PLL LOT: Strajkujący odparli atak i zmusili zarząd do odwrotu

| 1 listopada 2018
22.10.2018 Piąty dzień strajku.

22.10.2018 Piąty dzień strajku.

Pracownice i pracownicy pokonali antyzwiązkowych szefów PLL LOT w piętnastym dniu strajku. Przywrócono do pracy Monikę Żelazik, liderkę Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego. 67 innych pracowników zwolnionych podczas strajku również nadal pracuje w firmie.

Przypomnijmy, że Żelazik została zwolniona, gdy związkowcy planowali strajk na 1 maja tego roku. Szefostwo nawet absurdalnie zarzuciło jej „terroryzm”.

Mimo zakończenia strajku spór zbiorowy nadal trwa, ponieważ pracownicy żądają polepszenia warunków pracy i wyższych płac. Chodzi m.in. o regulamin wynagrodzeń, który został zawieszony w 2010 roku – pracownicy mieli płacić za uratowanie spółki przed upadłością. Do tej pory nie przywrócono poprzedniego systemu, mimo że rząd i kierownictwo LOT-u chwalą się dużymi zyskami spółki.

Strajkujący chcieli więcej wywalczyć już na teraz w zakresie płacy i warunków pracy. Jednak Piotr Szumlewicz, przewodniczący mazowieckiej rady OPZZ, trafnie napisał strajkującym po zakończeniu strajku: „Myślę, że już teraz osiągnęliśmy wiele. Wiem, że wielu z Was wolałoby, aby porozumienie było bardziej korzystne, ale też warto pamiętać, że zarząd przywrócił do pracy liderkę związkową, której prezes nienawidzi, wycofał się ze zwolnień dyscyplinarnych, cofnął naganę dla przywódcy kapitanów, zrezygnował z roszczeń finansowych za strajk. We wszystkich tych kwestiach firma jeszcze dwa dni temu nie chciała nawet rozmawiać. Warto to docenić, bo przecież wiecie, że oni mają armię prawników i mnóstwo kasy na przekaz medialny. A mimo to ugięli się. To nasz wielki sukces”. Trzeba tu dodać, że sam Szumlewicz przyczynił się do skutecznej organizacji strajku.

Strajk był bardzo ważnym wydarzeniem z wielu względów.

* Strajkujący stali murem za Żelazik. Strajk był świetnie zorganizowany – była wspaniała koordynacja między związkiem zawodowym pilotów i pilotek i związkiem personelu pokładowego. Nie było ani cienia elitaryzmu ze strony pilotów. Panowała atmosfera ciepłej, przyjaznej solidarności.

* PLL LOT zatrudnia ponad połowę pilotów i personelu pokładowego na umowach śmieciowych. W ten sposób firma próbuje zniszczyć samoorganizację pracowników. Jednak się nie udało. Pomimo tego, że strajkowała tylko część załogi, osoby na śmieciówkach często wspierały strajkujących finansowo i przychodziły solidaryzować się z nimi na pikiecie przed budynkiem LOT-u. Gdyby udało się pokonać tak widoczną grupę pracowników, to walka ze śmieciówkami w całym kraju byłaby utrudniona.

* PLL LOT jest gigantem. Ta prestiżowa państwowa firma jest własnością skarbu państwa. Strajkujący mieli więc do czynienia nie tylko z dyrekcją, lecz także z rządem (i, co za tym idzie, Jarosławem Kaczyńskim). I nie dali się pokonać.

* Strajkujący, szczególnie kierownictwo strajku w Międzyzwiązkowym Komitecie Strajkowym, byli pod ogromną presją przez cały czas akcji protestacyjnej. Prezes firmy, Rafał Milczarski, jest z nomenklatury PiS-owskiej. Próbował siać strach, osobiście wydzwaniając do strajkujących z groźbami. Pracownice i pracownicy przestali od niego odbierać telefony! Inny przykład strzelania sobie w stopę przez Milczarskiego to wezwanie do zapłaty odszkodowania na kwotę 640 465 zł, które otrzymał jeden ze strajkujących pilotów! Wywołało to jedynie szyderczy śmiech związkowców.

* Strajkujący traktowali drużynę Milczarskiego z należytą nieufnością. To bardzo ważna lekcja dla wszystkich pracowników zamierzających podjąć akcję strajkową, W piątym dniu strajku odbyła się pierwsza manifestacja poparcia dla strajku organizowana przez OPZZ.

Krótko przedtem Milczarski zaprosił MKS do rozmów – jednocześnie przesyłając zwolnienia dyscyplinarne 67 strajkującym. Jak informował na Twitterze związek pilotów: „W trakcie rozmów liderów strajku z zarządem LOTu, pracownicy, którzy biorą udział w legalnym strajku, dostają wypowiedzenia drogą mailową”. Taka niezręczna próba pokazania brutalnie „kto tu rządzi” tylko scementowała solidarność wśród wszystkich strajkujących. Od tego dnia żelaznym warunkiem zakończenia strajku było przywrócenie do pracy wszystkich zwolnionych. Pomimo tego potem Milczarski ponownie chciał podzielić strajkujących, przyjmując do pracy tylko część zwolnionych. Strajkujący z pogardą odrzucili te metody „dziel i rządź”.

27.10.2018 Dziesiąty dzień strajku.

27.10.2018 Dziesiąty dzień strajku.

* Idee zmieniają się w walce. Kto pamięta protesty pracowników LOT-u sprzed kilku miesięcy, wie, jak bardzo strajk zmienił ich postawę. Gdy wtedy sąd zadecydował, że nadchodzący strajk jest nielegalny i zrezygnowano z akcji – pracownicy wyglądali na niezbyt bojowo nastawionych. Październikowy strajk przekształcił ich w pewnych siebie, zdeterminowanych związkowców.

* Milczarskiemu nie udało się złamać pracowników, ponieważ ich świetna samoorganizacja spowodowała, że ciągle przybywało strajkujących. To z kolei oznaczało, że nastąpiło więcej odwołań rejsów – nawet tych prestiżowych, dalekodystansowych jak np. loty do Toronto i Seulu. Milczarski w panice organizował loty z załogami bez wymaganych uprawnień – czyli ignorował zasady bezpieczeństwa. Twierdząc kłamliwie, że strajk jest nielegalny, sam łamał prawo.

* Ta samoorganizacja szeregowych związkowców popchnęła nawet niezbyt ruchliwych czołowych liderów OPZZ do działania. W dziesiątym dniu strajku zorganizowali manifestację poparcia, tym razem z udziałem ok. 300 związkowców. Przybyli pracownice i pracownicy z różnych branż, m.in. liczna grupa kolejarzy, metalowcy, tramwajarze, nauczyciele, budowlani. Były też delegacje z trzeciej co do wielkości centrali Forum Związków Zawodowych i „Solidarność ‘80”. W pikiecie uczestniczyli również członkinie i członkowie Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i Pracowniczej Demokracji. Dzień wcześniej przed Bramą Główną Uniwersytetu Warszawskiego studenci i naukowcy wyrazili poparcie dla pracowników LOT-u. Postanowili pojechać do strajkujących, gdzie zostali powitani oklaskami.

* Fakt, że rozszerzała się solidarność ze strajkującymi, zapewne miał wpływ na postawę Milczarskiego. Kilka godzin przed pikietą OPZZ, po raz pierwszy wymuszono na dyrekcji firmy deklarację gotowości do przywrócenia do pracy liderki związkowej Moniki Żelazik i 67 pracowników zwolnionych podczas strajku. Pięć dni później strajk się zakończył, lecz nie bez kolejnych prób zastraszania pracowników.

Walka przeciwko zwolnieniu Moniki Żelazik to walka dla wszystkich pracownic i pracowników. Nie udało się złamać związkowców w potężnej firmie, więc wszyscy wygraliśmy.

Andrzej Żebrowski

 

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2018

Comments are closed.