tu w obiegu zamkniętym (głównie z udziałem takich firm jak OpenAI, Microsoft, Nvidia, Oracle i AMD), co podbija wartość giełdową i rynkową uczestników, ale zasadniczo polega na obracaniu ciągle tymi samymi pieniędzmi.

Jednak perspektywa, że wizja myślącej sztucznej inteligencji na razie pewnie się nie zmaterializuje, nie może być dla nas – pracowników – powodem do samozadowolenia. Sam fakt, że swoje nadzieje związane z dalszym rozwojem kapitalizmu klasa posiadająca ulokowała w technologii, która w założeniu ma eliminować ludzką pracę, mówi bardzo wiele o kondycji samego systemu. Pokazuje, że nie ma on już absolutnie nic do zaoferowania klasie pracowniczej.

Już dziś szefowie największych koncernów wykorzystują sztuczną inteligencję do uderzania w pracowników. Oficjalnie z powodu AI w ostatnich miesiącach w Stanach Zjednoczonych pracę straciły dziesiątki tysięcy osób. I choć rzeczywiste powody zwolnień zapewne są bardziej złożone, to widmo utraty pracy u wielu osób niewątpliwie wywoła zamierzony efekt psychologiczny w postaci silniejszego podporządkowania szefom.

W całym tym procesie ujawniają się fundamentalne sprzeczności kapitalizmu, a przede wszystkim sprzeczność między pracą, będącą dla absolutnej większości ludzi jedynym źródłem utrzymania, a wymuszoną przez konkurencję potrzebą eliminowania pracowników jako rzekomo zbędnego kosztu. Szkopuł w tym, że to właśnie ludzka praca jest ostatecznie jedynym źródłem zysków w kapitalizmie.

Spadkowa tendencja stopy zysku

Warto przywołać marksistowską teorię spadkowej tendencji stopy zysku, która mówi, że w miarę jak stosunkowo coraz mniej ludzi obsługuje coraz więcej maszyn w całym systemie sukcesywnie spada stopa zysku. Jest to zjawisko wywołane przez konkurencję, która wymusza inwestowanie w pod- noszenie wydajności produkcji w wyścigu o przewagę nad rywalami. Jednak w miarę upływu czasu powoduje to wzrost udziału tzw. kapitału stałego (maszyn, sprzętu, pojazdów itp.) w poszczególnych przedsiębiorstwach w stosunku do tzw. kapitału zmiennego (pracowników). Wzrost wydajności pracy, wytwarzana przez pracowników wartość dodatkowa, nie jest w stanie zrównoważyć wzrastających kosztów kapitału stałego. Malejący udział ludzkiej pracy w stosunku do zapotrzebowania na wyposażenie techniczne powoduje ogólny spadek stopy zysku.

Na podstawie tej teorii można przypuszczać, że spodziewane przy- spieszenie automatyzacji i robotyzacji pracy (po chwilowej pobudzającej dawce dodatkowych zysków dla tych kapitalistów, którzy sięgną po nowe rozwiązania jako pierwsi) spowoduje dalszy spadek i tak już niskiego wskaźnika rentowności kapitału. Zwłaszcza jeśli dojdzie do kumulacji innych niekorzystnych czynników, takich jak rosnące ceny energii, niedobory surowców czy niski popyt z powodu większego bezrobocia. Oczywiście nie jest to równia pochyła, ponieważ do głosu mogą dojść czynniki przeciwdziałające spadkowej tendencji stopy zysku, takie jak potanienie samego kapitału stałego, spadek kosztów działalności dzięki obniżanym wynagrodzeniom w wyniku bezrobocia lub możliwość utrzymania wyższych cen dzięki wyeliminowaniu konkurencji. W tej chwili wydaje się jednak, że wszystkie czynniki ekonomiczne działają na niekorzyść trwałej poprawy koniunktury.

AI w rywalizacji militarnej i geopolitycznej

Paniczne próby wydobycia systemu z rozpaczliwego stanu, w jakim się znajduje, znalazły również wyraz w rywalizacji militarnej. Sztuczna inteligencja to także obietnica wielkich korzyści z punktu widzenia doskonalenia narzędzi zabijania. Ujawniło się to w trakcie ludobójstwa w Gazie: izraelska armia korzystała na szeroką skalę ze sztucznej inteligencji do automatyzacji procesu decyzyjnego w atakach z powietrza.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Amerykanie pozostają w tym wyścigu bezkonkurencyjni. Jednak od początku roku Chińczycy udostępnili kilka własnych narzędzi AI. Modele te, mimo że korzystają z chipów starszej generacji, nieznacznie tylko ustępują tym zachodnim, natomiast okazały się nieporównywalnie tańsze w stworzeniu. Wejście do gry serwisu DeepSeek spowodowało panikę na rynkach. Akcje takich spółek jak Nvidia, Oracle czy Microsoft poleciały na łeb na szyję, a administracja Trumpa w pośpiechu przystąpiła do przygotowywania planu ratunkowego o nazwie „Zwycięstwo w wyścigu o AI”. Jest to projekt daleko idącej ingerencji państwa w ten sektor gospodarki (włącznie z nabywaniem przez państwo udziałów w firmach).

Punktem zapalnym tej rywalizacji jest Tajwan, gdzie swoje zakłady ma firma TSMC – przedsiębiorstwo strategiczne z punktu widzenia produkcji układów scalonych dla AI. Odpowiada ono za 70% całej światowej produkcji tego rodzaju układów, a w przypadku najbardziej zaawansowanych chipów – nawet za ponad 90%. To właśnie w zakładach TSMC prowadzi swoją produkcję Nvidia – największa firma z branży elektroniki dla AI, a także firma o największej na świecie wartości giełdowej wynoszącej 4,5 biliona dolarów, co stanowi równowartość PKB Niemiec.

Między innymi z tego powodu na Tajwan ostrzą sobie zęby Chiny, które uznają tę wyspę za część swojego terytorium. Tymczasem Stany Zjednoczone nie wykluczają militarnej reakcji w razie chińskiego ataku – a niedługo po objęciu stanowiska prezydent Trump wprowadził zakaz eksportu najbardziej zaawansowanych chipów poza granicę USA.

Asem w rękawie Chin jest dostęp do metali ziem rzadkich – surowców kluczowych z punktu widzenia technologii sztucznej inteligencji. Chiny odpowiadają za 70% wydobycia wszystkich metali ziem rzadkich oraz za 90% przetwórstwa tych surowców. W toku trwającej wojny handlowej w odpowiedzi na nałożone przez Trumpa cła Chińczycy wprowadzili ograniczenia eksportu tych kluczowych pierwiastków. Kilka tygodni temu doszło jednak do zawieszenia broni: Trump zezwolił na eksport chipów nowej generacji do Chin (również pod naciskiem szefów Nvidia), a Chiny zawiesiły ograniczenia w eksporcie metali ziem rzadkich. Zawieszenie broni może być jednak chwilowe.

Protest pracowników i pracownic portowych na wschodnim wybrzeżu USA podczas strajku m.in. przeciw automatyzacji i stosowaniu sztucznej inteligencji (początek października 2024 r.).
Protest pracowników i pracownic portowych na wschodnim wybrzeżu USA podczas strajku m.in. przeciw automatyzacji i stosowaniu sztucznej inteligencji (początek października 2024 r.).

Koszty środowiskowe

Nie sposób nie wspomnieć o kosztach środowiskowych tego wyścigu o dominację. Dalsze rozwijanie sztucznej inteligencji wymaga budowy gigantycznych centrów przetwarzania danych.

W samych Stanach Zjednoczonych działa obecnie ponad 5 tys. takich obiektów, a w planach jest 1,5 tys. kolejnych. W 2024 r. zużyły one 183 TWh (terawatogodziny) energii. Jest to ilość porównywalna z rocznym zapotrzebowaniem na energię w Polsce. Oprócz prądu centra prze- twarzania danych wykorzystują ogromne ilości wody na potrzeby chłodzenia układów obliczeniowych. Pojedyncze centrum danych może zużywać tyle wody, ile kilkudziesięciotysięczne miasto.

Sztuczna inteligencja nie będzie żadnym nowym otwarciem dla pogrążonego w kryzysie kapitalizmu. Przeciwnie: jest kolejną odsłoną tego kryzysu. Wydaje się, że kapitalizm znalazł się przy ścianie. Nie ma podstaw, by oczekiwać trwałej poprawy koniunktury gospodarczej, natomiast wyraźnie przyspieszają takie zjawiska, jak upadek demokracji, szaleństwo militaryzacji i katastrofa klimatyczna.

Nie ma wątpliwości, że wkraczamy w nową epokę, w której ze zwielokrotnioną siłą powraca wyrażona przez Różę Luksemburg alternatywa: socjalizm lub barbarzyństwo.

Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - grudzień 2025, Gazeta - grudzień 2025 - cd.

Comments are closed.