baner.pracdem.stary

Faszyści z Europy na Marszu Podłości

| 1 grudnia 2017
Faszystowska para na marszu - Robert Winnicki i Roberto Fiore.

Faszystowska para na marszu – Robert Winnicki i Roberto Fiore.

Tegoroczny Marsz Niepodległości spotkał się ze znaczne większą krytyką niż w ubiegłych latach – m. in. za sprawą mediów zagranicznych, które wraz z częścią polskich (głównie liberalnych) mediów słusznie okrzyknęły go mianem „największego faszystowskiego marszu na świecie”.

Konsekwencją tego była intensywna debata podgrzewana przez prorządowe media próbujące wybielić go i przedstawić jako pokojową manifestację patriotyzmu, w którym faszyści to stanowią margines. Istnieje bardzo dużo argumentów uzasadniających w sposób przekonywujący, że skrajnie nienawistne hasła nie są niczym przypadkowym na Marszu Niepodległości. Jednak warto także bardziej szczegółowo pochylić się nad mniej eksponowanym przez stronę antyfaszystowską wątku zagranicznych gości i mówców zapraszanych przez organizatorów. To jest jeden z ich najczulszych punktów, gdyż pytani o to, wymigują się od odpowiedzi.

Najsłynniejszym zagranicznym faszystą wielokrotnie biorącym udział w Marszu Niepodległości jest Włoch Roberto Fiore z partii Forza Nuova, który przez rok był deputowanym do Parlamentu Europejskiego. Udzielając wywiadu włoskim mediom powiedział kiedyś: „Jeśli nazwiecie mnie neofaszystą, nie będę robił awantury”.

Był współzałożycielem organizacji NAR stanowiącej przykrywkę dla działań prawicowych bojówek stojących za 33 morderstwami politycznymi. Ich największą zbrodnią było dokonanie w 1980 roku zamachu terrorystycznego na dworcu kolejowym w Bolonii, gdy zginęło 85 osób a 200 zostało rannych. Fiore został skazany za to na 5 lat więzienia, lecz uniknął kary uciekając do Brytanii, gdzie także kontynuował walkę o „czystość rasową” Europy. W tym duchu było również jego przemówienie na tegorocznym MN nawołującego do objęcia fizycznej dominacji skrajnej prawicy nad przestrzenią publiczną: „Wy musicie przejąć ulice, miasta, place i musicie być wzorem dla reszty Europy!”.

Innym wpływowym gościem marszu był słowacki poseł Milan Mazurek, autor słów: „Holocaust to bajeczka”. Reprezentuje on partię LSNS, która uważa się za ideową spadkobierczynię Słowackiej Partii Ludowej. Partia ta w okresie II wojny światowej utworzyła państwo słowackie, aktywnie kolaborujące z III Rzeszą i biorące udział w inwazji na Polskę we wrześniu 1939 r. Na jego czele stał katolicki ksiądz Jozef Tiso odpowiedzialny za wywózkę Żydów do obozów koncentracyjnych i inne zbrodnie wojenne, za które został po wojnie powieszony. Dzisiaj te niechlubne tradycje są kontynuowane w postaci podsycania nienawiści do muzułmanów. Liderowi LSNS przypadło w udziale inauguracyjne przemówienie MN, w którym wyraził pochwałę dla polskich ksenofobów zwalczających „islamskie zagrożenie”.

Na początku marszu głos zabrał także Manuel Canduela z hiszpańskiego ugrupowania Narodowa Demokracja, która zrzesza nostalgików frankistowskiego reżimu i kolonialnego imperium wyzyskującego ludy Ameryki Łacińskiej. Mimo patetycznych słów o „budzącym się patriotyzmie” w Hiszpanii poparcie dla tej partii jest bliskie zeru. Podobnie jak inni mówcy łechtał zgromadzonych pozytywną opinią o polskim nacjonalizmie i wyrażał nadzieje, że inne narody Europy wezmą przykład powracając do „wartości chrześcijańskiej Europy”.

Na Marszu Niepodległości nie zabrakło także po raz kolejny gości z Węgier w postaci przedstawicieli Jobbiku – jawnie faszystowskiej partii odwołującej się do zbrodniczego dziedzictwa Strzałokrzyżowców, także współpracujących z III Rzeszą w okresie jej świetności. Obecnie to partia o największym wpływie na władzę spośród wszystkich europejskich partii faszystowskich, gdyż jej posłowie stanowią aż 1/4 węgierskiego parlamentu, która wspiera rządzący Fidesz Viktora Orbana w polityce cięć socjalnych i nadawaniu przywilejów kapitalistom powiązanym z władzą.

Oprócz tego organizatorzy szczycili się także udziałem grup w sumie z kilkunastu krajów, w tym Estonii, Bułgarii, Szwecji. Swoją relację z Warszawy przeprowadził także brytyjski faszysta Tommy Robinson upajający się „brakiem politycznej poprawności” w postaci rasistowskich i islamofobicznych haseł zrównujących muzułmańską religię, wyznawaną przez 1/4 ludzkości z terroryzmem. Był on liderem English Defence League, aktualnie jest działaczem Pegida UK prowadzącej kampanię nienawiści wobec imigrantów pochodzących z krajów muzułmańskich, wyrażającą się np. w demolowaniu prowadzonych przez nich sklepów. Polska skrajna prawica przyjęła jego wideo z ogromnym zadowoleniem jako „odtrutkę względem lewackich mediów”.

Te wszystkie przykłady wyraźnie pokazują, że Marsz Niepodległości stał się zjazdem osobliwości skrajnej prawicy z całej Europy. To właśnie tutaj niestety wielu z nich może czuć się bezpiecznie, bo ruch antyfaszystowski nie jest – póki co – tak masowy jak w ich macierzystych krajach, gdzie spotykają się z blokadami, które wymuszają na nich odwoływanie manifestacji.

Jednocześnie widoczne są jak na dłoni sprzeczności faszystowskich ruchów i ich instrumentalne traktowanie kryterium narodowego jako narzędzia do wymuszania przemocą fałszywej jedności narodowej wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Punktowanie tego jest niezwykle istotne w walce z nimi, gdyż obnaża fałsz ich ideologii, która wszędzie ma ten sam mianownik – pacyfikacja oddolnych ruchów naruszających hierarchię kapitalistycznego społeczeństwa.

Widzimy, że miejscowym faszystom ustawianie polskiego narodu na piedestale ponad innymi nie przeszkadza we współpracy z analogicznymi ruchami z innych krajów, które są dumne ze swoich ideowych przodków biorących udział w hitlerowskiej napaści na Polskę. Widzimy, że polskim samozwańczym obrońcom Europy przed terroryzmem nie przeszkadzają terroryści z Włoch. Widzimy wreszcie, że organizatorom MN, którzy co jakiś czas grożą mediom procesami sądowymi za nazywanie ich „faszystami”, nie przeszkadzają ludzie otwarcie mówiący o sobie „jestem neofaszystą”.

Mimo, że dla każdego z nich własny naród jest „rasą panów” i „obrońcą cywilizacji”, to potrafią porozumieć się w jednym – w walce z każdym ruchem wyzwoleńczym mogącym złamać propagowane przez nich mity o szkodliwości mieszania się kultur, co zdradza ich ukrywany klasowy charakter.

W końcu przeciwstawić się temu może jedynie międzynarodowa solidarność w walce z kapitalistycznym wyzyskiem, dla którego faszyzm jest ostatnią nadzieją, która kieruje społeczny bunt w ślepą uliczkę. Tak było w latach 30. i 40. XX wieku, gdy różne prawicowe dyktatury i ugrupowania były u szczytu potęgi, co doprowadziło do tragedii. Trzeba wyciągnąć lekcję z historii, gdyż tamte ruchy próbują odradzać się w nowym opakowaniu.

Jeden z powodów, z którego faszystowskie organizacje mogły tak szybko rosnąć w Polsce przez ostatnie dwa lata, to słabość lewicy i organizacji pracowniczych. Należy więc tę lewicę wzmocnić, szczególnie biegun konsekwentnie antykapitalistyczny.

Równocześnie dzisiaj istotne jest budowanie szerokiego ruchu antyfaszystowskiego, którego uczestnicy mogą mieć różne poglądy na temat kapitalizmu i innych spraw, ale są zjednoczeni w działaniu przeciw marszom, spotkaniom i wszelkiej obecności faszystów w przestrzeni publicznej.

Piotr Trzpil

Tags:

Category: Gazeta - grudzień 2017

Comments are closed.