Ideologia polska – filary ideologiczne czasów transformacji

| 1 stycznia 2020
24.09.09 Prezydent Lech Kaczyński otwiera sesję nowojorskiej giełdy.
24.09.09 Prezydent Lech Kaczyński otwiera sesję nowojorskiej giełdy.

Żadna władza nie utrzyma się długo, polegając tylko na nagiej sile. Potrzebuje także przekonania rządzonych, że sprawowana jest także dla ich dobra, albo że przynajmniej alternatywa wobec niej jest jeszcze gorsza.

Dotyczy to każdej władzy politycznej w wąskim sensie – która musi mieć pewien poziom poparcia społecznego, swój „elektorat”, jeśli mówimy o demokracjach parlamentarnych.

Dotyczy też władzy społecznej w sensie szerszym – władzy określonych klas społecznych w ramach zmieniających się w historii sposobów organizacji społeczeństwa. Inaczej mówiąc właściciele niewolników mogli rządzić nie tylko z powodu siły bata, ale i przekonania niewolników, że niewolnictwo jest wieczne.

Podobnie panowie feudalni nie utrzymaliby się zbyt długo na swych włościach, gdyby chłopi przestali wierzyć, że władza panów i królów pochodzi z samych niebios. Tak i dziś właściciele kapitału mogą żyć z wyzysku pracowników najemnych dlatego, że ci drudzy uznają taki stan rzeczy za naturalny.

Władza poza siłą potrzebuje więc ideologii. Słowo to rozumiane jest tu nie jako po prostu zbiór idei, ale taki ich zbiór, który łączy rządzących z rządzonymi, panujących z poddanymi. I co istotne, łączy ich w sposób biorący za oczywistość władzę tych pierwszych, dając jej wyjaśnienie i usprawiedliwienie.

Znany rewolucjonista Karol Marks użył pojęcia ideologii w swojej pracy pod znamiennym tytułem Ideologia niemiecka, napisanej w 1846 r. Krytykował tam „ideologów” za to, że nie zaczynają od materialnej bazy społeczeństwa, ale od idei, które na tej bazie wyrastają.

Jak pisał, „w całej ideologii ludzie i ich stosunki zdają się stać na głowie”, podkreślając jednocześnie, że w każdym społeczeństwie panują myśli jego klasy panującej. Kilkadziesiąt lat później przyjaciel Marksa, Fryderyk Engels, dodał, że ideologia jest procesem związanym z „fałszywą świadomością”.

Włoski marksista Antonio Gramsci łączył ją z kolei z „potocznym rozsądkiem”, który jednak stale podważany jest przez doświadczenia konfliktu, w którym klasa pracownicza uczestniczy niezależnie od tego, jakie „potoczne” prawdy i z jakim skutkiem są jej narzucane. Walka z ideologiczną „hegemonią” panujących jest więc nieodłączna od konfliktu klasowego i walki pracowniczej o własne wyzwolenie.

Filary ideologiczne kapitalizmu

Każdy z systemów klasowych ma własny zestaw kluczowych filarów ideologicznych. W kapitalizmie będzie on z pewnością zawierał pogląd o niezmienności „ludzkiej natury”, z której rzekomo ten system ma wyrastać. Filarem kapitalizmu jest także powstałe wraz z nim pojęcie narodu, państwa narodowego, wpajanego od dziecka patriotyzmu w różnych odcieniach.

To także rasizm, powstały w historii wraz z kolonializmem i wielkim biznesem handlu niewolnikami, czy mitologia „od pucybuta do milionera”, według której mogę iść górę drabiny społecznej, jeśli tylko dostatecznie się postaram. Każde państwo kapitalistyczne, przy pomocy systemu edukacji, mediów, kościołów, służby wojskowej, sportu i na szereg innych mniej lub bardziej delikatnych sposobów te filary ideologiczne buduje.

Jednak możemy także wyróżnić specyficzne postacie ideologii istniejące w różnych częściach świata, jak i w poszczególnych państwach, oparte na zarówno na różnych doświadczeniach historycznych konfliktów społecznych czy form politycznych, jak i zróżnicowanej pozycji w dzisiejszym układzie gospodarczym, politycznym i społecznym świata. Innymi słowy możemy mówić o cechach wspólnych ideologii panującej w demokracjach parlamentarnych, dyktaturach wojskowych, monarchiach, ale też państwach dawnego bloku wschodniego, świata postkolonialnego, jak i specyficznej choćby dla Stanów Zjednoczonych, Rosji czy Chin.

Cechy szczególne ideologii polskiej czasów transformacji

Przez ideologię polską ostatnich 30 lat można rozumieć zestaw idei politycznych podzielanych przez znaczną większość „klasy politycznej” RP, które tłumaczyły istnienie „nowego polskiego kapitalizmu” po 1989 r. i interpretowały konflikty w jego ramach z punktu widzenia jego konieczności, naturalności i poszukiwania możliwie najwyższej skuteczności.

Zarówno zachwyt nad nową rzeczywistością, jak i jej krytyka, postrzegane były przez ten pryzmat. Idee będące jej częściami składowymi miały i wciąż w istotnej części mają status hegemoniczny, gdyż podważanie ich było i jest automatycznie widziane jako zarazem oburzające i absurdalne.

Jak każde elementy ideologii były one targane sprzecznościami, próbując interpretować rzeczywistość z punktu widzenia wiecznego panowania panujących. Jednak czołowe formacje polityczne ostatnich trzech dekad albo aktywnie je „uprawiały” – nawet jeśli na różne, konkurencyjne sposoby – albo przynajmniej musiały się do nich przystosować. Nawet jeśli żaden z tych elementów ideologicznych nie narodził się w Polsce i nie istniał tylko tutaj, w ich specyficznej postaci stały się one filarami ideologii polskiej czasów transformacji.

Jakie więc są te filary – elementy szczególne, które dołączyły do ogólnych ram ideologii kapitalizmu? Można ich wyróżnić przynajmniej pięć: antykomunizm, okcydentalizm, rusofobię, katolicyzm polityczny i specyficzny indywidualizm („zrób-to-samizm”).

Antykomunizm

Artykuł o antykomunizmie ukazał się w numerze 1/2018 Pracowniczej Demokracji, więc tylko kilka słów przypomnienia. Antykomunizm jako ideologia ma korzenie w XIX-wiecznych ideach antyrewolucyjnych, ale w pełnej formie kształtuje się po II wojnie światowej – z koniecznym elementem stworzenia ideologicznej wizji „komunizmu” jako konstrukcji opartej na ciągłości od Marksa do Stalina.

Innymi słowy mówiącej, że każda próba rewolucyjnego buntu prowadzi do Gułagu. W okolicznościach polskiej transformacji nałożyło się na to poszukiwanie uznania dla teraźniejszości przez pokazywanie w krzywym zwierciadle przeszłości. PRL miał być więc patologiczną czarną dziurą, rodzajem anty- modelu dla „budowanego kapitalizmu”.

Transformacja miała wyrażać przejście od nienormalności do upragnionej normalności – a wszelkie problemy mogły być składane na barki wciąż nieprzezwyciężonego dziedzictwa „komuny”. Pomysł, że problemy gospodarcze PRL miały cokolwiek wspólnego z szerszymi problemami kapitalizmu, a ówczesne protesty robotnicze z tymi w państwach spoza bloku wschodniego, w ramach tej ideologii może być tylko obrazą i szaleństwem.

Bo w czasach PRL – skądinąd znakomicie obrazujących tezę Marksa i Engelsa, że historia jest historią walka klasowych – robotnicy mogli walczyć tylko o „wolność”, rozumianą jako Bóg, Honor, Ojczyzna, NATO i Unia Europejska (w różnych kombinacjach).

Antykomunizm przyjął w Polsce dwie główne postacie. Pierwsza, to wersja powszechny wśród środowisk liberalno-demokratycznych, opiewających transformację jako sukces, antykomunizm apologii. Mówicie, że poszło źle? Nie narzekać. Źle to było za komuny. Teraz mamy pełne półki, demokrację i paszporty w domu. A narzekający to roszczeniowi i niedostosowani “homo sovieticus” – jak pisał w latach 90-tych ks. Józef Tischner.

Druga to antykomunizm (pozornej) kontestacji. Tak, jest nędza, bezrobocie i złodziejstwo elit (a przynajmniej było przed rządami PiS…). Ale to dlatego, że żyjemy w postkomunizmie, a od komunizmu nie dość się mocno odcięto. Jak mówił wielokrotnie Jarosław Kaczyński: potrzebujemy w Polsce nowej fali kapitalizmu. Gdy tylko „postkomunistyczny układ” zastąpią prawdziwi patrioci i katolicy, polski kapitalizm będzie sprawiedliwy. Twardy rdzeń ideologii obecnej władzy „dobrej zmiany”, poza rasizmem, nacjonalizmem i wszelkimi fobiami, właśnie na tym polega. Przy czym ów „układ” rozumie się bardzo szeroko (zasadniczo jako wrogów partii rządzącej).

Okcydentalizm, czyli prozachodniość

Ileż to razy, od lat, słyszymy różne kombinacje słów: cywilizacja, kultura, Zachód, Europa, wartości. Przy czym „Europa” funkcjonuje tu oczywiście tylko jako część Zachodu, a nie geograficzny półwysep Eurazji.

Generalnie kultura i wartości kapitalizmu przesiąknięte są zachodniocen- tryzmem i europocentryzmem, z tego protego powodu, że kapitalizm narodził się w Europie Zachodniej podbijając następnie świat przez jej siłę gospodarczą i zbrojną.

Marks i Engels twierdzili, że burżuazja przekształca świat „na własny obraz i podobieństwo”. Jednocześnie jednak, kształtując go w interesie najpotężniejszych państw i korporacji kapitalis- tycznych. Najbardziej trwałymi „wartościami europejskimi”, powstałymi i ekspandującymi wraz z powstaniem kapitalizmu, są nacjonalizm i rasizm. Najbardziej trwałym piętnem świata zachodniego jest połączone z tymi wartościami dziedzictwo kolonializmu i wciąż bardzo realny imperializm.

Członkostwo w NATO, Unii Europejskiej i sojusz ze Stanami Zjedno- czonymi są ideologicznym dogmatem czasów transformacji. Siła tego dogmatu jest prosta – generalnie państwa zachodnie są po prostu bogatsze od Polski. Polska klasa panująca chce być w klubie czołowych państw wciąż dominujących gospodarczo i panujących zbrojnie nad światem, widząc w tym nadzieje na własne zyski (lub przynajmniej okruchy) z tego panowania.

Jednocześnie bycie z Zachodem – a jeszcze lepiej bycie Zachodem (bez „z”) – jest bronią ideologiczną mającą łączyć z tymi nadziejami panujących pracowników i innych ludzi niezamożnych poprzez danie im poczucia przynależności do tych „lepszych” w skali świata.

Okcydentalizm czy europocentryzm zawsze podszyty jest rasizmem. Zachód to „normalność”, cywilizacja, przynależność, do której ma pozwalać „nam” uczestniczyć w jej rzeczywistym, brutalnym, stosowaniu – czy to w postaci udziału w wojnach, czy budowania murów przeciw uchodźcom, często ofiarom wojen i polityki gospodarczej Zachodu. To wszystko w parze z wizją cywilizacyjnej konieczności wdrażania twardych „zasad gospodarki rynkowej” w zgodzie z regułami Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy dyrektywami Unii Europejskiej.

W polskim okcydentalizmie czasów transformacji znów można wyróżnić dwa główne nurty. Pierwszy, mówiący, że Zachód jest po prostu „fajny”. Dla znacznej większości klasy kapitalistycznej i zadowolonej klasy średniej przynależność do NATO i Unii Europejskiej ma wręcz religijny wymiar – jako gwarancja ich obecnego bogactwa, stylu życia i statusu społecznego szanowanego w wielkim świecie.

Drugi, powiązany z różnymi wersjami polskiego nacjonalizmu, łączący nadzieje bycia częścią władzy „cywilizacji zachodniej” z zaściankową wściekłością nie- spełnionego drobnego właściciela. Biała skóra, heteroseksualizm i chrześcijaństwo są jego nadzieją na przynależność do światowej „rasy panów”.

Taki prawdziwy Polak-katolik widzi się jednocześnie jako prawdziwego obrońcę Zachodu przed upadkiem. Jako współczesnego Jana III Sobieskiego bijącego Turków pod Wiedniem, tyle że wyposażonego w dziewiętnastowieczny rasizm czasów kapitalistycznego kolonializmu.

Przynależność do Zachodu czy Europy („od zawsze”) łączy się tu z misją ich przemiany w duchu rasistowskim i homofobicznym, z dużą dawką nacjonalistycznych i klerykalnych mitologii, nieprzesłanianych już arystokratycznym uśmiechem i dobrymi manierami elit.

Rusofobia

Rusofobia wiąże się z okcydentalizmem, a pewnym stopniu także z antykomunizmem. Fakt, że obecne władze polityczne Rosji nie mają z „komunizmem” nic wspólnego i same posługują się antykomunistyczną ideologią, nie ma tu większego znaczenia. Komunizm i Rosja w ideologii polskiej są ze sobą splecione. Putinowska Rosja jest w tym sensie „postkomunistyczną” kontynuacją skonstruowanej „komunistycznej” ciągłości.

Przede wszystkim jednak Rosja postrzegana jest jako antyteza Zachodu. „Rosyjskie standardy” przeciwstawiane są tym „europejskim”. To o tyle interesujące, że rzeczywisty imperializm rosyjski historycznie kształtowany był przez zachodnioeuropejskie wzorce. Rosyjscy władcy zadbali o to, aby Rosja znalazła się na mapie Europy, gdy bycie „mocarstwem europejskim” stanowiło przepustkę do uczestnictwa w podboju i podziale świata.

Także dziś Rosja dowodzi swej europejskości bombardując Syrię pod hasłem „wojny z terroryzmem” czy „islamskim fundamentalizmem”. Ciekawie jest także zauważyć, że w Rosji istnieje wersja „ideologii europejskiej” (oderwana w tym przypadku od okcydentalizmu), przypominająca jej polską odmianę nacjonalistyczną – tyle, że w tym przypadku to wiara prawosławna wraz z narodem i tradycyjną rodziną mają ratować Europę przed upadkiem.

Po początkowych latach transformacji, z pewnymi nadziejami na włą- czenie Rosji w amerykańsko-europejski świat dzięki „reformom rynkowym”, państwo to stało się w ideologii polskiej jasno zidentyfikowanym wrogiem, spatologizowanym jako odwieczne i niezmienialne zło. Tak naprawdę nie ma znaczenia, kto w Rosji rządzi – każdy, kto nie obiera jasno prozachodniego kursu, składając hołd instytucjom świata zachodniego, jest i będzie ucieleśnieniem wroga. Nie ma większej obelgi wśród polskich polityków partii głównego nurtu niż wskazywanie na rozmaite „rosyjskie ślady” działań przeciwnika.

Można by powiedzieć, że korzenie rusofobii tkwią w dziedzictwie rzeczywistego imperializmu rosyjskiego na ziemiach polskich. Jednak działa to na podobnej zasadzie do dziedzictwa „komunizmu” w ideologii antykomunistycznej.

Przeszłość daje rodzaj alibi, ułatwia kształtowanie dzisiejszych mitów, ale sama nie jest ich wyjaśnieniem. Tak jak propaganda antyniemiecka, kształtująca w istotnej mierze rzeczywistą ideologię czasów PRL, nie wyrastała po prostu z nieodległej historii, ale służyła umacnianiu ówczesnej władzy, również rusofobia czasów transormacji spełnia ideolo- giczną rolę usprawiedliwiania działań klasy rządzącej w oczach rządzonych.

W polskim kontekście łączy się to dodatkowo ze specyficznym „imperializmem żebraczym” – nadziejami na bycie „liderem regionu” i własnymi wpływami jako forpoczty Zachodu na terenach państw, będących niegdyś częścią ZSRR, realizowanymi głównie poprzez bycie najbardziej służalczym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych.

Polska, świecąc światłem odbitym „świata zachodniego”, rywalizuje z Rosją o wpływy w regionie, nie będąc bynajmniej bierną ofiarą potężniejszego sąsiada. Rusofobia pozwala wmawiać „ludowi” zarówno konieczność niekończących się, kosztownych zbrojeń, czynnego wspierania zachodnich wojen, jak i własnej „aktywnej polityki zagranicznej” na Wschodzie.

Katolicyzm polityczny

Katolicyzm polityczny wydaje się najbardziej kruszejącą częścią ideologii polskiej, co nie zmienia faktu, że był jednym z jej kluczowych filarów w czasie ostatniego trzydziestolecia. Podkreślmy, że odnosi się to nie do samej wiary, ale politycznego wymiaru katolicyzmu w Polsce.

Nie mają tu znaczenia teologiczne spory, a sama religijność społeczeństwa lub jej brak ma znaczenie tylko pośrednie, w kontekście domniemanej zdolności hierarchów katolickich do wywierania na to społeczeństwo wpływu (i tym samym pokazywania własnej ideologicznej przydatności).

Ten spadający wpływ (także na osoby wierzące i deklarujące się jako katolicy), nie tylko w kontekście skandali pedofilskich, jest dziś głównym problemem kościelnych przywódców, bezwzględnie walczących o zachowanie uprzywilejowanej pozycji w państwie.

Wyżsi hierarchowie katoliccy są bez wątpienia częścią klasy panującej w Polsce po 1989 r., będąc władzą instytucji opartej na ścisłej hierarchii, w wielu aspektach niezmiennej od czasów feudalnych, która jest zarówno wielkim posiadaczem ziemskim (drugim po skarbie państwa), jak właścicielem znacznej liczby nieruchomości.

Kościół katolicki jest też organizacją, która znacznie wzbogaciła się w ostatnim trzydziestoleciu. Działalność Komisji Majątkowej dla Kościoła Katolickiego w latach 1989-2011, zajmującej się „zwracaniem” dóbr kościelnych, można uznać za matkę patologii reprywatyzacji w Polsce. Polskie prawo, włącznie z podpisanym w 1993 r. Konkordatem z Watykanem, daje Kościołowi szereg uprawnień, w tym do stałego, corocznie wielomiliardowego finansowania przez państwo.

Dlaczego inne części klasy panującej godziły się na tę hojność? Powodem tego było właśnie ideologiczne znaczenie katolicyzmu politycznego. Wchodząc w okres transformacji jako instytucja o dużym pokładzie społecznego zaufania, docierająca do najodleglejszych zakątków kraju i przenikająca szereg rytuałów życia (od ślubów po pogrzeby), Kościół mógł grać niezrównaną rolę w „umacnianiu” nowego polskiego kapitalizmu.

Z jednej strony wzmacniał inne filary ideologii, oferując choćby własne wersje antykomunizmu, nacjonalizmu czy wizji fatalizmu ludzkiej natury. Z drugiej, potrafił wzmacniać „spokój społeczny” w kluczowych momentach – jak terapia szokowa w 1990 r., czy wstąpienie do UE w 2004 r. – wspierając władzę polityczną w zamian za własne konkretne przywileje.

Dodajmy do tego pewną plastyczność ideologiczną Kościoła z jego różnymi frakcjami, w jakimś stopniu odzwierciedlającą spory o interpretację elementów ideologii wśród „klasy politycznej”. W ramach katolicyzmu politycznego każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Włącznie z odpowiednio kierunkowanym gniewem krytyków transformacji.

Ta użyteczność ideologiczna powodowała, że nawet formacje polityczne formalnie niedeklarujące wspierania „wartości chrześcijańskich”, w czasach transformacji żyły z hierarchami katolickimi w zgodzie, nie podważając ich uprzywilejowanej roli. Znakomitym tego przykładem były czasy rządów koalicji pod wodzą SLD i prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego.

Indywidualizm („zrób-to-samizm”)

„Zrób-to-samizm”, jako specyficzna postać indywidualizmu, polega na ideologicznym przekonaniu o własnej spraw- czości w rozwiązywaniu społecznych problemów. Można uznać, że jest pochodną mitu „od pucybuta do milionera”, ale daleko poza niego wykracza.

To nie tylko promowane zaklęcia w stylu „rusz głową” czy „załóż firmę” (lub, jak kto woli, „zausz firme”), połączone w wersji liberalno-apologetycznej z tłumaczeniem istnienia bezrobocia i nędzy brakiem zdolności tego „ruszania” i „zakładania” przez miliony niedostosowanych ludzi. „Zrób-to-samizm” to bar- dziej uniwersalna wiara w prywatyzację, co najmniej równie mocno na polu społecznym („problemy rozwiązujemy we własnym domu”), co gospodarczym.

W tym przypadku także istnieją wersje „krytyczne” tej ideologii zakorzenione w niespełnionych częściach drobnomieszzaństwa. Powszechna na początku lat dziewięćdziesiątych wiara, że prywatne działa lepiej niż państwowe została brutalnie podważona przez rzeczywistość prywatyzacji. W połączeniu z nieufnością wobec państwa prowadziło to jednak do tłumaczenia, że prywatyzacja nie była taka, jak trzeba (bo „nomenklaturowa”, bo „układ” itp.).

Z jednej strony prowadziło to do rozmaitych „antysystemowych” wersji westernowo-dziecinnej utopii społeczeństwa drobnych przedsiębiorców. Z drugiej wizji „silnego państwa”, które „pogoni złodziei”, ale właśnie po to, by pozwolić ludziom samemu radzić sobie z rzeczywistością. Bo przecież „Polacy to przedsiębiorczy naród” itp.

Nawet powszechne żądania pomocy ze strony państwa, w kontekście jego widocznych niedomagań, kształtowane były w ramach „zrób-to-samizmu”. Przykładem tego są socjalne działania władzy PiS po 2015 r., które – za prof. Małgorzatą Jacyno – można nazwać wersją budowy “prywatnego państwa opiekuńczego”, ostatecznie składającego odpowiedzialność za „opiekę” na samych obywateli. W stylu: „macie kilkaset złotych i sobie radźcie”.

Podważyć ideologię

Podsumowując, na ideologię czasów transformacji składają się zarówno elementy uniwersalne ideologii kapitalistycznej, jak i specyficznie zakorzenione w polskiej rzeczywistości. Co jednak kluczowe, ideologia jest z natury dynamicznym i sprzecznym procesem, a jej konkretny kształt zależny jest od poziomu konfliktów społecznych o podłożu klasowym.

„Potoczny rozsądek” tłumaczący rzeczywistość w zgodzie z rozmaitymi ideami klasy panującej jest bowiem nieustannie podważany przez rzeczywistość życia tych, którzy własną pracą ją utrzymują. Im bardziej otwarty jest ten konflikt, tym bardziej panująca ideologia jest podważana.

Niestety trzydziestolecie transformacji należy pod tym względem do najbardziej spokojnych okresów w 150-letniej historii polskiego kapitalizmu. Historia się jednak nie skończyła.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - styczeń 2020, Gazeta - styczeń 2020 - cd.

Comments are closed.

WEEKEND ANTYKAPITALIZMU 2019

Plakat – Weekend Antykapitalizmu 2019
Weekend Antykapitalizmu 2019 – 31 maja–2 czerwca Warszawa
Wydarzenie na Facebooku – "Weź udział" i zaproś znajomych!

CZARNY PIĄTEK – Przeciw barbarzyńskiej ustawie

Czarny Piątek 23.03.2018
Wielki protest przeciw ustawie antyaborcyjnej
Wydarzenie na Facebooku

DZIEŃ SPOTKAŃ Z OKAZJI 100. ROCZNICY REWOLUCJI PAŹDZIERNIKOWEJ

 Wiec w Zakładach Putiłowskich w 1917 r.

Pracownicza Demokracja zaprasza na spotkania – – sobota, 4 listopada 2017 w Warszawie g. 15.00-19.00

Wydarzenie na Facebooku