Decyzja Trumpa ws. Jerozolimy – Korzenie gnębienia Palestyńczyków

| 1 stycznia 2018
Jerozolima 12.2017 Palestyńczycy oburzeni decyzją Trumpa.

Jerozolima 12.2017 Palestyńczycy oburzeni decyzją Trumpa.

Trump robi co tylko może, aby wygrać plebiscyt na najbardziej odrażające indywiduum w historii amerykańskiej polityki.

Mimo że nie brak tutaj pozba-wionych jakichkolwiek skrupułów cynik- ów, zbrodniarzy wojennych nauczają-cych „wolności i demokracji” metodą bombardowań i innych wyrafinowanych nikczemników, to poziomem arogan-ckiej, imperialistycznej buty, brutalności w polityce zagranicznej i wewnętrznej, niczym nie skrywanej pogardy dla słabszych i zdominowanych, czy zwykłej tępoty, obecny pan prezydent „ojczyzny demokracji” wyróżnia się nawet na tle tego wielce pociesznego towarzystwa.

Nie jest zaskoczeniem, że ta postawa Trumpa zjednała mu niekła-maną miłość wszelkiej, co głupszej prawicy na całym świecie: różnej maści faszystów i rasistów, mizoginów, homo/transfobów i innych obrońców „cywilizacji białego człowieka”.

Nie sposób zrozumieć wagi decyzji Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela – znaczenia tego miasta tak dla rządzących Izraela, jak i palestyńskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego i w ogóle sytuacji w całym regionie – bez poznania choćby w ogólnym zarysie historii Palestyny: genezy Izraela jako „państwa żydowskiego”, ucisku lud-ności palestyńskiej i jej walki o samo- wyzwolenie i roli, jaką w tym wszystkim odgrywały te, czy inne imperializmy.

Powstanie państwa Izrael jest ściśle związane z historią ruchu syjonistycz-nego. To ruch żydowskich klas śred- nich, które uważały, że receptą na anty-semityzm jest utworzenie żydowskiego państwa. W XIX wieku wiele narodów, jak Polacy, Irlandczycy, Ukraińcy, Czesi, czy wreszcie Żydzi, egzystowało w ramach większych państw, gdzie były poddane uciskowi.

W reakcji na niego powstawały ruchy narodowowyzwoleńcze, postulu-jące utworzenie własnego państwa przez narody uciskane. Rosyjski rewolucjonista Lenin określał tego typu ruchy mianem „nacjonalizmów narodów uciskanych”, przypisywał im pozytywną (do pewnego stopnia oczywiście) rolę, jako czynnikom osłabiającym imperia-lizm i postulował bezwarunkowe po- parcie dla nich przez ruch robotniczy.

Zdecydowanie odróżniał je od nacjonalizmów narodów uciskających, „narodów panów”, związanych z inte-resami klas panujących państw imperia- listycznych. Te nacjonalizmy bez-względnie potępiał jako jednoznacznie reakcyjne. Również syjonizm był wów-czas w tym rozumieniu nacjonalizmem narodu uciskanego.

Jednak jego specyfiką było, że ludzie którzy uważali się/ byli uważani za Żydów nie mieli „własnej” ziemi, którą zamieszkiwaliby w zwarty sposób, i z którą mogliby się oddzielić od państwa uciskającego. Od stuleci żyli głownie w rozproszeniu (diasporze) w wielu różnych krajach, wraz z ludźmi należącymi do wielu różnych grup etnicznych.

W tym miejscu należy postawić ważne zastrzeżenie: to, że Żydzi nie posiadali „własnej” ziemi, wcale nie oznacza, że żydowski naród miałby być narodem „mniej prawdziwym” od innych. Koniec końców każdy tzw. „naród” jest w istocie wspólnotą fikcyjną, rzekomo jednoczącą ludzi należących do różnych klas o przeciwstawnych interesach. Rolą ideologii narodowej jest utrzymanie władzy kapitalis-tycznych wyzyskiwaczy, roz- bijanie solidarności wyzyski-wanych klas pracujących.

Jako socjaliści walczymy o wolne społeczeństwo bez sztucznych podziałów naro-dowościowych. „Kwestia narodowa” istnieje dla nas tylko dlatego, że istnieje ucisk narodowościowy. Tak samo jak w innych, także w tym przypadku, stoimy po stronie uciskanych.

Nowe państwo żydowskie miało być zbudowane metodą osadnictwa i koloni-zacji w Palestynie będącej wówczas pod władzą Imperium Osmańskiego. Ziemie starożytnego państwa izrael-skiego, były wówczas zamieszkane w większości przez ludność arabską, która nie czuła się w żaden sposób związana z jakkolwiek rozumianym żydowskim „duchem narodowym”.

Syjonizm, jak każdy nacjonalizm, jest ideologią wykluczającą. Nie widział dla tych ludzi miejsca w żydowskim państwie narodowym. Co zrobić z tymi ludźmi? To samo, co każdy kolonializm robił wszędzie z tzw. „tubylcami” – wywłaszczyć, poddać wyzyskowi, lub „usunąć”. Na razie był to problem czysto abstrakcyjny. Większość ludzi żydow-skiego pochodzenia nie odnosiła się do kolonizacyjnego projektu zbyt przy-chylnie. Często była mu wroga, jak członkowie radykalnie lewicowych organizacji walczący o lepszy świat dla wszystkich, bez narodowościowych podziałów.

Lepsze czasy dla syjonizmu nastały pod koniec I wojny światowej. W 1917 ziemie arabskie – w tym Palestyna – były ogarnięte antyosmańskim powstaniem. Imperializm brytyjski, chętnie wspierał arabski ruch narodowowyzwoleńczy, dopóki służyło to jego interesom. Gotowy zająć miejsce rozpadającego się Imperium Osmańskiego przewidy-wał, że zrzuciwszy osmańskie jarzmo, ludność arabska nie przyjmie z otwar-tymi ramionami nowego, brytyjskiego pana.

W tej sytuacji zdecydował się, w osobie ministra spraw zagra-nicznych, Arthura Balfoura, złożyć obietnice przywódcom syjonis-tycznym, że poprze ich starania o utworzenie na obszarze Palestyny „żydowskiej siedziby narodowej”. Od tej tzw. „Deklaracji Balfoura” rozpoczęła się współpraca ruchu syjonistycznego z imperializmem brytyjskim. Brytyjscy władcy zakła-dali, że syjonizm będzie dla nich wygodnym sprzymierzeńcem, że żydowscy osadnicy staną się przeciwwagą dla „buntowniczych Arabów”.

Przez całe dwudziestolecie między-wojenne władze brytyjskie stawały po stronie syjonistycznych osadników w nieustannie wybuchających starciach z ludnością arabską. Popierały żydowskie osadnictwo. Brytyjscy oficerowie szkolili syjonistyczne formacje zbrojne – takie jak Hagana – które pomogły im krwawo stłumić arabskie powstanie antykolo-nialne w latach 1936-1939. Stłumienie powstania miało dwa, doniosłe następstwa.

Z jednej strony było to złamanie palestyńskiego ruchu narodowowyz-woleńczego. Z drugiej dostarczenie syjonistom wyszkolonych i doświad-czonych kadr wojskowych. Oba te czynniki walnie przyczyniły się do powstania Izraela.

II wojna światowa przyniosła niewyobrażalną tragedię Holokaustu, zagłady większości europejskich Żydów przy bierności mocarstw zachodnich – co umacniało przekaz syjonistów, że jedynym sposobem ucieczki od anty-semityzmu jest kolonizacja Palestyny.

Jednocześnie po wojnie rozpadały się imperia kolonialne. Podbite ludy nie miały zamiaru już dłużej znosić ucisku. Jednak zachodnie klasy rządzące – z amerykańską (nowym światowym hegemonem) na czele – nie miały zamiaru wyzbywać się swej władzy. Nie mogąc już utrzymywać władzy kolo-nialnej w starym stylu sięgały po nowe metody sprawowania dominacji.

W tym celu udzielały poparcia siłom reakcji w nowo powstających państ-wach, aby te pilnowały ich interesów i utrzymywały „porządek”. To samo miało miejsce w Palestynie. Tutaj rolę „psa łańcuchowego” miało pełnić planowane państwo żydowskie.

W 1947 r. Zgromadzenie Ogólne uchwaliło niesławną Rezolucję nr. 181, która przyznawała państwu żydowskiemu więcej niż połowę terytorium Palestyny w sytuacji, gdy żydowscy osadnicy stanowili jedynie 1/3 jej ludności i należało do nich niespełna 6% ziemi! Niewiele mniej niż połowę ludności państwa „żydow-skiego” mieli stanowić Palestyńczycy (odpowiednio 499 i 438 tys.)! Podczas gdy na terytorium przyznanym państwu „palestyńskiemu” Żydzi mieli stanowić znikomą (10 tys. wobec 818 tys.) część ludności.

Jerozolima miała stanowić „strefę neutralną” pod międzynarodową kontrolą. Od razu widać całą absur-dalność tego planu i jego sprzeczność z jakkolwiek pojmowanymi zasadami sprawiedliwości – i to jak zachodnie elity (dodajmy, że z poparciem ZSRR i bloku wschodniego) od początku miały za nic prawa narodu palestyńskiego, którego przywódcy z pełni zrozumiałym oburzeniem odrzucili ten plan.

Jednak i to było za mało dla syjonistycznych przywódców. Ich rasis-towski plan zakładał budowę „czysto żydowskiego”, jednolitego etnicznie państwa. Aby to osiągnąć trzeba było pozbyć się Palestyńczyków, których syjoniści uważali za „prymitywnych dzikusów”. Ponieważ – jak to wcześniej wspomniano – syjoniści dysponowali licznymi, wyszkolonymi przez Brytyj-czyków kadrami wojskowymi, mogli w krótkim czasie zorganizo-wać względnie silną, dobrze zorganizo-waną armię i zdobyć miażdżącą prze-wagę nad słabymi oddziałami palestyńskimi. Dzięki temu, jeszcze przed proklamowaniem niepod-ległości przez Izrael w 1948, siły syjonistów mogły wypędzić ćwierć miliona ludzi.

Ogółem w latach 1947-49 wypędzono 850 tys. Palestyńczyków, co stano-wiło 4/5 populacji obszarów, na których powstał wówczas Izrael. Kolejne 300 tys. ludzi wypędzono w wyniku izraelskiej agresji na kraje arabskie w 1967 r. (tzw. Wojny Sześciodniowej). Izrael zagarnął wów-czas resztę palestyńskich terytoriów, które były dotychczas pod kontrolą Egiptu (tzw. Strefa Gazy) i Jordanii (tzw. Zachodni Brzeg Jordanu i Jerozolima Wschodnia). Aneksji z 1967 nie uznaje niemal żaden kraj na świecie, są one powszechnie określane mianem „Palestyńskich Terytoriów Okupowa-nych”. Izrael oczywiście oficjalnie uznaje je za integralną część swego terytorium państwowego.

W wyniku izraelskich podbojów większość Palestyńczyków żyje obec-nie poza obszarem Palestyny, w dużej części w obozach dla uchodźców w sąsiednich państwach. Pozostali żyją pod wojskową okupacją na Zachodnim Brzegu bądź są zamknięci w Strefie Gazy, do której dostęp z lądu, morza i powietrza kontroluje Izrael, urządzający „od czasu do czasu” krwawe eskapady zbrojne na jej terytorium.

Oficjalne uznanie przez USA Jerozolimy za stolicę Izraela stanowi uznanie za legalne aneksji i jest (nie pierwszym!) aktem pogardy Stanów dla prawa międzynarodowego (o sprawied-liwości nawet już nie ma co wspomi- nać). Umacnia rasistowską politykę państwa Izrael, stanowiącego przykład ostatniego kolonializmu „w starym stylu”. Jako takie powinno być potęp-ione nie tylko przez lewicę na całym świecie, ale i przez wszystkich przyzwoitych ludzi!

Michał Wysocki

Category: Gazeta - styczeń 2018

Comments are closed.