baner.pracdem.stary

Aktualność rewolucji rosyjskiej

| 1 września 2017
08.01.17 Nowe Delhi. Strajkujące pracownice miejskiego samorządu.

08.01.17 Nowe Delhi. Strajkujące pracownice miejskiego samorządu.

Rewolucja rosyjska jest dziś bardzo aktualna, ponieważ świat, w którym żyjemy, woła o fundamentalną zmianę.

Potrzeba rewolucji manifestuje się po pierwsze poprzez nieprzyzwoity wręcz poziom nierówności w świecie. Ośmiu multimiliarderów posiada bogactwo, którego wartość odpowiada własności najuboższych 3,6 mld ludzi światowej populacji. Ta globalna liczba to jedynie przerażający wierzchołek ogromnej i wciąż rosnącej góry nierówności w niemalże każdym kraju świata.

Po drugie, doświadczamy chronicznego kryzysu gospodarczego systemu, który wciąż grozi dalszym zubożeniem i obniżeniem standardów życia ogromnej masy ludzi, również w niemalże każdym kraju.

Po trzecie, narasta imperialistyczna konkurencja pomiędzy USA, Rosją i Chinami, która już doprowadziła do szeregu potwornych, regionalnych i lokalnych inwazji, konfliktów i wojen zastępczych (np. w Afganistanie, Iraku, Ukrainie i Syrii). Coraz bardziej zagraża ona uwikłaniem świata w druzgocące konflikty, niosące ze sobą bezprecedensowy potencjał zniszczenia.

Po czwarte, narasta zagrożenie katastrofalnymi zmianami klimatycznymi, które są owocem niezmordowanego dążenia kapitalizmu do akumulacji. Sam kapitalizm okazuje się bezsilny jeśli chodzi o powstrzymanie tych zmian, a nawet nie pragnie ich odwrócenia. Niszczycielskie same w sobie, zmiany klimatyczne będą oddziaływały na nierówności, kryzys gospodarczy i imperialną rywalizację militarną, niosąc absolutnie barbarzyńskie konsekwencje.

Po piąte, potrzebujemy rewolucji, gdyż te zazębiające się wielorakie kryzysy i sprzeczności wytwarzają globalną polaryzację, która staje się żyzną glebą dla wzrostu skrajnej prawicy – od Donalda Trumpa po Marine le Pen. Sposób, w jaki ta prawica żywi się najpodlejszymi formami rasizmu i rożnych uprzedzeń, sprawia że złowrogi cień lat trzydziestych ubiegłego wieku znów zdaje się kłaść na współczesnym świecie. Historyczna alternatywa, sformułowana przez Różę Luksemburg sto lat temu – socjalizm albo barbarzyństwo – nabiera większej aktualności niż kiedykolwiek.

Potrzebujemy również rewolucji, gdyż zarówno teoria, jak i doświadczenie pokazują, że rozwiązanie tych fundamentalnych problemów za pomocą stopniowych reform parlamentarnych nie jest możliwe. Na przykład brytyjska klasa rządząca, która z taką jednomyślną wściekłością zareagowała na wybór Jeremy’ego Corbyna – a zaledwie na przywódcę Partii Pracy – nie będzie gotowa na to, by pokojowo przekazać swą władzę i przywileje, nagromadzone w ciągu stuleci, radykalnemu rządowi laburzystowskiemu.

Wykorzysta ona raczej swe ogromne wpływy w gospodarce, płynące z własności i kontroli głównych gałęzi przemysłu, instytucji finansowych i korporacyjnych mediów, połączone z potęgą państwa (kadra urzędnicza, sędziowie, policja, wojsko), którą również ona kontroluje, do podkopania takiego rządu i zaciekłej obrony systemu kapitalistycznego.

Jest również jasne, że podobnie sprawa się przedstawia w innych krajach. W Grecji siły kapitału, reprezentowane przez “trojkę” Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i MFW wolały uciec się raczej do terroryzmu gospodarczego niż pozwolić lewicowemu rządowi Syrizy na wprowadzenie nawet łagodnego, keynesowskiego programu antyoszczędnościowego, nie mówiąc już o jakiejkolwiek radykalnej transformacji systemu. To było jedynie kolejne potwierdzenie doświadczenia historycznego, które sięga wstecz do rządu Jedności Ludowej w Chile i zamachu Pinocheta, faszystowskiego powstania Franco przeciwko Frontowi Ludowemu w Hiszpanii w 1936 r., i przewrotu Mussoliniego we Włoszech w 1922 r.

Klasa pracująca

Drugim powodem, dla którego Rewolucja Rosyjska jest wciąż aktualna, jest fakt, że była to rewolucja pracowników, dokonana pod przewodnictwem rosyjskiej klasy pracującej.

To robotnicy Piotrogrodu zaczęli Rewolucję w lutym i obalili cara. To postępująca radykalizacja pracowników, szczególnie w kwestii opozycji wobec trwającej I Wojny Światowej, popychała Rewolucję do przodu. To poparcie ogromnej większości miejskiego proletariatu, wraz z żołnierzami i marynarzami, umożliwiło łagodne, prawie bezkrwawe powstanie październikowe, które przekazało całą władzę Sowietom (radom pracowniczym).

Ten sojusz pomiędzy rewolucją pracowniczą i chłopstwem umożliwił rewolucji utrzymanie się w obliczu białej kontrrewolucji wspartej przez 14 mocarstw imperialistycznych oraz zaciekłej wojny domowej, która potem nastąpiła. Jeśli potraktujemy poważnie potrzebę rewolucji międzynarodowej, to może być to jedynie rewolucja pracowników.

Musimy mówić o sile społecznej, która może pokonać ogromną gospodarczą i polityczną władzę globalnego kapitału – wielkich korporacji, MFW, Banku Światowego, USA i ich armii, Unii Europejskiej wraz z jej siłami ekonomicznymi i państwowymi, ogromnego aparatu państwowego Chin, państwa rosyjskiego czy saudyjskiego – by wymienić jedynie kilku z jego głównych graczy. Jest tylko jedna siła społeczna, mogąca marzyć o dokonaniu tego dzieła: licząca 1,5 mld ludzi międzynarodowa klasa pracująca. W formule Marksa jest to “samodzielny ruch ogromnej większości w interesie ogromnej większości”.

Od czasu boomu ekonomicznego lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku socjologowie i samozwańczy marksiści regularnie obwieszczali schyłek klasy pracującej. Miała być ona przekupiona i uczyniona bardziej mieszczańską przez dobra konsumpcyjne; nieodwracalnie sprywatyzowana i nie będąca już więcej siłą na rzecz zmiany społecznej; miała zniknąć na skutek deindustrializacji; skurczyć się i zostać zastąpioną przez “białe kołnierzyki” klasy średniej – itd. itp.

Te twierdzenia zawierały błędy z dwóch fundamentalnych powodów. Po pierwsze, znacznie przeceniały upadek wytwórczego i przemysłowego proletariatu w rozwiniętych krajach kapitalistycznych. Źle też interpretowały charak- ter klasowy pracowników, wykonujących zawody zaliczane do “białych kołnierzyków”, którzy – w ogromnej więk- szości – są częścią klasy pracowniczej.

Klasa pracująca nie jest definiowana przez przemysłowy czy manualny charakter wykonywanej przez nią pracy, ale przez sprzedaż siły roboczej i jej wyzysk przez kapitał. Pielęgniarki, nauczyciele, urzędnicy czy pracownicy call center są tak samo częścią klasy pracowniczej jak robotnicy fabryczni, górnicy czy dokerzy. Tak więc ta klasa wciąż stanowi większość społeczeństwa we wszystkich głównych państwach kapitalistycznych Zachodu.

Po drugie zaś w czasie, gdy toczyła się debata na temat zachodniej klasy pracującej, nastąpił ogromny wzrost liczebności klasy pracującej w krajach, które były określane mianem “Trzeciego Świata”.

W 1993 r. spośród globalnej populacji ok. 5526 mld ludzi 985 milionów (czyli ok. 18%) stanowili pracownicy najemni. W roku 2013 liczba pracowników najemnych na świecie wzrosła do 1575 mld, przy ogólnej liczbie ludności 7086 mld. Udział procentowy pracowników wzrósł więc do ponad 22%. Co ważne, liczba ta stanowi niewiele ponad połowę całkowitej wielkości siły roboczej świata, liczącej 3 mld ludzi.

Oczywiście nie wszyscy pracownicy najemni są pracownikami (mniejszość pracuje na stanowiskach menedżerskich), jednak większość nimi jest, a to oznacza, że po raz pierwszy w historii marksowski proletariat naprawdę stanowi mniej więcej większość globalnego społeczeństwa.

Nawet bardziej istotna niż bezwzględne liczby jest rysująca się tendencja. W ciągu 20 lat dzielących lata 1993 i 2013 liczba pracowników najemnych wzrosła o 589 814 000 (co stanowi oszałamiające 60% liczby z roku 1993). W tym czasie średnio 29 mln ludzi dołączało każdego roku do grona pracowników najemnych. Co więcej, ten wzrost był skoncentrowany w krajach rozwijających się.

W krajach rozwiniętych liczba pracowników najemnych rosła wolno, od 345 mln w roku 1993 do 410 mln w roku 2013. W państwach rozwijających się mieliśmy do czynienia z eksplozją tego wzrostu: od 640 mln w 1993 do 1165 mld w 2013 r. Pracownicy najemni w samych tylko krajach rozwijających się są liczniejsi niż cała globalna najemna siła robocza 20 lat temu.

W Chinach klasa pracująca liczy sobie 400-500 mln ludzi – zdecydowanie największy krajowy proletariat, jaki kiedykolwiek istniał. Jest to też od 50 do 100 razy większy proletariat niż ten istniejący w czasach Marksa.

Prócz wielkości globalnego proletariatu dodatkowym czynnikiem, wskazującym na jego wielką potencjalną siłę społeczną, jest jego wzrastająca koncentracja w wielkich miastach. Opracowana przez Bank Światowy klasyfikacja państw według ich stopnia urbanizacji wylicza 30 krajów, dla których wskaźnik ten wynosi ponad 80%. Wśród nich jest Argentyna (92%), Australia (89%), Belgia (98%), Brazylia (85%), Chile (89%), Holandia (90%), Katar (96%), Arabia Saudyjska (83%), Zjednoczone Królestwo (82%), USA (81%) i Urugwaj (95%). Atlas Świata wymienia 69 miast liczących ponad 5 milionów mieszkańców i 26 mających ponad 10 milionów.

To właśnie w tych wielkich miastach skoncentrowana jest ogromna, globalna siła społeczna, która ma moc, by pokonać międzynarodowy kapitał.

John Molyneux

Tłumaczył Jacek Szymańśki

Skrócony artykuł z „Irish Marxist Review”. Można go również przeczytać na johnmolyneux.blogspot.com

Tags:

Category: Gazeta - wrzesień 2017

Comments are closed.