SMOG – Tak śmierdzi kapitalizm

| 1 listopada 2018

ludzie w maseczkach antysmogowych

Jak co roku, wraz z początkiem sezonu grzewczego, zwłaszcza podczas bezwietrznych dni, wyczuwa się w polskich miastach drażniącą woń spalenizny. Ma to potwierdzenie również w pomiarach zanieczyszczeń powietrza, które pokazują kilkusetprocentowe przekroczenia norm przyjętych przez WHO (Światową Organizację Zdrowia).

Przyjmuje się, że istnieją 2 podstawowe typy smogu: londyński, oznaczający duże stężenie pyłów PM10 i PM2,5 (cząsteczki o średnicy do 10 i do 2,5 mikrometrów), oraz Los Angeles, na który składają się tlenki węgla, azotu i węglowodorów. Pierwszy z nich występuje w Polsce w okresie jesienno-zimowym. Drugi jest typowy dla upalnego lata i dotyczy głównie dużych miast. Ponadto jest trudniejszy do wyczucia zmysłem węchu, więc stwarza wrażenie, jakby go nie było.

Problem smogu, tak jak i zmian klimatycznych, jest poważny i coraz częściej pojawia się w debacie publicznej. W styczniu 2017, gdy bardzo często rejestrowano niebezpieczne poziomy zanieczyszczeń, zanotowano aż o 33% więcej zgonów niż rok wcześniej. Rosnąca świadomość społeczna na ten temat powoduje, że opinie osób pokroju byłego ministra-księcia Radziwiłła, który powiedział wtedy, że „smog jest problemem teoretycznym”, stają coraz bardziej marginalne.

Pozorna walka

Mimo zgody, co do kwestii szkodliwości smogu, walka z nim jest bardziej pozorna niż realna. Aby zrozumieć, dlaczego tak ciągle się dzieje, warto zastanowić się, skąd w ogóle bierze się smog i dlaczego rządzący w Polsce nie chcą i mogą nie chcieć zająć się tym problemem na poważnie.

Zjawisko powstawania smogu jest dosyć złożone, a analizowanie jego skutków daje duże pole do manipulacji przy interpretacji subiektywnych odczuć i obiektywnych wyników pomiarów. W ten sposób (nieraz podszyty pogardą) najczęściej sugeruje się winę osób niezamożnych, które palą w swoich przestarzałych piecach paliwem słabej jakości, a w skrajnych przypadkach czym popadnie, skoro szybciej umiera się z wyziębienia niż przez raka płuc.

Prawdą jest, że w skali kraju zanieczyszczenia pochodzące tzw. „niskiej emisji” stanowią ok. połowę w kategorii pyłów PM10 i PM2,5. Jednak posługujący się tym argumentem bardzo często zapominają, że smog nie jest jednorodną brudną mgłą pokrywającą cały kraj, lecz różni się w zależności od naturalnych uwarunkowań terenowych, czy zagospodarowania przestrzennego.

Rzadziej nagłaśnia się fakt, że w dużych miastach głównym trucicielem jest transport, a w szczególności ruch samochodów osobowych, które w Warszawie generują 55% zanieczyszczeń PM10 i aż 82% dwutlenkiem azotu (główna składowa smogu typu Los Angeles).

Jeszcze rzadziej docieka się, dlaczego mimo głoszonej propagandy o ciągłym postępie i rozwoju rzekomo gwarantowanym przez rynkową gospodarkę, tak wiele osób nie stać na ogrzewanie paliwem odpowiedniej jakości? Dlaczego tak wiele osób potrzebuje wszędzie dojeżdżać prywatnym autem, aby móc funkcjonować w społeczeństwie?

Wykorzystanie każdego metra kwadratowego powierzchni w obecnym systemie podporządkowuje się jak najszybszej i jak najbardziej wydajnej akumulacji kapitału. Nie ma w nim opcji: „stop, już wystarczy”, o ile dany teren nie zostanie tak mocno wyeksploatowany, że przestanie przynosić profity (np. wyjałowienie pól upraw nych). Dlatego każde drzewo w mieście jest „wrogiem”, jeśli jego miejsce może zastąpić odpowiednio zyskowne miejsce parkingowe.

Logika zysku

To właśnie logika zysku spowodowała, że wraz z postępem technologicznym i konkurencją coraz mniej osób było potrzebnych do pracy na wsi przy produkcji żywności. Oznaczało to lawinową emigrację do miast, do pracy w rozwijającym się przemyśle i powiązanym z nim sektorem usług. Mimo, że w krajach rozwiniętych ten proces ustabilizował się dawno temu (w niektórych miała miejsce także deindustrializacja), duże miasta w dalszym ciągu „wysysają” pracujących ze wsi i mniejszych miast, ponieważ rywalizacja wielu kapitałów na niewielkim obszarze daje nadzieje pracownikom na lepsze warunki zatrudnienia niż na prowincji.

Drugą stroną medalu jest jednak wpływ na środowisko infrastruktury koniecznej do efektywnego funkcjonowania tak silnie skoncentrowanej ludności. I to właśnie jak najdalej idące podporządkowanie infrastruktury chaotycznej logice rynku jest głównym powodem smogu, a nie migracja ludzi sama w sobie.

Brak programów taniego budownictwa komunalnego w Polsce, rządowe programy dopłat do kredytów hipotecznych oraz zaniedbywanie istniejącego zasobu spowodowały, że mieszkania stały się kolejnym przedmiotem spekulacji, co wywindowało ceny wynajmu do poziomu zachodnioeuropejskiego. Potwierdzają to także statystyki sprzedaży mówiące, że w największych miastach aż połowa nowych mieszkań jest kupowana za gotówkę. Zapewne znaczna część z nich stoi pusta, gdy nie zapewnia odpowiedniego poziomu zysku.

Z tego powodu świeżo upieczeni mieszkańcy dużych miast muszą albo je wynajmować wspólnie z kilkoma osobami, albo wziąć wieloletni kredyt w banku, co wcale nie jest takie łatwe przy niskich pensjach oraz presji kapitalistów na jak najmniej stabilne formy zatrudnienia. Inną opcją jest mieszkanie na tańszych obrzeżach miast, oznaczające konieczność spędzania dłuższego czasu na codziennych dojazdach do pracy, szkół, czy usług skupionych w centralnych dzielnicach.

Ruch samochodowy

Prostą konsekwencją „rozlewania się miast” na obszary podmiejskie, pozbawione odpowied- niej infrastruktury i rozwiniętego transportu publicznego, jest wzrost ruchu samochodowego, który jest głównym generatorem zanieczyszczeń w centrach miast. Z kolei wysokie czynsze, raty kredytów i koszty energii brzmią, jak zaproszenie do palenia w piecu jak najtańszym paliwem i uzyskania w ten sposób oszczędności pozwalających związać koniec z końcem.

Władze państwowe i lokalne nie tylko nie próbują realnie walczyć z przyczynami powstawania smogu, ale wręcz pogarszają sytuację polityką oszczędności na usługach publicznych i rozdawnictwa na rzecz bogaczy. Oprócz wspomnianych zaniechań budowy mieszkań komunalnych, które skróciłyby czas i długość niezbędnych podróży, nie finansują wystarczająco inwestycji w komunikację zbiorową, dostępu do centralnego ogrzewania, wymiany pieców, a także tak banalnych czynności, jak odpowiednio częste mycie ulic.

Interesy zamożnych

Wizualizacja „Nycz Tower” (wieżowiec Roma Tower został tak przezwany od nazwiska         warszawskiego arcybiskupa - teren jest własnością kurii).

Wizualizacja „Nycz Tower” (wieżowiec Roma Tower został tak przezwany od nazwiska warszawskiego arcybiskupa – teren jest własnością kurii).

Interesy zamożnych wygrywają także, gdy przychodzi nakładać zakazy sprzedaży odpadów węglowych, czy plany zagospodarowania przestrzennego uniemożliwiające deweloperom zabudowywanie terenów w sposób pogarszający cyrkulację powietrza, jak np. zezwolenie na budowę w centrum Warszawy gigantycznego wieżowca (tzw. „Nycz Tower”). Rządzący w Polsce boją się nawet norm UE dotyczących stężeń szkodliwych substancji przyjmując własne, 4-krotnie zawyżone, aby „nie niepokoić społeczeństwa zbyt częstymi alarmami”.

To pokazuje, że wbrew opinii elit, a także aktywnych w ostatniej kampanii samorządowej części ruchów miejskich twierdzących, że „problem smogu nie jest ani prawicowy, ani lewicowy”, walka o czyste powietrze musi być oparta o sprzeciw wobec interesów kapitalistów, reprezentowanych przez wszystkie odcienie prawicy.

Oddolna walka

Właśnie dzięki oddolnej i zaciekłej walce ruchu lokatorskiego wiemy tak dużo o zbrodniczym charakterze reprywatyzacji i zaniechaniach władz w kwestii pogarszającego się stanu mieszkań komunalnych. Z kolei dzięki konsekwentnej postawie aktywistów (organizowane przez wiele lat rowerowe „Masy krytyczne”) zawdzięczamy stopniowe odchodzenie od trendu podporządkowywania ulic pod potrzeby ruchu samochodowego na rzecz pieszych, rowerzystów i komunikacji miejskiej.

Liczne przykłady ze świata pokazują, że da się odnosić znaczące sukcesy w walce ze smogiem w ramach istniejącego systemu. Jednak bez obalenia kapitalizmu nie jest możliwe usunięcie presji elit na osiąganie zysków kosztem potrzeb społecznych takich, jak m. in. czyste powietrze, którym można oddychać bez obawy o choroby nowotworowe. Dlatego przyłączając się do kampanii skierowanych przeciwko pośrednim i bezpośrednim przyczynom smogu pamiętajmy, że tak właśnie śmierdzi kapitalizm!

Piotr Trzpil

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2018

Comments are closed.