baner.pracdem.stary

Uczczenie powstania NSZ – Brunatna karta polskiego parlamentaryzmu

| 1 października 2017

Zbigniew Grygla - Nowoczesna - z opaską NSZ

15 września br. to kolejna czarna, a konkretniej brunatna, karta polskiego parlamentaryzmu. To właśnie tego dnia, zdominowany w 100% przez prawicę Sejm, uczcił przez aklamację rocznicę powstania Narodowych Sił Zbrojnych – formacji wojskowej z okresu II wojny światowej, której znaczna cześć dopuszczała się antysemickich zbrodni, a także kolaboracji z nazistami.

Bazę społeczną Narodowych Sił Zbrojnych stanowili ludzie związani z przedwojennymi organizacjami faszystowskimi jak ONR, czy RNR „Falanga”, które dążyły do utworzenia w Polsce państwa rządzonego przez narodowo-katolicką dyktaturę, czyli w rzeczywistości jak najdalej idące umocnienie pozycji najważniejszych wyzyskiwaczy II RP – właścicieli ziemskich i kleru, kosztem pracującej większości. To właśnie rozbieżność celów politycznych doprowadziła do odrębności tej formacji od struktur Armii Krajowej, która nie miała tak silnie nacjonalistycznego charakteru, a jej podstawowym zadaniem była walka z nazistami.

Owszem, pojedyncze oddziały NSZ też czasami walczyły z hitlerowcami m. in. w Powstaniu Warszawskim, jednak najczęściej dzieliły tę samą politykę. Starcia między nimi wynikały ze sprzeczności zwalczających się nacjonalizmów, które z reguły nie zaliczają do „rasy panów” innych narodów niż własny.

To do NSZ należała niesławna Brygada Świętokrzyska, która do końca wojny ewidentnie stała po stronie upadającej III Rzeszy. Jej członków najbardziej przerażało znalezienie się na terenach pod kontrolą ZSRR – i to nie ze względu na antyludzkie zbrodnie Stalina, lecz na perspektywę upaństwowienia majątków kapitalistów, ziemian i klechów. Dlatego właśnie korzystając ze wsparcia nazistowskiego militaryzmu, zwalczali partyzantkę Armii Ludowej, brali udział w szkoleniach przygotowujących do dywersji na tyłach Armii Czerwonej. W końcu pod jego osłoną przedostali się do strefy kontrolowanej przez wojska amerykańskie.

Mimo, że istnieje wiele dokumentów potwierdzających kolaborację, a źródłem części z nich są także publikacje IPN-owskiej policji historycznej, prawicowi propagandyści bardzo często wypierają te fakty podając tzw. „wyzwolenie” obozu koncentracyjnego w Holiszowie (chronionego rzekomo przez 200 uzbrojonych esesmanów) za dowód walki po słusznej stronie. Zapominają przy tym oczywiście dodać, że wydarzyło się to 5 maja 1945 r., czyli już 3 dni po kapitulacji Berlina. Nikt wtedy nie przejmował się losem obozu w małej, czeskiej mieścinie, strzeżonym przez żołnierzy w podeszłym wieku. Nikt, poza Brygadą Świętokrzyską NSZ, która potrzebowała takiego propagandowego „sukcesu” w walce z faszyzmem, by dzięki temu wiarygodnie w oczach reszty świata wyprzeć się swojego niedawnego sojusznika.

Dzisiejsi rządzący w Polsce podtrzymują tę kłamliwą legendę o bohaterstwie NSZ wraz z innymi wrzucanymi w jeden worek pod nazwą tzw. „żołnierzy wyklętych” . Coraz bardziej nachalnie i bezczelnie próbują narzucić społeczeństwu ten pogląd nieistniejący jeszcze 10-15 lat temu w powszechnej świadomości. To zjawisko nie jest przypadkiem, lecz zamierzoną polityką promowania ludzi i organizacji walczących wszelkimi środkami o interes pasożytniczych elit. Uczczenie rocznicy powstania NSZ jest kontynuacją tych działań.

O ile nikogo już nie dziwi poparcie uchwały przez posłów PiS i Kukiz ‘15, którzy nie kryją od dawna sympatii do opresyjnej i szkodliwej idei „wielkiej Polski katolickiej”, o tyle solidną burzę wywołało zachowanie posła Gryglasa z Nowoczesnej, który założył nawet w tym dniu opaskę NSZ, za co został ukarany przez przewodniczącego swojego klubu – Ryszarda Petru.

Dużo mniejszą uwagę główne media skupiły na samym fakcie zgodnego głosowania w tej sprawie zarówno partii rządzącej, jak i liberalnej opozycji, która rzekomo stroni od ksenofobii i nacjonalizmu. Nacjonalistycznej atmosferze w parlamencie nie oparł także PSL odwołujący się do tradycji Batalionów Chłopskich, które także były zwalczane przez Narodowe Siły Zbrojne.

Tym sposobem neoliberałowie z PO i .N po raz kolejny pokazali swoje zakłamane oblicze i miękkość wobec skrajnej prawicy. Najwyraźniej bliższej im do niej niż do oddolnych organizacji wolnościowych i pracowniczych, na tle których lubią pozować do zdjęć i kreować się na „obrońców ludu”, gdy dochodzi do masowych protestów społecznych. Jakakolwiek, najczęściej bardzo ograniczona samokrytyka przychodzi wymuszona presją medialną lub społeczną, czego przykładem jest potępienie przez Petru jedynie najbardziej rzucającego się w oczy posła za przejaw przyzwalania na zachowania nacjonalistyczne i ksenofobiczne”, a nie wszystkich członków klubu (łącznie z nim samym) głosujących za haniebną uchwałą w tym duchu.

Gdy społeczeństwo nie patrzy uważnie, skrajna prawica często staje się dla nich partnerem. Państwowe obchody święta „żołnierzy wyklętych”, do których zalicza się także NSZ, zostały wprowadzone na początku prezydentury Komorowskiego, co jasno pokazuje, że szerzenie nacjonalizmu nie jest wyłącznie konikiem PiS i pozaparlamentarnych ugrupowań faszystowskich.

Niecałe dwa miesiące wcześniej ten sam Sejm odmówił upamiętnienia ofiar represji sanacyjnej dyktatury podczas Wielkiego Strajku Chłopskiego z okazji jego 80. rocznicy. To pokazuje wyraźnie, że polskie elity liczą, iż dzięki państwowej propagandzie wychowają kolejne pokolenia żołnierzy walczących pod rozkazami współczesnych Łupaszków, Burych itp. zbrodniarzy stojących na czele „patriotycznych” bojówek, jak niegdyś NSZ, którzy w razie czego z bezwzględną brutalnością będą bronić ich majątków i prawa do wyzysku.

Musimy się temu przeciwstawiać demaskując te kłamstwa i przemilczenia, oraz kultywować pamięć o oddolnych ruchach społecznych, które zmieniły ten świat na lepsze i są znakomitą inspiracją do kontynuowania walki o realizację postępowych idei.

Piotr Trzpil

Tags:

Category: Gazeta - październik 2017

Comments are closed.