baner.pracdem.stary

Aborcja prawem kobiety Walczmy z atakami prawicy i obłudą opozycji

| 1 marca 2018
„Chwała matce-bohaterce!”. Plakat propagandowy z ZSRR czasów Stalina.

„Chwała matce-bohaterce!”.
Plakat propagandowy z ZSRR czasów Stalina.

Prawicowe rządy różnych odcieni przez wiele lat marginalizowały i ignorowały temat praw reprodukcyjnych kobiet, traktując je jako tzw. „temat zastępczy” lub fanaberię uprzywilejowanych, wielkomiejskich feministek.

To zmieniło się na dobre w 2016 roku, gdy po raz ostatni Manify zostały solidarnie przemilczane przez największe stacje telewizyjne (TVP, Polsat, TVN), czyli również te kreujące się na nowoczesne i postępowe.

Niedługo potem wybuchła fala protestów przeciwko prawicowym fanatykom dążącym do zakazania aborcji i wprowadzenia kar więzienia dla dokonujących jej kobiet. Kulminacją tamtego wzburzenia był Czarny Poniedziałek (3.10.2016), gdy w ponad 100 polskich (i nie tylko) miastach odbyły się antyrządowe demonstracje, które doprowadziły do utrącenia barbarzyńskiej ustawy.

Wyraźnie zmieniło to klimat polityczny w Polsce. Trudno o lepszy przykład, że w chwili masowego buntu musi ulec, aby zapobiec eskalacji protestów na niebezpieczną dla siebie skalę, nawet zdominowany przez radykalną prawicę, tracący autorytet Sejm.

Tamte dni zmieniły wiele w powszechnym postrzeganiu zabiegu przerywania ciąży, praw kobiet i funkcjonowania obecnego systemu politycznego w ogóle. Dzięki temu wzrósł wyraźnie odsetek społeczeństwa popierający odzyskanie przez kobiety prawa do aborcji na życzenie. Nieformalne grupy, które zawiązały się w celu organizacji czarnych protestów, nie znikły wraz z tamtym zwycięstwem, ani nie ograniczyły się do kwestii praw kobiet.

Część z nich dalej działa i wspomaga wiele pożytecznych inicjatyw, takich jak ruch antyfaszystowski. Niektóre brały też udział w lipcowych protestach przeciwko zmianom w sądownictwie. Z kolei zagraniczne grupy „Dziewuchy dziewuchom” pomagają w dokonywaniu bezpiecznej aborcji i ułatwiają dostęp do antykoncepcji.

Bigoci już czują, że nie są już tak bezkarni, jak kiedyś, co pokazała niedawno akcja #MeToo. Wrogie jej prawicowe autorytety pokroju Ziemkiewicza, pogrążały się jeden po drugim i stanowiły żywy dowód, jak bardzo słuszna i potrzebna jest konstruktywna dyskusja na temat przemocy seksualnej i praktycznie nieistniejącego systemu pomocy dla jej ofiar.

 

Hipokryzja opozycji

Została także zweryfikowana hipokryzja zagubionej opozycji z PO i .N, lubiącej ogrzewać się w blasku protestów kobiet, a jednocześnie pokazującej swoje kołtuńskie oblicze w momencie próby. Takim momentem było niedawne głosowanie nad skierowaniem projektu ustawy „Ratujmy kobiety” do dalszych prac w parlamencie. Styczniowe protesty wymierzone zarówno w rząd, jak i w neoliberałów, dają nadzieje, że nie uda im się kolejny raz odzyskać władzy w szatach „obrońców ludu”. Ich strategia przedstawiania się jako „mniejsze zło” i „jedyna realna alternatywa dla PiS” straciła na wiarygodności.

Mimo tych napawających umiarkowanym optymizmem postępów, to dopiero początek długiej i trudnej drogi do wyzwolenia kobiet. Ultraprawica też czuje, że w obecnych warunkach może więcej. W zeszłym roku udało się ograniczyć dostęp do tabletek „po”, a w Sejmie znów leży projekt ustawy zakazu- jącej aborcji.

Do tego grozi nam jej delegalizacja „tylnymi drzwiami” poprzez orzeczenie marionetkowego Trybunału Konstytucyjnego, co oznacza, że niebawem znów trzeba będzie wychodzić masowo na ulicę. Marcowe Manify i demonstracje w ramach II Międzynarodowego Strajku Kobiet to znakomita okazja do pokazania, że jesteśmy gotowi co najmniej powtórzyć masowość i energię protestów z 2016 r..

 

Ucisk kobiet i podział klasowy

Aby być lepiej przygotowanym do niechybnie nadchodzącego starcia, warto odpowiedzieć na kilka pytań. O co naprawdę toczy się walka? Dlaczego jest tak ważna? Do czego prawicy potrzebne jest dalsze ograniczanie praw kobiet i ryzykowanie masowych antyrządowych protestów, które mogą wymknąć się spod kontroli?

Ucisk kobiet nie jest zjawiskiem naturalnym, wynikającym z różnic biologicznych między płciami. Jego początek wiąże się z powstawaniem hierarchicznych, klasowych struktur społecznych ok. 5-10 tys. lat temu. Podział klasowy opiera się na istnieniu własności prywatnej chronionej państwową przemocą, dzięki czemu właściciele środków produkcji mogą wyzyskiwać pracujących, przejmując różnicę pomiędzy wartością efektów ich pracy a wielkością wystarczającą do zaspokojenia ich bieżących potrzeb.

Po to, by ten podział mógł przetrwać, konieczne było prawo do dziedziczenia majątku przez panujących (i „dziedziczenia” jego braku przez poddanych), co oznaczało zarazem przekazywanie pozycji społecznej. Potrze- bne było także ograniczenie rozpraszania się bogactwa. Musiał też powstać możliwie najtańszy, z punktu widzenia systemu, sposób wychowania nowych pokoleń do pracy. Pojawiła się więc odpowiadająca tym potrzebom forma rodziny, w której odebrano kobietom prawo do decydowania o swojej seksualności, wtłaczając je w sztywne ramy monogamii w imię „interesu” społecznego.

Poziom ucisku i jego zasady podlegały zmianom wraz ze zmianami stosunków społecznych.  Formy rodziny się zmieniały, ale w każdym społeczeństwie klasowym ucisk kobiet ostatecznie wynikał z materialnych pobudek. Klasa panująca chciała stabilnie rządzić i się bogacić, a niższą pozycję kobiet w społeczeństwie uzasadniała jako „boskie”, niena- ruszalne i odwieczne prawo. Bardzo łatwo jest wykazać hipokryzję rządzących w tej kwestii, gdyż ich aktualna koncepcja „obrony życia poczętego” jest względnie nowa – została ogłoszona dopiero przez papieża Piusa IX w 1869 roku. Była ona także użyteczna także dla laickich dyktatorów, takich jak Stalin czy Ceaucescu.

Również Hitler (ukazywany przez część prawicy jako zwolennik prawa do przerywania ciąży) zakazał aborcji w Niemczech – nie mogły jej stosować „Aryjki” jako wywodzące się z „rasy panów” – dopuszczał dla Słowianek w podbitych krajach, i jednocześnie wymuszał aborcje u żydowskich kobiet. To pokazuje, iż nie należy utożsamiać praw reprodukcyjnych kobiet z samym dostępem do aborcji. Przede wszystkim chodzi o to, kto sprawuje kontrolę nad płodnością.

W odzyskaniu tej kontroli nad własną płodnością prawo do przerywania ciąży to bardzo ważny środek, ale tylko jeden z wielu. Widać to także po ruchach prawicy, która dąży także do jak najdalej idącego ograniczania dostępu do antykoncepcji – w szczególności tych jej postaci, które dają kobiecie największą niezależność w kwestii planowania ciąży.

Prawica również bardzo mocno sprzeciwia się jakiejkolwiek edukacji seksualnej bazującej na wiedzy naukowej, a nie konserwatywnych dogmatach utrwalających patriarchalne stosunki społeczne. W kobiety uderza to ze szczególną siłą, gdyż jako główne ofiary przemocy seksualnej nie uczą się, gdzie są jej granice, jak i tego, że w ogóle mają prawo do otwartego wyrażania swoich potrzeb w tej sferze, a nie tylko podporządkowania się woli „rycerza na białym koniu”.

Póki sytuacja nie zmienia się, ich oprawcy mogą spać spokojnie, gdy tak wiele kobiet jest przekonanych, że gwałt w małżeństwie nie istnieje. Nawet jeśli zostaną ukarani, to niezbyt dotkliwie, ponieważ będą osądzani przez równie niedouczonych sędziów analizujących, czy strój ofiary nie był zbyt prowokacyjny.

 

Przetrwanie kapitalizmu

Dzięki tak zorganizowanej systemowej opresji wobec kobiet kapitalizm zapewnia sobie przetrwanie. Strach kobiet przed niezaplanowanymi ciążami to przede wszystkim obawa przed dodatkową, ciężką, wieloletnią i nieopłaconą pracą opiekuńczą na rzecz dzieci. Dzieci te w przyszłości mają swoją pracą powiększać majątki kapitalistów i również spłodzić i wychować następne pokolenie do tej samej roli, a także opiekować się starszymi i chorymi niezdolnymi do pracy.

To dodatkowo wpędza we frustracje, gdyż relacje rodzinne i partnerskie są w mniejszym stopniu oparte na uczuciach, a bardziej na ekonomicznej kalkulacji wymuszającej niekiedy trwanie latami w toksycznych związkach. Takie dodatkowe obciążenie na różne sposoby utrudnia również walkę w miejscu pracy o lepsze standardy zatrudnienia, gdyż ryzykuje się także niezaspokojeniem potrzeb utrzymywanych dzieci.

Dlatego właśnie należy podkreślać, że ucisk kobiet w kapitalizmie jest jednocześnie szkodliwy dla mężczyzn oraz innych płci, a tzw. „sprawy obyczajowe”, lekceważone nawet przez cześć lewicy, są ściśle sprzężone z kwestiami materialnymi. Brytyjski socjalista Tony Cliff napisał kiedyś: „Jeżeli podróżuję ohydnie brudnym pociągiem jako biały mężczyzna w kapitalizmie, będę mieć siedzenie blisko okna. Kobieta albo czarny będą mieć siedzenie daleko od okna w nawet gorszych warunkach niż ja. Ale prawdziwym problemem jest pociąg. My wszyscy musimy znosić ten sam pociąg, nie mamy żadnej kontroli nad kierowcą, który ciągnie nas wszystkich ku przepaści.”

Najwyższy czas wcisnąć hamulec bezpieczeństwa tego pociągu. Bierność wobec zakusów fanatyków może zaszkodzić także tym, których teraz stać na aborcję za granicą i unikają angażowania się w politykę. Polska nie jest zawieszona w próżni i sukcesy tutejszych barbarzyńców na pewno ośmielą ich odpowiedników w innych krajach. W tym destrukcyjnym systemie nie istnieje opcja: „stop, już wystarczy”, dopóki panujący nie czują oporu społecznego, a najlepiej także pracowniczego, wymierzonego w jego materialną podstawę.

Piotr Trzpil

Category: Gazeta - marzec 2018

Comments are closed.