Listopad 1918: Rady Delegatów Robotniczych w Polsce – historia przemilczana

| 1 listopada 2018
Bunt w Tarnobrzegu w 1918 r.

Bunt w Tarnobrzegu w 1918 r.

O tym nie dowiecie się przy okazji obchodów stulecia odzyskania niepodległości. W listopadzie 1918 r. nowo powstające państwo polskie natychmiast stało się miejscem bardzo ostrych konfliktów społecznych. Miliony robotników i chłopów oczekiwały, że powstająca Polska będzie różnić się od mocarstw zaborczych nie tylko kolorami flagi i językiem urzędowym, ale przyniesie prawdziwą równość i sprawiedliwość.

Upadały mocarstwa i kończyła się I wojna światowa, czyli największa rzeź, jaką świat do tej pory widział. W rewolucyjnej Rosji o przetrwanie u władzy, wbrew całemu staremu porządkowi i zagranicznym interwentom, walczyło stronnictwo mówiące o „całej władzy w rękach rad” robotniczych, żołnierskich i chłopskich, jak i o rewolucji na całym świecie.

W końcu, w Niemczech, w listopadzie 1918 r. wybuchła rewolucja (kolejne wydarzenie, o którym się przy okazji obchodów nie dowiecie), która nie tylko obaliła cesarza, ale ostatecznie zakończyła wojnę i doprowadziła do powstawania sieci podobnych rad delegatów. Generalnie rewolucja społeczna była na porządku dziennym i wielu wiązało z nią nadzieje – także w Polsce.

Jednym z wyrazów tych nadziei były powstające na ziemiach polskich Rady Delegatów Robotniczych (RDR). W czasie wojny ziemie te były okupowane w większości przez wojska niemieckie, co spowodowało ich izolację od rewolucyjnych wydarzeń w Rosji w 1917 r. Co więcej, w wyniku poboru do wojska, ewakuacji robotników i sprzętu w głąb Rosji, jak i późniejszego wywożenia urządzeń fabrycznych do Niemiec, czas wojny doprowadził do znaczącego zmniejszenia liczby robotników przemysłowych.

W dawnym Królestwie Polskim (tzw. Kongresówce) ich liczba spadła trzykrotnie: z ponad 600 tys. do ok. 210 tys. Sytuacja była więc inna niż w czasie rewolucji 1905 r., gdy ziemie Kongresówki z takimi centrami przemysłu, jak Łódź, Zagłębie Dąbrowskie czy Warszawa, były najbardziej zrewoltowaną częścią caratu.

To właśnie w 1905 r. po raz pierwszy – choć nie na ziemiach polskich, ale w stolicy carskiej Rosji, Petersburgu – pojawiły się Rady Delegatów Robotniczych jako wspólna forma reprezentacji strajkujących zakładów. Dwanaście lat później, po wybuchu kolejnej rewolucji w Rosji, idea rad znacznie się rozprzestrzeniła.

Na tyle, że to ogólnorosyjski zjazd rad formalnie przejął władzę w kraju w listopadzie 1917 r. wybierając rewolucyjny rząd z Leninem na czele. Mimo izolacji linią frontu, echa tego wydarzenia oczywiście dotarły i na ziemie polskie. A gdy w rok później robotnicy w Niemczech, jak i żołnierze niemieccy (także ci stacjonujący w miastach polskich), zaczęli tworzyć własne rady, szybko w ich ślady poszli robotnicy ziem polskich. I to nawet zanim powstało nowe państwo.

Nadzieje na zmiany i walki o zmiany

Ogółem na terenie kształtującego się państwa polskiego powstało około stu RDR. Ich dokładna liczba jest trudna do oszacowania, ponieważ miały one różną postać i poziom zorganizowania. Czasem, jak w dawnej austriackiej Galicji, były po prostu instytucjami partyjnymi wykorzystującymi popularną nazwę. Dla przykładu, Krakowską Radę Robotniczą stanowili politycy umiarkowanej socjaldemokracji z Polskiej Partii Socjaldemokratycznej, uzupełnieni grupą działaczy związków zawodowych z tej samej partii. Aby być członkiem tej „rady”, trzeba było mieć legitymację partyjną PPSD.

Z kolei w Wielkopolsce „rady ludowe” organizowane były głównie na zasadzie narodowościowej – Polacy przeciw Niemcom – i zdominowane przez nacjonalistyczną prawicę. Ponadto mieliśmy do czynienia z sytuacjami, gdy w jednej miejscowości powstawała więcej niż jedna Rada Delegatów – organizowana przez różne partie. Tak sytuacja miała początkowo miejsce np. w Warszawie i Łodzi. Jednak nie zmienia to faktu, że szczególnie na ziemiach Kongresówki rady stały się znakomitym przykładem samoorganizacji i demokracji pracowniczej.

Powstawanie RDR samo w sobie było świadectwem zarówno ogromnych nadziei na prawdziwe zmiany społeczne, jak i gotowości do działania na ich rzecz. Nakładało się ono na inne postacie buntu – także na prowincji – istniejącego u progu upadku mocarstw zaborczych i powstawania niepodległej Polski.

Najgłośniejszym tego przykładem była tzw. Republika Tarnobrzeska na obszarze części Galicji, kierowana przez rewolucyjnego ludowca, byłego legionistę oddziałów Piłsudskiego i przyszłego komunistę, Tomasza Dąbala oraz radykalnego księdza Eugeniusza Okonia.

Tamtejszy Komitet Rewolucyjny był w stanie zorganizować 6 listopada wiec w Tarnobrzegu z udziałem 30 tys. osób z okolicznych powiatów, ogłaszając upadek monarchii i władzy wielkich posiadaczy ziemskich.

Na tym obszarze nie tylko rozbrajano żandarmów i usuwano miejscowe władze, ale tworzono uzbrojone odziały „milicji wiejskiej” (czasem pod nazwą Czerwonej Gwardii), jak i komitety gminne kontrolujące zagarnianie mienia ziemian. Republika Tarnobrzeska została ostatecznie spacyfikowana przez pięć kompanii wojska wysłanego przez Polską Komisję Likwidacyjną. Dodajmy, że poza kilkunastoma zabitymi w czasie pacyfikacji, tysiące chłopów ukarano karą chłosty.

Nie był to przypadek odosobniony, gdyż podobne wydarzenia na mniejszą skalę miały miejsce także w okolicach Pińczowa (tzw. Republika Pińczowska). Innym przykładem, pokazującą łączność rad robotniczych z buntami żołnierskimi i chłopskimi, była sytuacja w Zamościu. W grudniu 1918 r. miejscowa RDR, wraz ze zbuntowanymi żołnierzami dwóch batalionów i chłopami okolicznych wsi, utworzyła tam Komitet Rewo- lucyjny i własną Czerwoną Gwardię opanowując całe miasto poza więzieniem i koszarami wojskowymi. Do stłumienia tego ruchu potrzebne były siły wojskowe wysłane z Lublina. W wyniku ich działań aresztowano ponad 300 osób, z czego 9 zakatowano w aresztach.

Powstawanie sieci Rad Delegatów Robotniczych

Ulotka KPRP 1918

RDR zaczęły powstać już w pierwszej dekadzie listopada 1918 r. W Lublinie Radę powołano w nocy z 5 na 6 listopada, więc jeszcze przed ogłoszeniem w tym mieście pierwszego rządu niepodległej Polski na czele z działaczem PPSD Ignacym Daszyńskim, tzn. „rządu ludowego” – który zresztą do powstania RDR Lublina w żaden sposób się nie odniósł. Warto dodać, że na Lubelszczyźnie, z inicjatywy RDR, powstała później także Rada Delegatów Robotników Folwarcznych Ziemi Lubelskiej, kierująca strajkami robotników na przełomie marca i kwietnia 1919 r.

RDR powstały m. in. w Białymstoku, Częstochowie, Kielcach, Kutnie, Łomży, Pabianicach, Piotrkowie, Płocku, Pruszkowie, Radomiu, Włocławku, Zamościu, Zgierzu czy Żyrardowie. Według obliczeń Henryka Bicza, pierwszego dokumentalisty RDR na ziemiach polskich i zarazem jednego z liderów RDR Zagłębia Dąbrowskiego, tylko 19 RDR reprezentowało ok. 221 tys. pracowników.

Sama Warszawska RDR, gdy ostatecznie doszło do jej zjednoczenia w oparciu o ujednolicone zasady wyboru, reprezentowała blisko 50 tysięcy robotników, głównie dużych fabryk. Dodając do tego robotników folwarcznych tworzących własne komitety, liczba reprezentowanych przez oddolne ciała przedstawicielskie pracujących w miastach i wsiach sięgała połowy miliona.

Rady Delegatów była prawdziwymi „parlamentami robotniczymi”. Zwykle, po początkowych perypetiach, skupiały one delegatów wybranych na zasadzie wielopartyjnej w poszczególnych zakładach. W największych ośrodkach jeden delegat przypadał najczęściej na stu robotników. W Radach reprezentowane były więc różne partii i różne poglądy. Działali w nich nie tylko rewolucjoniści, ale także umiarkowani socjaliści, a nawet przedstawiciele nacjonalistycznego (i prorządowego) Narodowego Związku Robotniczego i powiązanych z nim Polskich Związków Zawodowych – choć ci ostatni generalnie znajdowali się w radach w mniejszości. Co ważne, Rady miały charakter wielonarodowy, skupiając także partie robotników żydowskich (z których najważniejszą był lewicowo-socjalistyczny Bund).

Nie oznacza to, że problem antysemityzmu w Radach nie istniał. Powstanie zjednoczonych RDR, wraz z robotnikami żydowskimi, nie zawsze było procesem łatwym, pokazując powszechność antysemityzmu, który bynajmniej nie ograniczał się tylko do szafujących nim przedstawicieli NZR. W niektórych Radach (np. w Warszawskiej) komunikaty drukowano także w języku jidysz, ale w innych (np. w Łódzkiej Radzie Robotniczej) za „oficjalny” uznawano tylko język polski. Mimo to, Rady stawały się platformą przełamywania uprzedzeń na rzecz klasowej, pracowniczej jedności. Jak donosiła żydowska gazeta Lebensfragen po demonstracjach zorganizowanych pod hasłem „pracy i chleba” przez Łódzką RR 16 lutego 1919 r.:

„W demonstracji uczestniczyli wszyscy robotnicy łódzcy: Polacy, Żydzi, Niemcy; przypominało to rewolucyjne dni 1905 r. Wielu robotników polskich przyszło również na wiec do „Harfy” [żydowskiego robotniczego klubu śpiewaczego, miejsca wiecu robotników żydowskich]. Łódzki komitet Bundu wypuścił specjalną odezwę do robotników żydowskich z wezwaniem do przyjścia na wiece i wzięcia udziału w manifestacji.”

Rewolucyjne Rady

w Zagłębiu Dąbrowskim

Obszarem najbardziej rozwiniętej aktywności RDR stało się jednak Zagłębie Dąbrowskie. Na tym obszarze można mówić, że prawdziwa rewolucja socjalistyczna – dokonywana przez tysiące robotników – była tu na porządku dziennym. Wpływ na to miały nie tylko tradycje 1905 r., ale i fakt, że ten obszar nie został dotknięty upadkiem przemysłu charakterystycznego dla innych części Kongresówki.

Już w październiku 1918 r. wybuchł tam ponad trzytygodniowy strajk obejmujący niemal wszystkich robotników największych kopalń. W Dąbrowie Górniczej pierwsze posiedzenie Rady Delegatów Robotniczych odbyło się 8 listopada – z udziałem przedstawicieli 69 kopalń.

W tym dniu w rejonie Dąbrowy odbył się także strajk generalny i wielotysięczna demonstracja robotnicza. Także tego dnia zastrzelony został, w czasie próby zajęcia lokalu na potrzeby Rady, robotnik Eugeniusz Furman. Strzelali polscy żołnierze z utworzonej jeszcze pod patronatem niemieckim Polskiej Siły Zbrojnej (Polnische Wehrmacht).

Wkrótce żołnierze tej formacji zmienić mieli mundury na te niepodległej Rzeczpospolitej. Warto więc podkreślić, że strzelanie do robotników przez polskie „siły porządkowe” rozpoczęło się nawet przed 11 listopada – i stało się jedną z cech nie tylko najbliższych tygodni, ale całego dwudziestolecia międzywojennego.

13 listopada odbyło się pierwsze posiedzenie RDR Okręgu Sosnowieckiego. Obie Rady, w których większość mieli przedstawiciele partii rewolucyjnych, zjednoczyły się następnie w RDR Zagłębia Dąbrowskiego. W tym przypadku Rady nie tylko starały się wymuszać podwyżki płac czy wprowadzenie minimalnych stawek (po części skutecznie), ale otwarcie widziały się jako przyszła władza.

Wyrazem tego było choćby spontaniczne tworzenie Czerwonej Gwardii (zwanej także, w oficjalnych sprawozdaniach Rady, Czerwoną Armią), obejmującą nawet do kilku tysięcy osób, przejmującej funkcję porządkowe, szczególnie w dzielnicach robotniczych – i szybko znajdującej się w konflikcie oddziałami powstającego państwa polskiego.

Już 12 listopada Piłsudski polecić miał stacjonującemu w Krakowie gen. Roji – według relacji samego generała – przerzucenie 2 kompanii wojska i oddziału cekaemów w celu zaprowadzenia „porządku” w Zagłębiu.

Mimo to siła Rad była tak duża, że jeszcze w grudniu 1918 r. wymuszano na niektórych fabrykantach opłacanie Czerwonej Gwardii. W ten sposób na liście płac kopalni Hr. Renard znalazło się 75 czerwonogwardzistów. Jej właściciele zmuszeni byli także dokładać się do działalności RDR. Zresztą także inne kopalnie wypłacały swoim pracownikom dniówki, jeśli nieobecność w pracy spowodowana była uczestnictwem w posiedzeniach Rad.

Władze polskie były w stanie spacyfikować sytuację w Zagłębiu, głównie z powodu izolacji tej rewolucyjnej twierdzy. Potrwało to jednak następnych kilka miesięcy i okupione zostało kolejnymi ofiarami śmiertelnymi.

Rady i partie polityczne

Rady były oddolnymi, demokratycznymi organizacjami pracowniczymi, co nie zmienia faktu, że istotną rolę w ich tworzeniu odegrały partie polityczne. Wezwania do tworzenia RDR najczęściej wychodziły od działających na ziemiach polskich partii rewolu- cyjnych: Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) i Polskiej Partii Socjalistycznej-Lewicy.

Dla przykładu, hasło tworzenia RDR w Dąbrowie Górniczej jako pierwsza rzuciła 2 listopada PPS-Lewica – w dniu, w którym robotnicy przystąpili do rozbrajania żołnierzy austriackich. Obie partie były silnie zakorzenione wśród robotników, mając korzenie sięgające jeszcze końca XIX wieku i przechodząc szkołę rewolucji w 1905 r.

W grudniu 1918 r. połączyły się tworząc Komunistyczną Partię Robotniczą Polski (KPRP). „Komunizm” dziś kojarzy się głównie ze stalinizmem, a nawet bardziej z antykomunistyczną propagandą obecnych rządzących. Warto więc podkreślić, że w tym czasie KPRP była prawdziwie robotniczą partią, zainspirowaną wizją zbudowania na gruzach kapitalizmu socjalistycznej wspólnoty bez granic – i w tym celu walczyła o przejęcie władzy przez Rady.

Do tworzenia Rad wzywała także Polska Partia Socjalistyczna-Frakcja Rewolucyjna, prawicowy odłam PPS (wbrew nazwie), który w kwietniu 1919 r. połączył się z PPSD i PPS byłego zaboru pruskiego w jednolitą PPS. Partia ta do połowy stycznia 1919 r. wspierała rząd, tworzony z jej udziałem, uznając go za „rząd ludowy”.

Jej wizja działalności RDR upatrywała w nich organy pomocnicze tworzącego się państwa. Zdarzało się więc, że na posiedzenia RDR zapraszani byli przez nich przedstawiciele rządu mówiący o konieczności współpracy dla dobra niepodległej Rzeczpospolitej.

Pepesowcy zarzucali komunistom „pustosłowie”, brak skupiania się na konkretnym rozwiązywaniu spraw itp., gdy ci drudzy wskazywali, że nowa Polska pozostaje państwem kapitalistycznym, a „ludowe” hasła rządu ukrywają tylko zabezpieczanie interesów fabrykantów i właścicieli ziemskich.

Argumenty KPRP trafiały na podatny grunt, szczególnie w kontekście brutalnych represji ze strony nowych władz polskich wobec protestujących robotników i chłopów. Choć w większości RDR dominowali członkowie i sympatycy PPS, rewolucjoniści stanowili w nich od początku istotną, a z czasem umacniającą się siłę.

Warto podkreślić, że nawet po upadku wpieranego przez PPS rządu, partia ta stale obawiała się podejmowania bardziej konsekwentnych akcji przeciwko władzom w Warszawie. Wymownym tego przykładem było odwołanie własnego wezwania do dwudniowego strajku generalnego w dniach 12-13 marca 1919 r., na dzień przed jego przeprowadzeniem. Wezwanie do strajku uchwalono na naradzie 11 większych RDR, a jego głównym postulatem było zaprzestanie represji wobec robotników.

Wycofanie się z niego w ostatniej chwili PPS spowodowało ograniczony wymiar strajku, w niektórych miejscach możliwość jego siłowego rozbicia, jak i cios w autorytet Rad.

Ostatecznie partia ta wycofała się z działalności w Radach, obawiając się utraty własnych wpływów. Na przełomie maja i czerwca delegaci w RDR z ramienia PPS zbiorowo je opuszczali – zresztą przy poważnej opozycji wewnątrz partii prowadzącej do oderwania się od niej części działaczy – tworząc istniejące jeszcze przez niedługi czas „niepodległościowo-socjalistyczne RDR” podległe PPS.

Już wcześniej, w kwietniu 1919 r. z RDR wystąpili przedstawiciele NZR i PZZ. Ostatnie posiedzenia Rad miały miejsce na przełomie lipca i sierpnia 1919 r., gdy szereg ich działaczy zostało aresztowanych. Dla przykładu 20 lipca aresztowano w pełnym składzie RDR Zagłębia Dąbrowskiego, w liczbie 166 delegatów, wywożąc wszystkich do więzienia w Piotrkowie.

Pamięć i przyszłość

Rady Delegatów Robotniczych lat 1918-1919 są ważną częścią historii ruchu pracowniczego w Polsce. Pamięć o nich należy pielęgnować, gdyż wpisują się one zarówno w historię polskiego, jak i międzynarodowego ruchu pracowników walczących o własne wyzwolenie.

Polskiego, gdyż widzimy ciągłość tych walk od kształtowania się kapitalizmu na ziemiach polskich w czasach zaborów, poprzez rewolucję 1905 r, czasy II RP, PRL, jak i dzisiejszej RP. Międzynarodowego, gdyż idea i praktyka Rad Delegatów Robotniczych porywała w tym czasie robotników w wielu miejscach na świecie.

W kontekście dzisiejszego globalnego kapitalizmu, jak i jego polskiego wycinka, walka o wyzwolenie pracy jest równie aktualna, co sto lat temu. Pamiętajmy więc o własnej, pracowniczej historii – nie dla przeszłości, ale dla przyszłości.

Filip Ilkowski

Category: Gazeta - listopad 2018

Comments are closed.