Krajobraz po strajku w oświacie – Zmarnowany potencjał

| 1 maja 2019
17.04.19 Demonstracja przed MEN
17.04.19 Demonstracja przed MEN

Historyczny strajk nauczycieli i innych pracowników oświaty został zawieszony decyzją kierownictwa Związku Nauczycielstwa Polskiego (25 kwietnia). Rozpoczęty 8 kwietnia strajk trwał 19 dni, przez trzy tygodnie szkolne. Był to największy bezterminowy strajk w 30-leciu III RP – uczestniczyło w nim ponad 600 tysięcy osób.

Podczas strajku widzieliśmy masowe wystąpienia ludzi pracujących w szkołach i przedszkolach w całym kraju. Strajkujący wykazali ogromną determinację, cały czas podkreślając, że walczą o godność. Ponad 80 procent nauczycieli to kobiety.

Rząd robił wszystko, by podzielić pracowników. Zawarł umowę z szefem oświatowej Solidarności Ryszardem Proksą na o wiele mniejszą podwyżkę niż żądał ZNP i związkowcy zrzeszeni w Forum Związków Zawodowych. Proksa zakazał nawet strajkowania „swoim” związkowcom, ale na szczęście większość związkowców oświatowej Solidarności wolało solidarnie przystąpić do strajku niż słuchać ich lidera-łamistrajka.

Niestety prezes ZNP Sławomir Broniarz i reszta prezydium związku rozwiązali akcję strajkową nie osiągając żadnej dalszej podwyżki. Już okres tuż przed strajkiem pokazywał, że kierownictwo ZNP jest zbyt miękkie – niepotrzebnie obniżając postulat 1000 złotych dla każdego. Był to gest, który pokazał jedynie własną słabość.

Demonstracje uliczne

Zawieszenie – czy tak naprawdę zakończenie – akcji strajkowej zostało podjęte w czasie, gdy ponownie nabierał impetu po tym jak na ulicach wielu miast odbywało się coraz więcej, coraz liczniejszych demonstracji. Te demonstracje znacznie poprawiły morale strajkujących, dodając im energii do dalszej walki.

Rząd przeliczył się. Myślał, że nauczycielki i nauczyciele nie wytrzymają do świąt wielkanocnych, że strajk się zakończy najpóźniej zaraz po świętach. Jednak stało się inaczej. Wciąż strajkowały setki tysięcy pracowników.

Nieprawdą jest, że rząd ze spokojem czekał na wyczerpanie strajkujących. Patrząc na ich determinację był bardzo niespokojny.

Efekty strajku były odczuwalne, niezależnie od sprawy egzaminów. Rządowe media nie chciały tego nagłaśniać i nie podano na ten temat żadnych danych – z oczywistych powodów. Jednak nastąpiły zakłócenia w działalności wielu firm. Rodzice musieli wziąć wolne lub zabierać dzieci do pracy.

Tak liczny strajk stanowiłby ogro-mny problem dla każdego rządu – wybrańcy Jarosława Kaczyńskiego nie są tu wyjątkiem.

Fakt, że rząd w ciągu jednego dnia przeprowadził przez Sejm i Senat ustawę dotyczącą klasyfikacji maturzystów i przeprowadzenia matur nie oznaczał – jak twierdzili niektórzy – że rząd może wszystko. Przeciwnie. To znak, że rząd był w popłochu.

Zwolennicy rezygnacji ze strajku wskazują na to, że w niektórych miejscach, szczególnie poza dużymi miastami, ludzie wracali do pracy. To prawda, lecz nie było to zjawiskiem wystarczająco znaczącym, by doprowadzić do nieuchronnej klęski. Z takim problemem walczy się wzmożeniem aktywności strajkujących i budowaniem aktywnej solidarności z nimi.

Prezes ZNP Sławomir Broniarz podkreślił, że strajk jest jedynie zawieszony dodając: „Panie premierze Mateuszu Morawiecki, dajemypanu czas dowrześnia, czekamy na konkretne rozwiązania”. Czyli strajk może być kontynuowany we wrześniu. Oby tak było. Jednak ponowna mobilizacja do walki kilkuset tysięcy pracowników oświaty będzie o wiele trudniejsza niż tym razem – nie da się włączyć i wyłączyć zapału do walki tak, jak wody w kranie.

Swoją decyzją liderzy ZNP spowodowali porażkę mimo szans na zwycięstwo.

Niemniej jednak pracownicy oświaty nauczyli się skutecznie organizować – aktywiści mówią już o przygotowaniu się do września. Kwietniowi strajkujący nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

——————————————————————————————————————–


Szok wobec decyzji o zawieszeniu strajku

26 kwietnia, w ostatnim dniu strajku, ok. 1000 nauczycielek, nauczycieli i innych pracowników oświaty demonstrowało przed Stadionem Narodowym w Warszawie – przeciwko rządowemu cyrkowi zwanym „okrągłym stołem” ws. edukacji.

Byli dumni ze swojego strajku chociaż dezorientowani po tym, jak strajk został zawieszony przez kierownictwo ZNP.

Pracownicza Demokracja pytała o nastroje w momencie ogłoszenia zawieszenia strajku. Skwitowała je w dwóch słowach Ewelina Hardiej (SP 46): „Straszne. Płacz.” Patrycja, nauczycielka z innej warszawskiej szkoły, powiedziała o zawieszeniu: „Poczuliśmy się jakby ktoś nam w mordę dał”.

Strajkujące kobiety (i trochę mężczyzn) demonstrowały przeciw rządowi z podniesionymi czołami – czuły się raczej rozczarowane niż przegrane.

——————————————————————————————————————–

Dlaczego liderzy ZNP podjęli decyzję o przerwaniu strajku?

Strajkujący nauczyli się wiele wartościowych lekcji na przyszłość. Doświadczyli na własnej skórze, jak plugawe potrafią być antystrajkowe media, i że rząd nie jest partnerem, lecz wrogiem.

Jednak pozostaje pytanie: dlaczego liderzy związkowi zachowują się tak, jak widzieliśmy podczas strajku?

Tu kluczem jest zrozumienie, że liderzy związkowi i pracownicy zajmują różne pozycje w strukturze klasowej. Gdy pracownica lub pracownik strajkuje, chce zrobić to, co trzeba, by wygrać. Lider związkowy patrzy na sprawę inaczej. Negocjuje dla pracowników, lecz jego warunki pracy i płace pozostają takie same, niezależnie od wyniku strajku.

Celem lidera związkowego są kolejne negocjacje. Celem strajkującego jest zmiana jego warunków na lepsze. Dlatego mówi się, że liderzy związkowi są podobni do zardzewiałej taczki. Trzeba ich mocno pchać, by cokolwiek zrobili. Warto to robić, bo oficjalny strajk z reguły może zaangażować większą liczbę pracowników w działaniu. Liderzy często obawiają się niezależnego działania własnych członków bardziej niż przegranej walki, bo to stawia pod znakiem zapytania rzekomą potrzebę posłuszeństwa wobec biurokracji związ- kowej.

Przypadki niepotrzebnej rezygnacji z walk przez liderów związkowych (w każdym kraju, gdzie istnieją związki zawodowe) są tak liczne, że trzeba z tego wyciągnąć odpowiednie wnioski. Powinniśmy dążyć do tworzenia niezależnej samoorganizacji wśród samych pracowników.

Strajk pokazał jak ważne są związki zawodowe, których siła leży m.in. w ich liczebności. Bez ZNP, tego strajku by nie było. Najgorszym krokiem w odpowiedzi na słabość liderów byłoby porzucanie związków, czy też tworzenie małych, rozłamowych organizacji. Jednak pokazał też, że działając w związkach, należy organizować się także niezależnie od ich przywódców.

Najlepiej to podsumowali strajkujący stoczniowcy w Glasgow podczas pierwszej wojny światowej: „Będziemy wspierać liderów związkowych, o ile słusznie reprezentują pracowników, ale będziemy działać niezależnie od nich, gdy będą pracowników źle reprezentować.”

——————————————————————————————————————–


Samoorganizacja szeregowych pracowników

Najważniejsza podczas strajku była samoorganizacja szeregowych pracowników. W szkołach i przedszkolach wyłoniło się sporo lokalnych liderek i liderów, którzy potrafili podtrzymywać morale strajkujących, organizować komitety strajkowe i przyprowadzać grupy strajkujących na demonstracje – ze swoimi transparentami, tabliczkami i T-shirtami.

Ważnym krokiem naprzód było powstanie w wielu miastach Międzyszkolnych Komitetów Strajkowych, w skład których weszli związkowcy, jak i niezrzeszeni. Przyczyniły się one od razu do organizowania dużych demonstracji – których bardzo brakowało w pierwszym tygodniu strajku. (Pierwszy MKS powstał w Warszawie 16 kwietnia)

Co prawda, nie wszystko poszło tak, jak chcieli najbardziej zdeterminowani strajkujący. Ogólnopolski Międzyszkolny Komitet Strajkowy spotkał się po raz pierwszy w czasie demonstracji przed MEN 24 kwietnia i zadecydował o tym, że nauczyciele przystąpią do klasyfikacji maturalnej. Był to oczywisty błąd podcinający skrzydła strajkującym, jak i autorytet samego Komitetu. Jednak sposób wybierania delegatów na to spotkanie był chaotyczny, przypadkowy – komitet nie był reprezentatywny. Nastąpiło natychmiastowe odcięcie się od tej decyzji przez MKS-y w różnych, szczególnie większych, miastach.

Takie zamieszanie wynikało z faktu, że MKS-y dopiero co powstawały. Były to tarapaty nowopowstającej, oddolnej demokracji pracowniczej. Widzimy również, że sam fakt powstania takich komitetów nie rozwiązuje wszystkich problemów. Ważne jest, by wybierać najbardziej konsekwentnych i zdeterminowanych delegatów.

To, że MKS-y w ogóle powstały, jest istotne nie tylko dla przyszłości organizowania się nauczycieli i innych pracowników oświaty. Są one też świetnym przykładem dla pracowników w innych sektorach gospodarki.

MKS-y w oczywisty sposób nawiązują do międzyzakładowych komitetów strajkowych czasów pierwszej Solidarności w latach 1980 i 1981. Stanowiły one kręgosłup tamtego wielkiego, wielomilionowego ruchu.

——————————————————————————————————————–


Polityka strajku

Strajk w oświacie pokazuje nam jak ważne jest przeciwstawienie się rządowej propagandzie. Zbyt często liderzy ZNP wahali się, gdy rząd zalewał społeczeństwo brudnym, kłamliwym hejtem (patrz s. 4).

Trzeba było wyjaśnić, że rządy zawsze prowadzą kampanię nienawiści, gdy stoją w obliczu ogromnego strajku. Zamiast tego mieliśmy defensywną postawę liderów związkowych i strach przed tak zwaną opinią publiczną – kształtowaną w znacznej mierze przez media obozu rządowego. Chociaż warto podkreślić, że strajk i tak cieszył się ogromnym poparciem społecznym. Jego przeciwnicy byli bierni. Nie manifestowali na ulicach tak, jak osoby solidaryzujące się ze strajkującymi.

Zamiast traktować rząd jako wroga, który idzie na wojnę, by zniszczyć strajkujących, Sławomir Broniarz apelował o dialog z premierem lub prosił o mediatora – w pewnym momencie widząc w tej roli nawet prymasa!

Największy strach rządzących budziła perspektywa kolejnych strajków pracowników zainspirowanych przykładem nauczycieli. Trzeba więc było ogłosić, że strajki innych grup pracowników są mile widziane. Osłabiłyby one stronę rządową i zwiększyłyby szansę sukcesu wszystkich strajkujących.

ZNP należy do centrali związkowej OPZZ. Na początku strajku przewodniczący OPZZ Jan Guz mówił o potrzebie walki innych grup pracowników. Jednak nic nie zrobił, by doprowadzić do rozszerzenia walki.

Oczywiście OPZZ solidaryzował się ze strajkiem w szkołach i przedszkolach i na jednym z wieców przed Ministerstwem Edukacji przekazał wyrazy solidarności m.in. od górników i metalowców. Jednak centrala nie zorganizowała nawet demonstracji poparcia dla strajkujących.

Rząd zarzucił związkowcom, że strajk jest polityczny, że został zwołany by pomoc Koalicji Europejskiej w wyborach majowych. Stwierdzono nawet, że Grzegorz Schetyna był inspiratorem strajku! To oczywisty absurd. Strajk był wynikiem determinacji pracowników, pomimo wahania się liderów związkowych.

Warto jednak dodać, że bliskość Broniarza z Platformą Obywatelską jest szkodliwa dla pracowników. Równie szkodliwa, jak sojusz lidera NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy z PiS-em.

Nie oznacza to, że polityka nie jest potrzebna w związkach zawodowych. Chodzi o to, żeby była to polityka, która wyraża postawę najbardziej bojowych pracownic i pracowników, która walczy o jedność w działaniu i przeciwstawia się wszelkim próbom zawarcia sojuszu z twardogłową prawicą typu PiS lub liberałami, jak PO czy SLD.

Pracownicza Demokracja zamierza budować taką politykę wśród pracowników.

Andrzej Żebrowski

Tags:

Category: Gazeta - maj 2019

Comments are closed.