Rozbijmy pisowską „tarczę” antypracowniczą

| 1 czerwca 2020
Propagandowe zdjęcia Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Stosunek rządu wobec pracowników oddaje fakt, że na koniec maja ok. 4 tys. górników było zakażonych koronawirusem.
Propagandowe zdjęcia Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Stosunek rządu wobec pracowników oddaje fakt, że na koniec maja ok. 4 tys. górników było zakażonych koronawirusem.

Ustawa, zwana „tarczą 4.0”, jest kolejnym rządowym Młotem Antypracowniczym.

Wybrańcy Kaczyńskiego wykorzystują korona-kryzys, by spotęgować wyzysk milionów ludzi. Rząd, udający, że jest obrońcą niemajętnych zwykłych ludzi, robi rzeczy, których byliby dumni skrajni neoliberałowie, jak Balcerowicz czy Korwin Mikke.

Oto w czym „tarcza”, ma wzmocnić szefów i osłabić pracujących:

Ustawa zachęca do masowych zwolnień i cięć płac. Według danych ZUS, 153 tys. osób zostało zwolnionych w kwietniu (bez uwzględniania mikrofirm). Ekonomiści mBank Research napisali na Twitterze: „Firmy ochoczo zabrały się za optymalizację kosztów w kwietniu”. Wiadomo, dla szefów pracownicy, którzy są źródłem wszystkich zysków, są jedynie kosztem, tak jak maszyny, komputery czy prąd.

Obecny kryzys jest naprawdę głęboki. Analitycy Banku Pekao SA twierdzą: „Kwiecień przyniósł bez- precedensowe tąpnięcie na rynku pracy – zatrudnienie spadło aż o ok. 150 tys., czyli prawie tyle co w ciągu całego kryzysu 2008/2009. Równocześnie bardzo mocny zjazd w dół dynamiki płac pokazuje, że firmy istotnie redukują wynagrodzenia”.

A co robią pisowscy „obrońcy ludu” w tej sytuacji? Ustawa pozwala szefom obniżyć pensje o 50%! „Żaden z pracodawców nie ma zamiaru obniżać pensji, bo tak mu się podoba” – mówi Maciej Witucki ze zrzeszającej przedsiębiorców Konfederacji Lewiatan. Czyżby? Obniżenie płacy jest tożsame ze zwiększeniem zysków. Czy to się nie podoba biznesmenom?

Rząd umożliwia tańsze pozbycie się „zbędnych” rąk do pracy. Ustawa zaznacza, że jeśli szefowie wyrzucą cię na bruk, otrzymasz niższą odprawę. Centrala związkowa OPZZ słusznie zauważa, że skandaliczna jest „propozycja ograniczenia wysokości odprawy, odszkodowania lub innego świadczenia pieniężnego wypłacanego przez pracodawcę pracownikowi w związku z rozwiązaniem umowy o pracę do dzie- sięciokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. Są to rozwiązania mniej korzystne dla pracowników. Gorsze nawet niż te, które obowiązują w przypadku zwolnień grupowych.”

Szacuje się, że w Polsce jest już ponad milion bezrobotnych. Trudno się dowiedzieć, ile jest zwolnień grupowych, chociaż centrale związkowe otrzymują informacje z terenu o kolejnych zwolnieniach z różnych branż. Jak wyjaśnia OPZZ: „Większość wojewódzkich urzędów pracy publikuje co miesiąc niekompletne dane, a niektóre wojewódzkie urzędy pracy w ogóle nie publikują informacji o zwolnieniach grupowych.”

W budżetówce szykują się masowe zwolnienia. W instytucjach podległych rządowi – takich, jak Narodowy Fundusz Zdrowia, ZUS i KRUS – ustawa pozwala menedżerom ciąć płace i liczbę zatrudnionych. Wystarczy, że będą uważali swoje finanse za zbyt skąpe. Jednak, jak nazwa wskazuje, pieniądze budżetówki pochodzą z budżetu państwa. Rząd jest tu „pracodawcą”, więc mógłby zapewnić za- chowanie aktualnego poziomu zatrudnienia i wynagrodzenia. Wystarczy wola polityczna. I oczywiście PiS-owi jej brakuje.

Szefowie mają prawo do jednostronnego wyznaczania terminu zaległego urlopu. Nie dość, że pisowska ustawa spowoduje wzrost bezrobocia i niższe płace, to nawet wdziera się do czasu wolnego od pracy. „Narzucanie pracownikom terminów urlopu odbiera sens idei odpoczynku” – komentuje oburzony Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa i dodaje: „Pra- codawca może zaoferować pracownikom wydłużenie płatnego urlopu, ale nie ma prawa decydować, kiedy pracownik ma brać wolne”. Właśnie PiS daje mu takie prawo.

Firmy mają też możliwość „obniżenia wymiaru czasu pracy pracownika lub objęcia pracownika przestojem ekonomicznym w przypadku istotnego wzrostu obciążenia wynagrodzeń u pracodawcy”. A który szef nie uważa, że jest obciążony wzrostem wynagrodzeń?To zielone światło, by jeszcze bardziej traktować pracownika, jak sługę na zawołanie.

W urzędach publicznych nie jest lepiej. Ustawa zakłada, że wójt, burmistrz, prezydent miasta lub kierownik może skierować pracownika „do wykonywania innej pracy, niż określona w umowie o pracę, (…) w innej jednostce”. Czyli personel nie wie, gdzie i jak będzie pracować.

Pracodawca nie będzie już musiał dokonywać odpisów na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych. To tak, jakby PiS chciał podkreślić swoją antysocjalność. Przypomnijmy, że to z tego funduszu wypłacane są np. zapomogi, dodatki świąteczne czy pieniądze na wczasy „pod gruszą”.

O zwiększeniu zasiłku dla bezrobotnych w żadnej z czterech „tarcz” nie ma nic. Okrutnym absurdem jest to, że zasiłek jest opodatkowany. Oto jak w maju 2020 r. wyglądają zasiłki netto – czyli po opodatkowaniu (pierwsza suma – pierwsze 3 miesiące, druga – pozostałe miesiące):

staż pracy poniżej 5 lat – 80% zasiłku podstawowego – 603,17 zł – 483,49 zł staż pracy od 5 do 20 lat –100% zasiłku podstawowego – 741,87 zł – 592,52 zł staż pracy powyżej 20 lat–120% zasiłku podstawowego– 880,67 zł – 701,65 zł

Zasiłek można otrzymać na okres 6 lub 12 miesięcy. I ten hojny dar otrzymują tylko nieliczni. Według danych GUS na koniec 2019 roku 83,6 procenta bezrobotnych nie miało prawa do zasiłku!

Resort niesprawiedliwości Zbigniewa Ziobry skorzystał z okazji, by w „tarczy” ograniczyć prawa obywatelskie. Sąd może teraz zobowiązać adwokata do oglądania oskarżonego jedynie na ekranie, przy czym może nawet zabronić adwokatowi zatelefonowania do niego.

Ustawa zabiera pracownikom, a daje kościołowi. „Jednostki organizacyjne kościoła” mogą teraz otrzymywać dodatkowe dotacje od państwa. Tak postanowiła sejmowa komisja w nocy 27/28 maja.

„Nowa normalność” PiS-u może trwać i trwać. Rację miał Adrian Zandberg z Lewicy Razem, gdy powiedział podczas sejmowej debaty: „W tej ustawie dostaliśmy w końcu odpowiedź, co to jest ta nowa normalność. Otóż ta nowa normalność, to jest po prostu trwałe obniżenie płac. Słyszałem od posłów PiS-u wcześniej, m.in. tutaj siedzących, że to jest tylko na czas epidemii. Otóż to nie jest tylko na czas epidemii.

Przeczytajcie państwo tę ustawę dokładnie. Epidemia się skończy, dawno już zapomnimy o kwarantannie i maseczkach, a co miesiąc na konta pracowników będzie wpływać nadal obniżona pensja, obcięta pod pretekstem epidemii.”

Związki zawodowe

Niemal wszystkie centrale związkowe – czy te duże, jak OPZZ i Forum Związków Zawodowych, czy te mniejsze, jak Związkowa Alternatywa i Inicjatywa Pracownicza – ostro krytykują kolejne „tarcze”.

Jest jeden znaczący wyjątek – NSZZ „Solidarność”. Sojusz kierownictwa związku z PiS-em trwa w najlepsze, nawet w dzisiejszej rozpaczliwej sytuacji dla szeregowych członkiń i członków. Jeśli liderzy Solidarności krytykują rząd, to bardzo łagodnie. I zaraz śpieszą się, by tę krytykę złagodzić.

Ostatnio było to wyraźnie widać na portalu związku. 27 maja opublikowano tekst pod tytułem: „„Solidarność” wzywa posłów do wycofania niekorzystnych zmian w Tarczy antykryzysowej!”. Dzień później dodano artykuł: „Tarcza 4.0 nie tak groźna dla pracowników”. Oba teksty zostały umieszczone obok siebie!

Na szczęście są członkowie Solidarności, szeregowi pracownicy, którzy są gotowi walczyć o swoje (patrz s. 10).

Walka

Jasne jest, że bez walki nie odeprzemy rządowych ataków.

Jednak nawet liderzy związkowi, którzy potrafią w ostrych słowach krytykować pisowską ustawę, zwykle cierpią na chorobę biurokratycznej bierności.

Wynika to ze społecznej pozycji liderów związkowych. Nie są zatrudnieni w państwowej lub prywatnej firmie jako pracownicy. Nie są też kapitalistami. Znajdują się między tymi klasami i grają specyficzną rolę polegającą na rozmawianiu o sprawach pracowniczych z szefami. Liderzy związkowi są ciągłymi negocjatorami, którzy nie muszą pracować w warunkach przez siebie wynegocjowanych. Obawiają się niezależnego działania swoich członków i członkiń – że wymkną się spod ich kontroli – bardziej niż klęski z rąk szefów.

Nie oznacza to, że nigdy nie organizują akcji strajkowych, bo jeśli staną się zbyt bierni, członkowie mogą opuścić związek – a bez członków nie można być liderem.

Brytyjski marksista Tony Cliff mawiał, że „przywódcy związkowi są jak zardzewiałe taczki – posuwają się tylko tak daleko, jak są popychani”.

Najlepszy sposób na pchanie tej zardzewiałej taczki to spontaniczne strajki. Tu i teraz, gdzie tylko można, warto po prostu wspólnie zaprotestować, przerywając pracę. Takie rzeczy mają miejsce w Polsce, nawet w dzisiejszych, trudnych warunkach (patrz s. 10).

Andrzej Żebrowski

Tags:

Category: Gazeta - czerwiec 2020

Comments are closed.

WEEKEND ANTYKAPITALIZMU 2019

Plakat – Weekend Antykapitalizmu 2019
Weekend Antykapitalizmu 2019 – 31 maja–2 czerwca Warszawa
Wydarzenie na Facebooku – "Weź udział" i zaproś znajomych!

CZARNY PIĄTEK – Przeciw barbarzyńskiej ustawie

Czarny Piątek 23.03.2018
Wielki protest przeciw ustawie antyaborcyjnej
Wydarzenie na Facebooku

DZIEŃ SPOTKAŃ Z OKAZJI 100. ROCZNICY REWOLUCJI PAŹDZIERNIKOWEJ

 Wiec w Zakładach Putiłowskich w 1917 r.

Pracownicza Demokracja zaprasza na spotkania – – sobota, 4 listopada 2017 w Warszawie g. 15.00-19.00

Wydarzenie na Facebooku